Powieść obyczajowa
Zdobyć Rosie. Czas próby
KUP TERAZ

Zdobyć Rosie. Czas próby

brak opinii
Liczba stron: 304
ISBN: 9788327631169
Premiera: 2017-10-18

Kontynuacja historii najlepszego przyjaciela bohaterów powieści „Nic do stracenia”.

Nate nie ma wątpliwości, że Rosie to ta jedyna. Niepostrzeżenie zmienia się z podrywacza w odpowiedzialnego mężczyznę. W ich związku robi się coraz bardziej poważnie, oboje już wiedzą, że to nie jest przelotny romans. Także synek Rosie, mały DJ, staje się dla Nate’a bardzo ważny.

Rosie jednak wstrzymuje się od deklaracji. Trudno powiedzieć: „Kocham Cię”, kiedy przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć.

Czeka ich ciężka próba, w której stawką jest życie. Czy ją przetrwają?

Kirsty Moseley

Kirsty Moseley kocha czytać od najmłodszych lat. Swoje pisarskie umiejętności odkryła gdy przyłączyła się do internetowej społeczności pisarzy-amatorów. Jej samodzielnie wydana książka "The boy who sneeks in my bedroom window" zdobyła rzesze fanów i wysokie miejsce w rankingu Goodreads’ Choice Awards na najlepszą książkę dla młodzieży 2012 roku. Jej druga powieść "Always you" została wydana kilka miesięcy później.

Rano Rosie zadzwoniła do mnie i powiedziała, że Josh zawiódł na całej linii i nie zabierze DJ’a na resztę weekendu. Najwyraźniej zdążyła już zadzwonić do Anny, która zaoferowała się, że weźmie DJ’a na noc, więc będziemy mogli przynajmniej pójść gdzieś razem wieczorem. W czasie dnia mieliśmy zrobić sobie piknik w parku z małym.

            Wyjechałem do niej tuż po dziesiątej. Rosie otworzyła mi drzwi, była bardzo zdenerwowana. DJ zanosił się płaczem w pokoju.

            Wydało mi się czymś strasznie nie w porządku, żeby ktoś taki jak ona bez przerwy doznawał rozczarowań, i nie było to też fair wobec tak wspaniałego dzieciaka, jakim był DJ.

            ‒ Dobrze się czujesz? ‒ zapytałem.

            Zmusiła się do uśmiechu.

            ‒ Jasne. Wchodź. ‒ Zaprosiła mnie ruchem ręki do środka i zamknęła za mną drzwi. Głos miała smutny, ale starała się to ukryć. Nie rozumiałem, dlaczego chciała udawać przede mną, że jest dobrze.

            ‒ DJ chyba bardzo to przeżywa ‒ powiedziałem ze współczuciem.

            Zacisnęła szczęki. Wyglądała jak ktoś, kto nie jest pewny, czy wybuchnąć płaczem, czy zapolować na Josha i uciąć mu jaja.

            ‒ Przejdzie mu za jakiś czas. Jest po prostu rozczarowany. Naprawdę nie mógł się doczekać tej wycieczki do zoo. ‒ Spuściła wzrok na podłogę.

            Wziąłem ją za rękę i pociągnąłem do salonu. DJ leżał na sofie, przytulał figurkę Woody’ego, twarz miał wciśniętą w poduszki i zanosił się płaczem. Nie widziałem go jeszcze płaczącego, zawsze był takim radosnym dzieckiem i dlatego ten widok wywołał we mnie złość. Naprawdę nie zasługiwał na to, żeby go tak traktować.

            ‒ Cześć, mały. Masz ochotę pograć w piłkę w parku? Może wzięlibyśmy kawałek chleba i nakarmili kaczki? ‒ zaproponowałem.

            Pociągnął nosem i uniósł twarz znad poduszki. Oczy miał czerwone od płaczu, czoło i policzki w plamach.

            ‒ Nie chcę ‒ odpowiedział łamiącym się głosem i pokręcił głową.

            Rosie westchnęła i odciągnęła mnie, zanim zdążyłem mu odpowiedzieć i próbować go przekonać albo przekupić największymi lodami, jakie można dostać w kawiarni niedaleko ich domu. Zaprowadziła mnie do kuchni, objęła w pasie i przytuliła twarz do mojej piersi.

            ‒ Tak strasznie mi przykro, że znowu musiałam pokrzyżować nasze plany. Zrozumiem, jeśli będziesz na mnie zły. Nie jesteśmy ze sobą aż tak długo, a ja już rujnuję ci dzień, więc masz prawo być wkurzony.

            Odgarnąłem jej kosmyki włosów z twarzy i zatknąłem za uszy.

            ‒ Dlaczego miałbym być na ciebie zły, to po prostu niemądre ‒ wyszeptałem i delikatnie ją pocałowałem.

            Oddała mi pocałunek, a potem odsunęła się i pokręciła głową.

            ‒ Nate, nie rozumiem, co ty tu robisz ze mną. Wiesz, że to się będzie powtarzało bez przerwy. Prawdopodobnie bardzo często będę odwoływała spotkania w ostatniej chwili. DJ zawsze będzie dla mnie najważniejszy. Powinieneś znaleźć sobie dziewczynę, dla której najważniejszy będziesz ty. ‒ Broda jej drżała, kiedy mówiła.

            Uśmiechnąłem się do niej, chcąc dodać jej otuchy.

            ‒ Paseczku, przestań tak myśleć. Chcę być z tobą i rozumiem, że masz syna. Wszedłem w ten związek, wiedząc o tym. Zdaję sobie sprawę, że zawsze trzeba będzie zmieniać plany z powodu DJ’a. Mnie to nie przeszkadza ‒ powiedziałem, całując ją w czoło.

            Westchnęła i pokręciła głową.

            – Naprawdę jesteś aż za bardzo... – Nie dałem jej dokończyć.

            – Wiem, kochanie – wszedłem jej w słowo, przewracając oczami.

            – Dokładnie – wyszeptała, przyciskając policzek do mojej szyi, przez co dostałem gęsiej skórki.

            I wtedy wpadłem na świetny pomysł. Dzieciak chciał iść do zoo, to dlaczego nie mielibyśmy go tam zabrać? Jasne, że Josha na pewno by to wkurzyło, bo wszedłbym w jego rolę, ale to on wystawił chłopca do wiatru i zdarzało mu się to często. Mieliśmy cały dzień przed sobą, więc zamiast iść do parku, moglibyśmy się wybrać do zoo.

            – A może pójdziemy do zoo? – zaproponowałem.

            Rosie odsunęła się ode mnie.

            – Nie, nie możemy. Ja... – urwała. Wyglądała na skrępowaną.

            Czekałem na wyjaśnienie, dlaczego nie możemy tam zabrać DJ’a.

            – No co? Przecież to chyba wszystko jedno, dokąd pójdziemy.

            Cofnęła się i unikała mojego wzroku.

            – Pójdziemy do parku, tak jak planowaliśmy. Nic mu nie będzie. Za kilka minut zapomni o całej sprawie – jej głos nagle stał się szorstki i pobrzmiewała w nim irytacja.

            Chwyciłem ją za łokieć i obróciłem twarzą do siebie.

            – O co tak naprawdę chodzi? – zapytałem.

            – Zoo jest naprawdę drogie, a ja nie mam... – urwała. – Pójdziemy do parku – wyszeptała.

            Zaraz, ona się martwi o pieniądze? Z tym był problem? Wiedziałem, że nie miała góry pieniędzy, w końcu była samotną matką, do diabła.

            – Paseczku, chodźmy do zoo. DJ chce tam pójść – zaproponowałem ponownie, żeby jej pokazać, jak niemądra jest nasza rozmowa.

