Thriller / Sensacja / Kryminał
Inna kobieta
29,99 zł
38,99
KUP TERAZ

Inna kobieta

brak opinii
Liczba stron: 448
ISBN: 9788327639905
Premiera: 2018-11-14

Kret to w języku szpiegów agent, który przez lata działa na rzecz obcego państwa. Powód bezsennych nocy szefów wszystkich wywiadów. Człowiek, który może jednym słowem zniweczyć budowaną z mozołem siatkę szpiegowską. Wiele wskazuje, że ten wróg działa teraz w samym sercu zachodniego świata.
Śledztwo w tej sprawie rozpoczyna Gabriel Allon, szefa izraelskiego wywiadu. Trop prowadzi go do Wiednia, ale jego najcenniejszy rosyjski kontakt zostaje tam brutalnie zamordowany. Gabriel postanawia przeanalizować historyczne źródła i ponownie zbadać sprawę słynnej Piątki z Cambridge – pięciu brytyjskich intelektualistów zwerbowanych w trzydziestych latach przez Rosjan.
Tymczasem w odciętej od świata andaluzyjskiej wiosce ukrywa się kobieta, która nie tylko zna odpowiedzi na nurtujące go pytania, ale właśnie zaczęła pisać pamiętnik. Jeżeli zdąży wyjawić prawdę, niebezpieczeństwo zostanie zażegnane. Jednak jeżeli ktoś ją uciszy, układ sił na świecie zmieni się tak radykalnie, że obudzimy się w zupełnie innej rzeczywistości

Daniel Silva

Daniel Silva to autor najlepiej sprzedających się powieści szpiegowskich na świecie. Przetłumaczone na ponad trzydzieści języków, przez wiele tygodni gościły na listach bestsellerów New York Timesa. Autor wraz z żoną Jamie Gangel, dziennikarką, i dwójką dzieci – Lily i Nicholasem – mieszka na Florydzie

Gabriel patrzył na Heathcliffa, jakby to była postać na obrazie. Naprawdę nazywał się Konstantin Kirow i był jednym z najcenniejszych źródeł Biura. Tylko niewielka część dostarczanych przez niego wiadomości miała bezpośredni związek z bezpieczeństwem Izraela, ale olbrzymie nadwyżki trafiały do Londynu i Langley. Dyrektorzy MI6 i CIA gorliwie rzucali się na każdą nową porcję sekretów, które wypłynęły z teczki Rosjanina. Anglicy i Amerykanie nie żywili się za darmo. Obydwa wywiady pomagały pokryć koszty operacji, a Brytyjczycy po wielu debatach i oporach zgodzili się przyznać Kirowowi azyl w Zjednoczonym Królestwie.

Ale pierwszą twarzą, którą Rosjanin miał zobaczyć po ucieczce, była twarz Gabriela Allona. Przeszłość Gabriela związana z rosyjskim wywiadem i ludźmi na Kremlu była długa i krwawa. Z tego powodu chciał osobiście przeprowadzić wstępną rozmowę z Kirowem. Zwłaszcza chciał się dowiedzieć, co konkretnie Kirow odkrył i dlaczego tak nagle poczuł potrzebę dezercji. Potem Gabriel z wielką przyjemnością zamierzał przekazać Rosjanina Brytyjczykom, w ręce szefa wiedeńskiej placówki MI6. Ujawnieni agenci dostarczali tylko bólu głowy, szczególnie ujawnieni agenci rosyjscy.

W końcu Kirow się poruszył.

- Co za ulga - stwierdził Gabriel.

Obraz na ekranie na kilka sekund zmienił się w rozmazaną kaszkę, a potem wrócił do normy.

- Tak jest przez cały wieczór - wyjaśnił Lavon. - Widocznie przekaźnik odbiera jakieś zakłócenia.

- Kiedy byli w tym pokoju?

