Thriller / Sensacja / Kryminał
Laleczki
24,99 zł
37,99
KUP TERAZ

Laleczki

Anna Snoekstra
brak opinii
Liczba stron: 336
ISBN: 9788327635112
Premiera: 2018-04-11

Gdy spłonął budynek sądu i zginął lubiany powszechnie nastolatek, całe miasteczko pogrążyło się w żałobie. Panika wybucha, kiedy kilka rodzin znajduje na progu porcelanowe lalki łudząco podobne do swoich dzieci. Część mieszkańców uważa, że w ten sposób pedofil oznacza przyszłe ofiary, mnożą się spekulacje i wzajemne oskarżenia. Już nikt nikomu nie ufa, każdy ochoczo zdradza cudze sekrety, nawet te najbrudniejsze. Miejscowa policja jest bezradna, jednak ta sprawa to woda na młyn pewnej ambitnej dziewczyny, która marzy o karierze dziennikarskiej. Rose zaczyna prowadzić śledztwo na własną rękę, ale zadaje zbyt wiele pytań i niektórzy uważają, że zasłużyła na karę.

– Ratunku! Przestań! – Dziecko zawodziło jak obdzierane ze skóry.

         Frank najpierw ładnie poprosił. Kiedy to nie poskutkowało, zaczął wyrywać lalkę z rąk dziewczynki. Kiedy marzył o karierze w policji, nigdy nie przypuszczał, że częścią jego pracy będzie zabieranie dzieciom zabawek.

         – Ona jest moja! – wrzasnęła Laura, gdy Frank w końcu pociągnął na tyle skutecznie, że wyrwał lalkę z jej żelaznego uścisku.

         Posłała mu spojrzenie bardziej wściekłe niż rozżalone i kopnęła go w piszczel.

         – Lauro! – krzyknęła Rose, gdy mała popędziła do sypialni i z trzaskiem zamknęła za sobą drzwi.

         Frank potarł piszczel. Laura trafiła go prosto w kość. Ból był dotkliwy i pulsujący.

         – Przepraszam. – Rose taksowała go uważnym wzrokiem.

         Frank przestał pocierać nogę i wyszczerzył zęby w uśmiechu.

         – Nic się nie stało – powiedział. Powinien się spodziewać, że siostra Rose właśnie tak się zachowa. Śliczna dziewczynka była prawdziwą wojowniczką. Kiedy dorośnie, złamie niejedno serce. Tego był pewien.

         Widział w oczach Rose troskę i obawę, co bardzo mu się podobało. Nigdy przedtem nie patrzyła na niego, jakby miał jej coś do zaoferowania, jakby mógł ją ochronić. Matka Bena Rileya i podpalacz wydawali się teraz odlegli o tysiące kilometrów.

         – Co o tym sądzisz? – zapytała.

         – O czym? – zapytał Baz.

         Frank stłumił przekleństwo cisnące mu się na usta. Jego partner zachowywał się czasem jak skończony idiota.

         Dotknął ręką miękkiego ramieniu Rose. Tak bardzo pragnął przesunąć dłoń po jej ciepłej nieskazitelnej skórze. Zastanawiał się, czy całe jej ciało ma kolor jasnego miodu, czy może w tych miejscach, gdzie jest chronione przed słońcem, zachowało kremową barwę.

         – Myślę, że nie ma powodu do niepokoju – powiedział, odsuwając się od niej w obawie, że sytuacja wymknie się spod kontroli. W końcu przyjechał tu służbowo.

         – Wczoraj na posterunku mówiłeś coś innego – wtrącił Baz.

         – Zamknij się, Baz – mruknął Frank półgębkiem. Posłał Rose przepraszający uśmiech. – Powiedziałaś o tym mamie, tak?

         – Tak, ale dzisiaj ma podwójną zmianę.

         – Damy znać, jeśli dowiemy się czegoś nowego, ale jeśli coś cię zaniepokoi, dzwoń do mnie o każdej porze, natychmiast przyjadę.

 

 

         – Co mówiliśmy o nieujawnianiu policyjnych informacji? – Frank zwrócił się do Baza, gdy wracali do radiowozu. Niebo było zachmurzone, ale upał i wilgoć nie zelżały. Pod pachami miał półkoliste plamy potu.

