Thriller / Sensacja / Kryminał
Mroczna toń
KUP TERAZ

Mroczna toń

A.J. Banner
brak opinii
Liczba stron: 304
ISBN: 9788327629425
Premiera: 2017-04-12

Znam łacińską nazwę każdej rozgwiazdy, ale nie pamiętam własnego nazwiska. Wszystko jest dla mnie nowe, czuję się jak zafascynowane światem dziecko, a nie trzydziestoczteroletnia kobieta wracająca do zdrowia po urazie głowy. Podobno uczyłam na uniwersytecie w Seattle, ale nie pamiętam. Miałam życie. Teraz mam tylko tę wyspę, męża, który nie odstępuje mnie na krok i dziwny, powracający sen.

W rzadkich przebłyskach pamięci układam mozaikę ze wspomnień, która różni się od tego, co mówi Jacob. Coraz bardziej zdezorientowana krok po kroku docieram do prawdy, ale ktoś próbuje mi przeszkodzić. Muszę być szybsza.

W przestronnej łazience przeczesuję palcami włosy. Moja falowana grzywka rośnie w zawrotnym tempie. Ledwo rozpoznaję swoje zapadnięte policzki, smutny wyraz twarzy i bliznę na prawej skroni tuż nad brwiami. Dalej jestem jednak sobą. Moje cechy charakterystyczne się nie zmieniają: duże brązowe oczy, grube rzęsy, pełne usta i wystające kości policzkowe. Małe dołeczki na policzkach. Mój lewy siekacz jest ułamany. Jak to się stało?

I jak to się stało, że jestem w olbrzymiej łazience tego pięknego domu i mam tak troskliwego męża? Cztery lata temu byłam kobietą o złamanym sercu, którą dopiero co rzucił chłopak. Wynajmowałam pokój w wiecznie zimnym wiktoriańskim domku, a moja przyszłość była jedną wielką niewiadomą. Jeśli zamknę oczy, wciąż będę mogła usłyszeć drażniący hałas ulicy i pisk opon autobusu hamującego na rogu Drogi nr Siedemdziesiąt i Pięćdziesiątej Ulicy krzyżujących się z Brooklyn Avenue. Widzę kołdrę zmiętą na łóżku, światło bijące od wyświetlacza budzika, no i pamiętam swoją samotność, a także pragnienie, żeby wyrwać się poza granice miasta. Widzę ciemną łazienkę, powstającą na jej ścianach pleśń, potłuczone płytki i wannę na nóżkach. I widok na mikroskopijny ogródek oraz otaczające nas domy stłoczone jeden na drugim w naszej dzielnicy w Seattle. Czuję się, jakbym naprawdę była tam dosłownie kilka tygodni temu. Często wyobrażałam sobie przeprowadzkę z zatłoczonego miasta, ale nigdy nie przewidziałabym, że spotkam mężczyznę takiego jak Jacob. A tym bardziej że będę żyć razem z nim na tej smaganej wiatrem wyspie.

Dzień w dzień muszę przypominać sobie, że tamte lata dawno minęły. Czas płynął, a ja zakochałam się w Jacobie. Przyjechaliśmy na tę wyspę po długim czasie planowania i narad. Nasz związek ewoluował. Nic nie działo się nagle lub przez przypadek.

Mimo to nadal czekam, aż usłyszę zza ściany śmiech współlokatorki, znajdę jej ręcznik ciśnięty na podłogę czy biustonosz zwisający z klamki od drzwi. Zamiast tego stoję w wysprzątanej na błysk łazience, którą mam tylko dla siebie.

Na blacie ustawione w rządku: balsam do ciała, pasta do zębów, opakowania diazepamu, alprazolamu i zolpidemu. Dziwnie jest zażywać tyle leków. W przeszłości stroniłam nawet od proszków przeciwbólowych. Wystarczy, że spojrzę na tę baterię tabletek, i czuję się jak narkomanka. Zolpidem, czyli stilnox, ma pomóc na bezsenność.

W pewnym momencie zrezygnowałam z tej „pomocy”. Przestałam brać leki kilka dni temu. W moim organizmie nie krążą już substancje psychoaktywne i czuję, że mój umysł się oczyszcza.

