Powieść obyczajowa
Zdobyć Rosie. Początek gry
KUP TERAZ

Zdobyć Rosie. Początek gry

brak opinii
Liczba stron: 320
ISBN: 9788327631183
Premiera: 2017-09-27

Poznaj losy najlepszego przyjaciela bohaterów powieści „Nic do stracenia”.

 

Nate Peters, niepoprawny podrywacz i łamacz serc, lubi swoje życie pełne przelotnych romansów. Patrząc jednak na szczęśliwe małżeństwo Anny i Ashtona, coraz częściej zastanawia się, jak by to było, gdyby miał dziewczynę na stałe. Uznaje, że jeszcze do tego nie dorósł. Aż do czasu, kiedy poznaje Rosie. To zdecydowanie kobieta na całe życie, nie na krótki romans. Absolutnie wyjątkowa i niestety całym sercem oddana komuś innemu. Rosie nie jest zainteresowana znajomością z Nate’em, co tylko mobilizuje go do działania.

Kirsty Moseley

Kirsty Moseley kocha czytać od najmłodszych lat. Swoje pisarskie umiejętności odkryła gdy przyłączyła się do internetowej społeczności pisarzy-amatorów. Jej samodzielnie wydana książka "The boy who sneeks in my bedroom window" zdobyła rzesze fanów i wysokie miejsce w rankingu Goodreads’ Choice Awards na najlepszą książkę dla młodzieży 2012 roku. Jej druga powieść "Always you" została wydana kilka miesięcy później.

Gdy w końcu dotarłem do szpitala, skierowano mnie na oddział położniczy znajdujący się na piątym piętrze. Czułem się wzruszony i podekscytowany, gdy nacisnąłem dzwonek przy drzwiach prowadzących na oddział. Musiałem poczekać, aż wpuści mnie dyżurna pielęgniarka. Po wyjaśnieniu, kim jestem, sprawdziła, czy znajduję się na liście „uprawnionych gości”, i zaprosiła mnie gestem do środka. Kiedy spojrzałem na korytarz, dostrzegłem ochroniarza Anny, Ricka, siedzącego na krześle przed salą numer trzy.

                – Cześć! Jak leci? – przywitałem się z nim, opadając na krzesło obok niego.

                – W porządku, a co u ciebie, Nate? – Uśmiechnął się, przeczesując ręką włosy.

                – Wszystko super. Widziałeś go? – zapytałem, wskazując głową drzwi pokoju Anny.

                – Aha. Słodziak.

                – Poród był długi? ­

                Rick skrzywił się i zassał powietrze przez zęby.

                – Tak. Siedziałem przy niej przez jakiś czas, kiedy czekaliśmy na Ashtona. Cholera, nie chciałbym tego oglądać już nigdy w życiu. Te krzyki... – Pokręcił głową, chcąc otrząsnąć się ze wspomnień. – Około ósmej rano zaczęła mieć skurcze, a mniej więcej o drugiej przyjechaliśmy do szpitala. Skręcało ją z bólu i nie chcesz wiedzieć, jak wyglądała.

                Zmarszczyłem brwi, słysząc jego słowa. Anna rodziła cały dzień? Cholera!Zapamiętać: dziś z niej nie kpimy.

                – Tak długo? Chyba powinienem wsadzić tam głowę i przekonać się, o co tyle hałasu – zażartowałem.

                Otworzyłem drzwi jej pokoju podekscytowany myślą, że zobaczę Camerona. Ashton był dla mnie jak brat, więc to dziecko uważałem za kogoś z rodziny.

                Kiedy wszedłem, Anna i Ashton siedzieli na łóżku. Ashton natychmiast obrócił głowę w kierunku drzwi – jak zawsze czujny. Uśmiechnął się, wstał, a ja objąłem go i z dumą poklepałem po plecach.

                – A niech mnie! Jesteście rodzicami! – powiedziałem z entuzjazmem w głosie. – Odsuń się, brachu, muszę uwieść twoją dziewczynę – zażartowałem, usuwając z drogi przyjaciela. Pochyliłem się i pocałowałem Annę w policzek. Uśmiechnęła się do mnie wyraźnie zmęczona – na pewno potrzebowała odpoczynku. Postanowiłem nie zostawać długo. – Dobrze się sprawiłaś, Anno – pogratulowałem jej. – No więc, gdzie on jest? Mogę go zobaczyć?

                – Jest tutaj. – Anna promieniała dumą, wskazując na łóżeczko stojące obok jej łóżka.

                W porządku, najpierw podrażnimy się ze świeżo upieczonym tatą. Chwyciłem Ashtona za ramię i wyciągnąłem z kieszeni cygaro. Podałem mu je.

                Zaśmiał się nerwowo, odruchowo marszcząc noc z obrzydzeniem.

                – Cygaro?

                – Taka tradycja. – Skinąłem głową i usiłowałem wyglądać poważnie. Nie mogłem się doczekać, kiedy je zapali. Prawdopodobnie porzyga się wtedy jak kot.

                – Chłopie, nie znoszę cygar tak jak ty. – Wyglądał na przerażonego i już sam wygląd jego twarzy okazał się wart siedmiu dolarów, które wydałem.

                – Taylor, tak jest na wszystkich filmach. Ojciec i jego najlepszy przyjaciel palą cygaro, żeby uczcić narodziny dziecka. Muszę też gdzieś cię zabrać, żebyś się upił z tej okazji.

                – Skoro tak jest na filmach, to musi być prawda – wymamrotał ironicznie Ashton.

                Anna uśmiechnęła się.

                – Też to widziałam. Nate ma rację, jest taka tradycja, przystojniaku.

                 Podszedłem do łóżeczka i spojrzałem na śpiące niemowlę.

                – Kurczę, jest taki mały – wyszeptałem. Nie mogłem oderwać od niego wzroku. Był ucieleśnieniem doskonałości. Przedtem tak naprawdę nigdy nie przyglądałem się niemowlakom. Pomyślałem, że jest śliczny. Wcześniej dzieci zawsze kojarzyły mi się z odpowiedzialnością i wydatkami. – Cieszę się, że jest podobny do ciebie, Anno, a nie do ojca – zażartowałem, popatrując na Ashtona z udawanym obrzydzeniem.

                Zachichotała.

                – Chcesz go potrzymać?

                – Jasne. Podasz mi go? – zapytałem, zastanawiając się, jak mam go wziąć. Miałem świadomość, że niemowlakom trzeba podtrzymywać główkę, ale na tym moja wiedza się kończyła. Anna wsunęła dłonie pod dziecko, uniosła je bez wysiłku i podała mi.

                Cameron nawet nie drgnął. Uśmiechnąłem się do niego wzruszony, czując, że serce mocniej mi zabiło. Postanowiłem zadbać, żeby temu dzieciakowi nigdy w życiu niczego nie brakowało.