         – Przepraszam – wymamrotał Baz.

         Zwykle na tym by się skończyło, ale nie dzisiaj rano.

         – Pilnuj się. Nie jesteś policjantem od wczoraj, a zachowujesz się jak żółtodziób.

         Baz był wyższy i mocniej zbudowany, ale Frank nigdy nie czuł zagrożenia z jego strony. W tej chwili przygarbiony Baz patrzył na niego urażonym wzrokiem jak dziecko przyłapane na podkradaniu ciasteczek. Frank zmierzył go przeciągłym pogardliwym spojrzeniem. Baz wydął wargi i z nadąsaną miną wsiadł do wozu. I dobrze. Powinien się przejąć tą reprymendą i zastanowić, co oznacza noszenie policyjnej odznaki.

         Frank odwrócił się, żeby ostatni raz rzucić okiem na mały biały dom. Trawnik nie był koszony od dawna. Z boku domu rachityczne krzaki porastały stare meble i psią budę.

         Dla innych ten widok byłby pewnie przykry, ale nie dla Franka. To był dom Rose, a on został do niego wpuszczony. Wszędzie czuł jej zapach. Myślał, że ta wyrazista korzenna woń jest charakterystyczna tylko dla niej, ale najwidoczniej używała detergentu o takim zapachu, ponieważ pachniał tak cały dom. Dla Franka to był niebiański aromat. Teraz już mógł sobie wyobrażać jej życia poza pracą w barze. Wszystko w tym domu, nawet toster, emanowało erotyzmem. Żałował tylko, że nie mógł zajrzeć do jej sypialni.

         W tej chwili miał ochotę się napić. Musiał się uspokoić. Dzień dopiero się zaczynał, a już było mu trudno. Tęsknił za wyrazem oczu Rose, za jej spojrzeniem, które sugerowało, by chronił ją przed brudem tego świata. Dzięki niemu poczuł się wyższy i silniejszy. Mógłby tego dokonać, o ile naprawdę mu na to pozwoli. Ochroniłby ją przed wszystkim. Nigdy więcej nie musiałaby nalewać nikomu piwa.

         Chociaż ślina już mu pociekła na myśl o piwie, zwalczył w sobie tę chęć i wyjął z bagażnika torebkę na dowody. Trzepnął nią w powietrzu, żeby się otworzyła, wyjął spod pachy lalkę i wsunął ją do torebki. Przyprawiała go o dreszcz. Nie rozumiał, dlaczego mała Laura tak zajadle o nią walczyła. Był dorosłym mężczyzną, a na  widok tej zabawki dostał gęsiej skórki. Lalka miała szeroko otwarte szkliste oczy i dziwnie miękkie włosy. Miał nadzieję, że nie okażą się prawdziwe. Przywykł do damskich bokserów, ćpunów i agresywnych prymitywów, jednak te lalki były czymś zupełnie innym. Czymś dziwacznym i niepokojącym. Po pierwsze nie miał pojęcia, kim może być ten zboczeniec. Po drugie zupełnie nie rozumiał motywów jego działania. W tej chwili wolałby zająć się poszukiwaniem podpalacza. To przynajmniej była standardowa policyjna robota. Nie przeszedł szkolenia, jak się zachować w takiej sytuacji. Co zrobić, gdy ktoś podrzuca małym dziewczynkom prezenty?

         Wcisnął lalkę głębiej do torebki. Plastik naciągnął się wokół jej twarzy. Otwarte usta sprawiały wrażenie, że lalka próbuje złapać oddech. Frank odsunął od siebie myśl, że wygląda jak uduszone dziecko. Wzdrygnął się mimowolnie i zatrzasnął bagażnik.

 

 

***

 

Rose nie miała czasu na zastanowienie. Musiała wyprawić dzieci do szkoły.

         – Wkładaj buty – rzuciła do Laury, mijając otwarte drzwi jej pokoju. Mała siedziała na łóżku w samych skarpetkach, z założonymi rękami. Ciągle była zła, że Frank odebrał jej lalkę.

