Autor:
Anna, Białystok
Ocena:
„Pieśń Alaski” to całkiem sympatyczna lektura na upalne wieczory, popołudnia lub poranki, w zależności od tego, o której porze dania mamy wolną chwilę na czytanie. Spodziewałam się po niej dużo, a nawet bardzo dużo. Oczekiwałam strzelanin, pościgów i wielkich namiętności. Strzelanin nie było, pościgów także, całe szczęście przynajmniej namiętności nie zabrakło, bo pomiędzy bohaterami iskrzy cały czas, nawet wtedy, gdy się nie lubią.
„Pieśń Alaski” to taki western dla bab :). Mamy tu bowiem piosenkarkę porwaną przez przywódcę pewnej bandy, mamy i szeryfa i poszukiwaczy złota. I nic nie jest takie jakie być powinno, bo wiadomo piosenkarka z saloonu nie kojarzy nam się dobrze. Przywódca bandy rzezimieszków to też nie najlepsza partia. Szeryf zaś winien być wzorem prawości. A tu wszystko odwrócone jest do góry nogami, Autumm to owszem dziewczyna zarabiająca śpiewem, ale jednocześnie rozsądna i porządna, ale przede wszystkim przedsiębiorcza, ma przed sobą cel i konsekwentnie do niego dąży. Na jej drodze stanie niestety Jack, który wprowadzony w błąd porwie ją zamiast jej przyjaciółki. Jack to wyjęty spod prawa za rzekome napady mężczyzna, a na dodatek prawnik, oczywiście niesłusznie oskarżony. Tym złym okaże się szeryf. Przynajmniej poszukiwacze złota są tacy jacy winni być. Nie zdradzę reszty fabuły, a jak streszczę to jeszcze nikt nie sięgnie po nią :P, a warto:
1. Dla Autumn, która mimo niesprzyjających okoliczności, jest wszak kobietą, próbuje sobie ułożyć życie i zdobyć majątek w Skagway na Alasce.
2. Dla Jacka, który jest takim nieudolnym rzezimieszkiem, za to świetnym kochankiem. Tu dodam, że pani Bridges należy się duży plus za udane sceny erotyczne.
3. Dla ciekawej westernowej w duchu intrygi.
4. Dla całkiem zgrabnie skonstruowanego wątku romansowego, gdzie nie od razu bohaterowie się w sobie zakochuje, ale gdy już się zakochają ziemia trzęsie się w posadach.
5. Dla rzadkości miejsca, nieczęsto się zdarza, żeby pisarki romansów i to historycznych osadzały akcję na Alasce, to miła odmiana po całej tej regencyjnej Anglii.
6. Dlatego, że podsumowując to wszystko co zostało napisane powyżej, jest to kawałek całkiem dobrego romansu.
Spędziłam z „Pieśnią Alaski” sympatyczne 1,5 godziny, czytało mi się lekko i przyjemnie. I dziś już wiem, że sięgnę po kolejne książki tej autorki, o ile pojawią się one w sprzedaży.