Thriller / Sensacja / Kryminał
Ofiara
KUP TERAZ

Ofiara

brak opinii
Liczba stron: 528
ISBN: 9788327621689
Premiera: 2016-10-12

Wystarczyło kilka minut na miejscu zbrodni, by agent Will Trent zrozumiał, że poprowadzi jedną z najtrudniejszych spraw w swojej karierze.

Nie będzie łatwo ustalić, kto zabił Dale’a Hardinga. Harding, były policjant, hazardzista i agresywny pijak, miał tylu wrogów, że lista podejrzanych jest wyjątkowo długa.

Ciało Hardinga znaleziono w pustym budynku należącym do Marcusa Rippy’ego. Ten bogaty i popularny koszykarz został niedawno oskarżony o brutalny gwałt. Jednak prowadzone przez Willa śledztwo zakończyło się fiaskiem. Kilka łapówek wystarczyło, by Marcusa oczyszczono z zarzutów, a Will zyskał wpływowego wroga.

Dochodzenie ujawnia gęstą sieć powiązań miejscowej elity ze światem przestępczym. Śledczy mozolnie odnajdują kolejne fragmenty kryminalnej układanki, ale nie zawsze udaje im się dopasować je do całości. W dodatku wiele tropów prowadzi do mrocznej przeszłości Willa, której nigdy nie zamierzał ujawniać.

Karin Slaughter

Karin Slaughter to autorka thrillerów i kryminałów, które uzyskały status międzynarodowych bestsellerów i ukazały się w nakładzie ponad 35 milionów egzemplarzy. Poprzez swoje powieści walczy o prawo do głośnego mówienia o przemocy, której ofiarą każdego dnia padają tysiące kobiet na świecie.

Will Trent martwił się o psa. Betty była na zabiegu czyszczenia zębów, co wydawało się wyrzucaniem pieniędzy w błoto, ale kiedy weterynarz roztoczył wizję szkód, jakie może wyrządzić zwierzęciu brak odpowiedniej higieny uzębienia, Will był gotów sprzedać dom, byle tylko przedłużyć Betty życie o kilka bezcennych lat.

Najwyraźniej nie był jedynym idiotą w Atlancie, który zapewniał swojemu psu opiekę medyczną, o jakiej wielu Amerykanów mogło tylko pomarzyć. Spojrzał na ludzi stojących w kolejce pod drzwiami do Dutch Valley Animal Clinic. Krnąbrny dog niemiecki blokował wejście, podczas gdy właściciele kotów wymieniali porozumiewawcze spojrzenia. Will wyszedł na ulicę i otarł mokry kark. Nie wiedział, czy poci się z powodu sierpniowego upału, czy niepewności co do podjętej decyzji. Nigdy przedtem nie miał psa, nie odpowiadał za zdrowie i życie żadnego zwierzęcia. Przycisnął dłoń do klatki piersiowej. Ciągle czuł łomotanie serca Betty, gdy oddawał ją w ręce weterynarza.

Może powinien wrócić do środka i wyrwać ją z rąk oprawcy?

Z zamyślenia wyrwał go ostry dźwięk klaksonu. Przed oczyma śmignął mu czerwony mini cooper. Za kierownicą siedziała Faith Mitchell. Zawróciła i zatrzymała się tuż przy nim. Kiedy wyciągnął rękę w stronę klamki, przechyliła się i otworzyła mu drzwi.

– Szybko – rzuciła podniesionym głosem, by przekrzyczeć szum pracującej na pełnych obrotach klimatyzacji. – Amanda przysłała już dwa esemesy z pytaniem, gdzie się podziewamy.

Zawahał się na moment przed wejściem do małego autka. Służbowy samochód Faith, chevrolet suburban, był w warsztacie. Na tylnym siedzeniu mini coopera tkwił dziecięcy fotelik, pozostawiający Willowi zaledwie osiemdziesiąt centymetrów przestrzeni, w której musiał upchnąć swoje sto dziewięćdziesiąt centymetrów.

Telefon Faith rozbrzmiał sygnałem oznajmiającym nadejście kolejnego esemesa.

– Amanda – oznajmiła.

