Nieudana ucieczka
Po śmierci bliskich Natalie Block została
zupełnie sama. Wrażliwa i serdeczna, znalazła schronienie i przyjaźń na
ranczu rodziny Killainów. Mack Killain, szorstki i niecierpliwy
samotnik, z czasem stał się jej wyjątkowo bliski…
Mack, upokarzany
przez ojca i pozbawiony opieki przedwcześnie zmarłej matki, sam musiał
zajmować się młodszym rodzeństwem i dbać o gospodarstwo. Chociaż
pokochał Natalie, nie dopuszcza do siebie myśli o stałym związku.
Natalie,
niesłusznie oskarżona o romans z narzeczonym siostry Macka, w gniewie
opuszcza ranczo Killainów i wyjeżdża do odległego Dallas. Postanawia
wyrzucić z serca przystojnego ranczera. Jednak jedno dramatyczne
zdarzenie wszystko zmieni…
Prawo do szczęścia
Violet Hardy
pracuje jako sekretarka w kancelarii adwokackiej Blake’a Kempa. Mimo
ciągłych kłótni ze zgorzkniałym szefem, czuje do niego coś więcej niż
tylko sympatię. Kiedy on przez przypadek dowiaduje się o jej uczuciach,
wybucha awantura. Upokorzona Violet składa wypowiedzenie i podejmuje
nową pracę.
Dopiero wtedy Blake uświadamia sobie, że stracił nie
tylko świetną sekretarkę, ale też kobietę, która sprawiła, że znów
nabrał ochoty do życia…
Fragment książki:
Mack miał dwadzieścia osiem lat, ale
wyglądał na o wiele starszego. Brzemię odpowiedzialności, które dźwigał
na swoich barkach, pozbawiło go prawdziwego dzieciństwa. Jego matka
umarła młodo, a ojciec pogrążył się w pijaństwie i zaczął dręczyć
dzieci. Mack stawiał mu się hardo, często biorąc na siebie razy
przeznaczone dla pozostałej trójki. W końcu ojciec dostał wylewu i
został umieszczony w zakładzie opiekuńczym, a Mack zajął się młodszym
rodzeństwem. Aby utrzymać dom, pracował jako mechanik w mieście. Miał
dwadzieścia jeden lat, kiedy zmarł jego ojciec, zostawiając mu trójkę
nastolatków do wychowania.
I zupełnie nieźle sobie radził. Inwestował
rozsądnie w farmę, kupił stado dobrego bydła i zaczął hodować własną
odmianę rasy czerwony angus. Udawało mu się wszystko, do czego się
zabrał. Przyszłość jawiła się w coraz jaśniejszych kolorach, aż do
pechowego dnia, kiedy koń zrzucił go na pastwisku z grzbietu - prosto
pod kopyta potężnego byka, który go natychmiast zaatakował. Gdy Mack,
próbując się ratować, chwycił zwierzę za rogi, został ugodzony rogiem w
twarz. Stracił, niestety, jedno oko. Jego męska uroda nie poniosła
innego uszczerbku. Nadal robił oszałamiające wrażenie na kobietach...
dopóki nie otworzył ust. To przez swój brak towarzyskiej ogłady utrzymał
się tak długo w kawalerskim stanie.
Natalie zostawiła płaczącą
Vivian w salonie i poszła do stajni, gdzie spodziewała się znaleźć jej
brata. Weszła cicho do środka, oparła się o drzwi i przez chwilę
patrzyła z uśmiechem, jak Mack bawi się na klęczkach ze szczeniakiem
collie. Uwielbiał swoje psy, i była to miłość odwzajemniona.
- Pani pedagog podgląda farmerskie życie? - Podniósł głowę, jak gdyby wyczuł jej obecność.
Uśmiechnęła się pobłażliwie, przyzwyczajona do jego uwag.
-
Patrzę, jak żyją bogacze, panie wielki hodowco bydła - odparowała. -
Vivian mówi, że nie pozwolisz jej ukochanemu przestąpić progu waszego
domu.
- A ty co, robisz za dziewicę ofiarną, żeby mnie zmiękczyć? - spytał, zbliżając się do niej niebezpiecznie szybkim krokiem.
-
Nie możesz mieć bladego pojęcia, czy jestem dziewicą - odpowiedziała z
duszą na ramieniu, kiedy podszedł do niej na wyciągnięcie ręki.
Odburknął coś grubiańsko i z drwiącym uśmieszkiem czekał na jej reakcję.
Natalie, nie dając się sprowokować, odpowiedziała mu takim samym uśmiechem.
Wyraźnie
zbity z tropu, przeczesał palcami kruczoczarne włosy i wcisnął na głowę
kapelusz. Potem zmierzył ją wyzywającym wzrokiem. Była w luźnych
dżinsach i bladożółtym swetrze z trójkątnym dekoltem. Miała krótkie
ciemne włosy, lekko kręcone, i szmaragdowozielone oczy. Nie była bardzo
ładna, ale jeśli mogła być za coś naprawdę wdzięczna naturze, to za te
oczy, i delikatne, pięknie wykrojone usta. Czuła się skrępowana, bo
uwagę Macka najbardziej przyciągała teraz jej figura.
