Thriller / Sensacja / Kryminał
Przedsmak zła
24,99 zł
37,99
KUP TERAZ

Przedsmak zła

brak opinii
Liczba stron: 336
ISBN: 9788327639979
Premiera: 2018-03-14

Ciało zwisało z sufitu. Ręce i nogi były związane kablem, a ściany pokrywały rozbryzgi krwi. W kuchni stało otwarte pudełko na jedzenie na wynos, nad którym unosiła się chmara much. W środku znajdowała się ludzka śledziona, a może wątroba, trudno powiedzieć.

Taki widok zastała agentka Maggie O’Dell na miejscu zbrodni. Pierwszym, które oglądała na własne oczy, a nie na zdjęciach policyjnych techników. Dotąd próbowała przeniknąć umysły zabójców zza biurka, jednak przy tworzeniu profilu tego mordercy ma jej pomóc praca w terenie.

Giną kolejne ofiary, sprawca działa według określonego wzorca, ale do czasu. Nieoczekiwanie skupia uwagę na Maggie O’Dell i zmienia zasady gry. Prowokuje i zaprasza do okrutnej zabawy, w której zwycięży ten, kto pierwszy dopadnie przeciwnika.

Alex Kava

Pochodząca z Silver Creek w Nebrasce Alex Kava, a właściwie Sharon Kava, to uznana autorka thrillerów psychologicznych. Wiele z jej książek gościło na listach bestsellerów. Zaczęła pisać bardzo wcześnie, jednak jedynie brat rozumiał i podzielał jej fascynację literaturą. Rodzice nie tylko jej nie wspierali, wręcz próbowali zniechęcić do czytania książek. Nie wierzyli, że ktokolwiek jest w stanie utrzymać się z pisania. Po ukończeniu college’u w 1982 Alex założyła firmę graficzną specjalizującą się we współpracy z sektorem reklamowym. Następnie od 1992 pracowała w swej dawnej szkole jako szefowa PR. Jednak po czterech latach zrezygnowała z tej posady i poświęciła się wyłącznie karierze literackiej. Jej powieści szybko zyskały uznanie. Są podbudowane rzetelną wiedzą psychologiczną, a także znajomością procedur policyjnych, co dodaje im wiarogodności. Chociaż są fikcją literacką, często impulsem do ich napisania stały się prawdziwe zbrodnie. Opierając się na konkretnych zdarzeniach, Kava konstruuje prawdopodobne rozwinięcia rzeczywistych, dotąd niewyjaśnionych wątków danego śledztwa. Słusznie uważa, że taka metoda pisarska pomaga jej uzyskać rys autentyzmu, tak bardzo ceniony przez czytelników. Nieważne, o jak okrutnych, podszytych szaleństwem zbrodniach czytamy. Jeżeli uwierzymy autorce, pozwolimy się wciągnąć w jej mroczny świat. Razem z nią próbujemy odpowiedzieć na pytanie, czy zło jest nieodłączną cechą ludzkiej natury i dlaczego niektórzy z nas tak łatwo przekraczają granicę, za którą rozpościera się mrok.

Alex Kava nadal mieszka w Nebrasce. Udziela się w wielu stowarzyszeniach literackich, zwłaszcza tych zrzeszających twórców thrillerów. Jest członkiem Mistery Writers of America oraz Sisters In Crime – która zrzesza wyłącznie kobiety. Ma dwa psy.

– No, no! Ona jest naprawdę nieźle poharatana!

To były pierwsze słowa Turnera, kiedy zajechali na miejsce. Żadnego powitania, żadnych przeprosin za spóźnienie. Zerknąwszy na ciało, Maggie zdała sobie sprawę, że słowa Turnera to niedopowiedzenie, zanim jeszcze koroner spojrzał na nich wilkiem znad połówkowych okularów. Spóźnili się dwadzieścia minut, chociaż w fast foodzie dla kierowców spędzili tylko pięć.

– Na pewno nie ma mi pan za złe, że zacząłem bez pana, agencie Turner.

Stan Wenhoff był wyraźnie niezadowolony, choć tak naprawdę trudno było zobaczyć jego minę. Stał z opuszczoną głową, przygarbiony, wlepiając wzrok w swoje dłonie. Zdążył już otworzyć ciało i zaczął badać urazy wewnętrzne. Maggie wiele razy z nim pracowała. Wyraz jego twarzy rzadko ulegał zmianie, na stałe zagościła w nim pełna dystansu dezaprobata. Wiedziała też, że w jego pracy brak emocji może być zaletą.

Wreszcie Wenhoff na moment podniósł wzrok, skinął głową w jej stronę i powiedział:

– Agentko O’Dell, miło panią znów widzieć. – Potem zwrócił się do Turnera: – Maski, fartuchy, ochraniacze na buty. – Wskazał skalpelem metalową półkę przy ścianie za ich plecami, a potem przeszedł do rzeczy: – To nie jest zaginiona radna z Bostonu.

Wszystkie media w kraju nagłośniły tę historię. Wciąż pojawiały się zdjęcia i wywiady ze spanikowanymi członkami rodziny. Kobieta przepadła bez śladu parę dni wcześniej, jej samochód znaleziono na parkingu restauracji, w której często bywała.

Teraz, stojąc nad ciałem, Maggie zastanawiała się, skąd brała się pewność Wenhoffa. Potargane włosy, siniaki i rany cięte na opuchniętej twarzy nie pozwalały rozpoznać ofiary.

Jakby czytając w jej myślach, koroner oznajmił:

– Ta kobieta zaginęła znacznie wcześniej, przed tygodniem, może nawet dwa tygodnie temu.

– Nie wygląda mi na to, żeby tak długo nie żyła – stwierdził Turner, stając za Maggie i zaglądając ponad jej ramieniem.