            – Nate, nie mogę! Nie mam po prostu... to niemożliwe. – Spuściła wzrok na podłogę zdenerwowana faktem, że nie stać jej na wycieczkę z dzieckiem.

            Obróciłem się w stronę pokoju.

            – DJ, zakładaj buty. Mama i ja zabieramy cię do zoo! – zawołałem.

            Rosie przerażona chwyciła mnie za ramię.

            – Nie! Nie możesz tak po prostu mówić takich rzeczy! Pewnie masz forsy jak lodu, ale ja nie! Nie możesz składać takich obietnic, to nie w porządku – burknęła, kręciła głową i ze złości zacisnęła szczęki.

            DJ skakał z radości w salonie. Usłyszałem, jak pobiegł do swojego pokoju, a potem drzwi uderzyły o ścianę, tak bardzo się spieszył.

            – Rose, zabieram moją dziewczynę i jej synka do zoo. Nie musisz za nic płacić. Przestań się wszystkim stresować. Dzisiaj będziemy się świetnie bawili – oświadczyłem, całując ją w czoło.

            – Nate, poważnie, to kosztuje majątek. Nie pozwolę ci płacić. Nie ma mowy – odmówiła, ale jednocześnie popatrzyła na mnie, jakbym był najwspanialszym facetem na świecie. Uwielbiałem, kiedy tak na mnie patrzyła.

            – Och, cicho bądź, głowa mnie przez ciebie rozbolała – skłamałem, machając nonszalancko ręką. Obróciłem się w kierunku drzwi. – Jak sobie radzisz z butami, mały? Pingwiny już na ciebie czekają!

            Rosie wtuliła twarz w moją pierś.

            – Nate, w ogóle cię nie rozumiem! Co ty będziesz z tego miał? – zapytała głosem stłumionym przez materiał podkoszulka. W oczach miała łzy. – Nie zasługuję na ciebie, naprawdę nie zasługuję.

            Czułość w jej oczach, gdy na mnie spojrzała, sprawiła, że poczułem błogie ciepło. Russell miał rację – droga do serca matki prowadzi przez jej dziecko.

            Rozmyślałem nad tym, co takiego działo się w moim życiu, zanim poznałem tę dziewczynę. Jak mogłem kiedykolwiek uważać się za szczęśliwego? Nie zdawałem sobie sprawy z tego, co mnie omija, dopóki jej nie spotkałem.

            – Przygotujesz coś na piknik? – zapytałem.

            – Odwdzięczę ci się, obiecuję.

            – Możesz się odwdzięczyć w naturze. Chętnie przyjmę pocałunki, przytulanie i – moje ulubione – przysługi seksualne.

            Uśmiechnęła się do mnie szelmowsko. DJ wbiegł do kuchni, machając butami nad głową. Złapałem go, posadziłem na kuchennym blacie i pomogłem zawiązać sznurowadła.

 

 

– Nogi mi się gramolą! – jęczał DJ.

            – Nogi cię bolą? To może nie powinniśmy iść dalej, co? – drażniła się z nim Rosie, mierzwiąc mu ręką włosy.

            Mały pokręcił głową.

            – Chcę zobaczyć nosorożce, ale są tak daleko, daleko! Mam krótsze nogi od waszych, dlatego muszę iść dalej niż wy dwoje! – marudził.

            Byliśmy tam od kilku godzin, pokonaliśmy spory kawał drogi między wybiegami dla zwierząt, a dzieciak naprawdę świetnie sobie radził jak na czterolatka.

            – Zaniosę cię do nosorożców, co ty na to? – zaproponowałem.

            Uniósł rączki na znak zgody. Obróciłem go, wsunąłem mu ręce pod pachy i posadziłem sobie na ramionach. Dziwnie się poczułem, zwłaszcza gdy objął mnie za czoło i położył brodę na czubku mojej głowy.

            – No to gdzie te nosorożce? Widzisz je z góry, mały? – zażartowałem. Rosie zatrzymała się i popatrzyła na mnie zdezorientowana, a potem wsunęła mi rękę do tylnej kieszeni spodni i lekko ścisnęła mnie za pośladek.

            – Nie przeholowałaś, Rose? – zażartowałem, starając się nadać głosowi poważne brzmienie.

            – A co to przeloho... przoholo... powtórzysz to słowo? – poprosił DJ, opuszczając trochę ręce w dół i na wpół zakrywając mi oczy.

            – Mały, nie widzę, dokąd idę. Zaraz wpadniemy na drzewo.

            Roześmiał się.

            – Będę twoim przewodnikiem i będę ci mówił, jak masz iść – zaproponował, najwyraźniej bardzo zadowolony z tego pomysłu.

            – W porządku, ale jak się wywalę, to mama będzie musiała leczyć nas obu – powiedziałem, uśmiechając się przewrotnie.

            Rosie zachichotała.

            – A może sama myślałam już o zabawie w lekarza, jeśli dobrze to rozegrasz – odpowiedziała.

            O, tak. Bardzo mi się to spodobało!

            – Już dobrze rozgrywam, możesz mi wierzyć – odpowiedziałem, puszczając do niej oko.

            – A w co gracie? – dopytywał się DJ, a my wybuchnęliśmy śmiechem.    

            Zanim udało nam się wreszcie znaleźć nosorożce, wpadłem na drzewo, na płot i niemal staranowałem bok klatki dla małp, a wszystko dzięki DJ’owi. Dzieciak był przekomiczny i śmiał się tak bardzo, kiedy skierował mnie na szklaną ścianę jednego z wybiegów, że niemal spadł mi z ramion.

            Postawiłem go na ziemi. Zaraz zaczął pokrzykiwać.

            – Tutaj, nosorożcu, tutaj. Chodź się spotkać z przyjacielem! – krzyczał, ile sił w płucach.

            Rosie stanęła blisko mnie i przytuliła się.

            – Agencie Peters, czeka cię coś miłego dziś wieczorem, to pewne – wymruczała.

            Coś miłego wieczorem? Mój fiut zaczął szaleć.

            – Naprawdę? Rzeczywiście pobawimy się w lekarza?

            – Pomyślałam, że może pobawilibyśmy się w policjantów i złodziei – odpowiedziała, nie odrywając wzroku od moich oczu.

            – Czy karanie też jest przewidziane? – wyszeptałem, patrząc, jak podniecenie narasta w jej oczach.

            Skinęła głową.

            – Jeśli uznasz to za konieczne. Ale może będą nagrody za dobre sprawowanie. – Uśmiechnęła się do mnie prowokacyjnie, a potem obróciła do DJ’a. Wyglądałem, jakbym przemycił broń do zoo i ukrył ją z przodu dżinsów. Drażniła się ze mną!

            – DJ, nie dotykaj ogrodzenia. Widzisz to? Ogrodzenie jest pod prądem, a nie chcesz chyba, żeby cię kopnął prąd, prawda? – zapytała. Przykucnęła, objęła go i wskazała palcem drut znajdujący się w płocie.

            – Włosy stanęłyby ci na głowie, mały – zażartowałem i stanąłem za Rosie, bo jacyś ludzie ustawili się blisko nas.

            Rosie obróciła głowę, a jej twarz znalazła się na wysokości mojego krocza. Posłałem jej ironiczny uśmieszek.

            – Skoro już tam jesteś... – Urwałem w pół zdania i sugestywnie uniosłem brwi.

            Pokręciła głową i śmiejąc się, wstała.

            – Wszystko w swoim czasie – powiedziała, a dla mnie świat zatrzymał się na sekundę w miejscu. Czy ta obietnica była kolejnym kuszeniem? Mogłem tylko mieć taką nadzieję, ale oto zrobiłem kolejny krok w stronę zakochania się jej we mnie.