                Ashton usiadł ponownie na brzegu łóżka.

                – Rozmawialiśmy z Anną i zastanawialiśmy się, czy zgodziłbyś się zostać ojcem chrzestnym Camerona – powiedział, przekrzywiając głowę.

                Zamurowało mnie.

                – Poważnie? Ja? – zapytałem, wypatrując uważnie oznak, że sobie ze mnie kpią. Nie byłem idealnym wzorem dla dziecka.

                Anna skinęła głową.

                – Tak, ty, wujku.

                Słysząc, jak mnie nazwała, nie umiałem powstrzymać uśmiechu. Wujek Nate, to brzmiało dumnie.

                – No jasne, że się zgadzam! Dzięki, to naprawdę wiele dla mnie znaczy. – Ponownie spojrzałem na niemowlę trzymane na rękach. – Hej, Cameron, jestem twoim wujkiem i nazywam się Nate, a kiedy będziesz już wystarczająco duży, pokażę ci moje najlepsze sposoby wyrywania lasek – powiedziałem cicho, mając nadzieję, że Anna mnie nie usłyszała.

                Kiedy podniosłem na nią wzrok, zobaczyłem, że oboje z Ashtonem uśmiechają się do siebie tak czule, że niemal poczułem się intruzem. Nigdy dotąd nie chciałem się ustatkować, ale kiedy zobaczyłem, jak na siebie patrzą, a jednocześnie trzymałem na rękach ich dziecko, zapragnąłem czegoś takiego dla siebie. Marzyłem, żeby ktoś patrzył na mnie z taką uwagą i dzielił się bez słów swoimi tajemnicami.

                Drzwi za mną otworzyły się. Odruchowo stanąłem do nich przodem i w tej samej chwili do środka weszła niesamowita dziewczyna. Miała duże piwne oczy i rudobrązowe włosy zebrane w koński ogon. Pojedyncze kosmyki otaczały jej ładną twarz. Dżinsy opinały zgrabne pośladki. Westchnąłem nieświadomie i wgapiałem się w nią, gdy podeszła do łóżka. Pochyliła się, uściskała Annę i Ashtona, a potem im pogratulowała.

                W głowie kłębiło mi się od domysłów, bo nie miałem pojęcia, kim była. Z pewnością kimś dla nich ważnym, bo umieszczono jej nazwisko na liście uprawnionych gości, ale ja na pewno wcześniej jej nie widziałem – zapamiętałbym ją przecież!

                Obróciła się do mnie z uśmiechem i wyciągnęła ramiona, oczekując, że oddam jej niemowlę.

                – Cześć. Nie masz wyłączności na Camerona – zażartowała. Głos miała odrobinę zachrypnięty, co wzmogło jeszcze moje zainteresowanie.

                – Kim ty, do cholery, jesteś i dlaczego nie mam twojego numeru telefonu? – rzuciłem trochę bezczelnie w jej stronę, czekając, że się zarumieni i zacznie chichotać. Nic takiego jednak się nie stało. Zamiast tego przewróciła oczami i westchnęła.

                – O, ho, ho. Alarm! Podrywacz na pokładzie – odpowiedziała z ironią w głosie.

                Cofnąłem się, zaszokowany jej odzywką. Coś takiego wcześniej mi się nie przydarzyło – dziewczyny nigdy mnie nie spławiały – a już na pewno nie wtedy, gdy miałem na sobie mundur! Uniosłem brwi, decydując się na śmielsze zagranie. Laseczki naprawdę to uwielbiały.

                – Bardzo przepraszam, wyjątkowo atrakcyjna kobieto, której nie znam, ale czuję się tym dotknięty. Nic o mnie nie wiesz. Jak możesz tak po prostu osądzać mnie na podstawie jednej rzeczy, którą powiedziałem? – zapytałem, udając urażonego.

                Jej uśmiech stał się wyzywający.

                – Całkiem dobrze umiem czytać w ludziach, a intuicja mi podpowiada, że z ciebie niezły myśliwy. Jeśli się mylę, to przepraszam. Ale wracając do sprawy, możesz mi oddać dziecko moich przyjaciół? – Zrobiła krok w moją stronę i ponownie wyciągnęła ramiona do Camerona.

                Szlag by to! Kolejny raz dała mi kosza!Czyżbym utracił czar Nate’a Petersa? A może się przesłyszałem? Nawet na mnie nie patrzyła. Wzrok miała utkwiony w dziecku. Zmarszczyłem czoło, niezadowolony. Trochę mnie zbił z tropu ten kompletny brak zainteresowania moją osobą. Podeszła jeszcze bliżej, a mnie owionął zapach jej perfum.

                – Cały będzie twój, jeśli się ze mną umówisz. – Wyszczerzyłem się w uśmiechu, mając nadzieję, że ją tym przekonam do siebie.

                Oderwała wzrok od Camerona i przeniosła na mnie.

                – Jasne, co powiesz na trzydziestego lutego? Mam akurat wolny dzień.

                Wpatrywałam się w nią, trawiąc jej słowa. Teraz, gdy minął trochę szok związany z odrzuceniem, zdałem sobie sprawę, że nawet mi się ta gra podoba. Spotkałem się z czymś takim po raz pierwszy.

                Nie czekając na moją zgodę, wsunęła dłonie pod ciałko Camerona i bez trudu wyjęła go z moich ramion. Zaśmiałem się trochę speszony faktem, że zupełnie nie robiłem na niej wrażenia.

                – Jesteś zabawna i ładna, a to mi się podoba – przyznałem.

                Nie zareagowała i wpatrywała się z uwagą na tobołek trzymany na rękach. Rysy jej złagodniały, a w oczach zalśniły łzy.

                – Cześć, maleńki – wyszeptała, głaszcząc Camerona palcem po twarzy. – Jesteś taki śliczny. – Usiadła na brzegu łóżka i wpatrywał się w dziecko z uwielbieniem. – Też chcę takie! – Mówiąc to, roześmiała się.

                Postanowiłem wprowadzić w życie Plan A. To podejście nigdy mnie nie zawiodło, bo laski uwielbiają, kiedy mężczyzna deklaruje się z jakimś zobowiązaniem.

                – Jeśli chcesz, mógłbym ci w tym pomóc – zaofiarowałem się.

                Skrzywiła się.

                – Masz zamiar ukraść jakieś ze żłobka?

                – Jasne. Chcesz chłopca czy dziewczynkę? – Dyskretnie omiotłem ją wzrokiem. – Jak to się stało, że do tej pory się nie spotkaliśmy? A tak przy okazji, kim jesteś?

                Anna odpowiedziała za nią, zanim dziewczyna zdążyła otworzyć usta.

                ‒ To Rosie, moja najlepsza przyjaciółka ze studiów. Rosie, to jest Nate Peters.   