Nie stanął obok niej, tylko trzymał się z tyłu, a jego twarz zakrywała szczelnie założona maska. Jej maska nadal wisiała na szyi. Autopsje nie robiły na niej wrażenia. W college’u poczyniła wstępne kroki, by skończyć studia medyczne, ale po jakimś czasie zdała sobie sprawę, że dla lekarza ważny jest dobry kontakt z ludźmi i umiejętności towarzyskie, czego jej brakowało. Prawdę mówiąc, lepiej czuła się ze zmarłymi, a ponieważ miała dyplom z psychologii, wiedziała też, że jej preferencje nie są całkiem normalne. Jakby tego było mało, poza studiami z psychologii, była stypendystką na medycynie, ale nie takiej, która przygotowuje do leczenia ludzi, ale na medycynie sądowej.

– Nie zmarła zaraz po zniknięciu. Oceniam, że gdy znaleziono jej ciało, nie żyła zaledwie od paru dni.

– Gdzie je znaleziono? – spytała Maggie, patrząc na Wenhoffa, który skinął głową Turnerowi, żeby odpowiedział.

– W hrabstwie Shenandoah.

– To północna Wirginia. – Próbowała wyobrazić sobie tę okolicę. Wiedziała również, że w stanie Wirginia działały cztery biura koronera. Wenhoff był patologiem kryminalnym dla okręgu centralnego. Hrabstwo Shenandoah nie należało do jego jurysdykcji.

– Filmer jest na wakacjach – wyjaśnił. – Zastępuję go. Takie moje szczęście. – Wskazał blat. – Robotnik leśny zwrócił uwagę na jaskrawą plamę w lesie.

Na osobnej tacy leżał but do biegania. Pomimo plam z błota, Maggie widziała, że but jest jaskrawopomarańczowy i z odblaskiem.

– Czy to możliwe, że biegała w lesie i zgubiła drogę?

– Z tego, co wiem, do lasu prowadzi tylko jedna droga dojazdowa – odparł Turner. – Las nie jest dla wszystkich dostępny. To ze dwieście pięćdziesiąt hektarów, ale nie ma tam żadnych szlaków turystycznych, nie wolno polować ani wędkować. Wstęp wzbroniony.

– Więc mogła się zgubić.

– I błąkała się tam przez dwa tygodnie? – Wenhoff potrząsnął głową. – Znam tę okolicę. To górzysty teren, musiałaby tam dojechać. Ziemia została ofiarowana państwu, ale pod warunkiem, że teren otrzyma status lasu państwowego. Nosi nazwę Devil’s Backbone. To nie jest miejsce, gdzie ktoś chciałby uprawiać jogging. Kto wie, jak do tego lasu trafiła, ale wygląda na to, że została tam porzucona i zdana na własne siły. Jest odwodniona i niedożywiona, ma ślady ukąszeń insektów, a także zadrapania i skaleczenia na nogach i rękach.

Koroner odłożył skalpel i sięgnął po miskę. Maggie i Turner pochylili się, by zajrzeć do środka. Kiedy Wenhoff oznajmił, że to zawartość żołądka, Maggie słyszała, jak Turner głośno wciągnął powietrze. Nie obejrzała się na niego. Wenhoff albo nie zauważył reakcji agenta, albo się nią nie przejął, ponieważ miał coś ważniejszego do roboty. Grzebał w tym paskudztwie, żeby im pokazać, co znalazł.

– Maleńkie owoce jagodowe, być może dzikie jabłka, nie jestem pewien. I to. – Dźgnął solidniejszy kawałek. – Moim zdaniem to surowa ryba.

– Nie sushi? – spytał Turner z nadzieją w głosie.

Wenhoff potrząsnął głową.

– Nie, wciąż ma płetwy.

Turner jęknął. Maggie słyszała, że cofnął się o krok.

– Więc twierdzi pan, że musiała się żywić surową rybą, którą sama złapała? Czyli mogła się zgubić w lesie – trwała przy swoim Maggie.

– Powiedziałem: porzucona, a nie zabłąkana.

– Jaka to różnica? – spytał Turner.

– Zabłąkana sugeruje, że była tam sama i zgubiła drogę. Porzucona zaś, że ktoś ją zostawił na tym pustkowiu. – Wenhoff odstawił miskę na blat i wrócił do ciała. – Sama sobie tego nie zrobiła.

Pociągnął w dół płótno, które zasłaniało dolną połowę ciała. Maggie od razu wiedziała, co koroner miał na myśli. Lewa łydka została przestrzelona strzałą, jej część wciąż tkwiła w ciele.

Turner cicho gwizdnął.

– Wiedziałem, że powinienem był przeczytać cały raport szeryfa.

– Ktoś ją postrzelił strzałą z łuku? – Maggie nachyliła się, by przyjrzeć się z bliska.

– Bełtem z kuszy – sprecyzował Wenhoff. – To tylko moje spekulacje, ale uważam, że do tego potrzebna była broń o dużej prędkości i sile działania. W tamtych okolicach poluje sporo myśliwych z kuszą, ale te strzały z włókna węglowego? Trudno je złamać, mogą poranić człowiekowi ręce. – Wskazał dłonie denatki pokryte drobnymi skaleczeniami.

– Przynajmniej wiedziała, żeby jej nie wyciągać – zauważył Turner.

– Wygląda na to, że rana wokół strzały zaczęła się goić – powiedziała Maggie, uważnie się przyglądając. – Dlatego sądzi pan, że porzucona w lesie spędziła tam kilka dni.

– Zgadza się.

– Skoro wielu myśliwych używa kuszy, skąd pewność, że to nie był wypadek? – spytał Turner.

Wenhoff pokręcił głową i nieco sfrustrowany spojrzał na agentów.

– Bo wypadek tego nie tłumaczy. – Chwycił płótno załamane na wysokości stopy ofiary i ściągnął je do końca.

W lewej stopie brakowało dużego palca. Został odcięty.