           

Po następnej godzinie spacerowania po zoo i zjedzeniu lodów ruszyliśmy do sklepu z pamiątkami. Dałem DJ’owi banknot dziesięciodolarowy i patrzyłem, jak oczy mu się świeciły, gdy oglądał półki sklepowe i szukał czegoś, na co mógłby wydać te pieniądze. Rosie objęła mnie w pasie i przytuliła się mocno.

            – Wielkie dzięki za dzisiaj. Nigdy wcześniej z nim tu nie byłam. Cieszyłam się każdą chwilą spędzoną z wami dwoma – powiedziała, nie spuszczając ze mnie wzroku.

            Głaskałem palcami jej policzek. To okropne, że musiała szczypać się z pieniędzmi i najwyraźniej Josh niewiele jej pomagał. Ciężko pracowała, żeby jakoś wiązać koniec z końcem, a przyjemności takie jak wyprawa do zoo były luksusem, na jaki rzadko sobie pozwalała.

            – Ja też miałem wspaniały dzień – przyznałem i pochyliłem głowę ku niej, ale nie chciałem przeginać przy DJ’u. W końcu nadal uważał nas jedynie za parę przyjaciół. Ten dzień był naprawdę niesamowity, więc nie chciałem go zakończyć zgrzytem, jakim byłaby dla małego wiadomość, że jestem nowym chłopakiem mamy.

            A Rosie chyba uznała, że nadszedł czas, żeby DJ się dowiedział, bo pocałowała mnie namiętnie i przytuliła się do mnie. Właśnie zrobiła kolejny ogromny krok, pokazując synowi, że jesteśmy czymś więcej niż tylko przyjaciółmi.

            – Fuj! Czy ty pocałowałeś mamę?

            O kurwa!

             DJ stał obok z wyrazem twarzy zdradzającym lekkie zdezorientowanie i kompletne obrzydzenie. Patrzył to na mnie, to na Rosie. Nie miałem pojęcia, co powiedzieć, a serce waliło mi jak oszalałe.

            Rosie odsunęła się ode mnie i zrobiła głęboki wdech. Byłem przyzwyczajony do ostrych sytuacji, ale sposób, w jaki mały na mnie patrzył, przerażał mnie. Nie miałem pojęcia, co o tym wszystkim myślał. Zdumiewające, jak bardzo byłem na to nieprzygotowany.

            Skrzywiłem się i popatrzyłem na Rosie. Ze spokojem przykucnęła przy DJ’u i uśmiechnęła się ciepło do niego. Wzięła mnie za rękę i trzymała ją mocno. Spletliśmy palce. Chciała, żebym ją wspomógł, albo wyczuła, że wymiękam, i starała się dodać mi otuchy. Może jedno i drugie.

            – Tak, całowaliśmy się. Nate i ja chodzimy ze sobą. To znaczy, że on jest moim chłopakiem, a ja jego dziewczyną.

            Mały zmarszczył czoło.

            – Jak ty i tatuś?

            – Nie, synku. Tatuś i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi.

            DJ skinął głową, wyglądało na to, że się zastanawiał, a my czekaliśmy na jego reakcję.

            Po najdłuższej minucie w moim życiu DJ spojrzał na mnie i skrzywił się.

            – Uważaj, Nate, bo od dziewczyn dostaje się wszy! – oświadczył smutno. Rosie wybuchnęła śmiechem, a ja gapiłem się na niego w szoku, podczas gdy on wyciągnął w moją stronę pluszowego pingwina. – Wystarczy mi pieniążków na to? – zapytał.

            Nie zawracałem sobie głowy patrzeniem na cenę, bo wiedziałem, że zapłacę, ile by to nie kosztowało.

            – Tak, mały, wystarczy. – Głos miałem lekko zachrypnięty, prawdopodobnie z szoku, że tak szybko mnie zaakceptował.

            Rosie ponownie ścisnęła moją rękę.

            – Po drodze do domu kupimy jakieś lekarstwo na wszy, Nate, nie martw się – droczyła się ze mną.

            – Wygląda na to, że już mnie oblazły, więc może zanim wezmę lekarstwo, kilka więcej nie zrobi różnicy? – zażartowałem i spojrzałem na jej usta.

            Stanęła na palcach i przycisnęła usta do moich.      

            – Całowanie się z dziewczynami jest obrzydliwe – zawyrokował DJ.

            Wziąłem go na ręce, przełożyłem sobie przez ramię i ruszyłem do kasy.

            – Masz rację, mały, nie całuj się z dziewczynami, bo potem są z tego tylko kłopoty. Trzymaj się od nich z daleka jeszcze przez jakiś czas.

            Posadziłem DJ’a na kontuarze, podczas gdy kasjerka skanowała metkę pingwina. Mały wyciągnął naszyjnik z cukierków ze słoika stojącego na ladzie i patrzył na niego łakomie. Kiwnąłem głową do kasjerki.

            – Możemy poprosić o dwa takie naszyjniki? – zapytałem uprzejmie. Wyjąłem jeden ze słoika, rozprostowałem i założyłem Rosie przez głowę. – Nie mogłem dopuścić, żebyś poczuła się pominięta, bo kupiłem biżuterię twojemu synowi, a tobie nie, dobrze mówię?

            Wsunęła dłoń do tylnej kieszeni moich dżinsów.

            – Może to trochę za wcześnie, żebyś kupował mi biżuterię?

            Pochyliłem się i pocałowałem ją w szyję.

            – Tak naprawdę nie kupiłem go dla ciebie, tylko dla siebie. – Wyszczerzyłem się w uśmiechu i pokazałem, że mam cukierek z naszyjnika na języku.

 

Rozdział drugi

Nate

Z zoo pojechaliśmy do Anny i Ashtona. DJ cały czas podskakiwał na fotelu z radości, że zostanie u nich na noc. Gadał bez przerwy, że Ashton pozwala mu grać na jego „puterze”. Rosie wciąż przypominała, że powinien być u nich cicho ze względu na Camerona. A ja, szczęśliwy, słuchałem ich rozmowy i prowadziłem samochód.

            Kiedy zajechaliśmy na miejsce, wziąłem niewielką torbę z jego rzeczami.

            ‒ Mogę nacisnąć guziki? ‒ zapytał DJ, gdy znaleźliśmy się w windzie.

            Podniosłem go, żeby mógł sięgnąć, a Rosie zawołała:

            ‒ Tylko piętro Anny!

            Za późno. Mały zdążył wcisnąć każdy przycisk na panelu i podświetlił je wszystkie.

            ‒ Och, DJ! ‒ skarciła go.

            Nie potrafiłem powstrzymać się od śmiechu.

            ‒ Wiesz, że powinieneś to robić, kiedy wysiadasz z windy, rozumiesz? Robisz to przy wyjściu, żeby następni pasażerowie musieli zatrzymywać się na każdym piętrze, a nie ty ‒ powiedziałem do niego i puściłem oko.

            Winda stanęła na pierwszym piętrze, drzwi się otworzyły, ale nikt za nimi nie czekał. Na szóstym piętrze dosiadła się do nas kobieta. Widziałem jej irytację, gdy zatrzymywaliśmy się na każdym piętrze, gdzie nikogo nie było.

            Kobieta popatrzyła z naganą w kierunku DJ’a, dlatego wziąłem go za rękę i uśmiechnąłem się do niej.

            ‒ Już najwyższy czas, żeby naprawili tę windę, prawda? Ludzie płacą tyle pieniędzy, żeby kupić tu mieszkanie, i muszą zatrzymywać się na każdym piętrze, przecież to woła o pomstę do nieba ‒ oświadczyłem, kręcąc głową z udawaną dezaprobatą.