                Słyszałem wcześniej o Rosie. Poznały się z Anną na uniwerku i przyjaźniły od tamtej pory, ale teraz nie widywały się często, bo Rosie mieszkała o dwie godziny jazdy samochodem od Anny. Gdybym wiedział, że z niej taki gorący towar, uważniej przysłuchiwałbym się opowieściom Anny.

                Rozmowa zeszła na dziecko i na to, jak wpadli na jego imię. Kiedy Anna i Rosie zaczęły mówić o samym porodzie, wyłączyłem się, bo nie chciałem znać szczegółów. Przypatrywałem się ukradkiem przyjaciółce Anny, patrzyłem, jak mówiła i śmiała się. Po pewnym czasie Anna zaczęła ziewać, choć starała się to ukryć. Wiele przeszła tego dnia i prawdopodobnie marzyła jedynie o odpoczynku, a nie o pogaduszkach z przyjaciółmi.

                ‒ Chyba już pójdę. ‒ Wstałem i popatrzyłem na Rosie. ‒ Masz ochotę na późną kolację?

                Uśmiechnęła się i też wstała.

                ‒ Jasne. Właściwie jestem naprawdę głodna.

                Pochyliła się, uścisnęła Annę i Ashtona, a potem pocałowała mojego chrześniaka.

                Kiedy się odsunęła, wymieniłem z Ashtonem uścisk dłoni, patrząc na niego z dumą, i ucałowałem Annę. Obróciłem się do Rosie, która stała już w drzwiach. Ruszyłem za nią i nie spuszczałem wzroku z jej zgrabnego tyłeczka kołyszącego się przede mną w rytm kroków.

                Cholera, stanowczo muszę kiedyś poklepać te pośladki!

 

Rozdział drugi

Nate

W chwili gdy znaleźliśmy się za drzwiami, spostrzegłem Ricka, który siedział dokładnie w tym samym miejscu, w którym go zostawiłem.

                – Hej, nadal tutaj? – zapytałem, marszcząc czoło.

                – Nie, wyszedłem godzinę temu.

                – Człowieku, zadzwoń do nocnego ochroniarza i spytaj, co go zatrzymało – zasugerowałem. – Jesteś absolutnie pewny, że nie dasz rady przyjść na urodziny Setha w sobotę?

                Pokręcił przecząco głową.

                – Absolutnie. Rodzina przyjeżdża. Ale następnym razem będę na pewno.

                Skinąłem mu głową w roztargnieniu, bo spojrzałem na Rosie. Marszczyła brwi i grzebała w torebce.

                – To na razie, Rick. – Podszedłem do Rosie i zerknąłem jej przez ramię. Wyglądało na to, że ma mniej więcej cztery dolary w portmonetce. – Gotowa? – Uśmiechnąłem się szeroko.

                Spojrzała na mnie, a na jej ustach pojawił się przekorny uśmiech.

                – Właściwie to nie mogę iść. Właśnie sobie przypomniałam, że muszę umyć włosy. Przepraszam.

                Spławiła mnie po raz czwarty, ale dlaczego mi się to podoba, do cholery?

                – Maleńka, mam zamiar kochać się dziś z tobą, więc dobrze by było, gdybyś jednak ze mną poszła. – Usiłowałem nadać spojrzeniu wyraz ogromnej pewności siebie, który miał jej powiedzieć, że wiem, co zrobić, żeby się dobrze bawiła. Nie miałem na to wcześniej żadnych skarg.

                Pokręciła głową i zmarszczyła nos z obrzydzeniem.

                – To się nie stanie, przykro mi. Dzięki za propozycję i miło było w końcu cię poznać.

                Podeszwy jej trampek zapiszczały przy tarciu o posadzkę, kiedy obróciła się na pięcie i odeszła. Patrzyłem za nią zaszokowany. Odrzucony po raz piąty. Stawało się to trochę niepokojące, ale co gorsza, właściwie zaczynałem to lubić. Nigdy wcześniej tak naprawdę nie musiałem się wysilać, żeby zdobyć dziewczynę, ale brak zainteresowania ze strony Rosie stał się dla mnie czymś całkiem zabawnym. Większość facetów narzeka, że musi uganiać się za dziewczynami, choć z drugiej strony, kiedy dostaje się je na tacy, po jakimś czasie robi się nudno. Ta sytuacja była dla mnie zupełnie nowa i, o dziwo, przyjemna.

                Pobiegłem za nią, jeszcze niegotowy na pogodzenie się z porażką.

                Kiedy zrównaliśmy się, nawet na mnie nie spojrzała. Szedłem bardzo blisko, ale jej nie dotykałem. Starałem się zupełnie ją ignorować, gdy spostrzegłem, że na mnie zerknęła i najwyraźniej zastanawiała się, co chciałem osiągnąć. Szliśmy w milczeniu korytarzami, zmierzając ku wyjściu z budynku. Co kilka sekund popatrywała na mnie i robiła wrażenie zaniepokojonej.

                – W którą stronę idziesz? – zapytała wreszcie, zatrzymując się i odsuwając trochę ode mnie.

                Udałem, że się zastanawiam.

                – Jeszcze nie wiem, ale powiem ci, jak będę wiedział.

                Obrzuciła mnie spojrzeniem pełnym niezadowolenia, przycisnęła torebkę i ruszyła. Wykrzywiłem się w uśmiechu i ponownie zrównałem z nią krok. Byliśmy niedaleko głównego wyjścia. Zatrzymała się przy drzwiach i gestem zaproponowała, żebym wyszedł pierwszy.

                – Panie mają pierwszeństwo. – Otworzyłem drzwi i stanąłem przy nich z uprzejmym uśmiechem, aż w końcu westchnęła, przeszła, a potem od razu skręciła w prawo w kierunku ulicy. Szybko podbiegłem i znowu szedłem obok, zbyt blisko, by mogła się czuć swobodnie.

                Przystanęła i ponownie popatrzyła na mnie z niezadowoleniem.

                – Co ty, do diabła, wyprawiasz?

                Wzruszyłem ramionami.

                – Prześladuję cię.

                Uśmiech uniósł jej kąciki ust, wzrok odrobinę złagodniał.

                – I jak się czujesz w tej roli?

                Podrapałem się po nosie.

                – Prawdę mówiąc, to trochę nudne. Myślisz, że mogłabyś ociupinę to ożywić? – zapytałem, starając się zachować powagę.

                Wybuchnęła śmiechem, a ja uśmiechnąłem się z dumą.

                – Odczepisz się w końcu ode mnie? – zapytała, kiedy już się uspokoiła.

                – Dopiero kiedy coś ze mną zjesz.

                Westchnęła i pokręciła głową.

                – Naprawdę nie dam rady.

                – Daj spokój, Rosie. Muszę jakoś uczcić fakt, że mojemu najlepszemu przyjacielowi urodziło się dziecko. Nie skazuj mnie na świętowanie w samotności. Ja stawiam. Będziesz mogła zamówić najdroższe rzeczy z karty, choćby z czystej złośliwości – zaproponowałem.