 

***

 

Hrabstwo Warren, Wirginia

 

Ze swojej kryjówki na gruntowej drodze Stucky widział, jak czarna furgonetka wjechała na długi kręty podjazd po drugiej stronie zakrętu. Policjant najwyraźniej znał jej cel, bo się nie śpieszył. Prawdę mówiąc, od chwili, gdy Stucky zaparkował, minęło dobre dziesięć minut, nim pojawił się radiowóz, który zatrzymał się tuż obok podjazdu.

Przez drzewa Stucky widział podwójnej szerokości przyczepę mieszkalną i budynki gospodarcze. Odsunął na bok małą przenośną lodówkę i wziął worek leżący na podłodze po stronie pasażera. Nie zdejmując wzroku z radiowozu ani przyczepy, sięgnął w głąb worka w poszukiwaniu lornetki. Furgonetka stała obok brudnego jasnobrązowego suva na podwórzu od frontu. Na sznurku niczym jasne żagle na wietrze trzepotała pościel. Okna przyczepy były zasłonięte, więc nic przez nie nie widział.

Dupek parkował na poboczu asfaltowej drogi jakieś pięć, sześć metrów od początku podjazdu. Stucky zastanawiał się, co takiego nabroili właściciele czarnego pikapu, że ściągnęli tu gliniarza. I dlaczego aż tak go zirytowali.

Zerknął na zegarek. Susan R. Fuller nigdzie się nie wybierała, nawet jeśli się obudziła. Uruchomił silnik i powoli cofał się polną drogą, starając się jechać po śladach kół. Nie chciał utknąć w błocie na tym pustkowiu. Z jednej strony drogi rósł rząd drzew, z drugiej gęsty las, gdzie mógł się ukryć razem z samochodem.

Przekręcił kierownicę i przednie koła w prawo, potem zaciągnął hamulec ręczny, żeby samochód nie zjechał tyłem ze wzgórza. Pomyślał, że z góry będzie lepiej widział, a kiedy wziął lornetkę i wysiadł, zobaczył, że radiowóz jedzie krętym podjazdem.

Co ty, do diabła, kombinujesz?

Szybko skrył się w gęstwinie drzew, szukając miejsca, skąd będzie lepiej widział podwórze od frontu i przyczepę. Dojrzał jakiś ruch, odsunął rosnące przed nim gałęzie. Policjant wysiadł z radiowozu i skierował się do drzwi przyczepy.

Niech to szlag!

Stucky nie widział głównych drzwi przyczepy, bo drzewa rosły zbyt gęsto, ciągnęły się w dół aż do samego podwórza. Dostrzegł tylko jakieś fragmenty, jakieś drobiazgi.

Może powinien wejść jeszcze wyżej.

Podekscytowany, ciężko oddychając, w pośpiechu zaczął się wspinać. Gałęzie smagały twarz, pnącza czepiały się nogawek spodni, sosnowe igły chrzęściły pod stopami. Musi zobaczyć, co planuje ten dupek.

Czemu tak się wściekł?

Pokonał zbyt długą drogę, by tylko wlepić komuś mandat.

Wreszcie Stucky znalazł dogodny prześwit i przystawił do oczu lornetkę. Zmarszczył nos i ustawiał ostrość, zirytowany, że trwa to zbyt długo. Kiedy zobaczył powiększony i rozmyty obraz, zakręciło mu się w głowie. Oparł się o pień drzewa. Chwilę potem widział już przyczepę idealnie ostro, wciąż jednak nie mógł zajrzeć do środka przez zasłonięte okna. W pewnym momencie zdawało mu się, że zobaczył poruszający się cień, lecz nic więcej. Znajdował się zbyt daleko, żeby cokolwiek dobrze widzieć albo słyszeć.

Stucky spojrzał na zegarek. Minęło piętnaście minut i nikt nie wyszedł głównymi drzwiami przyczepy, ale dostrzegł jakiś ruch na jej tyłach. Może to tylko trzepoczące na sznurze pranie? Patrząc przez lornetkę, widział w powiększeniu różne fragmenty przyczepy i podwórka. Kiedy w końcu odsunął ją od oczu, był pewien, że coś albo ktoś jest za przyczepą.

Niech to szlag!

Cokolwiek się tam działo, nie mógł tego dojrzeć.

Rozejrzał się wokół po lesie. Nieco dalej w dole zobaczył kolejną gruntową drogę. Znajdowała się bliżej przyczepy. Było tam też wystarczająco dużo drzew, by się ukryć. Musi się przekonać, co zamierza ten dupek.

Pobiegł przed siebie, patrząc uważnie pod nogi, kiedy przemykał między drzewami i przeskakiwał leżące na ziemi gałęzie. Gdy dotarł do samochodu, serce mu waliło, tętno szalało. Wsiadł i natychmiast usłyszał stukanie w bagażniku.

– No już, Susan, wykop mi drugie tylne czerwone światło! – krzyknął przez ramię. – Nikt cię tu nie słyszy.

Gdy zapalił silnik, stukanie ustało. Pomyślał o drugim zastrzyku. Zerknął na worek na podłodze, a potem na zegarek. Jeśli chciał się przekonać, co działo się za przyczepą, nie miał czasu za zastrzyk.

Był tak podniecony, że docisnął gaz. Błoto zassało opony, samochód gwałtownie skręcił.

Powoli, powiedział sobie, zdejmując nogę z pedału. Nie zdawał sobie sprawy, jak strome było wzgórze, gdy wjeżdżał na nie tyłem. Zjazd zaczął przypominać ślizg w błocie. Szarpnął dźwignię skrzyni biegów. Opony wciąż się ślizgały, ale samochód zwolnił, a w końcu z poślizgiem się zatrzymał. Wtedy Stucky znowu usłyszał walenie w bagażniku.