To imię zabrzmiało w jej ustach jak przekleństwo, zresztą tak brzmiało w ustach większości ludzi. Zastępczyni dyrektora Amanda Wagner była ich bezpośrednią przełożoną w Georgia Bureau of Investigation, w skrócie GBI, czyli w Biurze Śledczym Stanu Georgia, i słynęła z impulsywności.

Will rzucił marynarkę na tylne siedzenie, po czym złożył się jak scyzoryk, żeby wsiąść. Przechylił głowę, wykorzystując dodatkową przestrzeń powstałą dzięki szyberdachowi. Schowek wpijał mu się w piszczele. Kolana niemal dotykały twarzy. Gdyby mieli wypadek, koroner musiałby wyciągać mu nos z czaszki.

– Morderstwo – rzuciła Faith, nie czekając, aż Will zamknie drzwi. – Mężczyzna, pięćdziesiąt osiem lat.

– Super – odparł, ciesząc się ze śmierci bliźniego na tyle, na ile może się z niej cieszyć funkcjonariusz organu ochrony porządku publicznego. Usprawiedliwiało go to, że przez siedem ostatnich miesięcy byli zajęci z Faith syzyfową pracą. Ona została oddelegowana do specjalnego zespołu prowadzącego dochodzenie w sprawie oszustw egzaminacyjnych w szkołach publicznych w Atlancie, on tkwił po uszy w głośnej sprawie o gwałt.

– Oficer dyżurny odebrał zgłoszenie około piątej rano. Niezidentyfikowany mężczyzna poinformował o ciele leżącym w pobliżu opuszczonych magazynów w Chattahoochee. Mnóstwo krwi. Brak broni – Faith wyrzucała z siebie kolejne informacje. Stanęła na czerwonym świetle. – Nie podali przyczyny śmierci. Musi być paskudnie.

W aucie rozległ się brzęczyk. Will po omacku sięgnął po pas bezpieczeństwa.

– Dlaczego my mamy się tym zająć? – Jako pracownicy GBI nie mogli tak po prostu wkroczyć do akcji. Musieli mieć polecenie gubernatora albo zrobić to na prośbę miejscowych policjantów. Wydział policji w Atlancie co tydzień miał do czynienia z jakimś morderstwem i zazwyczaj nie prosił o pomoc, a już zwłaszcza policji stanowej.

– Ofiarą jest policjant. – Faith złapała pas bezpieczeństwa Willa i zapięła mu go jak dziecku. – Detektyw pierwszego stopnia Dale Harding. Słyszałeś o nim?

– Nie. A ty?

– Moja mama go znała, ale nigdy z nim nie pracowała. Zajmował się przestępstwami urzędniczymi. Odszedł ze służby z powodów zdrowotnych, potem zajął się ochroną osobistą. Głównie wykręcaniem rąk i łamaniem nóg. – Zanim Faith została partnerką Willa, przez piętnaście lat pracowała w policji w Atlancie. Jej matka przeszła na emeryturę w randze kapitana. Obie znały niemal wszystkich. – Mama uważa, że facet o takiej reputacji jak Harding wkurzył jakiegoś alfonsa albo nie spłacił na czas długu u bukmachera i dostał w łeb.

Samochód szarpnął, gdy Faith ruszyła po zmianie świateł. Will poczuł, jak rękojeść glocka dźga go w żebra. Starał się zmienić pozycję. Mimo działającej na pełnych obrotach klimatyzacji pot spływał mu po plecach i sprawił, że koszulka przykleiła się do oparcia, a skóra odchodziła płatami. Zegar na desce rozdzielczej wskazywał siódmą trzydzieści osiem. Will nawet nie chciał myśleć, jaki żar będzie w południe.

Telefon Faith rozbrzmiał sygnałem informującym o nowym esemesie. Potem drugi raz. I trzeci.

– Amanda – jęknęła Faith. – Dlaczego rozdziela zdania? Każde przysyła osobno. Wszystko wielkimi literami. To nie fair. – Trzymała kierownicę jedną ręką, drugą zaczęła odpisywać, co było niebezpieczne i sprzeczne z prawem, ale Faith zauważała łamanie prawa tylko u innych. – Jeszcze pięć minut, prawda?