            Niezadowolenie kobiety jeszcze wzrosło.

            ‒ Mmm, tak ‒ wymamrotała wyniośle. Wysiadając, nacisnęła przycisk o pięć pięter wyżej.

            Uśmiechnąłem się i pomachałem do niej, gdy spojrzała na nas ponad ramieniem.

            ‒ Do widzenia, może spotkamy się, kiedy będziemy zjeżdżać.

            Rosie dała mi kuksańca w bok, chichocząc jak nastolatka.

            Kiedy dojechaliśmy na piętro Anny i Ashtona, wskazałem ręką panel z guzikami.

            ‒ Tak to się robi, mały ‒ poinstruowałem go.

            Rosie pokręciła głową, ale była uśmiechnięta, więc wiedziałem, że kłopoty mi nie grożą. DJ natychmiast zaczął wciskać przyciski, do których sięgał, a ja zająłem się tymi znajdującymi się wyżej. W chwili gdy drzwi windy miały się zamknąć, chwyciłem go za rękę i wyciągnąłem na zewnątrz.

            ‒ No co? ‒ zapytałem głosem niewiniątka.

            ‒ Uczysz go złych nawyków ‒ ofuknęła mnie, ale bez złości.

            Pokręciłem głową, udając, że nie wiem, o co jej chodziło.

            ‒ Właściwie to korygowałem złe nawyki. Nigdy nie wciska się przycisków, kiedy jest się w środku, to błąd nowicjuszy. Powinnaś lepiej go uczyć. Pomogłem małemu dorosnąć.

            Anna otworzyła drzwi, a DJ objął ją za nogi.

            ‒ Ciocia Ania! ‒ wrzasnął.

            Przytuliła go i ucałowała.

            – Cześć, DJ! Jak tam twoje ramię? – zapytała.

            – Spoko Maroko – odpowiedział, uśmiechając się i wchodząc do mieszkania bez czekania na zaproszenie. Kolejna rzecz, którą ten mały miał wspólną ze mną.

            Anna zaśmiała się i powtórzyła cicho do Rosie „Spoko Maroko?”.

            – Kto może wiedzieć, gdzie to podłapał – odpowiedziała rozbawiona.

            – Cześć, żono najlepszego przyjaciela – przywitałem się z nią.

            – Cześć, chłopaku najlepszej przyjaciółki – odpowiedziała, puszczając oko do Rosie, która zarumieniła się zawstydzona.

            DJ wbiegł do salonu. Ashton podniósł go i przytulił.

            – Cześć, smyku, dawno się nie widzieliśmy. Jak leci?

            – Poszliśmy do zoo i dostałem gwina, i widzieliśmy, jak karmili lwy, i jechaliśmy kolejką! – powiedział na jednym wdechu. A potem pochylił się do ucha Ashtona, popatrzył na mnie i Rosie, najwyraźniej sprawdzając, czy go usłyszymy. – Zgadnij, co mama i Nate robili? – wyszeptał, ale na tyle głośno, że wszyscy go usłyszeli.

            Ashton spojrzał na mnie i uniósł sugestywnie brwi.

            – Co takiego robili mama i Nate? – zapytał głosem zdradzającym rozbawienie.

            – Oni się całowali!

            Ashton zachłysnął się powietrzem, udając przerażenie.

            – Och, nie! Czy teraz i Nate ma już wszy od dziewczyny? – zapytał, kręcąc smutno głową. Rosie, Anna i ja wybuchnęliśmy śmiechem, ale Ashton zachował powagę, kiedy DJ pokiwał głową. – Nie ostrzegłeś go, że jak się całuje z dziewczynami, to ich robaki przechodzą na ciebie?

            DJ westchnął i pokręcił głową.

            – Teraz już za późno. Całowali się więcej niż raz. On na pewno ma już wszy. – Nagle poweselał i obrócił się do Ashtona. – Ej, jeśli on ma to samo co ty, czy to znaczy, że Nate i mama będą mieli dzidziusia tak jak ty i ciocia Ania? – spytał uradowany.

            Zacząłem kasłać, zaszokowany tym, co powiedział. Rosie otworzyła usta, a Ashton i Anna roześmiali się głośno.

            Ashton pokręcił głową.

            – Myślę, że mama i Nate muszą jeszcze trochę się o to postarać.

            Postawił DJ’a na podłodze. Mały natychmiast wskoczył na sofę i spojrzał wyczekująco na Ashtona.

            – Możemy pooglądać telewizję?

            Przez kilka następnych minut Rosie rozmawiała z Anną o porze kładzenia małego do łóżka, a ja, Ashton i DJ przeszukiwaliśmy kanały telewizyjne, aż natrafiliśmy na kreskówkę, która spodobała się małemu. Potem pożegnaliśmy się, a Rosie po raz ostatni przykazała DJ’owi, żeby był grzeczny i ostrożnie obchodził się z Cameronem.

            Kiedy staliśmy przy windzie, roześmiała się.

            – Schodami? – zaproponowała, gdy na wyświetlaczu ponad drzwiami pojawiła się informacja, że winda jest na trzydziestym czwartym, a potem trzydziestym piątym piętrze.

            Zeszliśmy po schodach, trzymając się za ręce.

            – Chyba zapytam cię teraz, zanim będziesz mógł powiedzieć, że jestem zbyt pijana, żeby wiedzieć, co mówię – zaczęła, lekko się rumieniąc.

             Popatrzyłem na nią zaciekawiony, bo nie miałem zielonego pojęcia, ku czemu zmierzała.

            – O co mnie zapytasz?

            Uśmiechnęła się nerwowo.

            – Mam dzisiaj wolną chatę w nocy, więc może u mnie zostaniesz i dotrzymasz mi towarzystwa?

            Stłumiłem w sobie chęć, żeby przerzucić ją przez ramię i pobiec do jej mieszkania co sił w nogach. Usiłowałem zachować spokój i nie myśleć o spaniu z nią w jednym łóżku, przez całą noc. Marzyłem o tym od tygodni.

            – Jasne, jeśli boisz się zostać sama w domu.

            – Och, z pewnością będę potrzebowała wielkiego agenta SWAT, żeby mnie chronił.

            – W takim razie zostanę. To będzie rutynowy dyżur, ale godzę się, jeśli to ma ci poprawić samopoczucie – zażartowałem. –  Masz ochotę na obiad, a potem na drinka?

            – Brzmi dobrze. Ale najpierw chyba jednak będę musiała się przebrać. Wyglądam jak łachmaniara.

            Popatrzyłem na nią. Miała na sobie czarne spodnie opinające pośladki, sandały i czerwoną bluzkę bez rękawów z dekoltem w serek, na tyle obcisłą, żeby puls mi przyśpieszał za każdym razem, gdy na nią spojrzałem. Dla mnie wyglądała cholernie dobrze.

            – Nie musisz. Już teraz wyglądasz niesamowicie.

            Roześmiała się z niedowierzaniem.

            – Niesamowicie?

            Udałem zdziwienie.

            – Powiedziałem „niesamowicie”? Miałem raczej na myśli, że wyglądasz znośnie.

            Przytuliła się do mnie.

            – Ty sam wyglądasz całkiem znośnie.

            – No to postanowione. Jedzenie, potem picie. A tak przy okazji, mam zamiar cię znowu upić, bo pijana Rosie potrafi flirtować!

           

Po obiedzie poszliśmy do baru. Świetnie się bawiłem tego wieczoru. Prawdę mówiąc, cały dzień był nieziemski i, żeby użyć słów, które wypowiedziała wcześniej, cieszyłem się każdą chwilą. Kto by przypuszczał, że czas spędzony z dziewczyną i jej dzieckiem może być tak fantastyczny.