Zaciągnął hamulec ręczny i wyłączył silnik. Zaciskając zęby, chwycił worek marynarski i sięgnął do bocznej kieszeni, gdzie trzymał dodatkową napełnioną strzykawkę. Potem sięgnął pod siedzenie kierowcy i podniósł nóż myśliwski. Zanim otworzył drzwi samochodu, kątem oka dostrzegł jakiś ruch. W dole na głównej drodze. To był policyjny radiowóz.

Sukinsyn!

Stucky pochylił się, ledwie widział cokolwiek nad kierownicą. Jego samochód stał jakieś trzydzieści metrów od głównej drogi. Czy drzewa wystarczająco go zasłaniają? Bo ten drań kierował się z powrotem w tę stronę.

Walenie się nasiliło.

Przysiągłby, że cały samochód kołysał się od tych stukotów. Przyłapał się na tym, że wstrzymuje oddech, jakby to robiło jakąś różnicę, i patrzył, jak radiowóz coraz bardziej się zbliża. Siedział nieruchomo, w jednej ręce ściskając strzykawkę, w drugiej nóż myśliwski, gotowy użyć jednego i drugiego.

Po plecach strużką spływał mu pot. Tak mocno zacisnął zęby, aż poczuł przeszywający ból. Teraz jego serce waliło w rytm stukotów w bagażniku. Potem nagle zobaczył, że radiowóz przyśpieszył, a po paru sekundach przemknął obok wjazdu na gruntową drogę. Stucky widział jeszcze sylwetkę za kółkiem, kapelusz policjanta wciąż nasunięty nisko na czoło. Okulary, zza których patrzył prosto przed siebie. Dupek nawet nie zerknął w stronę dziwnie zaparkowanego samochodu.

Tylne czerwone światła mignęły jeszcze przez sekundę, po czym zniknęły za zakrętem. I po radiowozie.

Stucky wciąż tkwił w miejscu, jakby się spodziewał, że dupek zawróci. Sprawdził godzinę na zegarku i wytrzymał tak pięć minut. Przywykł do czekania i obserwowania. Przyzwyczaił się do wtapiania się w otoczenie i stawania się niewidzialnym. Chociaż musiał przyznać, że Susan R. Fuller nadwyrężała resztki jego cierpliwości.

Minęło kolejne pięć minut. Radiowóz nie wrócił.

Stucky cisnął strzykawkę z powrotem do worka, wsunął nóż myśliwski do kieszeni kurtki i włączył bieg.

– Okej, przekonajmy się, co ty, do diabła, zmajstrowałeś.

 

***

 

Hrabstwo Warren, Wirginia

 

Deszcz zaczął się od lekkiej mżawki, ale kiedy zajechali do Ollie’s Bar and Grill, Maggie żałowała, że nie wzięła ze sobą firmowej kurtki. Kto by przypuszczał, że w środku lata zrobi się tak przenikliwie zimno?

Turner namówił ją, żeby poszła z nim i Delaneyem na drinka. Uparcie twierdził, że potrzebuje jej pomocy i chce przegadać szczegóły autopsji.

– Nigdy nie przedstawię mu tego tak, jak trzeba – powiedział.

Wyjście z Turnerem i Delaneyem na drinka po pracy to było coś więcej, niż zaproszenie Maggie do męskiego stolika w bufecie. Co prawda chodziła już z kolegami na drinka, ale zwykle większą grupą, na przykład żeby uczcić czyjeś urodziny. Tym razem było inaczej. Teraz mieli rozmawiać o sprawie, po godzinach, jak koledzy z pracy.

Nagrała Gregowi wiadomość na sekretarce, chociaż nie musiała tego robić. Odkąd Greg został partnerem w firmie prawniczej, pracował do wieczora i w większość weekendów. Nie pamiętała, kiedy ostatnio usiedli razem do kolacji. Żyli jak współlokatorzy, ich ścieżki czasem się krzyżowały, ale coraz częściej po prostu zostawiali sobie wiadomości. Maggie zazwyczaj naprędce połykała coś kupionego na wynos i po sprawie. Tak naprawdę nieobecność Grega wcale jej nie przeszkadzała.

Kogo ona oszukuje? Wolała być sama. To lepsze niż wysłuchiwanie krytykanckich tyrad męża, strofowania i wykładów na temat jej pracy. Ostatnio wyjawił, jak bardzo mu się nie podoba, że jego żona jest agentką FBI, i nie zamierza zatrzymywać tej opinii dla siebie.

Delaney wyglądał na wykończonego, krótkie włosy miał zmierzwione i wilgotne od deszczu. Mimo to uśmiechnął się i pomachał, przywołując ich do jakże pożądanego narożnego boksu, który udało mu się sprytnie zająć. Naprawdę miał szczęście, bo lokal był zatłoczony.

– Wszystko gra? – spytał go Turner.

W tym momencie Maggie sobie przypomniała, że Turner wspominał o pilnej rodzinnej sprawie, którą musi załatwić Delaney. Nie, nie pilnej sprawie. O rodzinnym problemie. Przyjrzawszy się bliżej, dostrzegła, że Delaney ma przekrwione oczy. Kilka razy potarł brodę wnętrzem dłoni, więc kiedy odpowiedział Turnerowi:

– Taa, wszystko dobrze… – to Maggie wiedziała, że nie mówił prawdy.

Szybko zajęła miejsce naprzeciw Delaneya, a Turner wśliznął się obok niej, wzrokiem szukając kelnerki. Maggie nadal przyglądała się Delaneyowi, choć udawała, że jest zainteresowana menu restauracji.

– Nie pożałujesz, jak weźmiesz burgera – poradził jej Delaney.

– A ty go zamówisz?

– Dla mnie tylko piwo. Spotykam się później z Karen.

Karen była jego żoną. Maggie bezskutecznie próbowała wywnioskować, czy „rodzinny problem” został rozwiązany. A może Delaney przerwał coś ważnego tylko po to, żeby się z nimi spotkać w sprawie autopsji.