– Raczej dziesięć przy takim natężeniu ruchu – odparł Will i chwycił kierownicę, żeby zapobiec wjechaniu na chodnik. – Gdzie dokładnie jest ten magazyn?

Faith przejrzała wcześniejsze wiadomości, po czym powiedziała:

– To teren budowy przy magazynach. Beacon trzysta osiemdziesiąt.

Will poczuł bolesny ucisk w szczęce. Ból rozlał się na szyję i kark.

– To nocny klub Marcusa Rippy’ego.

– Żartujesz sobie? – rzuciła zaskoczona Faith.

Will pokręcił głową. Kiedy chodziło o Marcusa Rippy’ego, nie miał ochoty na żarty. Facet był zawodowym koszykarzem oskarżonym o odurzenie i zgwałcenie studentki. Siedem minionych miesięcy Will poświęcił na zgromadzenie niepodważalnych dowodów przeciwko temu kłamliwemu draniowi, ale Rippy z setkami milionów dolarów na koncie mógł sobie pozwolić na opłacenie adwokatów, ekspertów, biegłych i dziennikarzy, którzy dopilnowali, by sprawa nigdy nie trafiła na wokandę.

– Co robi martwy ekspolicjant w klubie Marcusa Rippy’ego niecałe dwa tygodnie po uniknięciu sprawy o gwałt?

– Adwokaci Rippy’ego na pewno będą mieli dla nas wiarygodne wyjaśnienie.

– Jezu. – Faith odłożyła telefon do uchwytu na kubek i złapała kierownicę obiema rękami. Przez chwilę milczała, prawdopodobnie rozważając wszystkie możliwe scenariusze. Dale Harding był wprawdzie policjantem, ale złym. Gorzka prawda o morderstwach w wielkim mieście jest taka, że ofiary rzadko kiedy okazują się wzorowymi i prawomyślnymi obywatelami. Nie chodzi o ich obwinianie, ale miały skłonność do wkurzania alfonsów czy unikania spłaty długów, nic więc dziwnego, że w końcu padły ofiarą morderstwa.

To, że istniał jakiś związek między zabójstwem Dale’a Hardinga a Marcusem Rippym, zmieniało wszystko.

Faith zwolniła, ponieważ poranny ruch uliczny gęstniał z każdą chwilą.

– Wiem, że nie chciałeś rozmawiać o niepowodzeniu swojej sprawy, ale teraz musisz zdradzić coś więcej.

Will nadal nie chciał o tym rozmawiać. Przez ponad pięć godzin Rippy znęcał się nad ofiarą, bił ją i dusił. Stojąc przy jej szpitalnym łóżku trzy dni później, Will widział na jej szyi ciemne ślady po palcach Rippy’ego, które odpowiadały układowi jego dłoni na piłce. Dokumentacja medyczna mówiła też o sińcach w innych miejscach, ranach ciętych, ranach szarpanych, pęknięciu krocza, krwotoku, urazie zadanym tępym narzędziem. Kobieta mogła tylko szeptać, ale opowiedziała swoją historię i opowiadała ją każdemu, kto chciał jej słuchać, póki adwokaci Rippy’ego nie zamknęli jej ust.

– Will? – ponagliła go Faith.

– Zgwałcił kobietę. Zapłacił, żeby się z tego wywinąć. Zrobi to znowu. Pewnie robił to już wcześniej. I to się nie liczy, bo facet umie grać w kosza.

– Bardzo jesteś rozmowny. Dzięki.

Will poczuł intensywniejszy ból w szczęce.

– Nowy Rok. Dziesiąta rano. Nieprzytomną ofiarę znalazła w domu Marcusa Rippy’ego pomoc domowa. Kobieta wezwała szefa ochrony Rippy’ego, który zadzwonił do agenta Rippy’ego. Agent zadzwonił do prawników Rippy’ego, którzy w końcu wezwali prywatną karetkę, która zawiozła ją do szpitala Piedmont. Około ósmej rano, dwie godziny przed znalezieniem ofiary, prywatny odrzutowiec Rippy’ego wyleciał do Miami z nim i całą jego rodziną na pokładzie. Rippy twierdzi, że ten wyjazd był zaplanowany już dawno, ale plan lotu został wpisany zaledwie pół godziny przed startem. Rippy idzie w zaparte. Nie miał pojęcia, że ofiara jest w domu. Nigdy jej nie widział. Nigdy z nią nie rozmawiał. Nie znał jej imienia. Dzień wcześniej odbyło się u niego wielkie przyjęcie noworoczne. W rezydencji i na zewnątrz bawiło się dwieście osób.