            Zabawialiśmy się w wynajdowanie ludzi podobnych do celebrytów, a potem ocenialiśmy nawzajem nasze wybory w skali od jednego do dziesięciu.

            Nagle Rosie zesztywniała.

            – To chyba jakiś głupi żart – warknęła, a potem na sztywnych nogach ruszyła ku temu, co przyciągnęło jej uwagę. Obróciłem się zdezorientowany, chcąc sprawdzić, co wytrąciło ją z równowagi.

            Patrzyłem, jak podeszła do grupy czterech facetów. Walnęła otwartą dłonią w plecy jednego z nich, przez co rozlał drinka. Odwrócił się, złość malowała mu się na twarzy, ale szczęka mu opadła, gdy ją spostrzegł.

            Z całej siły uderzyła go dłońmi w pierś. Zachwiał się i zrobił kilka kroków do tyłu.

            – Wcześniej skończyłeś pracę, Josh? – warknęła.

            Zaraz, Josh? Przyszedł do knajpy napić się z kumplami po tym, jak jej powiedział, że nie może zająć się synem, bo będzie zajęty w pracy? Pieprzony gnój!

            Patrzył na nią z otwartymi ustami, kiedy uderzyła go w ramię.

            – Ty niepoważny, głupi, nieodpowiedzialny dupku! – krzyknęła, przyciągając spojrzenia ludzi znajdujących się w pobliżu. – Dlaczego znowu to zrobiłeś? Dlaczego to robisz swojemu synkowi przez cały czas? I mnie?

            Natychmiast do niej podszedłem. Gdyby tylko pozwoliła, z prawdziwą przyjemnością sprałbym go na kwaśne jabłko. Posłał jej ironiczny uśmieszek i nie kryjąc się z tym, otaksował ją wzrokiem. Poczułem, że plecy mi sztywnieją. O ty w mordę, zabiję go!

            – Jesteś bardzo seksowna, kiedy się złościsz – oświadczył, upijając łyk ze szklanki.

            – No to pewnie jestem seksowna przez cały czas, bo zawsze mnie wkurzasz!

            – O, jesteś, króliczku, jesteś – flirtował, puszczając do niej oko.

            Króliczku? To dlatego powiedziała mi kiedyś, żebym jej tak nie nazywał, bo tak mówił do niej ten łobuz.

            – Dorośnij, Josh! Czym się teraz wymówisz? Przyłapałam cię na gorącym uczynku! Miałeś dzisiaj pracować, więc co mi powiesz? Były ćwiczenia przeciwpożarowe i musiałeś się ewakuować, jakaś bomba wybuchła w budynku, ktoś zarażony cholerą zaczął biegać po pokojach i kazali wam tu przeczekać? – zapytała jadowitym tonem.

            Uśmiechnął się do niej. Był to krzywy uśmiech, który mi powiedział, że Josh przebywał tu od jakiegoś czasu i zdążył się wstawić.

            – Jesteś zabawna – odpowiedział, ponownie taksując ją wzrokiem.

            – A ty jesteś palantem – odparowała, skrzyżowała ramiona na piersi, przez co jego spojrzenie skierowało się właśnie tam.

            O, tak, muszę go zabić. Gdzie jest moja broń, do kurwy nędzy, kiedy jej potrzebuję?

            Westchnął.

            – Pracowałem cały dzień. Miałem zostać do dziesiątej, ale puścili mnie wcześniej. Skończyłem mniej więcej godzinę temu, dlatego pomyślałem, że już za późno, żeby do ciebie dzwonić i przyjść po niego – wyjaśnił, wzruszając ramionami, jakby nie było o czym mówić.

            Popatrzyła na niego z zaciekawieniem.

            – Naprawdę pracowałeś?

            Pokiwał głową i pochylił się, żeby zrównać się z nią twarzą.

            – Oczywiście, że pracowałem, króliczku. Przecież ci mówiłem, prawda? – Przekrzywił głowę i zrobił minę niewinnego chłopca, co DJ najwyraźniej po nim odziedziczył. Zabawne, bo kiedy DJ robił taką minę, wydawała mi się śliczna, ale kiedy Josh ją zrobił, miałem ochotę przywalić mu w pysk.

            – Przestań mnie tak nazywać, Josh, bo to bardziej niż niewłaściwe – odparła ze złością.

            Roześmiał się.

            – Cokolwiek zechcesz... króliczku.

            Przestąpiłem z nogi na nogę. Niemal czułem w ustach smak gniewu. To ten facet krzywdził bez przerwy moją dziewczynę, to przez tego faceta mały płakał całe rano, bo znowu ojciec wystawił go do wiatru.

            Spojrzał na mnie, rysy twarzy mu stężały.

            – Kto to? – zapytał ją, wskazując mnie głową ponad jej ramieniem i nie spuszczając ze mnie wzroku.

            Rosie odwróciła się, spojrzała na mnie i uśmiechnęła się przepraszająco.

            – Josh, to jest Nate Peters. Nate, to ojciec DJ’a, Josh Brody – przedstawiła nas sobie.

            Zacisnął mocno szczęki, kiedy objąłem Rosie ramieniem i wyciągnąłem do niego drugą rękę. Uścisnął mi dłoń i przewiercał mnie wzrokiem. Widziałem wyraźnie, że najchętniej wyrwałby mi ramię, ja zresztą tłumiłem tę samą chęć.

            Josh okazał się moim kompletnym przeciwieństwem. Miał ciemnobrązowe włosy, niemal czarne, piwne oczy i smagłą cerę. Był dobrze zbudowany, niemal mojego wzrostu. Musiałem oddać mu sprawiedliwość, że był przystojny.

            – Dużo o tobie słyszałem – powiedziałem. Nie potrafiłem się powstrzymać od ironicznego uśmieszku. Praktycznie wszystko, co usłyszałem o tym facecie, było złe, a mimo to uważał, że nadal ma szanse u Rosie.

            Otaksował mnie spojrzeniem, jakby chciał ocenić, jakiego rodzaju zagrożeniem byłem. On też miał na ustach miał kpiący uśmieszek, który najchętniej zmazałbym mu z twarzy pięścią.

            – Ja, niestety, nie mogę powiedzieć tego samego, bo żadne z nich nie wspominało nigdy o tobie. – Uśmiechnął się prowokacyjnie, najwyraźniej z siebie zadowolony, i obrócił się do Rosie. – To nowy chłopaczek do zabawy?

            – On nie jest chłopaczkiem do zabawy! – warknęła.

            Roześmiał się.

            – No to kochaś, co wolisz. – Ponownie zerknął na mnie z ironią w oczach, na pewno myśląc, że wkurzy mnie tym przedstawieniem macho.

            Prawdę mówiąc, właściwie mnie rozśmieszał. Pewnie, że najchętniej bym go zabił, ale wiedziałem, że robił to dlatego, bo był zazdrosny, w końcu to ja z nią byłem, nie on. Anna wspominała, że chciał rzeczy, których nie mógł dostać, a to był doskonały przykład takiej sytuacji.

            – Josh, wkurzasz mnie jak nikt, wiesz o tym?! – krzyknęła, unosząc do góry ramiona ze złości.

            Uśmiechnął się i znowu udawał niewiniątko.

            – Przepraszam, króliczku. Przestanę, dobrze? Mogę postawić ci drinka? – Obrócił się potem do mnie z półuśmieszkiem na twarzy. – A ty chcesz drinka, chłoptasiu?

            Rosie pokręciła przecząco głową.

            – Wygląda na to, że jesteś dzisiaj przy forsie, Josh. Czy to znaczy, że nie spóźnisz się z alimentami w tym miesiącu? – zapytała, wyraźnie nadal na niego zła.