Przestań, skarciła się w duchu.

Ostatnio ciągle to robiła. Przyglądała się wszystkiemu i wszystkim i wszystko analizowała, jakby jej umysł nie mógł się wyłączyć. Jakby każdy fragment informacji stanowił podstawę do stworzenia profilu psychologicznego. Jakby wciąż musiała ćwiczyć swój umysł. Poprzedniego dnia przyłapała się na tym, że stworzyła pełny profil sprzedawczyni ze sklepu spożywczego. Na swoją obronę mogła tylko powiedzieć, że stała w długiej kolejce, a sprzedawczyni wyjątkowo się guzdrała, no i na domiar złego kiepsko zakamuflowała siniak nad lewym okiem.

Turnerowi udało się przywołać kelnerkę.

– Kochanie, życie nam pani ratuje. – Nagrodził młodą kobietę szerokim uśmiechem.

Maggie już widziała, jak to robił. Może wyglądał na bejsbolistę twardziela, ale potrafił być czarujący. Teraz czarował też Maggie, zwracając się do kelnerki:

– Wygląda na to, że mamy ochotę na kolację. Co wybierasz, Maggie?

Był tak uprzejmy, że pozwolił jej zamówić pierwszej. Zazwyczaj jeżyła się, kiedy agenci traktowali ją zbyt grzecznie, ale zdusiła złość. W końcu Turner ją zaprosił, ponieważ szanował jej wiedzę i umiejętności.

Przypomniała sobie, że na lunch zjadła tylko tłuste frytki i popiła dietetyczną pepsi w drodze do koronera. Zamówiła burgera i sałatkę, a do tego butelkę Sama Adamsa. Kiedy przyniesiono jedzenie, musiała się pilnować, by nie połknąć wszystkiego naraz. Jadła nieśpiesznie małymi kęsami, a między nimi opisywała rany ofiary morderstwa, ignorując przy tym postękiwania Turnera.

– To była naprawdę masakra, człowieku – stwierdził Turner, patrząc na Delaneya. – Jaki wariat strzela w nogę kobiety, a potem odcina jej palec, żeby go zabrać jako łup?

– Czy palec jest łupem? – spytał Delaney.

Kiedy Maggie podniosła wzrok znad sałatki, zdała sobie sprawę, że to ona była adresatką tego pytania.

– Sądząc z tego, jak to wyglądało, palec został odcięty post mortem – odparła, jakby było to odpowiedzią na pytanie. Gdy agenci nadal patrzyli na nią z oczekiwaniem, zrozumiała, że jej słowa są oczywiste tylko dla niej, więc dodała: – Tak, uważam, że wziął to jako łup.

– Pokręcony drań – skomentował Delaney.

Turner potrząsnął głową i odsunął od siebie talerz, a Maggie ugryzła kolejny kęs hamburgera.

– To dość ekstremalne, co? – Turner spojrzał na nią. – To znaczy wiemy, że nie był to przypadek, i raczej możemy odrzucić ewentualność, że zrobił to jakiś facet, który chciał się na niej zemścić, czy wkurzony mąż, tak? – Wypił łyk piwa i czekał na reakcję Maggie, nie spuszczając z niej wzroku.

– Mordercy zabierają jako łupy rozmaite dziwaczne rzeczy: bieliznę, zęby, prawa jazdy. Jeffrey Dahmer trzymał w lodówce kolekcję penisów.

Turner się skrzywił, a Delaney uśmiechnął się na widok jego miny.

Maggie ciągnęła:

– Jerry Brudos przechowywał w zamrażarce odciętą stopę jednej z zamordowanych kobiet. Lubił ją wyjmować i przymierzać swoją kolekcję skradzionych szpilek.

– Czyli jednak palec nie jest aż takim dziwactwem – stwierdził Delaney. – Ale mówisz o seryjnych mordercach. Myślisz, że ten też już zabijał?

Ręka Maggie z widelcem pełnym sałatki zawisła w powietrzu. Agenci znów na nią patrzyli, oczekując na odpowiedź, którą uważała za oczywistą. Ale może jedyną oczywistą rzeczą było to, że spędziła zbyt wiele czasu, studiując seryjnych morderców.

– Nie wiem, czy już wcześniej zabijał, czy nie – oznajmiła. – Ale mogę wam powiedzieć, że ci, którzy zabijają raz, rzadko zabierają łupy.

„Przedsmak zła” zaciekawił mnie, głównie ze względu na ciekawie zapowiadające się wątki fabularne, które zaczynają się stopniowo rozkręcać. Kava znów ukazuje nam burzliwe życie zawodowe głównej bohaterki, jak i prywatne, o czym osobiście przeczytałem z dużą ciekawością. Klimat książki przypadł mi do gustu, a kolejne losy Maggie O’Dell potrafią zmrozić krew w żyłach. Ciekaw jestem dalszego rozwoju wypadków tego trzymającego w napięciu cyklu. Polecam.

A czy jest to historia dobra? Tak. Szczególnie dla tych, którzy nie czytali „Dotyku zła” i innych powieści Kavy, gdzie wspominano przeszłość Maggie. Wtedy czeka na nich więcej zaskoczeń, ale i fani pisarski znajdą tu wiele dla siebie. Przede wszystkim jest to dobre uzupełnienie serii, która na rynku obecna jest niemal od dwudziestu lat. Ale mamy tu także niezłą historię, ciekawe przedstawienie początków Maggie i próbę rozwiązania kwestii dlaczego bohaterka, choć jest profilerką, działa od samego początku jak agentka terenowa – próbę nie do końca udaną, ale wnoszącą co nieco do opowieści. Poza tym po prostu dobrze było wrócić do tej starej, dobrej Maggie O’Dell i klimatu pierwszych, najlepszych tomów.
 