– Na Facebooku był wpis…

– Na Instagramie – sprostował Will, który długie godziny spędził na przeglądaniu filmików nakręconych przez uczestników przyjęcia telefonami komórkowymi. – Jeden z gości wrzucił tam film, na których ofiara mamrocze coś pod nosem, a potem wymiotuje do kubełka z lodem. Ludzie Rippy’ego zlecili badanie toksykologiczne. Wykazało obecność trawki, amfetaminy i alkoholu we krwi.

– Mówiłeś, że przywieźli ją do szpitala nieprzytomną. Wyraziła zgodę na udostępnienie wyników badania ludziom Rippy’ego?

Will potrząsnął głową. To i tak nie miało znaczenia. Ekipa Rippy’ego opłaciła kogoś ze szpitalnego laboratorium i wyniki badania krwi wyciekły do prasy.

– Musisz przyznać, że facet ma nazwisko świetnie pasujące do tej sprawy. – Faith wykrzywiła usta. – Dom jest pewnie wielki, co?

– Prawie tysiąc pięćset metrów kwadratowych. – Po wielu godzinach przesiadywania nad planami rezydencji Will znał topografię na pamięć. – Ma kształt końskiej podkowy. Pośrodku jest basen. Rodzina mieszka w głównej części, w zagięciu podkowy. W obu skrzydłach mieszczą się apartamenty dla gości, salon do manikiuru, sala do koszykówki, pokój do masażu, siłownia, sala kinowa, pokój zabaw dla dwójki dzieci. Wszystko, o czym zamarzysz.

– Logicznie rzecz biorąc, jeśli coś złego stałoby się w jednej części domu, w drugiej nikt by się nawet nie zorientował.

– Dwieście osób się nie zorientowało? Do tego dochodzą jeszcze pokojówki i lokaje, kamerdynerzy, kelnerzy, kucharze, barmani, asystenci i kogo tam jeszcze licho nadało. – Will odbył dwugodzinną wędrówkę po posiadłości Rippy’ego w towarzystwie szefa ochrony. Na zewnątrz liczne kamery rozmieszczono tak, by nigdzie nie było martwych punktów. Czujniki ruchu wykrywały wszystko, co było cięższe od liścia spadającego na ziemię w ogrodzie. Nikt nie mógł niepostrzeżenie wejść na teren rezydencji ani jej opuścić.

Z wyjątkiem tamtej nocy. Właśnie wtedy rozpętała się burza i światło gasło raz po raz. Rezydencja dysponowała najnowocześniejszymi generatorami, ale z jakiegoś powodu zewnętrzny rejestrator DVR, który nagrywał obraz z kamer monitoringu, nie był podłączony do sieci zasilania awaryjnego.

– Oglądałam wiadomości. Ludzie Rippy’ego twierdzili, że to stuknięta naciągaczka.

– Zaproponowali jej pieniądze, ale odmówiła.

– Może chciała podbić stawkę. – Faith zabębniła palcami w kierownicę. – Czy to możliwe, żeby sama sobie zadała te rany?

Taką wersję przedstawiali adwokaci Rippy’ego. Znaleźli nawet eksperta gotowego zeznać w sądzie, że ogromne ślady palców na szyi, plecach i udach powstały na skutek jej rozmyślnego działania.

– Miała sińca między łopatkami. Wyraźny odcisk pięści. Wielkiej pięści. Widać było ślady palców. Takie same jak na szyi. Ciężkie stłuczenie w okolicy wątroby. Lekarze kazali jej leżeć przez dwa tygodnie.

– Znaleziono prezerwatywę z nasieniem Rippy’ego…

– W łazience w holu. Żona twierdzi, że tego wieczoru uprawiali seks.

– I zostawił zużytą gumkę w łazience dla gości, nie w swojej? – Faith zmarszczyła czoło. – Czy na prezerwatywie znaleźliście DNA żony?