            – Na pewno się nie spóźnię – obiecał, przykładając rękę do serca. – Zaraz, zaraz, skoro ty tu jesteś, to kto pilnuje DJ’a?

            Rosie zaśmiała się gorzko.

            – Czasami jesteś takim troskliwym ojcem. Potrzebowałeś zaledwie... – chwyciła mnie za nadgarstek i spojrzała na mój zegarek – ...czterech minut, żeby w końcu się zorientować, że nasz syn nie jest ze mną – oświadczyła. – Powinieneś być z tego dumny.

            – Jesteś taka seksowna, kiedy się wściekasz.

            Westchnęła, pokonana.

            – Został u Anny na noc.

            Zmarszczył czoło i pokiwał głową.

            – Świetnie. U Taylorów – wymamrotał, lekko ironizując.

            Odniosłem niejasne wrażenie, że nie lubił Anny i Ashtona – prawdopodobnie dlatego, że Anna nie bała się mówić tego, co myśli, a Ashton wyrzucił go z mieszkania. Znowu się pochylił, żeby mieć twarz na wysokości jej twarzy.

            – Naprawdę pracowałem, króliczku. Przysięgam ci. Nie wściekaj się na mnie, dobrze? Nie znoszę, kiedy jesteś na mnie taka zła. – Wyciągnął rękę i dotknął jej biodra, a ja miałem chęć złapać go za ramię i połamać wszystkie kości za to, że dotknął mojej dziewczyny.

            Rosie pokiwała głową.

            – W porządku, świetnie. Ale postaraj się nie łamać już więcej obiet... – zaczęła, ale dokładnie w tym momencie jeden z facetów, którzy byli z Joshem, został popchnięty od tyłu i wylał całą szklankę piwa na nią. – Co jest?! – krzyknęła, zaskoczona.

            Josh roześmiał się, a jego przyjaciel popatrzył na nią przepraszająco.

            – Przepraszam, kochanie – powiedział bełkotliwie.

            Rosie popatrzyła na mnie.

            – Muszę iść i osuszyć się, zaraz wrócę, dobrze?

            Skinąłem głową, pochyliłem się i pocałowałem ją.

            – Jasne. Będę tu na ciebie czekał.

            Zagłębiła się w tłum, zmierzając na zaplecze baru. Zauważyłem, że wszyscy: Josh, ja i trzech jego kumpli, patrzyliśmy na tyłeczek Rosie, gdy odchodziła.

            Wzrok Josha napotkał moje spojrzenie.

            – Więc to ty jesteś daniem miesiąca? – zapytał, ponownie taksując mnie wzrokiem, tym razem nie siląc się nawet na ukrywanie niechęci.

            Zaśmiałem się fałszywie.

            – Tak, to chyba ja – zgodziłem się z nim, przystępując do jego gierki, dzięki której chciał mnie wkurzyć.

            – Niedługo się tobą znudzi i znajdzie sobie następnego. Zawsze tak robi. Z takimi dupkami jak ty wytrzymuje najwyżej kilka tygodni – ostrzegł mnie.

            Naprawdę liczył na to, że mu uwierzę?

            – Warto wiedzieć, Josh. Ale ja i tak z nią zostanę, więc może zaczniemy się do siebie przyzwyczajać, co ty na to? – zaproponowałem, starając się zachowywać przyjacielsko, być mądrzejszy i ignorować fakt, że właśnie nazwał mnie dupkiem.

            Widać było wyraźnie, że jest wściekły i zazdrosny.

            – Wróci do mnie, kiedy przestanie się z tobą pieprzyć.

            Tłumiłem chęć rozkwaszenia mu nosa.

            – Nie ma szans, żeby tak się stało – odpowiedziałem, usiłując nie okazać, że poruszył we mnie czułą strunę. – Między wami wszystko skończone.

            – Między nami nigdy nic nie będzie skończone – odparował.

            – Ona nie zbliży się już do ciebie, nawet gdyby jej życie od tego zależało – poinformowałem go. Powiedziałem to bardziej stanowczo i groźnie, niż zamierzałem.

            Uśmiechnął się do mnie z pewnością siebie.

            – O co chodzi, chłoptasiu, boisz się odrobiny konkurencji?

            Chłoptasiu? Naprawdę ma zamiar tak to ciągnąć? Palant!

            – Nie ma żadnej konkurencji! – niemal warknąłem, a ręce świerzbiły mnie, żeby go udusić.

            – Widzisz i tu się mylisz, chłoptasiu. Rosie i mnie zawsze będzie coś łączyło, mamy wspólną przeszłość i nic na to nie możesz poradzić. Niedługo wróci do mnie na kolanach.

            Zmusiłem się do uśmiechu i pokiwałem głową.

            – Masz rację. Wy dwoje macie wspólną przeszłość, ale chodzi o to, że ja mam z nią przyszłość.

            – Czas pokaże. Na razie jesteś w grze, chłoptasiu. – Roześmiał się, stuknął szklanką z jednym z kumpli i upił łyk. Patrzył na mnie rozbawionymi oczami sponad okularów.

            Żołądek mi się zacisnął, kiedy usłyszałem te słowa, ale bardzo się starałem, żeby nie było po mnie widać przerażenia. Czyżby Josh naprawdę uganiał się za moją dziewczyną i postanowił zrobić wszystko, żeby do niego wróciła?

 

 

Rozdział trzeci

Nate

Ręka zwinęła mi się w pięść. Już nigdy nie dopuszczę do sytuacji, żeby on znowu znalazł się w takiej fizycznej bliskości od mojej dziewczyny, żadnej szansy na to, żebym ją stracił na rzecz tego śmiecia. Zacisnąłem szczęki. Nie chciałem też powiedzieć ani zrobić niczego, przez co wypadłbym źle w oczach Rosie.

            Josh uśmiechnął się triumfalnie.

            - Dlaczego, Neil, nie znajdziesz sobie kogoś z mniejszym bagażem? Zaopiekuję się króliczkiem i dopilnuję, żeby położyła się do łóżka.

            Wkurzało mnie, że nadal tak ją nazywał.

            - Nazywam się Nate. Potrafię zabrać moją dziewczynę do domu i dopilnować, żeby położyła się do łóżka, niemniej dzięki, że się z tym ofiarowałeś.

            Zacisnął szczęki, kiedy zrozumiał, co powiedziałem. To, że się z kimś spotykała, najwyraźniej działało mu na nerwy. Ten typ faceta zawsze myśli, że do dziewczyny takiej jak Rosie będzie mógł wrócić, kiedy przeleci już wszystko, co się rusza. 

            - Odczep się od niej - ostrzegł, podchodząc bliżej. Na twarzy malowała mu się złość.

            Chciałem mu rozbić na głowie najbliższe krzesło.

            Otworzyłem usta, żeby coś powiedzieć, ale kątem oka zauważyłem Rosie. Widać było, że jest podenerwowana. Uśmiechnąłem się do niej uspokajająco i udawałem, że świetnie mi się gadało z Joshem.

            - Hej, Paseczku - przywitałem ją z wymuszonym uśmiechem, kiedy stanęła obok mnie. Mocno pachniała piwem. - Cudownie pachniesz - zażartowałem.

            Zachichotała i zmarszczyła nos, a potem przytuliła się do mnie.

            - Wiem, wszyscy faceci mają sny erotyczne, w których dziewczyna cuchnie piwskiem - zgodziła się ze mną, wchodząc do gry.

            Pochyliłem się ku niej.

            - Ja miewam takie sny - potwierdziłem, tylko na wpół żartując.