Myję twarz, która w dotyku jest mi obca. Jakbym założyła maskę zrobioną ze skóry i kości. Myję zęby i czeszę grzebieniem splątane włosy. Każde pasemko jest o cztery lata starsze, niż pamiętam... A może moje włosy są zupełnie nowe? Może w tym czasie wypełniły swój sześcioletni cykl życia i po starych włosach nie ma śladu?

Które części mojego ciała się nie zmieniły? Białe krwinki żyją tylko kilka tygodni. Czerwone - kilka miesięcy. Ale komórki mózgowe żyją przez całe nasze życie. Kiedy neurony umierają, nigdy nie zostają zastąpione. Nie przypominam sobie, jak i gdzie się tego wszystkiego nauczyłam, ale wiem, że jestem już tylko cieniem dawnej siebie. Niczym widmo, niczym sen.

Nie potrafię przypomnieć sobie, jakie było moje miejsce w tym domu, ani nocy spędzonych z Jacobem w naszej sypialni z widokiem na ocean. Teraz śpię sama. Mój mąż został wygnany do pokoju gościnnego. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek wyglądała przez okna sypialni, nie pamiętam też malowania ścian na niebiesko-biało. W pokoju stoi regał z książkami i nowoczesna toaletka z lustrem. Na półkach książki, które odzwierciedlają mój zawód: Podstawy biologii morskiej, Wstęp do oceanografii i inne intrygujące tytuły: Dusza ośmiornicy, Spirala czasu: sekretne życie i ciekawe życie po śmierci muszli. Jest też segregatorz wydrukowaną etykietą: „Wykładowca Kyra Winthrop: Bezkręgowce strefy pływów”. Na kartkach w środku widzę notatki, które musiałam zrobić na wykłady. Napisane stanowczo, zupełnie inaczej niż piszę teraz, niepewną chwiejną dłonią.

Kiedyś taka nie byłam. Moja pewność siebie bije ze zdjęcia ślubnego, które stoi na półce. Tańczę z Jacobem na weselu, mój lśniący biały welon powiewa na wietrze. Jestem uśmiechnięta i absolutnie szczęśliwa. Jacob wygląda nieziemsko w skrojonym na miarę garniturze, z ostrymi rysami twarzy. Jesteśmy sobą zahipnotyzowani do tego stopnia, że robi mi się przykro. Musi być teraz samotny. Leży w pokoju gościnnym na końcu korytarza, licząc na to, że przyjdę do niego i położę się obok. Ale potrzebuję czasu, żeby poznać go na nowo. Jego i siebie samą.

Odwracam wzrok od zdjęcia i zaglądam do szuflad kredensu w poszukiwaniu pary wygodnych spodni dresowych. Nie poznaję swoich ubrań w stonowanych odcieniach różu, fioletu i granatu. Wyjmuję wyglądający nieznajomo szary sweter z kominem, jaki mogłaby nosić moja najlepsza przyjaciółka Linny Strabeck. Często chodziłyśmy razem na zakupy do sklepów z odzieżą vintage. Wyobrażam sobie, że zdejmuje sweter z wieszaka i przykłada go do mnie.

- Idealny - mówi w moich myślach. Zawsze miała smykałkę do mody.

Gdyby tylko Linny wróciła z Rosji. Przyleciała do mnie na tydzień, kiedy byłam w szpitalu, ale potem musiała wrócić do pracy. Ledwo pamiętam jej wizytę. Czuję, że wciąż potrzebuję jej wsparcia, jej wspomnień z ostatnich kilku lat. Ale ona realizuje swoją pasję. Prowadzi badania nad orkami, które pomogą ochronić ten zagrożony gatunek. Kiedy ma dostęp do komputera, wysyła mi mejle, ale zwięzłe wiadomości od Linny są niczym w porównaniu ze spotkaniem twarzą w twarz. Brakuje mi jej pełnych dramaturgii opowieści, impulsywnej natury i tendencji do wybierania mi ubrań na siłę.