– Prezerwatywa leżała na wyłożonej płytkami podłodze, która została umyta płynem z dodatkiem wybielacza. Niczego już byśmy nie znaleźli.

– Jakieś ślady DNA na ciele ofiary?

– Niezidentyfikowane żeńskie DNA, prawdopodobnie przyniesione z akademika, w którym mieszka.

– Powiedziała, kto ją zaprosił na imprezę?

– Przyszła z koleżankami z college’u. Żadna nie pamięta, kto dostał zaproszenie. Żadna nie znała Rippy’ego osobiście, a przynajmniej żadna się do tego nie przyznała. I wszystkie cztery natychmiast odcięły się od ofiary, kiedy zapukałem do ich drzwi.

– Czy ofiara zidentyfikowała Rippy’ego?

– Stała w kolejce do łazienki. To było po tym, jak zwymiotowała do wiaderka z lodem. Twierdzi, że wypiła tylko jednego drinka, po którym zrobiło jej się niedobrze. Miała wrażenie, że coś jest nie tak. Rippy podszedł do niej. Od razu go poznała. Był miły, powiedział, że w skrzydle dla gości jest druga łazienka. Poszła za nim. Szli długo. Kręciło jej się w głowie. On ją objął i pomagał zachować równowagę. Zaprowadził ją do apartamentu dla gości na samym końcu korytarza. Poszła do toalety. Kiedy z niej wyszła, siedział nagi na łóżku.

– A potem?

– Następnego dnia ocknęła się w szpitalu. Miała poważne wstrząśnienie mózgu od ciosu albo uderzenia w głowę. Była wielokrotnie podduszana, kilka razy straciła przytomność. Lekarza sądzą, że może nigdy nie przypomnieć sobie szczegółów tamtej nocy.

– Hm.

Will poczuł ładunek sceptycyzmu zawarty w tym mruknięciu.

– Gdzie jest łazienka, w której znaleziono prezerwatywę?

– Dzieli ją sześcioro drzwi od apartamentu dla gości. Mijali ją w drodze tam, a Rippy mijał je, wracając na przyjęcie – wyjaśnił Will – Na nagraniach zrobionych telefonami widać, jak raz po raz przyłącza się do zabawy. Podchodził do różnych ludzi, żeby zapewnić sobie alibi. Poza tym połowa jego drużyny stanęła za nim murem. Jameel Gordon, Andre Dupree, Reuben Figaroa. Dzień po napaści zjawili się na komisariacie w towarzystwie adwokatów i zgodnie powtórzyli tę samą historyjkę. Kiedy sprawę przejęło GBI, żaden z nich nie wyraził zgody na ponowne przesłuchanie.

– Typowe – skwitowała Faith. – A Rippy pewnie utrzymuje, że to się wcale nie zdarzyło, a on sam nie widział ofiary na przyjęciu?

– Bingo.

– Żona go broni?

– Wręcz wrzeszczy. – LaDonna Rippy chodziła po stacjach telewizyjnych i gardłowała w obronie męża w każdym talk-show i programie informacyjnym, którego gospodarz zechciał ją zaprosić. – Potwierdziła wszystko, co mówił jej mąż, łącznie z tym, że nie widziała ofiary na przyjęciu.

– Hm. – To chrząknięcie Faith wyrażało jeszcze większy sceptycyzm.

– Wszyscy, którzy widzieli tej nocy ofiarę, zeznali, że była pijana i kleiła się do każdego napotkanego koszykarza. Co ma sens, jeśli zestawić filmik, na którym rzyga do kubełka, z wynikami badań toksykologicznych. A potem czytasz raport, wiesz, że ofiara została brutalnie zgwałcona i pamięta, jak Rippy siedział goły na łóżku, kiedy ona wyszła z łazienki.

– Adwokat diabła?- Will skinął głową, wiedząc, co nastąpi, a ona mówiła dalej: – Rozumiem, czemu nie stanął przed sądem. Jego słowo przeciwko jej słowu. Rippy korzysta z wątpliwości działających na jego korzyść. Tak działa konstytucja. Niewinny póki… i tak dalej, i tak dalej. Nie zapominaj, że gość jest obrzydliwie bogaty. Gdyby mieszkał w przyczepie kempingowej, adwokat z urzędu załatwiłby mu fikcyjny wyrok pięciu lat więzienia, byle tylko nie znalazł się w rejestrze przestępców seksualnych. Taka jest prawda.