         W kuchni Sophie usiłowała posmarować chleb masłem orzechowym, ale jakimś cudem więcej masła znalazło się na jej dłoniach, policzkach i ławce. Ich matka powierzyła jej ostatnio obowiązek przygotowania lunchu, ale zawsze kończyło się na tym, że  Rose musiała ją wyręczać. Teraz biodrem odsunęła Sophie, robiąc sobie miejsce.

         Kromka, z której Sophie próbowała zrobić kanapkę, była podziurawiona nożem. Rose złożyła ją na pół i ugryzła wielki kęs. Ułożyła na stole sześć kromek białego chleba. Ciesząc się słoną chrupkością kanapki, starannie smarowała każdą kromkę. Masło orzechowe musiało dochodzić do wszystkich rogów. Wiedziała to od dzieciństwa. Dojadła nieudaną kanapkę Sophie, a potem przekroiła każdą z trzech kanapek na dwa równe trójkąty. Za plecami usłyszała przeraźliwe chichoty.

         – Co wy wyprawiacie? – zapytała, odwracając się do bliźniąt. Sophie leżała na ziemi, a Scott kucał nad nią. Przerwali oboje i spojrzeli na Rose. Sophie wytarła mokry policzek.

         – Był głodny – powiedziała i oboje wybuchnęli śmiechem.

         – Jadłeś masło orzechowe z jej policzka?

         – Może – odparł Scott.

         – Ohyda! Pośpieszcie się.

         Rose szybko zawinęła kanapki w folię i wrzuciła je do tornistrów, które wczoraj po południu bliźniaki zostawiły przy wejściu. Przypomniała sobie, że Baz potknął się o nie, gdy dziś rano zjawił się tu z Frankiem. Skrzywiła się na tę myśl. Była zła, że zobaczyli, jak mieszka. Ich obecność sprawiła, że plamy na wykładzinie i okruchy na ławce wydawały się bardziej widoczne.

         Podniosła plecak Laury i weszła do jej pokoju.

         – Nie wychodźcie bez niej! – krzyknęła na dźwięk otwieranych drzwi wejściowych.

         – Ale ona strasznie się grzebie.

         Rose postawiła tornister na ziemi i uklękła przy łóżku, biorąc do ręki znoszone buciki.

         – Podasz mi nogę? – zapytała łagodnie. Po chwili spod łóżka wysunęła się stopa Laury. Rose wsunęła ją w but i delikatnie zapięła sprzączkę. – Jesteś na mnie zła?

         Odpowiedzi nie było, ale spod łóżka wysunęła się druga drobna stopa w białej skarpetce. Rose ujęła ją w dłonie.

         – W porządku – powiedziała i włożyła siostrze drugi but. Nie było sensu tłumaczyć Laurze, co się stało. Wolała, żeby siostra się złościła, niż zaczęła bać człowieka, który podarował jej ten osobliwy prezent.

         Ujęła Laurę za kostki i ostrożnie wyciągnęła spod łóżka. Laura wpatrywała się w sufit z udawaną obojętnością. Miała policzki pokryte czerwonymi plamami i rzęsy mokre od łez.

         Rose wzięła ją pod pachy i postawiła na nogi.

         – Idź już – powiedziała i pocałowała ją w czubek głowy.

         Bliźnięta wypadły z domu w podskokach. Laura truchtała za nimi w milczeniu. Rose często smucił widok rodzeństwa idącego do szkoły. Laura zawsze zostawała z tyłu. Zamknęła drzwi, odcinając się od gorąca i hałasu. W domu zapadła cisza. Słychać było tylko jednostajny szum lodówki.

         Rose poszła do sypialni, ale nie weszła do środka. Stanęła w drzwiach. Walizka leżała w rogu. Była otwarta. Leżały w niej starannie złożone jej najlepsze ubrania. Spakowała się, naprawdę to zrobiła. Była taka pewna, że dostanie ten staż. Co za idiotka.

         Rozpakowywanie walizki i tak nie miało sensu. Staż czy nie, matka i Rob kazali jej się wynieść przed powrotem Roba z trasy. Miała tydzień. Miała nadzieję, że jeśli opowie matce, co zaszło, i poprosi o więcej czasu, matka zmięknie i ustąpi.