            Uśmiechnęła się i stuknęła mnie biodrem. Zauważyłem z pewną satysfakcją, że Josh niezbyt dobrze radził sobie z ukryciem zazdrości. Posłałem mu ironiczny uśmieszek i przytuliłem ją do siebie.

            Popatrz na to, cwaniaczku!

            - Jak się miewa twoja mama? Nie widziałam jej jakiś czas. Wszystko u niej w porządku? - zapytała Rosie przyjacielsko. Najwyraźniej ją lubiła.

            Uśmiechnął się.         

            - Tak, wszystko w porządku. Cały czas pyta o ciebie.

            - Muszę do niej zadzwonić, może umówimy się na kawę. Podpytam ją o nowe przepisy, bo DJ i ja mamy już dość jedzenia w kółko tych samych rzeczy.

            Josh natychmiast skorzystał z okazji.

            - No to może przyjdziecie oboje jutro na obiad? Jestem pewny, że bardzo się ucieszy.

            Zacisnąłem szczęki. Najwyraźniej chciał spędzić z nią więcej czasu i spróbować mi ją ukraść. Bezczelny palant. Zacisnąłem w myślach kciuki i błagałem, żeby mu odmówiła, bo jutrzejszy dzień mieliśmy spędzić razem.

            Rosie uśmiechnęła się i pokręciła głową.

            – Mam plany na jutro. Poza tym wydawało mi się, że pracujesz – odpowiedziała, przyglądając mu się uważnie, jakby czekając, że przyzna się do kłamstwa.

            Josh uderzył się ręką w czoło.

            – Zupełnie zapomniałem. Zaczynam o dwunastej. Cholernie głupie godziny zmiany. Nienawidzę nowego harmonogramu, bo zgodnie z nim mogą mnie wezwać do roboty w każdej chwili. – Wzruszył ramionami i nie wyglądał na zbyt zadowolonego, ale z jakiegoś powodu nie uwierzyłem, że idzie jutro do pracy.

            Rosie obróciła się do mnie.

            – Mama Josha fantastycznie gotuje. Ma włoskie korzenie i przysięgam, że robi najlepszy na świecie sos do spaghetti – powiedziała, uśmiechając się. – Usiłowała mnie trochę uczyć.

            Miło było słyszeć, że miała kogoś w rodzinie Josha, na kogo mogła liczyć, ale nie wiedzieć czemu, nawet o to stałem się zazdrosny. W końcu nie poznała jeszcze mojej mamy.

            – Zatańczysz? – zapytałem, wskazując głową parkiet. Musiałem odciągnąć ją od Josha. Spojrzenia drapieżnika, które rzucał jej od czasu do czasu, sprawiły, że żołądek mi się zaciskał ze złości i nie byłem pewny, jak długo to wytrzymam.

            Skinęła głową.

            – Jasne. Pogadamy w tygodniu, Josh.

            – Odezwę się. Może skoczylibyśmy na drinka albo potańczyć. Nigdzie razem nie chodzimy, więc może zaczęlibyśmy wreszcie zachowywać się jak normalni dorośli ludzie.

            Wzruszyła ramionami i wyglądała na zażenowaną. Chwyciła mnie za rękę i pociągnęła na parkiet. Objąłem ją zaborczo ramionami. Marzyłem jedynie, żeby stamtąd wyjść, ale nie chciałem uciekać przed rywalem.  Rosie była moja i kropka.

           

Po tańcach, kolejnych drinkach, wygłupianiu i śmianiu się bez końca Josh pojawił się znowu. Stanął obok Rosie przy barze i robił, co było w jego mocy, żeby odwrócić jej uwagę ode mnie.

            Wspominali dawne czasy, rozmawiali o rodzinie i przyjaciołach, których nie znałem, o miejscach, w których nie byłem. Rosie włączała mnie do wszystkiego, o czym mówili, objaśniała historie, mówiła, kim byli ludzie. Przez cały czas trzymała mnie też za rękę i przytulała się d

Choć wspomniałam, że pierwszy tom "Zdobyć Rosie" średnio mi się podobał to również dodałam, że chcę poznać ich dalsze losy. I jak nie polubiłam Nate'a na początku tak tu wzbudził we mnie sporo sympatii. Jak każdy normalny człowiek miał swoje wady i to spowodowało, że był "ludzki" i realny. Rosie w dalszym ciągu była moją ulubienicą. Na pewno czekam na kolejne książki autorki, a Was zachęcam do zapoznania się nie tylko z losami tych bohaterów, ale i innych stworzonych przez Kirsty. Cieszę się, że ta pozycja była znacznie lepsza od pierwszej części tej dylogii.

,,Zdobyć Rosie. Czas próby" to powieść, która chwyta za serce i przenosi czytelnika do świata, gdzie wszystko jest możliwe, a już w szczególności związek między jedną piękną kobietą z bolesną przeszłością a seksownym mężczyzną pragnącym stworzyć z nią relację, która przetrwa wszystko. Kirsty Moseley to autorka uwielbiająca zaskakiwać i rozśmieszać czytelnika. Nie zliczę, ile razy w ciągu czytania tej powieści na mojej twarzy gościł szeroki uśmiech. Historia Rosie i Nate'a skradła mi serce. A jak będzie z wami? Polecam!

Moseley okazała się idealna, bo spędziłam z nią bardzo miły wieczór w porywach do dwóch. Co mogę poradzić skoro jej powieści się po prostu połyka? Jak zwykle polecam Wam jej twórczość, ale oczywiście zachęcam do zaczęcia od „Nic do stracenia”, gdzie mamy przedstawioną historię Ashtona i Anny (która jest lepsza, według mnie), a potem dopiero sięgnijcie po „Zdobyć Rosie”.

Szczerze się cieszę, że mogłam poznać kontynuację losów głównych bohaterów. Polubiłam Nate'a i Rosie i nie ukrywam, że chętnie kontynuowałabym tę serię. Dziewczyna ma za sobą trudną przeszłość, ale dzięki takiej osobie, jaką jest główny bohater, ma wiarę, że wszystko się ułoży i mimo pewnych obaw, próbuje na nowo bezgranicznie zaufać. Obawy bohaterki sprawiła, że autorka miała ogromne pole do popisu kreując Nate'a. Stworzyła mężczyznę wręcz idealnego, tym samym sprawiając, że nabrał on w oczach czytelniczek.

     Sądzę, że zakończenie powieści was zaskoczy. Obrót wydarzeń sprawia, że książka staje się uzależnieniem, od którego nie da się uwolnić. Mam nadzieję, że się skusicie. 

Tym razem autorka dała czadu. Jest wesoło, innym razem nostalgicznie, a jeszcze innym poważnie. Dialogi zostały dopracowane, a Nate nareszcie nie sypie jak z rękawa kiepskimi tekstami podrywacza. Owszem, czasem zdarzy mu się jeszcze chlapnąć coś bez zastanowienia, ale to już taki jego urok osobisty i za to kocha go Rosie. Również fabuła została lepiej skonstruowana, bo dzieje się tym razem dużo więcej i szybciej. Kate Moseley w bardzo dobry sposób pokazała nam też uczucia bohaterów i ubrała je w odpowiednie słowa. Sż one dla nas tym bardziej odczuwalne, bo akcja ukazana jest z punktu widzenia i Nate i Rosie - bardzo lubię takie zabiegi w książkach, bo pozwala mi to poznać bohaterów  równolegle.  Trzeba też przyznać, że Kate ma lekkie pióro, aczkolwiek mało ambitne. 
 
W końcowej fazie lektury wydarzenia mnie zaskoczyły i pozwoliły uciec od utartych schematów słodkiego romasidła. Jak to mówią - trochę grozy nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Po za tym jest to miłą odmianą po kilkudziesięcu rozdziałach przepełnionych słodkimi słówkami. 
 