Will milczał, nie mając nic do dodania.

Faith zacisnęła dłonie na kierownicy.

– Nienawidzę spraw o gwałt. W procesie o morderstwo przysięgli nie pytają, czy ofiara naprawdę została zamordowana, czy może kłamie, żeby zwrócić na siebie uwagę. Poza tym co robiła w tej części miasta? Dlaczego piła? A co z pozostałymi mordercami, z którymi się spotykała?

– Ona nie budziła sympatii. – Will nie potrafił pogodzić się z tym, że to w ogóle miało jakiekolwiek znaczenie. – Jej rodzina jest w rozsypce. Samotna matka narkomanka, ojciec nieznany. W średniej szkole samookaleczała się, miała kłopoty z narkotykami. Dostała warunkową zgodę na pozostanie w college’u. Randkowała na potęgę, spędzała mnóstwo czasu na Tinderze i OkCupid jak wszyscy jej rówieśnicy. Ludzie Rippy’ego dotarli do informacji, że parę lat temu miała aborcję. W gruncie rzeczy sama podała im na tacy taktykę obrony.

– Granica oddzielająca dobrą dziewczynę od złej jest bardzo cienka, a kiedy ją przekroczysz…

„Ofiara” to naprawdę intrygująca pozycja. To złożona i konkretna powieść, nieco mroczna, chwilami brutalna, ze świetnym podłożem psychologicznym. Dodatkowe wątki tylko urozmaicają fabułę, nie zaburzając rytmu prowadzonego śledztwa. To istna gratka nie tylko dla fanów autorki, ale dla wszystkich, którzy kochają złożone thrillery, bardzo życiowe, dopracowane i zapadające w pamięć. Polubiłam pomysłowość i styl Karin Slaughter, więc z pewnością w wolnej chwili sięgnę po jej kolejne powieści, a Was szczerze zachęcam do zapoznania się z jej twórczością, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście! 

Slaugher bez taryfy ulgowej pokazuje oblicza zła w jego najczystszej postaci. Tu nic nie jest oczywiste, pewne, a już na pewno nie sprawiedliwe, bo - jak dowodzi autorka - światem rządzą ciemne, ludzkie instynkty. A każdy kat był kiedyś czyjąś ofiarą. Kolejny raz Karin Slaughet nie zawiodła mnie - było inteligentnie, zaskakująco, ze znakomitym tłem psychologicznym. Dobry, wysoki poziom.

Autorka potrafi grać na emocjach czytelników i stworzyła wielobarwne postaci które albo się kocha albo nienawidzi. Mimo wartkiej akcji, przedstawiła niesamowitą złożoność ludzkiej duszy. Wykreowała bohaterów nietuzinkowych, pełnych uczuć, ambicji i celów do których dążą za wszelką cenę. Karin Slaughter zna się na ludziach, emocjach i psychologii. Wie jak pokierować akcją, by czytelnik nie mógł wysiedzieć na miejscu. Podkłada mylne tropy, gubi wątki i kształtuje rzeczywistość w taki sposób, że niby coś wiemy, a tak naprawdę nie wiemy nic. Książka wciąga, że nie można się od niej oderwać. Zdarzało mi się przeskakiwać stronę czy dwie do przodu tylko dlatego, bo już nie mogłam się powstrzymać i musiałam wiedzieć co dalej.

Świat w powieści Ofiara jest brudny, lepki i łatwy do przekupienia. Rządzi nim pieniądz i wielka władza. Źli myślą, że wszystko można kupić a pokrzywdzeni dobrowolnie na to się zgadzają. Tytuł książki to strzał w dziesiątkę. Od różnorakich poszkodowanych ta powieść aż kipi począwszy od ofiar przemocy domowej, poprzez ofiary własnej przeszłości a na morderstwie i prostytucji kończąc. Jeżeli szukacie czegoś na prezent dla bliskiej osoby, która lubi kryminały i thrillery to szczerze polecam tą pozycję. Mimo nieznajomości poprzednich tomów, „Ofiarę” czytało mi się fantastycznie czego się prawdę mówiąc nie spodziewałam.

