Powieść obyczajowa
Załącznik
KUP TERAZ

Załącznik

brak opinii
Liczba stron: 416
ISBN: 9788327620682
Premiera: 2016-09-14

Lincoln O’Neill nie może uwierzyć, że jego praca polega na czytaniu cudzych e-maili. Zgłaszając się na stanowisko „administratora bezpieczeństwa danych”, wyobrażał sobie, że będzie budował systemy zabezpieczeń i odpierał ataki hackerów – a nie pisał raport za każdym razem, gdy dziennikarz działu sportowego prześle koledze sprośny dowcip.

            Natrafiwszy na e-maile Beth i Jennifer, wie, że powinien wysłać im upomnienie. Ale ich pokręcona korespondencja na temat spraw osobistych bawi go i wciąga.

            Kiedy sobie uświadamia, że zakochał się w Beth, jest już za późno, żeby tak po prostu nawiązać z nią znajomość.

            Co miałby jej powiedzieć...?

         „To ja jestem tym facetem, który czyta twoje e-maile… i kocham cię?” 

Rainbow Rowell

Rainbow Rowell pisze powieści dla młodzieży i dla dorosłych. Absolwentka Uniwersytetu Nebraska, swoją karierę literacką zaczynała w redakcji gazety „Omaha World-Herald”, gdzie miała własną kolumnę. W czasie wolnym od pisania czyta komiksy i planuje wycieczki do krainy Disneya. Mieszka z mężem i dwoma synami w Nebrasce. Jej powieści „Fangirl” oraz „Eleonora i park” podbiły serca młodych czytelników w Polsce i na świecie.

Jeśli miał być szczery – wobec siebie – Lincoln nigdy nie odpowiedziałby na ogłoszenie o pracę, które by brzmiało: „Zatrudnimy osobę do czytania cudzych e-maili. Praca na drugą zmianę”.

Ogłoszenie w „Courierze” głosiło: „Pełen etat na stanowisku administratora bezpieczeństwa informatycznego. Świadczenia emerytalne i rentowe, opieka zdrowotna i stomatologiczna”.

Administrator bezpieczeństwa informatycznego. Lincoln już wyobrażał sobie, jak tworzy zapory sieciowe i chroni dane gazety przed niebezpiecznymi hakerami – a nie wysyła upomnienia za każdym razem, gdy ktoś z księgowości prześle sprośny dowcip koledze w sąsiednim boksie.

„Courier” był chyba ostatnią gazetą w Ameryce, która umożliwiła dziennikarzom dostęp do Internetu. Przynajmniej tak mówił Greg. Greg był szefem Lincolna, głową działu IT. Pamiętał jeszcze czasy, kiedy dziennikarze posługiwali się elektrycznymi maszynami do pisania.

– Pamiętam – powiedział – bo to nie było tak dawno temu… w dziewięćdziesiątym drugim. Musieliśmy przejść na komputery, ponieważ nigdzie już nie mogliśmy zamówić taśm do maszyn, i wcale nie żartuję.

Podłączenie do sieci bardzo nie podobało się kierownictwu, opowiadał Greg. Z punktu widzenia wydawcy dostęp do Internetu pozwalał podwładnym pracować, jeśli mieli ochotę, a jeśli nie mieli, oglądać pornosy.

Jednak brak dostępu do Internetu powoli stawał się śmieszny.

Kiedy przed rokiem gazeta uruchomiła stronę internetową, dziennikarze nie mogli nawet przeczytać on-line swoich artykułów. No i w tych czasach czytelnicy chcieli mieć z wydawcą kontakt e-mailowy, zarówno trzecioklasiści, jak i weterani drugiej wojny światowej.

Kiedy Lincoln podjął pracę w „Courierze”, eksperyment z Internetem wchodził w trzeci miesiąc. Wszyscy pracownicy gazety korzystali już z poczty elektronicznej. Dostęp do sieci miał każdy z działu newsów.

Zdaniem Grega wszystko szło jak po maśle.

Zdaniem kierownictwa natomiast panowało ogólne rozprężenie.

Ludzie robili zakupy w Internecie i plotkowali, udzielali się na forach dyskusyjnych i zapisywali do fikcyjnych lig futbolowych. Uprawiali hazard. I robili inne brzydkie rzeczy.

– Co wcale nie jest takie złe – sprzeciwiał się Greg. – Pomaga wyeliminować zboków.

Według szefów Grega największą wadą Internetu było to, że nie dało się teraz odróżnić tych, którzy pilnie pracowali, od tych, którzy rozwiązywali w sieci test osobowościowy „Jaką jestem rasą psa?”.

I stąd wziął się… Lincoln.