                No dalej, powiedz tak. Jedno krótkie słówko. T. A. K. Powiedz! Nie sprawiała wrażenia, że na to pójdzie, postanowiłem więc, że postaram się ją zmusić. Wokół prawie nie było ludzi. Tylko kilka osób paliło i rozmawiało przed szpitalem.

                Upadłem na kolana i złapałem ją za rękę, zanim zdążyła zareagować.

                – Chodź ze mną, proszę! Błagam cię. Błagam! Nie zostawiaj mnie samego przy nich wszystkich – prosiłem teatralnie, wskazując na ludzi, którzy teraz patrzyli, jak robię z siebie totalnego palanta.

                Nagle na jej policzkach pojawił się rumieniec.

                – Proszę, Rosie, błagam, daj mi szansę! Nie mogę spać, bo bez przerwy myślę o tobie. Nie mogę jeść. Już nawet nie spotykam się z innymi dziewczynami. Jesteś tylko ty. Błagam, to mnie zabija – mówiłem coraz głośniej. Zwróciłem się do kobiety w średnim wieku, która stała niedaleko i nie spuszczała z nas oczu. – Pani zdaniem powinna dać mi szansę, prawda? Kocham się w niej od dziesięciu lat, a ona nie chce nawet dać mi nadziei. Dlaczego, Rosie? Dlaczego? – zawodziłem dramatycznie, z trudem powstrzymując się od śmiechu. Prześliczna brunetka poczerwieniała na twarzy jeszcze bardziej i usiłowała wyrwać rękę z mojego uścisku.

                Kobieta, która się nam przypatrywała, położyła sobie rękę na piersi.

                – Och, kochanieńka, daj mu szansę. Gdyby przystojny mężczyzna prosił mnie w taki sposób, na pewno bym go nie odtrąciła – powiedziała z uczuciem i pokiwała głową na zachętę.

                Rosie przestąpiła z nogi na nogę i pochyliła głowę zażenowana sytuacją.

                – Wstawaj! – wysyczała.

                Uniosłem wyzywająco brwi.

                – O, nie. To będzie trwało, dopóki nie zgodzisz się iść ze mną na kolację – wyszeptałem. – Proszę, Rosie. Błagam! – dodałem głośno.

                Skrzywiła się i z przerażeniem malującym się na twarzy rozejrzała szybko.

                – Dobrze. Tylko wstań!

                Skoczyłem na równe nogi z uśmiechem triumfu.

                – Widzisz, to nie było takie trudne, prawda? – powiedziałem trochę chełpliwie. Obróciłem się do ludzi, którzy przyglądali się tej scenie zaszokowani i rozbawieni jednocześnie. Uniosłem do góry ręce w geście zwycięstwa. – Zgodziła się! – krzyknąłem podekscytowany. Niektórzy z nich coś wykrzyknęli, dwie osoby zaklaskały w dłonie. Uśmiechnąłem się i ukłoniłem, a w tym samym czasie Rosie zaczęła praktycznie uciekać ode mnie w kierunku parkingu.

                Dogoniłem ją i skrzywiłem, kiedy walnęła mnie torebką w brzuch.

                – To była wkurzająca żenada! – powiedziała zduszonym głosem i ukradkiem zerknęła ponad ramieniem, żeby sprawdzić, czy ludzie nadal nas obserwują.

                Otoczyłem ją ramieniem.

                – Och, podobało ci się.

                – Kretyn – wymamrotała pod nosem. – Zamówię homara, masz to jak w banku.

                – Świetnie, ja też – zażartowałem, puszczając do niej oko. Sądząc po rozbawieniu w jej oczach, nie była na mnie zła za urządzenie tej sceny. Kiedy ostrzegawczo szturchnęła mnie łokciem w żebro, odsunąłem ramię i uśmiechnąłem się. – Właściwie to nawet lubię, jak jest trochę ostro – zażartowałem, rozcierając bok. Rosie przewróciła oczami. To był najlepszy ubaw, jaki miałem z dziewczyną od bardzo dawna. Odrobinę przypominała mi Annę – z temperamentem i skorą do śmiechu.

                – Czyżbyś się teraz wycofywał? – Uniosła pytająco brwi.

                – Za nic na świecie, słoneczko. Już nie mogę się doczekać, kiedy narobię ci wiochy w restauracji – drażniłem się z nią.

                Zamknęła oczy i jęknęła, kiedy wziąłem ją za rękę i pociągnąłem w stronę mojego samochodu. W drodze do restauracji prawie się do mnie nie odzywała. Celowo wybrałem całkiem fajną knajpę, żeby mogła sczyścić trochę moją kartę kredytową, co najwyraźniej planowała jako odwet za przedstawienie urządzone przed szpitalem.

                – Gdzie mieszkasz? Słyszałem od Anny, że to kilka godzin jazdy od niej? – zapytałem naprawdę ciekaw, gdy czytaliśmy menu.

                – W Barstow, w hrabstwie San Bernardino – odpowiedziała. – Ale w przyszłym tygodniu przeprowadzam się do Los Angeles, bo znalazłam tu pracę.

                – Tak? A jaką?

                – Jestem nauczycielką, no, w każdym razie będę nauczycielką, kiedy już tu zamieszkam. W tej chwili mam trzy etaty, żeby zarobić na czynsz.

                Nauczycielka? Cóż, na pewno nie było tak wyglądających nauczycielek w szkole, do której ja chodziłem.

                – Więc zamierzasz być nauczycielką? W której klasie?

                – W drugiej podstawówki – odpowiedziała.

                – To dobrze. Zacząłem już przez chwilę żałować dzieciaków, które nie mogłyby się skupić przy takiej seksownej nauczyciele. Myślę jednak, że w drugiej klasie nie będą się zastanawiać, jaki masz kolor majteczek, zamiast słuchać tego, co mówisz. – Uśmiechnąłem się zaczepnie, a ona roześmiała się i pokręciła głową.

                – Ty naprawdę jesteś podrywaczem. Przyznaję, jesteś diabelnie skuteczny, ale mówiąc poważnie, jeśli spodziewasz się, że pójdę z tobą do łóżka, czeka cię rozczarowanie. – Popatrzyła na mnie wyzywająco.

                – Nareszcie załapałem. Jesteś lesbijką – odpowiedziałem, starając się wyglądać poważnie.

                Wybuchnęła śmiechem.

                – Więc myślisz, że tylko lesbijka może dać ci kosza?

                – No pewnie, żadna jeszcze mi się nie oparła – odpowiedziałem, tylko na wpół żartując, bo właściwie tylko ona spuściła mnie ze schodów. Miałem nadzieję, że naprawdę okaże się lesbijką i będę mógł się odprężyć, pewny tego, że mój seksapil nie ucierpi.