         Już dawno przestała uważać to miejsce za swój dom. Musiała poszukać czegoś do wynajęcia, ale na myśl o tym ogarniała ją apatia. Tej nocy źle spała, nie zapadła w głęboki sen odcinający od świadomości. Kiedy wczoraj wieczorem zadzwoniła w panice z auta Mii, Frank obiecał, że przyjedzie z samego rana. Po dotarciu do domu delikatnie wyjęła lalkę z objęć śpiącej Laury i położyła ją na najwyższej półce, z której spoglądała na nią swoimi szklistymi oczami. Dziwaczność tej sytuacji i potrzeba zrozumienia, o co w tym wszystkim chodzi, sprawiły, że mimo fizycznego zmęczenia jej umysł pracował na pełnych obrotach. Słyszała, jak matka wstaje o piątej do pracy. Słyszała jej ciche kroki na korytarzu, lekkie westchnienie dobiegające z ciemnej kuchni. Leżała bez ruchu w lepkiej od potu pościeli, wsłuchując się w odgłos auta matki na podjeździe, oświetlającego reflektorami okna jej sypialni. Kiedy wszystko ucichło, wreszcie zasnęła. Obudziły ją dopiero przeraźliwe krzyki Laury.

         Wyskakując z łóżka, zdała sobie sprawę, że w głosie Laury pobrzmiewa złość, nie strach. Laura znalazła lalkę i omal nie zrobiła sobie krzywdy, wspinając się na górę biblioteczki. Nie nacieszyła się zabawą. Piętnaście minut później zjawili się Frank i Baz.

         Rose nadal stała w progu swojej sypialni, gdy zadzwonił telefon. Pobiegła do kuchni i podniosła słuchawkę.

         – Rose? – zapytała matka bez tchu. – Właśnie odebrałam twoją wiadomość. W domu była policja? Coś się stało?

         – Wszystko w porządku. Przyjechali, bo ktoś zostawił Laurze lalkę.

         W słuchawce zapadła cisza. Rose przygotowała się na reakcję.

         – Wezwałaś policję z powodu lalki? – W głosie matki nie było już paniki.

         – Policjanci się martwili, mamo. Mówią, że różne dzieci dostały lalki i…

         – Rose… – zaczęła matka cichym tonem. Rose wyobraziła ją sobie w pomieszczeniu socjalnym w zakładzie drobiarskim, z włosami pod czepkiem, zwróconą tyłem do nadstawiających ucha współpracowników. – Porozmawiamy o tym po moim powrocie do domu – powiedziała i rozłączyła się.

         Rose z trzaskiem odłożyła słuchawkę na widełki. Matka już przestała jej słuchać. Zignorowała wysmarowany masłem orzechowym blat, wróciła do pokoju i rzuciła się na łóżko. Odwróciła się plecami do walizki i zacisnęła powieki. Pościel kleiła jej się do ciała.

         Z góry znała przebieg rozmowy z matką po jej powrocie do domu. Wiedziała też, że matka spojrzy na nią jak na kłopotliwy balast, jak na kolejny powód do frustracji na długiej liście problemów. Nie zawsze tak było.

         Niecały miesiąc po rozejściu się pogłosek o zamknięciu fabryki samochodów matka zaczęła spotykać się z Robem. Był kierowcą ciężarówek na długich trasach i wyglądał jak trzeba. Reprezentował typ mężczyzny, na którego wcześniej matka Rose nie zwróciłaby uwagi. Kiedy jednak regularna wypłata stała się w miasteczku rzadkością, Rob wydał się dobrą partią. Wtedy Rose to nie przeszkadzało. Nie protestowała, kiedy wprowadził się do nich, ani kiedy mama oznajmiła, że spodziewają się z Robem bliźniąt. Rose miała wtedy siedemnaście lat, kończyła ogólniak i była na tyle głupia, że z ekscytacją patrzyła w przyszłość. Nawet nie przeszło jej przez myśl, że nie dostanie stypendium, a bez oszczędności i finansowego wsparcia nie wyjedzie szybko z Colmstock.

         Zasunęła zasłony i włączyła wentylator. Czuła coraz wyraźniejszy zapach własnego potu, co jeszcze pogłębiało jej frustrację. Postąpiła słusznie, dzwoniąc na policję, a teraz mama była na nią zła.