- W zeszłym roku z tym jej ukochanym córka Henry’ego zaszła w ciążę - powiedział, patrząc jej w oczy.
Natalie zaniemówiła z wrażenia.
- Do głowy by ci nie przyszło, prawda? Ty i Viv jesteście takie same.
- Słucham?
- Macie fatalny gust w wyborze mężczyzn.
- A już ci miałam powiedzieć, że jesteś taki pociągający!
- Przestań chrzanić - wycedził lodowatym tonem.
- O, strasznie jesteś dzisiaj przewrażliwiony.
Nie
jadła słodyczy, chodziła na gimnastykę i wkładała masę wysiłku w
przygotowanie zrównoważonych, zdrowych posiłków dla siebie i chorej na
serce mamy. Ojciec Violet zmarł przed rokiem, najprawdopodobniej na
zawał. Być może jednak za jego nagłą śmierć należało winić Janet
Collins, macochę koleżanki Violet, Libby. Janet Collins wyłudziła od
ojca Violet olbrzymią sumę pieniędzy. Violet zorientowała się w sytuacji
dopiero po pogrzebie, zbyt późno, by zablokować konta. Nie dość, że
straciły ojca i męża, to jeszcze znalazły się w katastrofalnej sytuacji
finansowej. Przepadły pieniądze, dom, samochód, praktycznie rzecz
biorąc, wszystko. Jakim cudem ta kobieta zdołała wyłudzić od pana
Hardy’ego dwieście pięćdziesiąt tysięcy dolarów? Wkrótce po pogrzebie
mama Violet miała pierwszy udar. Skromny spadek, jaki Violet dostała po
ojcu, ledwo wystarczył na życie w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Kiedy
pieniądze się skończyły, trud utrzymania ich obu spadł na barki Violet.
Dziewczyna znalazła pracę w biurze pana Kempa, u boku Libby Collins i
Mabel Henry. Na szczęście, pomimo krytycznego nastawienia ojca, który
uważał, że córka nigdy nie będzie musiała pracować, Violet ukończyła
kurs dla sekretarek.
Violet lubiła tę pracę i była w niej dobra.
Niestety, szef jej nie doceniał. A dziś było gorzej niż zwykle. Przez
kilka chwil gotowała się ze złości, a bezradne koleżanki mogły tylko
słuchać współczująco jej narzekania.
- Nie przejmuj się tak bardzo, kochanie - poradziła Mabel. - Wszyscy miewamy gorsze dni.
- Uważa, że jestem gruba. - Głos Violet brzmiał żałośnie.
- Przecież nic nie powiedział.
- Ale widziałaś, jak na mnie spojrzał.
Mabel się skrzywiła.
- Ma zły dzień.
- Ja też - odparowała Violet.
Libby Collins poklepała ją po ramieniu.
- Rozchmurz się! Zobaczysz, za kilka dni cię przeprosi. Jestem tego pewna.
Violet nie była taka pewna. A nawet gotowa się była założyć, że przeprosiny to ostatnie, o czym pomyślałby jej szef.
-
Zobaczymy - rzuciła, wracając do biurka. Odgarnęła do tyłu długie
ciemne włosy, a jej niebieskie oczy wypełniły się łzami. Starała się
ukryć zranione uczucia. Było jeszcze coś gorszego od nieprzychylnych
spojrzeń. Słyszała, jak Mabel i Libby szeptały, że kiedy zwierzała się
współpracownicom ze swoich uczuć do szefa po jego ataku wściekłości,
wywołanym podaniem kawy bez kofeiny, interkom był włączony. Kemp słyszał
wszystko. Jak miała teraz spojrzeć mu w oczy?
Było tak, jak się
obawiała, czyli fatalnie. Przez cały dzień szef spotykał się z
klientami, umawiał na spotkania i popijał kawę (z kofeiną!). I przy
każdej okazji rzucał jej spojrzenie pełne wyrzutu, jakby obarczał ją
winą za wszystkie siedem grzechów głównych. W końcu na odgłos jego
kroków zaczęła się kulić w sobie. Pod koniec dnia była już pewna, że jej
kariera w tej firmie dobiegła końca. Pozostanie byłoby zbyt
upokarzające.
Libby i Mabel zauważyły jej niezwyczajną milkliwość.
Ale zaniepokoiły się, dopiero gdy wyciągnęła z maszyny zapisaną kartkę,
wstała, wzięła głęboki oddech i ruszyła do gabinetu Kempa.
W kilka sekund później usłyszały jego głos.
- Co, u diabła...?
Violet
wycofała się na korytarz, zarumieniona i zmieszana. Kemp, bez okularów,
wymachując trzymaną w ręku kartką papieru, podążał za nią.
Premiera: 14.10.2011
Liczba stron: 304