                – Nie jestem lesbijką i potrafię ci się oprzeć, uwierz mi. Nie jesteś w moim typie – oświadczyła, patrząc na mnie zupełnie obojętnym wzrokiem.

                – Nie w twoim typie? Co to niby znaczy? Coś ze mną nie tak? – zapytałem i naprawdę chciałem usłyszeć, co ma do powiedzenia na ten temat.

                – Nie kręcą mnie pewni siebie, przekonani o własnej doskonałości faceci, dla których ważniejsze jest to, jak wyglądają, niż to, czy mają coś ciekawego do powiedzenia. Po prostu na mnie nie działają. – Napiła się wody i nie spuszczała ze mnie rozbawionego spojrzenia.

                – Mam mnóstwo interesujących rzeczy do powiedzenia – odparowałem.

                Pochyliła się nad stołem.

                – W porządku, niech to usłyszę.

                Kurwa mać. I co mam z tym zrobić? Zmarszczyłem czoło, zastanawiając się, co może ją zaciekawić. Właściwie to musiałem wymyślić coś, czym zrobiłbym na niej wrażenie. Nic nie przychodziło mi do głowy. Na szczęście pojawił się kelner i przyjął od nas zamówienia, dzięki czemu zyskałem kilka minut. Rosie zaskoczyła mnie, bo nie zamówiła nic drogiego, choć się tego spodziewałem.

                Postanowiłem zmienić temat.

                – Cameron to śliczne dziecko, prawda?

                Uśmiechnęła się.

                – Ładna zmiana tematu. Ale tak, jest śliczny, tylko że jak się ma takich rodziców jak Ashton i Anna, dziecko musi być ładne.

                – Tak, chyba chodzi o tak zwane dobre geny – przyznałem. – Nasze dziecko też byłoby ładniutkie. – Żałowałem tych słów już w chwili, gdy je wypowiedziałem. Kolejna niepotrzebna łóżkowa aluzja. Najwyraźniej nie umiałem się pogodzić z odrzuceniem.

                – Nie możesz się powstrzymać, prawda? – powiedziała, przewracając oczami.

                – Nie w obecności kogoś, kto tak wygląda. Ale wracając do rozmowy, na jakich trzech etatach teraz pracujesz? – zapytałem, chcąc zmienić temat.

                – Jestem kelnerką w restauracji w porze lunchu. Sprzątam i pracuję jako pokojówka w hotelu. ­  

                Słysząc to ostatnie, nastawiłem uszu.

                – Naprawdę? I nosisz czarną sukienkę, biały fartuszek i przepaskę na włosach, tak jak we Francji? – Spytałem, uśmiechając się, bo już zacząłem wyobrażać ją sobie w tym stroju.

                Westchnęła. Uśmiech uniósł kąciki jej ust.

                – Teraz taki strój kupisz tylko w sex shopie, Nate, więc nie, nie ubieram się w ten sposób.

                – No cóż, nie martw się, pożyczę ci swój – zażartowałem.

                Roześmiała się.

                – Właściwie to jesteś zabawny.

                Urosłem, słysząc ten półkomplement.

                – Ale jak to się stało, że wcześniej nigdy się nie spotkaliśmy? Na pewno nie było cię na ślubie Anny i Ashtona. – Pobrali się trochę ponad cztery lata wcześniej. Pojechaliśmy wszyscy na Malediwy i byliśmy z nimi na plaży, gdzie brali ślub. Zaproszeni zostali tylko najbliżsi przyjaciele i rodzina, ale jeśli Rosie była najlepszą przyjaciółką Anny, powinna być jej druhną.

                Zmarszczyła czoło i pokręciła głową.

                – Nie, nie mogłam pojechać na ich ślub.

                – Dlaczego? – naciskałem.

                Westchnęła głośno i spuściła wzrok na stolik.

                – W tamtym czasie miałam wiele spraw na głowie i nie mogłam pojechać. Żałuję, że to mnie ominęło, bo musiało wyglądać zjawiskowo.

                – Ale czym wtedy byłaś taka zajęta?

                – O rany, ależ jesteśmy wścibscy!

                Postanowiłem zmienić temat, bo wszystko wskazywało, że i tak mi nie powie. Pochyliłem się do przodu i uśmiechnąłem ironicznie.

                – Zatem, co mam zrobić, żeby zawstydzić się w restauracji? – drażniłem się z nią.

                W jednej chwili uśmiech zniknął z jej twarzy.

                – Nic.

                – A co powiesz na to, że padnę tu na kolana i oświadczę ci się, a potem będę udawał, że zgubiłem pierścionek? – zaproponowałem.

                Zaśmiała się najwyraźniej skrępowana.

                – Jeśli to zrobisz, odpowiem ci „nie” i oświadczę głośno, że sypiam z twoim bratem, który jest w łóżku dziesięć razy lepszy od ciebie.

                Słowo daję, imponowała mi.

                – W porządku, ale dwie rzeczy są nieprawdziwe w twoim oświadczeniu. Po pierwsze, nie mam brata, a po drugie, nikt nie jest lepszy w łóżku ode mnie.    

                Nagle przybrała poważny wyraz twarzy.

                – Nate, nie zawstydzaj mnie. Nienawidzę być w centrum uwagi. – Popatrzyła na mnie z wdziękiem proszącego psiaka.

Do diabła, czy dziewczyna nie musi robić seksownej miny, żeby być zachwycająca?! Uważaj, chłopie! Robi się niebezpiecznie.

                – Dobrze, dam ci spokój... jeśli przyznasz, że jestem pociągający – zaproponowałem.

                – Musisz szantażować dziewczyny, żeby to przyznały? Żal mi cię – odpowiedziała, udając współczucie.

                – Świetnie, zostawmy to na razie, ale założę się z tobą o dwadzieścia dolarów, że dziś wrócisz ze mną do domu – oświadczyłem z niezachwianą pewnością, krzyżując ramiona na piersi.

                Roześmiała się i pokręciła głową.

                – Skończmy już z tym flirtowaniem, tym bardziej że jest mężczyzna w moim życiu, który daje mi wszystko, czego potrzebuję.

                Uśmiechnęła się szczęśliwa, rysy twarzy jej złagodniały. Poczułem, jak narasta we mnie irracjonalna zazdrość. Rosie była zabawna, piękna i wymagająca. Na pewno chciałbym się z nią widywać, ale nie wyglądała na dziewczynę, która oszukiwałaby swojego faceta, zatem naprawdę nie miałem u niej żadnych szans.

                – Och – westchnąłem, starając się nie okazywać rozczarowania.

                – Przykro mi. Ale przecież powiedziałam ci przed kolacją, że nie jestem zainteresowana. – Popatrzyła na mnie przepraszająco.

                Mimo wszystko wojownik we mnie nie zamierzał jeszcze składać broni.