         Wróciło do niej wspomnienie ostatniego spotkania z Robem. Wyszła ze swojego pokoju, gdzie spędzała większość czasu. Matka i Rob siedzieli w salonie. Poprosili, żeby usiadła. Kiedy Rob oznajmił, że najwyższy czas, by coś sobie znalazła i zamieszkała osobno, użył wyrażenia „nasz dom”. W tamtej chwili Rose przestała być częścią wspólnoty, chociaż mieszkała w tym domu siedemnaście lat dłużej niż on. Matka się nie odezwała, ale potakiwała. Ani razu nie spojrzała Rose w oczy.

         Wentylator furczał, dmuchając chłodnym powietrzem na jej spoconą szyję i targając włosy. Poduszka pod policzkiem była miękka i swojska. Rose delektowała się ciszą i ciemnością. Próbowała się w niej rozpłynąć. Zapomnieć o swoim życiu choćby na moment. Nie mogła. Kiedy tylko umysł zaczynał się oczyszczać, pojawiał się obraz porcelanowej twarzy. Albo miny Willa na jej widok podczas ich pierwszego spotkania. Co najgorsze, umysł podsuwał jej wizję, w której zajmowała działkę w pobliżu obozowiska poszukiwaczy minerałów. Otworzyła oczy. W pokoju zrobiło się za duszno. Wstała i uchyliła okno, żeby wpuścić trochę powietrza. Chrzanić to. Fakt, że jej życie jest przygnębiające, nie powinien jej aż tak dołować. Coś wymyśli. Nie, nie miała wyboru, musiała działać.

         Wsunęła stopy w sandały, włożyła do kieszeni telefon i notes. Wyszła z domu, trzaskając siatkowymi drzwiami. Powietrze było ciężkie od wilgoci. Żwawym krokiem ruszyła przed siebie. Zmęczenie minęło jak zły sen. Dobrze było znaleźć się na otwartej przestrzeni. Upał się wzmagał, ale przynajmniej powietrze nie zamarło w bezruchu. Siedzenie w domu, w którym dorastała i w którym nie czuła się już mile widziana, działało deprymująco. Z daleka usłyszała dziecięce piski i śmiechy. Pewnie spóźnialscy albo wagarowicze. Rose i Mia też czasem chodziły na wagary, kiedy w Colmstock był jeszcze ogólniak. Wtedy wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Aż trudno uwierzyć, że tak się zmieniło. Miały z Mią grupę przyjaciół. Wszyscy oprócz Rose mieli jasno wytyczoną przyszłość. Po ogólniaku czekała ich praca w fabryce samochodów. Całkiem porządna praca z solidną zapłatą. Ogólniak był ich ostatnią szansą na zasmakowanie wolności.

"Laleczki" to lekki thriller z kilkoma ślepymi zaułkami i ciekawymi obrotami w akcji, który przypadnie do gustu czytelnikom o słabych nerwach i tym, którzy szukają spokoju i relaksu przy swobodnej historii. Lekkość stylu autorki przemawia na korzyść fabuły, a sama historia jest na tyle wciągająca, że nie żałuję poświęconego jej czasu. To sympatyczna lektura na każdą okazję, z ciekawym tematem i intrygującym rozwiązaniem, przy której można miło spędzić czas i odkryć prawdę o ludziach, którzy w obliczu tragedii zmieniają się nie do poznania.

Laleczki to po części thriller, trochę kryminał, a jeszcze trochę powieść obyczajowa. Nie sklasyfikowałabym jej do strikte jednego gatunku. 
Podobał mi się zamęt, o którym przeczytacie przy końcu książki. Oczywiście wiemy co nieco o nim już niemal na wstępie, ale jednak nie do końca. To, czego się dowiecie, zmrozi Wam krew w żyłach. Ja też się tego nie spodziewałam. Ogólnie policja jest tutaj przedstawiona w niezbyt dobrym świetle. Co by nie zrobili, nie czeka ich kara i to trochę smutne. Kiedy stróże prawa, powinni świecić przykładem, robią coś zgoła innego. 