Pierwszego wieczoru w pracy pomagał Gregowi zainstalować nowy program o nazwie WebShark. WebShark miał monitorować wszystkie działania pracowników w Internecie i Intranecie. Każdy e-mail, który wysyłali albo odbierali. Każdą stronę, na którą wchodzi. Każde słowo, które napisali.

A WebSharka miał monitorować Lincoln.

Mailowe filtry zdefiniował jakiś zboczeniec (być może Greg). Stworzył bowiem pokaźną listę podejrzanych słów. Zawierała wulgaryzmy, obelgi rasistowskie, nazwiska szefów, takie wyrazy jak „poufny”, „tajny” czy „pilny”.

Właśnie ten ostatni, „pilny”, sparaliżował działanie całej sieci już w pierwszej godzinie pracy WebSharka; spowodował wstrzymanie większości e-maili, które wychodziły z działu ogłoszeń i do niego przychodziły.

WebShark znakował także większe załączniki, podejrzanie długie wiadomości, dziwnie częste wiadomości… Do zabezpieczonej skrzynki trafiały codziennie setki potencjalnie niebezpiecznych e-maili i Lincoln miał za zadanie kontrolować je wszystkie. To oznaczało czytanie każdego z osobna, więc czytał. Ale zdecydowanie mu się to nie podobało.

Nie mógł się przyznać przed matką, ale rzeczywiście to, co robił, wydawało mu się niewłaściwe jak podsłuchiwanie. Może gdyby należał do tych, którzy lubią takie rzeczy… Jego dziewczyna, była dziewczyna, Sam, zawsze zaglądała do cudzych szafek z lekami.

– Syrop na kaszel – donosiła potem w samochodzie w drodze do domu. – I zwykłe plastry. I coś, co wyglądało jak wyciskarka do czosnku.

Lincoln nie lubił nawet korzystać z cudzych łazienek.

Jeśli przyłapał kogoś w redakcji na łamaniu przepisów bezpieczeństwa, musiał dopełnić skomplikowanej procedury. Jednak w większości przypadków wystarczyło tylko pisemne upomnienie i winni w przyszłości wystrzegali się podobnych wykroczeń.

Pierwsza fala upomnień okazała się nawet tak skuteczna, że Lincoln wkrótce nie miał nic do roboty. WebShark wprawdzie znakował kilkadziesiąt e-maili dziennie, ale były to przeważnie fałszywe alarmy. Greg wyraźnie się nie przejmował.

– Spokojna głowa – powiedział do Lincolna w dniu, w którym WebShark nie wyłapał ani jednego e-maila, który faktycznie stanowiłby naruszenie zasad bezpieczeństwa. – Nie zwolnią cię. Ci na górze są zachwyceni tym, co robisz.

– Ale ja nic nie robię – zauważył Lincoln.

– Robisz dużo. Czytasz ich e-maile. Wszyscy się ciebie boją.

– Kto się boi? Jacy „wszyscy”?

– Wszyscy, czyli każdy z osobna. Chyba żartujesz, w całym budynku nie mówi się o nikim innym, jak tylko o tobie.

– To nie mnie się boją. Boją się, że zostaną złapani.

– Złapani przez ciebie. Wiedzą, że co wieczór przetrząsasz ich skrzynki, i już sama tego świadomość powstrzymuje ich przed łamaniem przepisów.

– Ja niczego nie przetrząsam.

– Ale mógłbyś – odparł Greg.

– Mógłbym?

Greg wrócił do pracy, czegoś w rodzaju sekcji zwłok laptopa.

– Słuchaj, Lincoln, już ci mówiłem. I tak ktoś musi być tu w nocy. Odbierać telefony i mówić: „Tu pomoc informatyczna”. Wiem, że siedzisz bezczynnie. Wiem, że masz za mało pracy. To nieważne. Rozwiązuj krzyżówki. Ucz się języka obcego. Mieliśmy w dziale dziewczynę, która szydełkowała…

Lincoln nie umiał szydełkować, ale czytał gazetę. Przynosił z domu komiksy, czasopisma i powieści w wydaniach kieszonkowych. A czasami dzwonił do siostry, jeśli nie było za późno, a on czuł się samotny.

Przeważnie jednak surfował po Internecie.

Rozdział 5

 

Od: Jennifer Scribner-Snyder

Do: Beth Fremont

Wysłano: w środę, 25.08.1999, o godz. 10.33

Temat: To tylko test. W razie pilnej potrzeby…

 

Dostałam go. Wracam do swojego zwykłego oprogramowania.

 

Beth do Jennifer:

Co dostałaś?

 

Jennifer do Beth:

No wiesz… Tego, co ci mówi, że nie jesteś w ciąży.

 

Beth do Jennifer:

Masz na myśli okres? Miesiączkę? Ciotkę, która przyjeżdża z wizytą na pięć–siedem dni? O to chodzi?