Powiem szczerze, że podobało mi się. Książka jest lekka w odbiorze, potrafi bawić i smucić, a najważniejsze, że czyta się ją szybko i przyjemnie, na tyle, że można zapomnieć o codzienności na kilka godzin.

'Zdobyć Rosie. Czas próby'' to przyjemna i lekka w czytaniu książka.Ma swoje plusy i minusy, nie jest czymś nowym, ale milo spędza się przy niej czas. Nie zabraknie zaskakujących akcji i docinek pomiędzy bohaterami, co sprawia, że książkę szybko się pochłania. Jeśli szukacie czegoś do poczytania na wieczór lub po prostu na odmóżdżenie to polecam Wam tę książkę.

Kontynuacja losów Nate'a i Rosie to słodko-gorzka historia w której wszystko jest możliwe. Być może trochę przewidywalna i zdecydowanie zbyt bardzo cukierkowa, ale jednak przyciągająca do siebie i zachęcająca do dalszej lektury. Możecie mi wierzyć - zawsze sobie obiecuję przy sięganiu po nową książkę tej autorki, że nie będę angażować się emocjonalnie w życie bohaterów i nigdy mi to ne wychodzi. Lubię ją za szczerość z jaką tworzy i tą nutę nadziei na to, że marzenia się spełniają.

Tak jak poprzednio książka prawie w całości napisana jest z perspektywy Nate'a, a jak wiecie, ja bardzo lubię zagłębiać się w męskich umysłach, które skrywają wiele tajemnic. Dzięki temu możemy także dużo lepiej poznać Nate'a i staje się on nam bardzo bliski. W książce pojawiają się także rozdziały z perspektywy Rosie, może nie ma ich zbyt dużo, ale dzięki nim lepiej nam zrozumieć jej postępowanie i ostrożność względem związku z mężczyzną jej marzeń.
 
Jeżeli miałabym wybrać najlepszego bohatera tej powieści, to zdecydowanie byłby to DJ. Ten mały chłopiec nie tylko skradł serce Nate'a, ale i moje.
 
Jeżeli lubicie twórczość Kirsty Moseley, to myślę, że historia Nate'a i Rosie przypadnie Wam do gustu. Ja spędziłam miło przy niej czas i uważam, że z Wam będzie podobnie.

Autorkę polubiłyśmy za lekkość styl pisania, który bardzo szybko się czyta. Faktem jest, że schemat przemian bohaterów i przeciwności losu stają się już schematem w jej historiach, co dla stałych jej czytelników może stawać się już irytujące, dlatego też czekamy na jej kolejną powieść, która miejmy nadzieję, że nas zaskoczy. Ale to nie oznacza, że ta książka nas nie zachwyciła, owszem jest dobra, lekka w odbiorze, szybko się czyta i przyjemnie, ale również zachwyca, smuci, bawi i przeżywamy chwile grozy.

Książkę polecamy jej "fanom" oraz czytelnikom, którzy szukają szybkiej, lekkiej powieści na jeden wieczór :D.

Powieść Kristy Moseley o Rosie i Nate ma swoje romantyczne i wielce radosne momenty, w których widać jak ta dwójka wielce się kocha i nie potrafi bez siebie żyć, także i metamorfozę samego Nate’a widać tutaj o wiele bardziej, stara się o nią, będąc na swój sposób romantycznym mężczyzna, który zrobi dla swojej ukochanej wszystko. Jednak mimo tej całej miłosnej otoczki autorka wprowadziła tutaj element grozy, problemy, jakie tutaj są wprowadzone, nadają historii jakiegoś tempa, akcji i na pewno nas nie raz zaskoczą dzięki temu.
 
 
Tak jak w każdej książce pisarki nie mogło tutaj zabraknąć jej genialnego poczucia humoru, który mi osobiście się podoba i pasuje do całej zawartej historii, jaką chce nam Kristy Moseley przedstawić. Bo nie mamy być czym zawiedzeni, gdy jest to dobra, a nawet lepsza część od samego pierwszego tomu tejże opowieści.

Emocje bohaterów wyczuwalne są za każdym razem, nie brakuje napięcia, namiętności, wściekłości, miłości. Każda emocja została przedstawiona w szczegółowy sposób, a czytelnik bez problemu jest w stanie wyczuć uczucia, które towarzyszą Nate'owi oraz Rose.

Styl autorki jak zwykle jest zachwycający. Ta lekkość pióra, która płynie z jej książek, jest świetna. Z każdą jej książką dosłownie frunę. Panuje w nich taki przyjazny klimat, styl jest prosty i zrozumiały, a powieść czyta się w rekordowym czasie.
Zachęcam więc Was do przeczytania powieści!

"Zdobyć Rosie" to naprawdę przyjemna duologia. Ma swoje minusy, które skumulowały się w pierwszym tomie, ale historia jako całość je rekompensuje. Świetny język, kilka zaskakujących wątków, igraszki słowne - to wszystko znajdziecie w tej historii. Jeżeli szukacie lekkich i szybkich książek na wieczór, to te gorąco polecam! Pozwolą Wam oderwać się od rzeczywistości i spędzić miło czas. 

Jeśli szukacie miłej, lekkiej, zabawnej ale także wzruszającej opowieści na zimne i długie wieczory, to mogę polecić Wam tą książkę! Dla mnie lekki styl autorki jest niczym balsam dla duszy. Druga część zdecydowanie dała radę dorównać pierwszej części. Choć przyznać muszę, że w dalszych losach Rosie i Nate'a jest nieco mniej zabawnych sytuacji i humoru, a więcej powagi i trudnych decyzji... 

Większość fabuły była przewidywalna, choć Moseley udało się mnie zaskoczyć. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego, przed przeczytaniem tego tomu miałam nawet w głowie kilka gotowych scenariuszy, ale autorka podążyła innym szlakiem, co uważam za plus.

Książkę czytało się równie lekko i przyjemnie, co wcześniejsze książki autorki, poza trzema wspomnianymi wcześniej recenzowałam tu także: Chłopak, który o mnie walczyłChłopak, który chciał zacząć od nowa Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno. Do tych pozycji również was zachęcam! Jak wspominam co recenzję autorkę cechuje niezwykła lekkość pióra i przyjemny w odbiorze styl. Książki te pochłaniam w ciągu godzinki lub dwóch i jest to niezwykle sympatycznie spędzony czas.

Drugi tom duologii Zdobyć Rosie uważam za świetną kontynuację, być może nawet lepszą niż tom pierwszy. Autorka po raz kolejny oddaje w nasze ręce bohaterów zdanych na łaskę uczuć i losu, dawkę łez i humoru oraz przyjemnie spędzonego czasu. Po raz kolejny liczyłam na lekką i przystępną lekturę, a moje oczekiwania zostały w pełni spełnione. :)

Czy polecam? Oczywiście. Jeżeli lubicie Kirsty Moseley, albo jesteście fanami lekkich romansów z drugim dnem to jest to idealna książka dla was. Polecam jednak najpierw zapoznać się z pierwszym tomem, ponieważ łatwiej będzie wam rozeznać się o co chodzi no i nie zaspoilerujecie sobie żadnych ważnych informacji jeżeli przeczytacie je po kolei. 

 Podsumowując "Zdobyć Rosie. Czas próby" to godna kontynuacja, jeżeli więc czytaliście tom pierwszy, z czystym sumieniem polecam Wam również tę część, na pewno sie nie zawiedziecie. Ukazuje, jak wiele jesteśmy w stanie zmienić w życiu dla odpowiedniej osoby, jak ważne jest zaufanie oraz naturalnapotrzeba bliskości

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