Jestem pewna, że nie pochwaliłaby tych workowatych niebieskich spodni dresowych. To fakt, zwisają ze mnie luźno, ale są wygodne. A samo założenie ich to spory wysiłek – kiedy się ubieram, moje palce wciąż kiepsko radzą sobie ze sznurkami, guzikami i suwakami.

Z kieszeni spodni od piżamy wyjmuję wizytówkę i przejeżdżam palcami po wytłoczonych literach:

Sylvia LaCrosse, licencjonowana specjalistka socjalna.

Mieszka przy Waterfront Road 11, lokal B. Osiem kilometrów na południe stąd. Mogłabym pojechać tam rowerem.

Chowam wizytówkę pod koszulkę w górnej szufladzie i idę do salonu, który otwiera się na jadalnię i kuchnię. Pomieszczenia od podłóg aż po belki stropowe są wykończone w drewnie i kamieniu rzecznym. Z okien rozciąga się panoramiczny widok na zatokę i ocean. Wyobrażam sobie Jacoba jako dziecko, roześmianego, przy piecu z rodzicami, kiedy wnętrze domu wyglądało jeszcze zupełnie inaczej, stały w nim tylko najpotrzebniejsze meble i urządzony był w stylu późnych lat siedemdziesiątych. Jacob pewnie już jako dziecko był ładny i podbijał serca dorosłych. Możliwe, że już wtedy planował zostać tak bogaty jak ojciec, ale nie drogą dziedziczenia. Zawsze szczycił się tym, że sukces zawdzięcza tylko sobie.

Teraz jest w salonie i rozpala w piecu. Ogrzewamy dom drewnem. Założył skarpety i kapcie, a koszula nie wystaje mu już ze spodni. Starannie wybiera polana z kosza i układa je w idealny trójkąt.

Idę do kuchni, otwieram szafkę i wyjmuję kolorowy kubek ceramiczny, lekko spłaszczony z jednej strony, jakby omsknął się garncarzowi podczas pracy. Jacob twierdzi, że ja wybrałam te kubki, kiedy byliśmy na Fremont Sunday Market w Seattle. Chciałabym pamiętać wspólne włóczenie się po alejkach, kupowanie ceramiki czy miodu z lokalnych uli. Jacob dodaje do porannej kawy trzy łyżki miodu – to jedyna słodka „zbrodnia” tego, na co dzień obsesyjnie dbającego o zdrowie, człowieka.

Nalewam sobie kawę i siadam na kanapie po turecku, delektując się intensywnym smakiem świeżo zmielonych ziaren. Mocny aromat przepełnia mnie nostalgią za... no właśnie, za czym? Odpowiedź nie przychodzi.

– O czym rozmawiałyście z Nancy? – pyta Jacob, wkładając podpałkę do pieca.

– Opowiadała mi, że kiedyś uczyłam dzieci w szkole.

– To prawda, zdarzało ci się raz na jakiś czas poprowadzić lekcję.

– Chciałabym spróbować ponownie.

– Tylko uważaj na nią.

– Dlaczego? Wydaje się miła. Chociaż myślę, że mogła się w tobie podkochiwać, kiedy byliście dziećmi.

Na ułamek sekundy Jacob sztywnieje, po czym mówi:

– Znam ją od dawna. Czasami bywa dziwna...

– Co masz na myśli? Dlaczego „dziwna”?

– Ma skłonności do popadania w obsesję. Kiedyś nie mogła się oderwać od kostki Rubika, bawiła się nią bez przerwy. Potem przyszła kolej na lalki Cabbage Patch. Kiedy weszła w okres dojrzewania, zamieniła lalki na walkmana. I słuchała go dwadzieścia cztery godziny na dobę.

– Jacob, mieliście kiedyś romans? Ty i Nancy – pytam, popijając kawę, delektując się jej leciutko gorzkim smakiem.

– Byliśmy przyjaciółmi. Wydaje mi się, że był czas, kiedy chciała czegoś więcej, ale nigdy do niczego nie doszło.

– A ty? Byłeś w niej kiedyś zakochany?

Na chwilę podnosi wzrok i patrzy przez okno na sunące po niebie chmury.