Dlaczego używasz słownictwa jak z reklamy podpasek?

 

Jennifer do Beth:

Staram się być ostrożna. Nie chcę wzbudzić podejrzeń i zwrócić uwagi faceta od bezpieczeństwa informatycznego, wysyłając głupiego e-maila na ten temat.

 

Beth do Jennifer:

Nie sądzę, żeby do słów, które zwracają jego uwagę, należała menstruacja.

 

Jennifer do Beth:

Więc się tym nie przejmujesz?

 

Beth do Jennifer:

Twoim okresem?

 

Jennifer do Beth:

Nie, tą notatką, w której nas upominano, żebyśmy nie wysyłały ze służbowych komputerów e-maili o treści osobistej.

 

Beth do Jennifer:

Czy się przejmuję, że źli ludzie z Tronu czytają nasze e-maile? No nie. Wszystkie te zabezpieczenia nie są wymierzone przeciwko takim jak my. Mają na celu wyłapanie czubków. Zboków uzależnionych od pornosów w sieci, hazardzistów grających w internetowego blackjacka, szpiegów korporacyjnych…

 

Jennifer do Beth:

To chyba te słowa, które powodują alarm. „Zbok”. „Pornos”. „Szpiegostwo”.

 

Beth do Jennifer:

Nie obchodzi mnie, jeśli czytają naszą korespondencję. Wystąp, Tronie! Zmierz się ze mną. Odbierz mi prawo do wolności słowa. Jestem dziennikarką. Bojowniczką o swobodę wypowiadania się. Walczę w służbie Pierwszej Poprawki. Nie zatrudniłam się tu dla kiepskiej pensji i szczątkowej opieki zdrowotnej. Zatrudniłam się dla prawdy, blasku słońca, otwartych drzwi!

 

Jennifer do Beth:

Bojowniczka o swobodę wypowiadania się! Rozumiem. O co walczysz? O prawo przyznania Billy’emu Madisonowi pięciu gwiazdek?

 

Beth do Jennifer:

Hola, hola. Nie zawsze byłam zepsutą recenzentką filmową. Nie zapominaj, że przez dwa lata pisałam doniesienia z North Havenbrook. Dwa lata w okopach. To była moja krwawica. Bob Woodward by mi nie podskoczył.

Poza tym gdyby to ode mnie zależało, przyznałabym Billy’emu Madisonowi sześć gwiazdek. Wiesz, jakie żywię uczucia do Adama Sandlera – i że przyznaję dodatkowe gwiazdki za piosenki Styxu. (Dwie, jeśli to Renegade).

 

Jennifer do Beth:

W porządku. Poddaję się. Do di@bła z systemem bezpieczeństwa: zeszłej nocy zaczął mi się okres.

 

Beth do Jennifer:

Niech dowiedzą się o tym wszyscy. Gratulacje.

 

Jennifer do Beth:

Taaa, w tym rzecz…

 

Beth do Jennifer:

Co znowu?

 

Jennifer do Beth:

Kiedy się zaczął, nie czułam zwykłej szalonej ulgi ani nie zachciało mi się piwa jabłkowego. To znaczy, poczułam ulgę – bo nie tylko, że ostatnio piłam piwo, ale w ciągu zeszłego roku nie spożyłam nic, co zawierałoby kwas foliowy, a być może nawet spożywałam różne rzeczy, które go zabijają, więc zdecydowanie odetchnęłam – ale to nie był szał radości.

Poszłam na dół, żeby powiedzieć Mitchowi. Właśnie robił instrumentację na orkiestrę dętą i w normalnych okolicznościach bym mu nie przeszkadzała, ale to było ważne.

– Dla twojej informacji – powiedziałam – dostałam okres.

A on odłożył ołówek i powiedział: „Aha”. (Po prostu. „Aha”).

Gdy spytałam, dlaczego tak zareagował, wyjaśnił, że myślał, że tym razem naprawdę zaszłam w ciążę – i że byłoby fajnie.

– Wiesz, że lubię dzieci – zauważył.

– W porządku – odparłam. – Może kiedyś.

– Kiedyś w niedalekiej przyszłości – zaznaczył.

– Kiedyś w końcu tak. Gdy będziemy gotowi.

Wtedy wrócił do tej swojej instrumentacji. Nie był zły ani zniecierpliwiony. Tylko smutny, a to o wiele, wiele gorzej.

Więc zapytałam jeszcze:

 – Gdy będziemy gotowi, tak?

 A wtedy on:

 – Ja tam już jestem gotowy. Jestem gotowy od roku, Jenny, i zaczyna mi się wydawać, że ty nigdy nie będziesz. Nawet nie chcesz być gotowa. Zachowujesz się tak, jakby ciąża była chorobą, którą można złapać w publicznym kiblu.