- Jakąś godzinę przed przyjazdem Heathcliffa. Złamaliśmy system zabezpieczeń hotelu, pogrzebaliśmy w rezerwacjach i znaleźliśmy jego numer pokoju. Wejście do środka to już żaden problem.

Czarodzieje z Wydziału Technologii Biura opracowali magiczną kartę, która otwierała wszystkie zamki elektroniczne w hotelach na całym świecie. Przy pierwszym przesunięciu karta wykradała kod, przy drugim otwierała zamek.

- Kiedy zaczęły się te zakłócenia?

- Zaraz po tym, jak wszedł do pokoju.

- Czy ktoś go śledził w drodze z lotniska do hotelu?

Lavon potrząsnął głową.

- Jakieś podejrzane nazwiska w rejestrze gości?

- Większość to uczestnicy konferencji Wschodnioeuropejskiego Stowarzyszenia Inżynierów - wyjaśnił Lavon. - Prawdziwy bal jajogłowych. Stado gości z długopisami w kieszeniach koszul.

- Kiedyś sam byłeś taki, Eli.

- Nadal jestem. - Obraz znów zmienił się w mozaikę szarych kropek. - Niech to cholera - powiedział Lavon cicho.

- Czy chłopcy sprawdzili łącza?

- Dwa razy.

- I?

- Na linii nie ma nikogo innego. A nawet gdyby był, sygnał jest tak zakodowany, że dwa superkomputery musiałyby pracować przez miesiąc, żeby go poskładać. - Obraz ustabilizował się. – No, teraz lepiej.

- Pokaż mi hol.

Lavon stuknął w klawiaturę innego komputera i pojawił się obraz holu: morze źle dopasowanych ubrań, identyfikatorów i łysiejących czaszek. Gabriel przebiegł wzrokiem po twarzach, szukając jakiejś, która nie pasowałaby do tego miejsca. Znalazł takie cztery, dwie męskie i dwie kobiece. Lavon za pośrednictwem hotelowych kamer zrobił zdjęcia i wysłał je do Tel Awiwu. Na ekranie sąsiedniego laptopa Konstantin sprawdzał teraz swój telefon.

- Jak długo każesz mu czekać? - zapytał Lavon.

- Dopóki przy bulwarze Króla Saula nie wrzucą tych twarzy w bazy danych.

- Musi niedługo wyjść, bo spóźni się na pociąg.

- Lepiej żeby spóźnił się na pociąg, niż żeby w holu InterContinentalu zabili go wysłannicy moskiewskiej Centrali. - Obraz znów stał się poszatkowany. Zirytowany Gabriel postukał palcem w ekran.

- Nie trudź się - powiedział Lavon. - Już tego próbowałem.

 

Po dziesięciu minutach Wydział Operacyjny przy bulwarze Króla Saula oświadczył, że nie znalazł żadnej z tych czterech twarzy w cyfrowej galerii Biura zawierającej portrety agentów obcego wywiadu, znanych albo przypuszczalnych terrorystów i prywatnych najemników. Dopiero wtedy Gabriel napisał krótką wiadomość na zabezpieczonym BlackBerrym i nacisnął „wyślij”. Po chwili Konstantin Kirow sięgnął po komórkę. Przeczytał wiadomość od Gabriela, podniósł się gwałtownie, naciągnął płaszcz i owinął szyję szalikiem. Wsunął telefon do kieszeni, ale ampułkę z trucizną nadal trzymał w ręce. Walizkę zostawił w pokoju.

Gdy Kirow otwierał drzwi pokoju i wychodził na korytarz, Eli Lavon stuknął w kilka klawiszy laptopa. Kamery systemu bezpieczeństwa w hotelu monitorowały jego krótki spacer do wind. W pobliżu nie było innych gości ani personelu, a winda, do której wsiadł Rosjanin, była pusta. Na dole w holu panowało szaleństwo. Zdawało się, że nikt nie zwrócił uwagi na wychodzącego Kirowa, łącznie z dwoma osiłkami w skórzanych kurtkach - węgierskimi ochroniarzami obserwującymi ulicę.