– To miła dziewczyna, ale nie, nigdy nie byłem w niej zakochany. To było dawno temu. Od tamtej pory minęło wiele czasu, jesteśmy teraz dorośli, dojrzalsi.

– Wszyscy z wyjątkiem mnie – mówię. – Ja się cofam.

– Nieprawda. Powoli odzyskujesz zdrowie.

– Ale ciężko mi pogodzić się z tym, kim się stałam. Jestem tylko kobietą, która straciła pamięć. Muszę coś zrobić ze swoim życiem.

– Cały czas to robisz. Regenerujesz się.

– Ale za bardzo polegam na tobie.

– Ja nie mam nic przeciwko. – Zrywa się z kanapy i bierze z parapetu nikona. – Prawie bym zapomniał o zdjęciu dnia.

– A jakie było wczorajsze zdjęcie dnia?

– Naprawdę nie pamiętasz? - Na jego twarzy maluje się rozczarowanie.

Chowam twarz w dłoniach.

– Wczoraj rano zrobiłaś zdjęcie pokrojonego jajka na twardo na talerzu. Z solą i pieprzem.

Rozczarowanie powoli przechodzi w ulgę i wreszcie uśmiech.

– Wydrukowałem je.

Wyciągam ze stolika kawowego oprawiony materiałem album, jeden z wielu, jakie dla mnie zrobił. Ten jest jednak wyjątkowy, to pamiętnik z naszego poprzedniego pobytu na wyspie. Na okładce przykleił nasze zdjęcie. Siedzimy na plaży, nad nami widnieje napis:

Żyj, śmiej się, kochaj.

Otwieram album na pierwszej stronie i widzę sennie rozmyte czarno-białe zdjęcie, na którym czołgam się przez piasek, trzymając w dłoni idealny okaz zamkniętego małża, którego obie skorupki są nieuszkodzone. Uśmiecham się do aparatu, na policzkach mam rumieńce. Jacob zrobił to zdjęcie dzień po naszym przyjeździe, próbując odtworzyć jedną z chwil, które przeżyliśmy zeszłego lata:

- Zawsze cieszyłaś się, kiedy znajdowałaś nieuszkodzone muszle, bez żadnych brakujących fragmentów - powiedział wtedy. - Pamiętam, że kiedyś znalazłaś idealnego małża, o wiele większego niż ten. No trudno, ten będzie musiał nam wystarczyć.

Następne strony to migawki z przeszłości, próby rekreacji wspólnie przeżytych chwil. Na jednym zdjęciu nadziewam ravioli na widelec; kolejne to selfie, na którym uśmiechamy się, stojąc na leśnej ścieżce pod łączącymi się w łuku jodłami; na jeszcze następnym wiosłuję w dwuosobowym kajaku na spokojnych wodach Mystic Bay niedaleko od brzegu i śmieję się do Jacoba, który robi głupie miny. Wydrukował trzynaście zdjęć – po jednym na każdy dzień naszego pobytu tutaj. Każde ze zdjęć reprezentuje coś, co kiedyś robiliśmy razem i co sprawiało nam przyjemność. Na zrobionym wczoraj zdjęciu jajko jest pokrojone bardzo cienko. Uśmiecham się do Jacoba zza stołu, moje włosy odbijają blask wpadającego do środka wstającego słońca.

– Jak tym razem powinnam zapozować do zdjęcia? – Odkładam album na stolik.

Jacob staje plecami do okna.

– Nago?

– Nie ma takiej opcji – mówię, rumieniąc się. – Wymyśl coś innego.

– No dobrze. - Jacob uśmiecha się. - Przed wypadkiem każdego ranka po przebudzeniu wypijałaś szklankę jakiegoś napoju. Najczęściej była to herbata pomarańczowa z przyprawami korzennymi.

– Tym razem jest to kawa. – Unoszę demonstracyjnie kubek.

– Zawsze rano czytałaś gazetę.

Podnoszę leżącego na stoliku New Yorkera, wydanie o modzie, z zeszłej jesieni. Kładę magazyn na kolanach i otwieram go.