Co dobrego ma do zaoferowania? Na pewno ciekawą intrygę. Może nie odkrywczą, ani wymykającą się schematom, ale sprawnie poprowadzoną i dobrze zaprezentowaną. Podobnie jest z bohaterami, którzy wpisują się przecież w jasno ustalone ramy gatunkowe (mroczna przeszłość, kłopoty etc.), ale wciąż czyta się o nich przyjemnie. I bardzo udany jest także styl. Bo lekki, bo szybki w odbiorze, typowo amerykański i płynny. Coś, co w sam raz pasuje do rozrywkowej literatury środka, od której oczekuje się kilku niezobowiązująco spędzonych wieczorów. Podsumowując, każdy kto lubi thrillery będzie bawił się dobrze. „Ofiara” nie jest może najwyższym dokonaniem Karin Slaughter, ale na pewno nie zawodzi. Polecam zatem.

Ofiara to bardzo dobry, wciągający thriller, który spodoba się zarówno fanom gatunku, jak i początkującym znawcom. Trzyma w napięciu, skrywa tajemnice i przenosi do świata przestępy. Choć to ósmy tom serii, nic nie stoi na przeszkodzie, by zaczytać się w wyrwanej ze środka części. Z wielką przyjemnością sięgnę po kolejne książki autorki. Polecam!

,,Ofiara" to ostry thriller z dużą dawką przemocy, który ciągle zwodzi i zaskakuje, gdy już się wydaje, że wytypowaliśmy mordercę. Szybka akcja, barwni bohaterowie i doskonałe tło społeczne to, to co mnie do książek Karin Slaughter przyciąga. Polecam

Ofiara to dobra propozycja dla osób szukających książki wpisującej się idealnie w założenia gatunku, jakim jest thriller z wątkiem psychologicznym. Jest tutaj wiele codziennej brutalności, jaką spotyka się na ulicach wielkich, amerykańskich miast, ciekawa intryga i dobrze poprowadzeni bohaterowie.

Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Karin Slaughter i od razu bardzo udane. Świetnie skonstruowana i pomysłowa fabuła obfituje w liczne zagadki i mroczne tajemnice, które wraz z bohaterami będziemy odkrywać. Czasy współczesne przeplatane są z różnymi wydarzeniami z przeszłości, ale jest to zrobione umiejętnie, uporządkowane i przyjemne w odbiorze, więc nie ma się poczucia chaosu. Autorce udało się stworzyć atmosferę pełną napięcia i oczekiwania. Język jest niezwykle żywy, plastyczny, dialogi ciekawe a styl lekki, więc książkę czyta się szybko i z dużą łatwością. Wszystko opisane barwnie i z rozmachem.

Książka trzyma w napięciu do ostatnich stron. Wątek kryminalno-sensacyjny jest doskonale zbudowany. Postacie są żywe, bardzo wyraziste, wielowymiarowe. Każdy bohater skrywa jakieś tajemnice, a przeszłość odciska piętno na jego życiu. Polecam!!!

"Ofiara" to świetny thriller, która wciąga, ciekawi i niejednokrotnie zaskakuje. Nie ukrywam, że cały czas nie mogę rozszyfrować uczuć jakimi darzę głównego bohatera, ponieważ swoją zachowawczością (uargumentowaną jednak przez autorkę jego trudną przeszłością) czasami mnie od siebie odrzuca. (...) "Ofiara" stanowi tak dobrą rozrywkę, że jestem pewna, że będę kontynuowała przygodę z thrillerami Slaughter - książkami lekkimi, ale jednak zawierającymi ciekawe wątki kryminalne i obyczajowe.

jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem, ponieważ jest to pierwsze spotkanie z ta pisarką, a jestem dosłownie oczarowana. Moja ciekawość sięgała zenitu w pewnych momentach, moja złość ukazywała się w zaróżowionych policzkach, a zdziwienie było bardzo widoczne na mojej twarzy poprzez robienie wielkich oczu lub delikatnie rozdziawianych ust. Jest to jeden z najlepszych kryminałów, jakie w życiu czytałam (...) Nie spodziewałam się aż tak udanej lektury i cóż, mimo, że nie mam całej serii to cieszę się, że akurat ten tom jest na mojej prywatnej półce. Dlatego tez polecam ją wszystkim zaciekawionym samą powieścią, czy tez pisarką. Jeśli lubicie kryminały, thrillery - ta powieść jest idealna. Świetna cegiełka, na której nie powinniście się zawieść.