Brakowało kilku minut do dziewiątej. Kirow miał jeszcze czas, by zdążyć na nocny pociąg do Wiednia, ale musiał się pośpieszyć. Szedł na południe przez Apáczai Csere János, a za nim dwóch ludzi Eliego Lavona. Potem skręcił w Kossutha, jedną z głównych arterii Budapesztu.

- Moi chłopcy mówią, że jest czysto - powiedział Lavon. - Nie ma Rosjan ani Węgrów.

Gabriel wysłał drugą wiadomość do Konstantina Kirowa. Polecił mu wsiąść do pociągu zgodnie z planem. Kirow zrobił to cztery minuty przed odjazdem, pod okiem ludzi Lavona. Na razie Gabriel i Lavon nie mogli zrobić nic więcej. Popatrzyli na siebie w milczeniu, myśląc o tym samym: czekanie. Wiecznie to czekanie.

 

 

 

 

***

 

Ale Gabriel i Eli Lavon nie czekali sami, bo tego wieczoru mieli partnera operacyjnego w postaci SIS – Tajnej Służby Wywiadowczej Jej Królewskiej Mości, najstarszej i najwspanialszej takiej instytucji w cywilizowanym świecie. Sześciu oficerów z legendarnego wiedeńskiego oddziału - wkrótce ich dokładna liczba miała stać się przedmiotem sporu - z napięciem czuwało w zabezpieczonej komorze w Ambasadzie Brytyjskiej, a kilkunastu innych krążyło wokół komputerów i telefonów z migającymi diodami w Vauxhall Cross, położonej na brzegu rzeki londyńskiej siedzibie MI6.

Jeszcze jeden oficer MI6, Christopher Keller, czekał w pobliżu dworca wiedeńskiego za kierownicą nierzucającego się w oczy volkswagena passata. Miał bardzo niebieskie oczy, włosy rozjaśnione słońcem, mocno uwydatnione kości policzkowe i kanciasty podbródek z dołkiem pośrodku. Jego usta sprawiały wrażenie zastygłych w ironicznym uśmiechu.

Tego wieczoru nie miał nic więcej do roboty oprócz wypatrywania zabłąkanych rosyjskich opryszków, więc myślał o niezwykłej ścieżce, która go tu doprowadziła. Zmarnowany rok w Cambridge, głęboko zakamuflowana operacja w Irlandii Północnej, przypadkowy bratobójczy postrzał podczas pierwszej wojny w Zatoce, po którym udał się na dobrowolne wygnanie na Korsykę. Tam nauczył się mówić po francusku doskonale, choć z korsykańskim akcentem. Wykonywał również dla pewnego znanego korsykańskiego przestępcy usługi, które z grubsza można by określić jako morderstwa na zlecenie. Ale to wszystko miał już za sobą. Dzięki Gabrielowi Allonowi Christopher Keller był teraz szanowanym oficerem w Tajnej Służbie wywiadowczej Jej Królewskiej Mości. Jego życie wróciło na właściwe tory.

Keller popatrzył na Izraelczyka siedzącego na miejscu pasażera. Był wysoki i chudy, z bezbarwną cerą i oczami w kolorze lodu z lodowca. Na twarzy miał wyraz głębokiego znużenia, ale niespokojne postukiwanie palcami o deskę rozdzielczą zdradzało jego prawdziwy stan ducha.

Keller zapalił papierosa, czwartego w ciągu ostatnich dwudziestu minut, i wydmuchał chmurę dymu na przednią szybę.

- Musisz? - zaprotestował Izraelczyk.

- Przestanę palić, kiedy ty skończysz to cholerne bębnienie - powiedział Keller ze snobistycznym akcentem z zachodniego Londynu, który pozostał mu po uprzywilejowanym dzieciństwie. - Głowa mnie od tego boli.