– Lubiłaś zaginać rogi kartek – mówi. – Właśnie tak. Ale nie siadałaś tak prosto i sztywno.

Patrzę na niego pytająco.

– Siedzę prosto i sztywno?

– Jesteś skrępowana, a byłaś beztroska. Kładłaś na oparciu kanapy kilka poduszek i leżałaś na niej rozpostarta. To bardziej w twoim stylu.

Beztroska… Czy kiedykolwiek jeszcze taka będę? Bardzo staram się zachować każdą taką chwilę w pamięci. Zapamiętać, gdzie stawiałam kubek, co ostatnio przeczytałam w książce, która leży na stoliku nocnym, i co jadłam na śniadanie. Odwracam się i kładę na kanapie, poprawiam poduszki pod głową.

– W ten sposób?

Jacob wygląda na zniecierpliwionego.

– Nie tak teatralnie.

– Nie potrafię inaczej. Nie mam pojęcia, kim byłam wcześniej.

– Po prostu się zrelaksuj. – Zaczyna robić zdjęcia. – Uśmiechnij się.

Wybucham śmiechem, po czym wyjaśniam:

– Wiem, że jestem skrępowana, ale nic na to nie poradzę, skoro cały czas robisz mi zdjęcia.

– Jesteś taka piękna – mówi, patrząc na mnie znad obiektywu.

– Jeśli to ma być gra wstępna, przyznaję, działa. – Czuję, że coraz bardziej się rumienię.

– Teraz jesteś zrelaksowana?

– Na pewno jest mi wygodnie – odpowiadam.

Podchodzi do mnie i wciska się na kanapę obok mnie. Trzymając aparat w górze, robi nam zdjęcie, jak leżymy obok siebie.

– Zgniatasz mnie – mówię rozchichotana.

– Taką mam właśnie taktykę.

Spycham go z kanapy i upada na podłogę. Robi mi zdjęcie pod kątem, jak się do niego śmieję.

- Chodź do mnie - mówi w mojej pamięci.

Leżał dokładnie w tym samym miejscu, tuż obok ciepłego pieca. Potknęłam się o pluszowy dywan i wpadłam prosto w jego ramiona. Wydaje mi się, że po chwili zdjęliśmy ubrania, ale nie mam pewności. Cokolwiek działo się potem i w kolejnych dniach, pozostaje dla mnie zagadką.

Powieść jest ciekawa, każda informacja podana podczas czytania staje się niepewna, każde słowo  czy czyn może się okazać kłamstwem. Ta książka to istny raj dla Sherlocka Holmesa, który słynął z rozwiązywania zagadek. Ta powieść to jedna wielka niewiadoma! Zapałałam sympatią do każdego małego szczególiku w tej historii. Polecam tą powieść każdemu, kto nie boi się chwycić po nieznane! 

(...) kobieta tracąca pamięć i odkrywająca swoją prawdziwą tożsamość i niejasną przeszłość to niezwykle ciekawy motyw, który w połączeniu z surowym nadmorskim klimatem i krajobrazem tworzy kompozycję niemal idealną. Jako thriller psychologiczny książka wypada bardzo dobrze i mogę ją zarekomendować każdemu, kto jest fanem gatunku i tajemniczego klimatu. 

Musze przyznać, że Banner od samego początku utrzymuje wysoki poziom powieści. Świetnie dawkuje napięcie i tajemnice jakie skrywa przed Kyrą jej mąż i otoczenie. Nie tylko kobieta przeżywa emocjonalny rollercoaster, bo i my przy okazji poznawania jej losów dążymy do tego by poznać prawdę, zobaczyć co będzie dalej, a raczej co było kiedyś. Niesamowita psychologiczna zagrywka. Dla mnie książka warta uwagi, bo czyta się szybko, przyjemnie i z zainteresowaniem. Polecam.