                – Nie ma problemu, cieszmy się jedzeniem. Może uda mi się sprawić, że zanim skończymy jeść, zapomnisz imię swojego faceta.

               

Reszta wieczoru okazała się zabawna. Oboje śmialiśmy się tak bardzo, że w którymś momencie niemal zakrztusiła się drinkiem. Nie przestawałem z nią flirtować, ale ona naprawdę nie była mną zainteresowana. Za każdym razem, gdy spuszczała mnie ze schodów, czułem narastającą frustrację, a jednocześnie coraz bardziej mnie to podniecało. Rosie okazała się wspaniałą osobą. Rozumiałem, dlaczego były z Anną przyjaciółkami.

                Zapłaciłem rachunek. Rosie uśmiechnęła się jakby w podziękowaniu, gdy wychodziliśmy.

                – Dzięki za kolację. To bardzo miłe miejsce – powiedziała, kiedy szliśmy ulicą w kierunku zaparkowanego samochodu.

                – Aha i nie przejmuj się, następnym razem pozwolę ci zapłacić – zażartowałem. Rosie objęła się ramionami, bo było zimno. Zdjąłem skórzaną kurtkę i ją okryłem.

                Uśmiechnęła się z wdzięcznością i ciaśniej się nią opatuliła.

                – Dziękuję.

                Miała piękny uśmiech. Jej dolna warga była troszkę pełniejsza od górnej, co sprawiało, że usta aż prosiły się o całowanie. Ledwie mogłem zapanować nad sobą i powstrzymać się od pochwycenia jej w ramiona, oparcia o ścianę najbliższego budynku i złączenia się z nią w pocałunku.

                – Nie ma sprawy. O której masz pociąg? Może jeszcze skoczymy na kawę? – zapytałem z nadzieją w głosie.

                – Muszę wracać. – Wyglądała na trochę rozdartą wewnętrznie – a może było to tylko moje myślenie życzeniowe.

                – W porządku, w takim razie odwiozę cię na stację – powiedziałem z ociąganiem.

                Kiedy doszliśmy do samochodu, otworzyłem drzwiczki i wsiadłem. W tej samej chwili skląłem się za to, że nie pomyślałem o otworzeniu jej drzwiczek. To było fatalne z mojej strony. Nie miałem wprawy w tego rodzaju rzeczach, bo zwykle do tego czasu laska leciałaby już na mnie i to, czy otworzę jej drzwiczki, czy nie, było bez znaczenia. Nie miałem pojęcia o byciu dżentelmenem.

                Jechaliśmy w ciszy. Przed dworcem zsunęła z ramion moją kurtkę. Zmarszczyłem czoło, bo nie podobało mi się, że zostawię ją samą i nie będę wiedział, czy bezpiecznie wsiadła do pociągu. Opatuliłem ją ponownie.

                – Odprowadzę cię do pociągu. – Nie czekając na odpowiedź, wysiadłem z samochodu i obszedłem go, żeby otworzyć jej drzwiczki. Uśmiechnęła się i wysiadła z wdziękiem. Na peronie okazało się, że jej pociąg zaraz odjeżdżał, więc nie musiała długo czekać.

                Przy drzwiach wagonu zdjęła kurtkę i podała mi ją, uśmiechając się.

                – Dziękuję za kolację, Nate. Dobrze się bawiłam.

                – Ja też. – Odchrząknąłem, bo musiałem spróbować jeszcze ten raz. – Naprawdę, nie dasz mi numeru?

                Roześmiała się i pokręciła głową.

                – Naprawdę.

                – W porządku, nie ma o czym mówić, ale sama nie wiesz, ile tracisz – kusiłem.

                – Och, potrafię to sobie wyobrazić. Jestem pewna, że przechodzi mi koło nosa niesamowity seks i złamane serce – odpowiedziała, wzruszając ramionami. – W każdym razie dziękuję za ten wieczór. Pewnie się zobaczymy na chrzcinach Camerona.

                Wsiadła do wagonu, pomachała do mnie i ruszyła szukać miejsca. Poczułem żal, kiedy zniknęła mi z oczu. Jeszcze nigdy w życiu nie poniosłem takiej porażki. Rozległ się sygnał ostrzegający przed ruszeniem pociągu. Moje ciało zareagowało instynktownie. Błyskawicznie wyciągnąłem przed siebie ramię, blokując drzwi. Nawet się nad tym nie zastanawiając, wskoczyłem do wagonu. Drzwi zamknęły się za mną.

                Cholera, po co niby to zrobiłem? To tylko dziewczyna, do diabła! Pociąg ruszył z peronu. Było za późno, żeby wysiąść. Czekała mnie bezsenna noc tylko dlatego, że zachowałem się głupio i porywczo. Powiedziała mi przecież, że mieszka w odległości dwóch godzin jazdy, a to oznaczało, że łącznie z powrotem spędzę w pociągu cztery godziny. Następnym razem dobrze się zastanów, debilu, zanim wskoczysz do wagonu, żeby zwrócić nasiebie uwagę dziewczyny! Westchnąłem głęboko. Teraz przynajmniej będę wiedział, że bezpiecznie dotarła do domu. I z drugiej strony miałem przed sobą dwie godziny na przekonanie jej, żeby jednak poszła ze mną do łóżka.

                Rozejrzałem się. Rosie siedziała prawie w połowie wagonu. Oparła głowę o plecy fotela, oczy miała zamknięte. Uśmiechnąłem się i podszedłem do niej.

                – Walnij mnie, jeśli się mylę, ale czy nie nazywasz się przypadkiem Claire? – zapytałem.

                Natychmiast otworzyła oczy i popatrzyła na mnie wyraźnie zaszokowana, gdy zajmowałem wolne miejsce obok.

                – Co ty, do cholery, wywijasz? – rzuciła, patrząc na mnie jak na wariata.

                Wzruszyłem ramionami. Sam nie miałem pojęcia.

                – Jaki byłby ze mnie prześladowca, gdybym nie dowiedział się, gdzie mieszkasz?

Książka znowu w większości jest pisana z perspektywy Nate. Poznajemy jego charakter oraz myśli co jest naprawdę bardzo fajnie, gdyż brakowało mi takich książek. Oczywiście nie zabraknie, rozdziałów z punktu widzenia Rosie, przez co widzimy jej myśli i doskonale zdajemy sobie sprawy z jej obaw. Książka naprawdę ciekawa i jak zwykle pokochałam tę książkę. Czekam na kolejne i mam nadzieje, że wydawnictwo szybko je wyda.