Palce Izraelczyka znieruchomiały. Nazywał się Michaił Abramow i podobnie jak Keller był weteranem elitarnej jednostki wojskowej. W przypadku Michaiła była to Sayeret Matkal należąca do Sił Obronnych Izraela. Już kilka razy działali wspólnie, ostatnio w Maroku, śledząc Saladyna, dowódcę oddziału operacji zewnętrznych ISIS, aż do wioski na odludziu w górach Atlasu średniego. Ale żaden z nich nie oddał strzału kończącego krwawe rządy Saladyna. Gabriel ubiegł ich obydwu.

- Właściwie czym się tak denerwujesz? - zapytał Keller. - Jesteśmy w samym środku nudnego nijakiego Wiednia.

- Tak - odrzekł Michaił nieobecnym tonem. - Tu nigdy nic się nie dzieje.

Michaił spędził dzieciństwo w Moskwie i mówił po angielsku z lekkim rosyjskim akcentem. Zdolności językowe i słowiańska uroda pozwoliły mu odgrywać rolę Rosjanina w kilku ważnych operacjach Biura.

- Działałeś już kiedyś w Wiedniu? - zapytał Keller.

- Raz czy dwa razy. – Michaił sprawdził broń, pistolet jericho kaliber .45. - Pamiętasz tych terrorystów samobójców z Hezbollahu, którzy zamierzali zaatakować Stadttempel?

- Myślałem, że tym się zajmowała EKO Cobra. - EKO Cobra to taktyczna jednostka austriackiej policji. - Właściwie jestem zupełnie pewny, że coś o tym czytałem w gazetach.

Michaił popatrzył na Kellera z twarzą bez wyrazu.

- To byłeś ty?

- Oczywiście nie sam. Miałem pomoc.

- Ktoś, kogo znam?

Michael milczał.

- Rozumiem.

Zbliżała się północ. Ulica biegnąca wzdłuż nowoczesnej szklanej fasady dworca kolejowego była pusta, tylko dwie taksówki czekały na ostatnie kursy. Jedna z nich miała zabrać rosyjskiego uciekiniera i zawieźć go do hotelu Best Western na Stubenringu. Stamtąd pieszo miał dotrzeć do bezpiecznego mieszkania. Decyzję, czy należy go tam wpuścić, miał podjąć Michaił, który miał pójść za nim. Lokalizacja bezpiecznego mieszkania była chyba najpilniej strzeżonym sekretem całej operacji. Jeśli okaże się, że Kirow jest czysty, Michaił miał go przeszukać po wejściu do budynku i zabrać na górę na spotkanie z Gabrielem. Keller miał pozostać na dole w passacie, ubezpieczając ich od zewnątrz, chociaż nie wiedział, jak właściwie miałby to zrobić. Alistair Hughes, szef wiedeńskiego oddziału MI6, nie pozwolił mu zabrać broni. Keller zapracował sobie na opinię człowieka skłonnego do przemocy, Hughes z kolei słynął z ostrożności. Prowadził wygodne życie w Wiedniu - pożyteczne znajomości, długie lunche, niezłe stosunki z miejscowymi służbami. Ostatnią rzeczą, jakiej sobie życzył, był problem, przez który znów znalazłby się za biurkiem w Vauxhall Cross.

Naraz ekran komórki Michaiła rozjaśnił się z powodu nadchodzącej wiadomości, oświetlając jego bladą twarz.

- Pociąg wjechał na stację. Kirow zmierza do wyjścia.

- Heathcliff - powiedział Keller z przyganą. - Dopóki nie znajdzie się w bezpiecznym mieszkaniu, nazywa się Heathcliff.

- Już tu idzie.

Michaił wsunął BlackBerry’ego do kieszeni kurtki. Kirow wyszedł ze stacji. Przed sobą i za sobą miał obserwatorów Eliego Lavona.

- Wydaje się zdenerwowany - powiedział Keller.

- Jest zdenerwowany. - Michaił znów postukał palcami o deskę rozdzielczą. - To Rosjanin.