 
Stylistycznie powieść też jest całkiem niezła. Kava nadal nie wybija się ponad przeciętność, niemniej w „Przedsmaku zła” czyta się go o wiele lepiej, niż wiele wcześniejszych jej dzieł. We mnie osobiście wzbudził też pewien sentyment. Poza tym to po prostu niezły thriller, w stylu innych podobnych dokonań współczesnych autorów – a właściwie autorek. W sam raz dla nowych odbiorców, którzy chcieliby przekonać się, jak smakuje ta Kava i, oczywiście, dla miłośników autorki.
W porównaniu do poprzednich tomów, które nie do końca mnie przekonały, ten pozytywnie mnie zaskoczył. Maggie- ta będąca u progu kariery w FBI, dla mnie jest postacią znacznie ciekawszą, niż w późniejszych odsłonach. Ponadto styl Kavy, choć nadal bardzo przystępny, tutaj prezentuje się odrobinę lepiej, niż w dotychczas znanych mi tomach.
 
Zatem czy Kava okazała się mocna? ;) Hmm. Z pewnością mocniejsza, od tego, co udało poznać mi się wcześniej. Niemniej nadal jest to jeden z tych lżejszych thrillerów, które czyta się błyskawicznie. Myślę, że „Przedsmak zła” spodoba się nie tylko fanom samej Kavy, ale także wielbicielom prozy Erici Spindler czy J. T. Ellison.
Uważam, że Przedsmak zła będzie stanowił nie lada gratkę dla tych, którzy zdążyli poznać serię o Maggie O’Dell. Znając cały cykl dobrze dowiedzieć się, jak to się zaczęło. Ci z was, którzy dopiero rozpoczynają swoją literacką podróż z twórczością Amerykanki mają szansę czytać książki od początku. Jestem pewna, że nie zawiedziecie się, a książka praktycznie czyta się sama – sami się przekonacie.
 
Dla kogo Przedsmak zła? Zdecydowanie dla miłośników mrocznych kryminałów i thrillerów oraz dla wielbicieli powieści Alex Kavy. Obowiązkowa pozycja dla fanów cyklu o agentce Maggie O’Dell. Gorąco polecam.

Gdzieś na początku poczułam, że ta książka będzie dobra. Że znów dostaniemy tę dobrą, mocną i pobudzającą Kavę i to bez kofeiny, więc polecam tym dbającym o zdrowie - chyba, że delikatna psychika jest wrażliwsza od fizycznych aspektów ciała. Takie powieści mogła bym czytać nałogowo.  Ci co znają Alex pewnie chętnie do niej wrócą, tym co chcą poznać proponuję zaczęcie serii właśnie od tej pozycji, bo w końcu to prequel ukazujący nam początki kariery agentki, jej wzlotów i upadków oraz problemów tak zawodowych jak prywatnych. Wiele dzięki temu można zrozumieć w późniejszych tomach - zawsze lepiej poznać wszystko od razu i po kolei niż wyrywkowo jako wspomnienia agentki podczas konkretnych śledztw w książkach. Zachęcam do przeczytania

 Ta powieść jest właściwie preludium do całej serii o Maggie O'Dell. Od lat jestem fanką postaci Maggie O'Dell, więc nawet posiadając wiedzę, jak sprawy się skończyły, wciąż interesowały mnie szczegóły i początki działalności Kolekcjonera. Obowiązkowa książka dla fanów serii oraz świetne wprowadzenie dla nowych czytelników.

Dla czytelników znających serię najnowszy thriller Alex Kavy będzie świetnym uzupełnieniem losów głównej bohaterki. Dla osób  rozpoczynających swoją przygodę z książkami autorki Przedsmak  zła stanowić będzie świetne wprowadzenie do  cyklu. To idealna  propozycja zarówno dla fanów gatunku, jak i tych, którzy dopiero  rozpoczynają swoją przygodę  thrillerem.

„Przedsmak zła” to naprawdę kawał wciągającej literatury. Alex Cava oprócz tego, iż wyświadczyła mi przysługę, odrywając od typowego świątecznego rozgardiaszu (ufff!), to jeszcze zachęciła mnie do sięgnięcia po inne swoje książki opowiadające o losach genialnej Maggie O'Dell. Zdecydowanie muszę mieć wszystkie tytuły w swojej biblioteczce. A Wam zdecydowanie polecam recenzowany tytuł!

W powieści odnalazłam kilka wad, błędów, jednak nie zaważyło to na pozytywnym odebraniu powieści. Akcja, adrenalina, bogaty zarys psychologiczny sprawia, że na te małe detale nie zwraca się uwagi, tylko czerpie się z niej jak najwięcej przyjemności. Książkę polecam każdemu. Myślę, że spełni wasze oczekiwania, a ja nie raz powrócę do tej wspaniałej opowieści. 

„Przedsmak zła” to dopracowany do perfekcji, przyspieszający bicie serca i pełen zwrotów akcji wstęp do znanego cyklu powieści o agentce FBI Maggie O’Dell. Jest to świetny dodatek dla czytelników znających serię i doskonały początek dla tych, którzy zamierzają dopiero rozpocząć swoją przygodę z twórczością Alex Kavy. Żaden miłośnik thrillerów psychologicznych i seriali kryminalnych nie powinien pominąć tej lektury. 

„Przedsmak zła” stanowi świetne wprowadzenie do cyklu o Maggie O’Dell. Po tej lekturze zapragnęłam ponownie przeczytać pozostałe tomy. W powieściach tej autorki jest coś takiego, co przyciąga i sprawia, że czyta się jej książki z największą przyjemnością. „Przedsmak zła” jedynie to potwierdza. Kiedy dostałam informację o premierze tej powieści szykowałam się na dawkę dobrego, trzymającego w napięciu kryminału i zdecydowanie się nie zawiodłam. Zdecydowanie zadowoli ona zarówno wielbicieli talentu Alex Kavy, jak i fanów kryminału, którzy wcześniej nie mieli z nią styczności. Wartka akcja, ciekawie wprowadzony suspens i pełnowymiarowe postacie – ta książka nie może zawieść nikogo. Dodatkowym smaczkiem jest również poznanie pierwszej sprawy prowadzonej przez Maggie O’Dell w terenie. Wyraźnie widać, że wydarzenia przedstawione w „Przedsmaku zła” miały duży wpływ na jej późniejszą karierę. Polecam z czystym sumieniem, bo to po prostu dobra książka, którą czyta się szybko i przyjemnie.