Muszę powiedzieć Wam, że historia Ginny okropnie mnie poruszyła. Pokazuje życie osób niepełnosprawnych, można choć odrobinę wczuć się w ich sytuację. Z jednej strony- rodzina zastępcza walczy o to by Ginny pozostawiła za sobą przeszłość, zapomniała o trudnych chwilach, z drugiej zaś izoluje od nowego i własnego dziecka. Serce aż mnie ściskało gdy czytałam jak to robią. Wiem, że obawiali się o bezpieczeństwo malutkiej dziewczynki, ale dla mnie, dla czytelnika ich zachowanie było niepojęte i trudne do zrozumienia. Taka izolacja moim zdaniem nie przynosi dobrych efektów, może za to wywoływać zazdrość.
Książki wydawane przez Wydawnictwo HarperCollins wyróżniają się okładkami- które tak bardzo pasują do treści.
Tę pozycję na pewno będę polecać.Spodziewałam się naprawdę "soczystego" erotyku. O seksie jest bardzo dużo bo główny bohater to młody, przystojny mężczyzna, którego myśli krążą głównie wokół zdobywania kobiet i uciech miłosnych.
Zaskoczeniem dla było, że oprócz tego, o czym wspominam wyżej jest jeszcze coś "głębszego". Jest historia miłosna, która wydaje się zwykła, jest też proza życia codziennego czyli praca Nate'a i jego próby pogodzenia jej z życiem osobistym. A musicie wiedzieć, że jego praca jest bardzo odpowiedzialna (niech pozostanie tajemnicą czym się zajmuje).
W oko wpada okładka, która jest zapowiedzią arcyciekawej treści.
Ciekawe, co nam zaserwowała autorka w kolejnej części, którą mam nadzieję przeczytać już niedługo.
Polecam!

Podsumowując, Zdobyć Rosie to powieść na jeden wieczór. Jest przyjemna i napisana w taki sposób, że możemy pochłonąć ją w jeden wieczór, czyta się ją w ekspresowym tempie.
Pomimo, że jest prosta i schematyczna, to jest naprawdę wciągająca. Myślę, że jest to najprzyjemniejsza i najbardziej urokliwa powieść K. Moseley.

Jak na razie przeczytałam wszystkie książki Moseley, które zostały wydane w Polsce. Jedne były moim zdaniem lepsze, inne mniej udane. Ale ogólnie podoba mi się styl i klimat w jakim utrzymuje swoje powieści Kirsty. Tu muszę przyznać, że skrzywdziła Nate'a tym jak go przedstawiła, a próby jego wyidealizowania i naprawienia wychodzą niestety kiepsko. Dobrze, że sama Rosie przedstawiona jest ciekawie i intrygująco, więc troszkę to łagodzi efekty. Nie zmienia to faktu, że ja na pewno zapoznam się z dalszymi losami agenta Petersa oraz nauczycielki York.

Styl Kirsty w ogóle się nie zmienia. Cały czas ma ten dar pisania lekko, przyjemnie i wciągająco. To powieść na jeden, góra dwa wolne wieczory. Dlatego gorąco ten tytuł polecam!


Podsumowując jeżeli szukacie lekkiej książki przy której się odprężycie i pośmiejecie, to koniecznie sięgnijcie po Początek gry. Nie zawiedziecie się, a tylko uśmiejecie. Choć książka też zawiera poważne tematy, na które warto zwrócić uwagę. Dlatego ja koniecznie chce już poznać drugi tom! ♥

 Mnie osobiście książka przypadła do gustu i z całego serca mogę ją polecić. Każdy ma czasem ochotę przeczytać romansidło, które ukazuje jak idealne mogą być relacje między dwojgiem ludzi i spójrzmy prawdzie w oczy, to autorka przez którą po przeczytaniu książki chce się więcej i więcej.

Ogromnym plusem całej książki jest jej język, Łatwy, przejrzysty, a dzięki czemu bardzo przystępny. Co więcej dialogi tu tworzone, były dla mnie niejednokrotnie zabawne, a wręcz rozbrajające. Co więcej całość składa się poprawnie pod względem logistycznym i estetycznym. Dzięki temu książkę czytało się łatwo, szybko i sprawnie.

Książkę, oczywiście polecam. To jasne, ma swoje wady. I może moja ocena jest nieco zawyżona, przez uwielbienie dla autorki, ale z pewnością jest to historia, która was zainteresuje i wciągnie.

Kirsty Moseley po raz kolejny mnie nie zawiodła. Powieści dla kobiet rządzą się swoimi prawami, nie oznacza to jednak, że wszystkie są kiepskie. A w tym przypadku to naprawdę urocza, pełna ciepła lektura. Z przyjemnością poznawałam perypetie bohaterów, a książka bardzo mnie wciągnęła - pochłonęłam ją w dwa dni.

Bohaterowie tej historii są sympatyczni, a czytelnik, chcąc, nie chcąc zaczyna kibicować im, aby wszystko się udało. Fabuła jest akurat w tym wypadku dość typowa - przystojny podrywacz i skromna dziewczyna. A jednak książka ma w sobie "to coś", co sprawia, że czyta się ją z ogromną przyjemnością. Jest kilka zwrotów akcji, nieoczekiwanych sytuacji i miłosnych zawirowań. Mówiąc krótko - jestem na tak i po raz kolejny nie zawiodłam się na autorce. Polecam!

Książka jest świetna w swej prostocie i mimo, że nawet jakbym się z całej siły starała, to trudno by mi było znaleźć w niej coś odkrywczego i ambitnego, to dała mi naprawdę sporo przyjemności i radości. Dawno żadna powieść tak mnie nie rozbawiła, a jednocześnie pozwoliła też na chwilę zadumy. Kristy Moseley urzekła mnie już kolejny raz swoją powieścią i do dziś nie wiem co w nich jest takiego, że przyciągają jak magnes. 

Ogólnie cała fabuła książki jest ciekawa, oczywiście pojawiają się wątki, których możemy się spodziewać i czujemy się jak podczas deja vu, ale mimo to książka była przyjemna w czytaniu. Szybko się czyta bo fabuła jest lekka, więc nie spodziewajcie się książki przy której musicie się skupiać. 

''Zdobyć Rosie'' to książka, która pomimo schematyczności i przewidywalności, podbiła moje serce. Z wypiekami na buzi śledziłam starania Nate'a. Obserwowałam jak z wiecznie małego chłopca, zamienia się w cudownego mężczyznę.
Nie jest to ambitna książka, ale nie tego oczekiwałam. Znam możliwości autorki więc nie nastawiałam się na wiele. Spędziłam przy tej książce mile czas, który nie żałuję. Wielokrotnie wybuchałam śmiechem, ocierałam łzy radości. Uwielbiam takie książki - lekkie, zabawne, napisane prostym stylem. Zabrakło mi ciut większej dawki emocji, czegoś, co obiłoby moje serce. Na początku postać głównego bohatera mnie denerwowała i myślę, że was również skłoni do takich emocji. Tak czy siak - z niecierpliwością oczekuję kontynuacji.

Reasumując polecam tę powieść mimo, iż jest lekką obyczajówką. Nie jest wymagająca, postacie i pióro autorki jest dość przyjemne. 