 

Obserwatorzy opuścili stację pieszo, a Konstantin Kirow w jednej z taksówek. Keller podążał za nim w dyskretnej odległości. Samochód jechał na wschód przez puste ulice miasta. Keller nie zauważył nic, co mogłoby świadczyć o tym, że rosyjski kurier jest śledzony. Michaił zgodził się z nim.

Piętnaście minut po północy taksówka zatrzymała się przy Best Western. Kirow wysiadł, ale nie wszedł do hotelu, tylko przekroczył Donaukanal mostem Schwedenbrücke. Michaił ruszył za nim pieszo. Po zejściu z mostu obaj znaleźli się na Taborstrasse, a ta z kolei doprowadziła ich do ładnego placyku z kościołem, który nazywał się Karmeliterplatz. Tam Michaił zmniejszył odległość od obiektu do kilku kroków.

Razem przeszli na sąsiednią ulicę i mijając szereg ciemnych sklepów i kawiarni zmierzali w kierunku biedermeierowskiej kamienicy na końcu kwartału. Z okna na trzecim piętrze sączył się słaby blask. Światła wystarczyło, by Michaił zauważył sylwetkę Gabriela, który stał z jedną ręką na podbródku i głową przechyloną nieco na bok. Michaił wysłał mu jeszcze jedną, ostatnią wiadomość. Kirow był czysty.

W tym momencie usłyszał dźwięk zbliżającego się motocykla. W pierwszej chwili pomyślał, że to nie jest odpowiednia noc na jazdę na dwukołowcu. Jego podejrzenia potwierdziły się po kilku sekundach, gdy motocykl wyłonił się zza rogu kamienicy. Motocyklista miał na sobie czarną kurtkę i czarny hełm z ciemną szybką. Zatrzymał się kilka metrów od Kirowa, podparł jedną nogą i wyciągnął zza pazuchy pistolet zakończony długim cylindrycznym tłumikiem. Michaił nie potrafił powiedzieć, co to była za broń. Może glock, a może h&k. Cokolwiek to było, lufa mierzyła prosto w twarz Kirowa.

Michaił wypuścił telefon z ręki i sięgnął po jericho, ale zanim zdążył je wyciągnąć, z lufy pistoletu motocyklisty wystrzeliły dwa języki ognia. Obydwa strzały trafiły do celu. Michaił usłyszał trzask kul przebijających czaszkę Kirowa i zobaczył eksplozję krwi i tkanki mózgowej.

Kirow upadł, a motocyklista obrócił ramię o kilka stopni i wymierzył w Michaiła. Dwa strzały chybiły. Michaił padł na chodnik i po dwóch kolejnych strzałach zaczął się czołgać w stronę zaparkowanego samochodu. Prawa ręka odnalazła kolbę jericha. Wyciągnął broń w chwili, gdy mężczyzna na motocyklu podniósł nogę i zwiększył obroty silnika. Był najwyżej trzydzieści metrów od Michaiła, a za sobą miał parter kamienicy. Michaił trzymał jericho w obu dłoniach, opierając wyciągnięte ramiona na bagażniku samochodu. Mimo to nie strzelił. Wytyczne Biura dawały agentom operacyjnym wiele swobody, jeśli chodzi o używanie śmiercionośnej broni do obrony własnego życia, nie pozwalały jednak agentowi strzelać z pistoletu kaliber .45 do ruchomego celu w mieszkalnej dzielnicy europejskiego miasta, gdzie zbłąkana kula z łatwością mogła odebrać życie niewinnemu człowiekowi.

Motocykl ruszył, ryk silnika odbił się echem od ścian budynków. Michaił prowadził go na muszce, dopóki motocyklista nie zniknął, a potem podczołgał się do miejsca, gdzie upadł Kirow. Rosjanina też już nie było. Z jego twarzy nie zostało prawie nic.

Michaił podniósł wzrok w stronę sylwetki w oknie na trzecim piętrze i usłyszał za plecami wznoszący się odgłos silnika szybko jadącego samochodu. Obawiał się, że zbliża się reszta grupy zabójców, by dokończyć robotę, ale to był tylko Keller w passacie. Michaił zgarnął swoją komórkę i wskoczył do środka.