Podobał mi się styl prowadzenia narracji, niekiedy nadania jej formy zlewających się niejasnych i niejednoznacznych w odbiorze bieżących wydarzeń z postrzępionymi fragmentami wspomnień z przeszłości. Czasem na pierwszy rzut oka trudno było wyraźnie dostrzec, w której jednostce czasowej jesteśmy, ale dzięki temu zabiegowi wytworzył się frapujący i oryginalny efekt. (...) Zmierzając ku końcowi powieść nabiera szybszego tempa, pojawia się przyjemna i pożądana niecierpliwość czytelnicza, a finał przyjmuje sensacyjną i porywającą odsłonę. 

Autorka wodzi za nos i swoją bohaterkę i czytelnika. Trudno domyślić się prawdy, bo Kyra pamięta jedynie fragmenty określonych wydarzeń, a dodatkowo ktoś próbuje skutecznie jej przeszkodzić w odzyskaniu pamięci… Praktycznie do końca powieści nie wiemy, co tak naprawdę się stało z Kyrą przed wypadkiem. Mroczna toń to z pewnością jedna z lepszych książek, jeśli chodzi o thrillery psychologiczne, jakie czytałam w ostatnim czasie. Zakończenie mogłoby być ciut mocniejsze, ale patrząc na całą książkę i jej charakter, to niczego mu nie brakuje i doskonale wpisuje się w jej stylistykę.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Jest wciągająca, a główna bohaterka budzi sympatię. Odważnie stawia czoło kolejnym niebezpieczeństwom, a czytelnik zastanawia się jakie jeszcze informacje skrywa jej podświadomość. Polecam!

Powieść A.J. Banner jest zdecydowanie warta polecenia. Spójna fabuła, wartka akcja sprawiają, że trudno oderwać się od jej kartek. Intrygująca, ciekawa - Mroczna toń to powieść, obok której nie przejdziemy obojętnie.

Kryminał czyta się szybko, z zaciekawieniem, które coraz mocniej jest odczuwalne przez Czytelnika, kiedy do głównej bohaterki dociera fakt, że to, jak wygląda jej obecne życie niekoniecznie jest prawdziwe z tym, co podpowiada jej szwankująca pamięć. Początkowo niespecjalnie zaintrygowała mnie akcja oraz to, w jakim ona kierunku zmierza. Niemniej, gdzieś w połowie lektury moje zainteresowanie tematyką powoli rosło.

"Mroczna toń" to książka, którą czyta się bardzo szybko, wciąga do swojego świata, ciągle budując w czytelniku uczucie niepokoju. Mimo kilku niedopracowań, to zdecydowanie ciekawy thriller psychologiczny, jaki śmiało mogę polecić każdemu, kto ma ochotę na taki kawał literatury.

Uważam, że najlepszą recenzją dla książki, jest fakt, że pochłonęło się ją w zawrotnym tempie. Wtedy, gdy czytelnik odsuwa od siebie myśl, by przestać, by położyć się spać. Czytamy, czytamy, kolejne rozdziały przechodzą przez nasze palce. W tej książce wszystko się zgadza: jest napięcie, jest zagadka, świetnie wykreowane miejsce akcji, ciekawi bohaterowie. Czy można chcieć czegoś więcej? Nie sądzę.

Mroczna toń to naprawdę dobrze napisany thriller psychologiczny mroczny i wywołujący dreszcz emocji, w którym głównymi elementami są tajemniczość i podenerwowanie. A.J. Banner stworzyła oryginalną, niezwykłą powieść, która trzyma czytelnika w napięciu od pierwszych stron i tak jest do ostatniej kartki. Dajcie się wciągnąć w duszną i mroczną atmosferę historii stworzonej przez urodzoną w Indiach, a wychowaną w Ameryce Północnej pisarkę. Odwiedźcie wraz z bohaterami Mrocznej toni prawie odciętą od świata wyspę. Poczujcie towarzyszący w trakcie lektury jej klaustrofobiczny klimat. Polecam.

Akcja powieści dzieje się na odludnej, deszczowej wyspie na wybrzeżu. Odciętej od świata, połączenia telefoniczne i internetowe często zawodzą, tak jak prom, który łączy wyspę ze światem. Potęguje to wszystko atmosferę zagrożenia i strachu. Mogę „Mroczną toń" jak najbardziej polecić osobom lubiącym tajemnice i dreszczyk emocji. Książka w sam raz na zimny majowy wieczór.