Polecam Wam książkę na letnie plany czytelnicze. Myślę, że urozmaici Wam pobyt na wakacjach. Z pewnością będzie to ciekawe doświadczenie. :)

Laleczki to książka, którą śmiało można nazwać thrillerem "ze środkowej półki" - czymś ani wybitnym, ani marnym, czymś, co potrafi zaciekawić, ale nie elektryzuje. Jeśli szukacie historii, która zmrozi krew w Waszych żyłach, tu raczej jej nie znajdziecie, o ile nie macie ekstremalnie delikatnych nerwów. Ale w Laleczkach jest coś, na co niewątpliwie warto zwrócić uwagę.

 

Autorka całkiem sprawnie opisuje pewne mechanizmy sterujące zachowaniem członków niewielkich społeczności - to, jak starannie małe wspólnoty dbają o "swoich", a jednocześnie jak łatwo usuwają poza nawias tych, których uważają za zagrożenie. Jeśli spróbujemy potraktować tę powieść nie jako thriller, a studium ludzkich postaw w kryzysowych sytuacjach, tekst o moralnym relatywizmie, okrucieństwie, manipulacji, okaże się ona o wiele bardziej wartościowa. Zachęcam, byście sami się o tym przekonali. Laleczki nie gwarantują może wielkich emocji, ale i nie pozostawiają obojętnym.

Książka "Laleczki" nie jest typowym thrillerem, to dla mnie raczej powieść obyczajowa. Nie ma tu mnóstwa akcji, gęstej, mrocznej atmosfery, pełnej napięcia. Raczej luźno poprowadzona fabuła. Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Idealna na letnie popołudnie. 

“Laleczki” to specyficzny thriller, ale myślę, że mimo to nie będziecie się nudzić podczas lektury tej książki. Jestem także ciekawa czy zgadniecie, kim są te dwie osoby, które zyskały moją sympatię.

Rozwiązanie okazało się niesamowicie zaskakujące, a jednocześnie banalne w swojej prostocie. Do tej pory czuję się dziwnie skonsternowana z powodu tego zakończenia i mam ochotę krzyczeć "naprawdę!?", "serio!?". Podsumowując, książkę oceniam jako bardzo dobrą, choć pozostawia po sobie gorzki posmak. 

"Laleczki" to lekki thriller z kilkoma ślepymi zaułkami i ciekawymi obrotami w akcji, który przypadnie do gustu czytelnikom o słabych nerwach i tym, którzy szukają spokoju i relaksu przy swobodnej historii. Lekkość stylu autorki przemawia na korzyść fabuły, a sama historia jest na tyle wciągająca, że nie żałuję poświęconego jej czasu. To sympatyczna lektura na każdą okazję, z ciekawym tematem i intrygującym rozwiązaniem, przy której można miło spędzić czas i odkryć prawdę o ludziach, którzy w obliczu tragedii zmieniają się nie do poznania.

Książka napisana jest przystępnym językiem, a akcja trzyma momentami w napięciu – co jest jak najbardziej na plus. Można było jednak rozwinąć kilka wątków, wyjaśnić nieścisłości, by czytelnik czuł się w pełni usatysfakcjonowany. 
 
Czy książkę polecam? Tak polecam, bo jestem przekonana, że niektórym może się spodobać. Pewnie powiecie, że wyolbrzymiam. Ale… nie każdy lubi to samo. 

Tajemnicze, intrygujące, wywołujące grozę - takie właśnie są tytułowe ,,Laleczki", zwyczajne zabawki, którym został nadany charakter przerażających potworów. Anna Snoekstra stworzyła trzymającą w napięciu, zaskakującą powieść, która skupia się na badaniu ludzkiej psychiki, jej ciągłym dążeniu do osiągnięcia własnego celu, zamiarach zarówno tych dobrych, jak i złych oraz przedstawieniu motywacji kierujących człowiekiem, a także sile jednej małej informacji, która użyta w niewłaściwym czasie, może wywołać wielką panikę. Historia młodej dziennikarki Rose i najmłodszych mieszkańców Colmstock zapewniła mi kilka godzin świetnego relaksu oraz rozbudziła moją wyobraźnię do tego stopnia, że po zakończeniu nadal nie mogłam przestać myśleć o tej historii. Polecam!

Książka do samego końca trzyma w napięciu. Napisana jest w zrozumiałym dla każdego czytelnika języku, niezależnie od jego wieku. Zaskakuje tajemniczością i zakończeniem. Serdecznie polecam!

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