Na pewno pozycja zalicza się do jednej z brutalniejszych , więc nie da się jej polecić każdemu, ale jeśli przemoc jest tym czym lubisz to polubisz także twórczość Slaughter. Ja jestem zadowolona i jeśli czas pozwoli to nadrobię cały cykl z Willem Trentem oraz inne książki Karin.

„Ofiara” to trzymający w napięciu thriller, który z pewnością zapamiętam na długo. Jeżeli czytaliście wcześniejsze książki z Willem Trentem, z pewnością musicie sięgnąć po tę pozycję. Jeśli nie, nic nie szkodzi. Gwarantuję Wam ogromną dawkę emocji, akcję, która nie pozostawia miejsca na nudę i doskonale wykreowanych bohaterów. 

"Ofiara" to powieść wyjątkowo brutalna poruszająca nie tylko problem morderstwa, to początek góry lodowej, który porusza prawdziwą lawinę przestępczości. Przemoc domowa, narkomania, dziecięca pornografia i prostytucja, niebezpieczne i krwawe zabawy elity, której wszystko uchodzi na sucho, stalking, nękanie, psychiczne uzależnienie od drugiego człowieka, który potrafi jedynie niszczyć. Wachlarz problemów poruszanych przez autorkę jest naprawdę szeroki. Nie jest to typowy thriller, którego jedynym zadaniem jest nieść rozrywkę. Jest to powieść, która zapada w pamięci na długo i prowokuje do przemyśleń zwłaszcza na temat destrukcyjnego działania egoistycznych manipulatorów i spustoszenia jakie sieją w psychice swoich ofiar.

Właśnie takie ambitne i zajmujące kryminały z domieszką elementów dobrego thrillera lubię czytać najbardziej, z głęboką analizą zachowań głównych bohaterów, zajmującymi profilami czarnych charakterów, gdzie oprócz miejsca na dynamiczną akcję i intrygujące wątki, znajdzie się jeszcze przestrzeń dla psychologicznych rozważań. Powieść pochłania i pozostawia z poczuciem sporej satysfakcji czytelniczej, świetnie można się przy niej zrelaksować, zgrabnie napisana, ciekawie prowadzona, z wyczuciem budująca napięcie. (...) jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to polecam także inną książkę tej autorki - "Moje śliczne", porcję wyśmienitej sensacji, która również zrobiła na mnie duże wrażenie.

Jedyne "ale", jakie mogę mieć do tej książki, to fakt, że bohaterowie są trochę schematyczni. Mają mroczną przeszłość i ich życie nie jest usłane różami. Jestem jednak w stanie przymknąć na to oko, gdyż Ofiarę połyka się niemal w całości. W trakcie lektury siedziałam napięta jak struna i z niecierpliwością czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. To kawał dobrego thrillera. Mam nadzieję, że autorka będzie w stanie utrzymać dobrą formę, gdyż jestem głodna kolejnych wrażeń.

Jeśli jeszcze nie czytaliście żadnej z książek tej autorki, to śmiało mogę Wam polecić Ofiarę jako idealną książkę na rozpoczęcie swojej przygody z Karin Slaughter, bo myślę, że naprawdę warto zapoznać się z jej twórczością. Ja ze zniecierpliwieniem czekam na kolejne jej książki.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Karin Slaughter uważam za niezwykle udane. Książkę mogę polecić nie tylko osobom, takim jak ja, które wcześniej nie miały styczności z autorką, ale również tym, którzy są jej wiernymi fanami. Nie mogę co prawda porównać tej książki do innych, ale jestem przekonana, że skoro ósmy tom jest tak dobry, poprzednie mogą być jedynie lepsze. Tak więc polecam gorąco wielbicielom mocnych przeżyć.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