Jeśli znamy twórczość pisarki to wiemy czego się spodziewać po stylu. Książkę czyta się łatwo, szybko i przyjemnie (pomimo podjętego tematu). Są sceny które przerażają swoim przekazem, jednak ja byłam na to przygotowana, bo wiem, że autorka lubi zarówno zaskakiwać jak i budzić strach w czytelniku.
 
Nie znam niestety wszystkich części o Maggie O`Dell, jednak nie przeszkodziło mi to w poznawaniu życia bohaterki w urywkach. Mam nadzieję, że w niedługim czasie będzie mi dane uzupełnienie braków i poznanie historii profilerki od samego początku.
 
Moja ocena: 8/10

Podsumowując - "Przedsmak zła" jest świetnym thrillerem psychologicznym, który nie skupia się wyłącznie na prowadzonych śledztwach, ale uzupełnia fabułę również prywatnymi relacjami między bohaterami. Doskonale wprowadza do kolejnych książek o Maggie O'Dell a dzięki dynamicznej akcji i rozlicznym emocjom serce szybciej bije. Prequel, patrząc pod względem jakości, jest doskonałym powrotem do początkowych książek autorki - polecam wielbicielom cyklu o agentce specjalnej oraz tym, którzy lekturę serii mają jeszcze przed sobą.

Agentka O'Dell była już na moim języku w momencie, gdy mówiłam wam o pierwszych 6 rozdziałach, jakie miałam przyjemność przeczytać przedpremierowo. Przedsmak zła jest prequelem serii, która dzięki niemu staje się jeszcze ciekawsza dla czytelnika. W tej historii dosłownie wszystko może się zdarzyć, nikt nie może czuć się bezpiecznie, a zamieszany w sprawę może być ktoś, na którego nic nie wskazuje. Jeśli więc lubicie krwawe kryminały, oparte o akcję, niezwykłe emocje i wyścigi z czasem, a także nieszablonowe sytuacje, które wręcz mrożą krew w żyłach to ta książka jest zdecydowanie dla was. 

Podsumowując - polecam lekturę osobom kochającym adrenalinę i strach bijący z każdej strony, a jednoczesnie szukający w powieściach psychologicznych aspektów pozwalających zrozumieć to, co dzieje się w fabule. 

Podsumowując - przeczytanie "Przedsmaku zła" okazało się dobrą decyzją, której absolutnie nie żałuję. Prequel cyklu o Maggie O'Dell jest doskonałą okazją, aby rozpocząć przygodę z twórczością Alex Kavy i mam nadzieję, że część z was zdecyduje się to zrobić. Jeśli już znacie niektóre pozycje spod pióra tej autorki, to "Przedsmak zła" zdecydowanie jest dla was pozycją obowiązkową.

Przedsmak zła jest to idealna książka na początek, jeśli nie znacie serii o Maggie O'Dell. Tych, którzy już czytali jakieś książki Kavy, chyba nie muszę zachęcać, bo wiadomo, że jest to w tym przypadku lektura obowiązkowa

Mimo, że samo zakończenie jest jakby napisane na szybko i  skrócone, to jest dość satysfakcjonujące. Powieść przynosi sporo przyjemności przy odkrywaniu kolejnych tajemnic i intryg. Ja bawiłam się przy niej świetnie. Często byłam przerażona lub zdziwiona i rzadko odrywałam się od lektury. Prequel zachęcił mnie do zaczęcia całej serii z Maggie O'Dell. Tych którzy już ją przeczytali, myślę, że przekona do niecierpliwego oczekiwania na kolejną powieść pani  Kavy. 

Podsumowując, według mnie Przedsmak zła to naprawdę dobry początek serii. Myślę, że każdy czytelnik kryminałów powinien sięgnąć po tę pozycję. Książka trzyma w napięciu aż do samego końca, a historia jest nieprzewidywalna i pełna akcji.
Nie rozpisuję się w tej recenzji, ponieważ jedyne co mam Wam do przekazania jest to żebyście jak najszybciej sięgnęli po tę powieść.
Jestem pewna, że na mojej półce zagości niedługo cała seria o agentce O'Dell.

Mimo że nigdy wcześniej nie miałam możliwości poznać bliżej twórczości Alex, to teraz jestem w stu procentach przekonana, że sięgnę po kolejne książki o agentce O'Dell. "Przedsmak zła" mogę uznać za jedną z lepszych lektur jakie przeczytałam w tym roku, więc to już mówi samo za siebie, prawda? Historia została stworzona w sposób niezwykle ciekawy, dopracowany! Zawsze uważałam, że thrillery są dość trudne w samym czytaniu, ale tutaj lekturę pochłania się szybko i bez najmniejszego problemu. Jestem naprawdę zachwycona twórczością tej pisarki, która najwidoczniej zachęci mnie do częstszego sięgania po ten gatunek.

,,Przedsmak zła" to lektura, która z całą pewnością spodoba się miłośnikom twórczości Alex Kavy. Myślę, że będzie też idealna dla tych, którzy dopiero chcą rozpocząć przygodę z jej twórczością. Ja jestem usatysfakcjonowana jej publikacją, choć jeden dość znaczący szczegół udało mi się domyślić sporo wcześniej niż zdradziła go autorka.

Na pewno nie będziecie się nudzić przy tej lekturze. Autorka Wam na to nie pozwoli. Najbardziej intrygującym wątkiem jest to, w jaki sposób buduje się relacja między Maggie a mordercą. Jak zakończy się gra zabójcy? Przekonajcie się sami.