Akcja rozwija się stopniowo, na początku bardzo wolno, aby za moment zbić czytelnika z tropu. Ostatnie 20 stron czytałam najszybciej jak mogłam, żeby w końcu dowiedzieć się, co się stało z głównymi bohaterami! A to jest ogromny atut kryminału. Każda książka z tego gatunku powinna wywoływać właśnie takie reakcje u czytelnika. Dlatego polecam Wam "Mroczną toń", ponieważ mimo kilku niedociągnięć (bardziej ze strony technicznej), kryminał ten na pewno Wam się spodoba. 

Akcja dzieje się w miarę powoli, dopiero końcówka zadaje cios. Klimat tej książki to właśnie takie wakacje na wyspie, spokój, cisza i powrót do zdrowia. Czyta się bardzo szybko, gdyż napisana jest prostym, czytelnym językiem. Ogólnie bardzo dobra. Polecam ją tym, którzy nie przepadają za mocną akcją w książkach.

W trakcie lektury pojawia się pytanie, do czego jest w stanie posunąć się ukochana osoba, by nas zatrzymać, a odpowiedź budzi w nas lęk. Autorka doskonale manipuluje czytelnikiem, umiejętnie buduje napięcie w taki sposób, że trudno jest zapanować nad ciekawością, trudno też odłożyć książkę przed zakończeniem lektury. A.J.Banner jest mistrzynią kreacji słowa i tworzenia bohaterów swoich powieści w takie sposób, że są oni pełni sprzeczności i budzą skrajne emocje. Podobnie zresztą jak książka, po zakończeniu której podejrzliwie będziemy traktować naszych partnerów, ale również nasze wspomnienia…

Ten thriller to naprawdę dobra opowieść. Łudzi i mami czytelnika, poddaje w wątpliwość wszystko, co zastajemy na jej stronach. Wszystko może być inne, niż wydaje. Moją szczególną uwagę, poza problemem amnezji, zwrócił jeszcze jeden wątek. Powieść opowiada również o obsesji i wpływie traumatycznych przeżyć na człowieka. Najbardziej przerażająca jest chyba skrupulatność w realizowaniu swoich celów, inteligentne szaleństwo, które pozwala osaczyć niepostrzeżenie swoją ofiarę. Paranoja drobiazgowo przemyślana, zaplanowana i nie pozwalająca na jakikolwiek sprzeciw. (...) Chciałabym Wam powiedzieć znacznie więcej o tej książce, bo jest wiele rzeczy, które mnie w niej ujęły, ale musiałabym zbyt dużo zdradzić Wam z jej treści. Dlatego powiem wyłącznie, że z całą pewnością jest to pozycja godna polecenia.

"Mroczna toń" ma wszystkie cechy, które thriller psychologiczny mieć powinien - jest mroczna, niepokojąca, pełna tajemnic i niedomówień, skupia się na psychice bohaterów i obsesji która może przerodzić się w przerażające działanie. Napięcie panujące podczas lektury nie pozwala oderwać się od książki aż do ostatnich stron.

Książka A.J. Banner wciąga od pierwszych stron i trzyma w napięciu do samego końca. Mnóstwo tu zawiłych sytuacji, niedomówień, wątpliwości, zagadek, których rozwiązanie znajdujemy dopiero na ostatnich kartkach. Polecam!

Książka od samego początku zaciekawia i wprowadza klimat pełen niedopowiedzeń, tajemnic i przysłowiowej „gęsiej skórki” już samym miejscem akcji, gdzieś daleko, daleko na wyspie. Jako thriller psychologiczny fabuła sprawdza się doskonale do tego stopnia, że ciężko odłożyć powieść choćby na chwilę. Pisarce udało się stworzyć oryginalną (w tym gatunku) powieść. I o dziwo jak rzadko dosłowne „opisy okoliczności przyrody” bardzo mi się podobały i sprawiły, że zatęskniłam za taką wyspą, aczkolwiek z doskonale funkcjonującą pamięcią jeśli już. Chętnie przeczytałabym coś jeszcze jej autorstwa.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