Kirsty Moseley po raz kolejny zaserwowała nam słodko-gorzką powieść o szczęściu w nieszczęściu, gdzie motyw miłosny gra główne skrzypce. Podczas tej lektury przekonacie się jak silne jest prawdziwe uczucie i ile znaczy dla tych bohaterów. Według mnie to jedna z ciekawszych propozycji tej autorki, którą śmiało możecie czytać bez znajomości wcześniejszych tomów. Jesteście gotowi na kolejne miłosne perypetie? W takim razie zapraszam!

Autorka na pewno potrafi zaciekawić czytelnika, choć powieść napisana jest według utartych schematów i nie ma w sobie zbyt wielu tajemnic. Może zabrakło mi jakiegoś spektakularnego dramatu, ale czasami dobrze przeczytać coś, co nie doprowadza do płaczu. Na pewno sięgnę po kontynuację, bo jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się dalsze losy tej dwójki. 

Sama książka naprawdę jest dobra. Podoba mi się to, że mamy rozdziały z punktu widzenia jednego i drugiego bohatera. Dawno nie przeczytałam tak szybko, żadnej książki, bo tylko w niecałe 4,5 godziny. Tak wciąga, że nie sposób wręcz się od niej oderwać.

Całą książkę czyta się z wielką przyjemnością również z tego powodu, że jest napisana w lekki i przyjemny sposób dla czytelników. Również sama akcja nie jest w żaden sposób naciągana, a dialogi pomiędzy dwójką naszych głównych postaci są naprawdę ciekawe. Mimo z nie jest to książka wysokich lotów w międzyczasie warto ja między swoimi zamierzonymi książkami, jakie się chce przeczytać, znaleźć miejsce właśnie dla tego tytułu.

Zdobyć Rosie jest najciekawszą książką autorki. Ogromnie podoba mi się wprowadzenie do książki postaci Ashtona i Anny, niezapominanie o nich. Dzięki temu zabiegowi mogłam spojrzeć na nich z innej perspektywy. Poza tym historia Rosie i Nate'a jest niesamowicie ciekawa, a tajemnice, które odkrywałam, wzbudzały moje zainteresowanie. Autorka kolejny raz pokazała, że potrafi pisać i tworzyć coraz ciekawsze historie. Zakończenie, które zafundowała, było ciekawe i oryginalne. Jeszcze nie spotkałam się z takim finałem. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom, a Was zachęcam do poznania książki.

Książka ma zmienną narrację i opowiedziana jest z perspektywy dwóch głównych bohaterów. Dzięki temu zabiegowi możemy bardziej poznać zarówno Rosie, jak i Nate'a, ich rozterki i emocje, które nimi targają. Książkę czyta się przyjemnie, szybko, bo pisana jest lekkim językiem. 

Czy książka mi się podobała? Jak najbardziej! Czy była lepsza od historii Anny i Ashtona? Niestety nie. Chociaż w sumie, nie wiem czy tak naprawdę niestety. „Nic do stracenia” to moja ulubiona powieść tej autorki i tak już raczej pozostanie. Anna i Ashton to postacie naprawdę mi bliskie i wiem, że do tej powieści wrócę, najlepiej w jakiś deszczowy, jesienny wieczór, kiedy nie będę miała dużo nauki. Lubiłam Nate’a w pierwotnej książce i tu też był świetnym bohaterem. Zabawny, sarkastyczny i pewny siebie przystojniak to to czego szukam w lekkich powieściach. Oprócz tego mieliśmy tu opisane kilka akcji jego jednostki co było niezłym smaczkiem powieści i nadawało jej klimatycznego wydźwięku przez co cała historia nie skupiała się tylko na romansie dwójki bohaterów. Rosie też okazała się postacią z charakterem, łatwo było ją polubić, choć czasem nie do końca rozumiałam jej działania. Nad czym ubolewam to to, że książka została podzielona na dwie osobne, a w wersji oryginalnej to jedna powieść. Pod koniec czułam niedosyt, ale to było na pewno właśnie tym spowodowane. Nie mogę się doczekać zakończenia, ponieważ sięgnęłam po tę książkę w idealnym czasie. Akurat potrzebowałam czegoś na rozluźnienie, czegoś przy czym będę się dobrze bawić, a właśnie to tu znalazłam. W końcu z czytania powinniśmy czerpać przyjemność, prawda? Zdecydowanie polecam tę część, jednak nie jest ona obowiązkowa na półce, mimo to jeśli tak jak ja lubicie książki tej autorki, a nie wiecie po co sięgnąć w te październikowe dni, a żadna powieść grozy Was nie kusi to pomyślcie o „Zdobyć Rosie” czy jakiejkolwiek książce tej autorki.

,,Zdobyć Rosie. Początek gry" to powieść na kilka wieczorów, gdzie będziecie potrzebowali chwili zapomnienia i relaksu. Pełna uroku, zabawna, wciągająca - historia Nate'a i Rosie sprawi, że będziecie chcieli więcej i zapomnicie, choć na chwilę o problemach. Jeśli szukacie lekkiej, przyjemnej lektury, która rozśmieszy was do łez oraz wywoła uśmiech na twarzy, a niekiedy zadziwi, to zakończcie swoje poszukiwania - ,,Zdobyć Rosie. Początek gry" idealnie wpasuje się w wasze gusta. Polecam!

"Zdobyć Rosie. Początek gry" to urocza, pełna uczuć, emocji oraz czułości książka. Uważam, że jest ona znakomitą odmianą po niewiele wnoszących erotykach, a przedstawiona historia to momentami wzruszający romans. I pomimo iż nie podbił mojego serca tak mocno, jak inny tytuł autorstwa Moseley, to muszę sięgnąć po drugi tom, aby poznać zakończenie love story Rosie i Nate'a.

Czy polecam? Oczywiście! Jeżeli lubicie romanse, które skłaniają do rozmyślań to książki Kirsty Moseley są dla was idealne. Zdobyć Rosie jest wspaniałą propozycją na długi jesienny wieczór spędzony z gorącą herbatą i kocem. Kto razem ze mną czeka na kontynuację?

"Zdobyć Rosie" jest to co prawda dopiero początek historii Nate'a i Rose, jednak mimo to przepełniona jest ona masą emocji. Przedstawia różne oblicza miłości, nieujarzmioną potrzebę bliskości, która potrafi zaślepić, naiwność, wiarę w puste słowa. Przede wszystkim ukazuje jednak, jak trudno jest zdobyć zaufanie drugiej osoby, i jak wiele czasami trzeba poświęcić dla jej dobra. Podsumowując jest to wciągający romans, który z pewnością zasługuje na uwagę, szczególnie, jeżeli tak jak ja jesteście fankami tego gatunku. Szczerze mówiąc już nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejny tom i poznam dalsze losy głównych bohaterów.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