Warto po tę książkę chwycić albo w momencie, gdy nie zna się w ogóle Maggie lub gdy już się kilka tomów przeczytało, żeby sobie przypomnieć niektóre wydarzenia z jej życia i poznać szczegóły jej pierwszej poważnej sprawy, w której brała udział w całości. Alex Kava swoje książki pisze tak, że czyta się je ekspresowo i przyjemnie, a równocześnie wzbudzają emocje i wywołują koszmary.

Podsumowując książka jest naprawdę dobra. Mimo średniego zakończenia czyta się ją naprawdę przyjemnie i chce się jak najszybciej poznać rozwiązanie. Dlatego jeżeli macie ochotę na dobry kryminał to Przedsmak zła jest bardzo dobry. Ja po tej książce bardzo chętnie zapoznam się z resztą książek z tej serii. A Wy czytaliście już coś tej autorki? A może macie w planach?

Najważniejsze jednak i najbardziej wciągające w tej książce są liczne zwroty akcji i pełna napięcia atmosfera. W tej historii wszystko może się wydarzyć. Nikt nie jest bezpieczny. Z niezwykłym przejęciem śledziłam rozwój wydarzeń i do samego końca nie mogłam się oderwać od lektury.
 
Jeśli cenicie sobie kryminały oparte na motywie „wyścigu” z przestępcą, dynamicznej akcji oraz nieszablonowej historii, koniecznie sięgnijcie po „Przedsmak zła”.

 "Przedsmak zła" to idealna pozycja dla ludzi lubiących czuć dreszczyk emocji i uczucie niepewności co do zakończenia całej fabuły. Alex Kava przenosi nas w swój wyimaginowany świat i pozwala się w nim zatracić razem z agentką O'Dell. 

To książka nie tylko dla stałych fanów Maggie O’Dell, bo dzięki temu, że jest to prequel, a nie kontynuacja dobrze odnajdzie się w niej także odbiorca, który nigdy nie czytał powieści Alex Kavy i właściwie od tego tomu może spokojnie zacząć przygodę z tą autorką.

Przedsmak zła to treściwa historia, przykuwająca uwagę od pierwszej strony. Akcja stale nabiera tempa, więc na nudę narzekać nie można. Między bohaterami rozkwitają relacje, nie tylko na podłożu zawodowym, lecz także osobistym, przez co całość nabiera jeszcze bardziej intrygującego smaku.
Co do samej Maggie O'Dell... co tu dużo mówić, profesjonalna, fajna babka, idealna na główną twarz serii! Jestem ogromnie ciekawa jej dalszej kariery w świecie zbrodni i z przyjemnością będę brnąć w kontynuację.

Gorąco polecam Ci ten smakowity thriller, bez względu na Twój stosunek do tradycyjnej kawy, bowiem ta konkretna Kava smakuje wybornie!
Smacznego czytania :)

"Przedsmak zła" to cudowny thriller, który pochłonie każdego, nawet takiego laika thrillerów jak ja (czyt. Paulina). Wspaniała kompozycja, bez zbędnych opisów, lekkie pióro, niby poznajemy psychopatę, który poluje na kobiety, już w pierwszych rozdziałach , ale rozwiązanie sprawy zaskoczy Was, tak samo jak nas - to macie gwarantowane. Autorka cudownie dawkuje informacje, co za tym idzie... buduje napięcie. Z tą książką nie będzie nudy...
 
Polecam serdecznie ten cudowny prequel, to właśnie on zacznie naszą przygodę z poznaniem innych książek serii o Maggie O'Dell, mamy nadzieję, że Wy również podejmiecie taką samą decyzję jak my :-).
Definicja głosi, że "Zło – jedno z podstawowych (pierwotnych) pojęć etycznych. W moralności zło stanowi przeciwieństwo dobra" i to od samego początku jest nam uświadomione. Przeżywamy kolejne losy wraz z główną bohaterką Maggie o O'Dell, którą polubiłam od razu. Nie miałam jej nic do zarzucenia. Nie jestem znawczynią kryminałów, ale mogę się wypowiedzieć, że postacie były świetnie wykreowane. Kibicowałam Maggie, aby rozwiązała zagadkę, korzystając ze swojej niezawodnej intuicji. Kava wiele razy podkreśla, że Maggie zawsze widzi to, co innym umyka. I tak faktycznie jest. 
Jesteśmy trzymani w dużym napięciu, czekając na odpowiedzi. Akcja nie zwalnia, nie pozwala odetchnąć. Czy te wszystkie plusy zachęcają Was do tej książki? Moim zdaniem jest bardzo dobrze napisana i nie mogę się przyczepić. Spędziłam z nią kilka dni i w paru momentach byłam przestraszona. 
Podsumowując: „Przedsmak zła”, jest prawdziwym przedsmakiem do tego, co czeka na czytelników w serii o Maggie O’Dell. To trzymający w napięciu kryminał, który nie skupia się wyłącznie wokół toczącego się śledztwa, ale również dyskretnie zagląda w życie prywatne bohaterów. Dynamiczna akcja oraz idealnie zbudowane napięcie sprawiają, że nie sposób oderwać się na moment od lektury. Polecam miłośnikom powieści z dreszczykiem oraz z agencją rządową w tle.

 

Ta książka to strzał w dziesiątkę, jeżeli jesteście fanami kryminałów. Jeżeli nie — mam wrażenie, że mogłaby zmienić waszą opinię na temat tego gatunku. Naprawdę gorąco polecam. Gwałtowna akcja i emocjonalna karuzela? Gwarantowane. 

"Przedsmak zła" to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów całej serii. To także dobry thriller psychologiczny, który pozwoli wam poczuć strach, a jak wiadomo przecież, bać się lubimy, dlatego czytamy takie właśnie książki.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