- Mówiłem ci – powiedział, gdy samochód wyprysnął do przodu. - Tutaj nigdy nic się nie dzieje.

 

Gabriel pozostał w oknie dłużej niż powinien, patrząc na oddalające się tylne światła motocykla, za którym jechał passat bez świateł. Gdy obydwa pojazdy zniknęły, przeniósł wzrok na leżącego na ulicy człowieka. Przyprószył go już śnieg. Nie mógł być bardziej martwy. Był martwy, pomyślał Gabriel, jeszcze zanim dotarł do Wiednia. Zanim wyjechał z Moskwy.

Obok niego stanął Eli Lavon. Minęła długa chwila. Kirow wciąż tam leżał, zupełnie sam. W końcu zatrzymał się obok niego jakiś samochód, z którego wysiadła młoda kobieta. Podniosła rękę do ust i odwróciła wzrok.

Eli Lavon zaciągnął rolety.

- Czas stąd znikać.

- Nie możemy tak po prostu…

- Dotykałeś czegoś?

Gabriel zastanowił się.

- Komputerów.

- Niczego więcej?

- Zasuwy do drzwi.

- Zajmiemy się tym przy wyjściu.

Naraz pokój rozjaśnił się niebieskim światłem. Gabriel dobrze je znał. To radiowóz Bundespolizei. Zadzwonił do Orena, szefa swojej ochrony.

- Przyjedź pod budynek od strony Hollandstrasse. Tam jest cisza i spokój.

Rozłączył się i pomógł Lavonowi spakować komputery i telefony. Przed wejściem obydwaj porządnie wytarli zasuwę, najpierw Gabriel, a potem na wszelki wypadek jeszcze Lavon. Przechodząc przez podwórze, słyszeli pierwsze słabe dźwięki syren, ale na Hollandstrasse panowała cisza przerywana tylko cichym mruczeniem silnika pracującego na jałowym biegu. Gabriel i Lavon usiedli z tyłu. Przejechali przez Donaukanal, zostawili za sobą Drugą Dzielnicę i znaleźli się w Pierwszej.

- Był czysty. Tak, Eli?

- Jak łza.

- W takim razie skąd zabójca wiedział, dokąd jechać?

- Może powinniśmy go zapytać.

Gabriel wyciągnął telefon z kieszeni i zadzwonił do Michaiła.

 

 

 

***

 

Czterodrzwiowy passat wyposażony był w najnowszą wersję napędu na wszystkie koła Volkswagena, jednak skręt w prawo na świeżym śniegu przy prędkości stu kilometrów na godzinę znacznie przekraczał jego możliwości. Tylne koła straciły przyczepność i przez chwilę Michaił obawiał się, że wpadną w niekontrolowany poślizg, potem jednak jakimś cudem opony odzyskały przyczepność, samochód jeszcze raz zarzucił tyłem i znów pojechał prosto.

Michaił rozluźnił palce na podłokietniku.

- Masz duże doświadczenie w jeździe w zimowych warunkach?

- Duże - odparł Keller spokojnie. - A ty?

- Ja się wychowałem w Moskwie.

- Wyjechałeś stamtąd jeszcze jako dziecko.

- Miałem szesnaście lat.

- Czy twoja rodzina miała samochód?

- W Moskwie? Jasne, że nie. Jeździliśmy metrem, tak jak wszyscy.

- Więc tak naprawdę nie jeździłeś samochodem w zimie w Rosji.

Michaił nie zaprzeczył. Znów znaleźli się na Taborstrasse, minęli park industrialny i kompleks magazynów. Jechali jakieś sto metrów za motocyklem. Michaił mniej więcej znał topografię Wiednia i zauważył, że zmierzają na wschód. Na wschodzie znajdowała się granica. Był przekonany, że wkrótce bardzo im się przyda.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