 

Beth do Jennifer:

I co na to powiedziałaś?

 

Jennifer do Beth:

A co miałam powiedzieć? Nie jestem gotowa i już. I może wprowadzałam go w błąd za każdym razem, kiedy mówiłam „kiedyś” i „w końcu”. Nie wyobrażam sobie siebie z dziećmi…

Ale też nie wyobrażałam sobie siebie zamężnej, dopóki nie poznałam Mitcha. Zawsze sądziłam, że dojrzeję do dzieci, że zarażę się od niego tymi jego zdrowymi pragnieniami i pewnego ranka obudzę się z myślą: „Co za piękny świat, żeby wydać na niego dziecko”.

A jeśli to nigdy nie nastąpi?

Jeśli Mitch postanowi ograniczyć straty i znaleźć sobie normalną kobietę – szczupłą z natury, która nie będzie nadużywała antydepresantów i która także zechce mieć jak najszybciej dziecko?

 

Beth do Jennifer:

Jak Barbie w stanie nieustającej owulacji.

 

Jennifer do Beth:

Właśnie.

 

Beth do Jennifer:

Jak ta fikcyjna nowa nauczycielka podstaw przedsiębiorczości.

 

Jennifer do Beth:

A żebyś wiedziała!

 

Beth do Jennifer:

To niemożliwe.

 

Jennifer do Beth:

Dlaczego?

 

Beth do Jennifer:

Z tego samego powodu, z którego Mitch każdego lata próbuje wyhodować wielkie dynie – mimo że wasz ogródek jest mały, pełno w nim chrząszczy i ma za mało słońca. On nie chce czegoś, co przychodzi zbyt łatwo. Woli popracować, żeby osiągnąć to, na czym naprawdę mu zależy.

 

Jennifer do Beth:

Głupiec z niego. Głupiec, który nie doczeka się plonu.

 

Beth do Jennifer:

Nie rozumiesz. To głupiec, który tak łatwo z ciebie nie zrezygnuje.

 

Jennifer do Beth:

Nie wiem, czy się nie mylisz, ale chyba już mi trochę lepiej. Więc do roboty.

 

Beth do Jennifer:

Jestem do usług w każdej chwili.

(Rozumiesz, że „w każdej chwili” znaczy po 10.30, no nie?).

 

Jennifer do Beth:

(Uhm).

 

 

 

Rozdział 6

 

Jennifer Scribner-Snyder według spisu pracowników była adiustatorem artykułów prasowych.

Beth Fremont Lincoln znał. W każdym razie słyszał o niej. Czytał jej recenzje filmowe. Była dowcipna i zazwyczaj zgadzał się z jej opiniami. To dlatego poszedł na Mroczne miasto, Igraszki z losem i Babe.

Kiedy sobie uświadomił, że nie wysłał żadnego upomnienia Beth Fremont i Jennifer Scribner-Snyder – po nie wiadomo ilu przypadkach naruszenia zasad bezpieczeństwa: trzech, pół tuzina? – nie pamiętał już, dlaczego tego nie zrobił. Może dlatego, że nie zawsze potrafił określić, którą z nich łamią. A może dlatego, że obie wydawały się zupełnie nieszkodliwe. I miłe.

Teraz zaś nie mógł wysłać im upomnienia, nie tego wieczoru. Nie, kiedy zaczęły się niepokoić, że je dostaną. To byłoby dziwaczne, prawda? W sytuacji, kiedy wiedziały, że ktoś przeczytał ich korespondencję o tym, że jest przez kogoś czytana. Gdyby miało się manię prześladowczą, można by się zacząć zastanawiać, czy inne niepokojące sprawy także nie są prawdziwe. I nabrać podejrzeń, że może „oni” na mnie dybią.

Lincoln nie chciał być złym człowiekiem z Tronu.  

Poza tym… Poza tym chyba polubił Beth i Jennifer, w każdym razie na tyle, na ile można polubić kogoś, czytając jego e-maile, niektóre e-maile.

Jeszcze raz przejrzał ich ostatnią korespondencję. Podejrzanym słowem był niewątpliwie „hazard”. Podobnie jak „blackjack” i „porno”. Co do „zboka” i „menstruacji” nie miał pewności.

Umieścił pliki w koszu i poszedł do domu.

 

 – Nie musisz przygotowywać dla mnie lunchu – powiedział do matki. Chociaż lubił, kiedy to robiła. Odkąd wrócił do domu, skończył ze śmieciowym żarciem. W kuchni u matki stale coś się piekło, smażyło, gotowało albo stygło na talerzu. I kiedy wychodził z domu, zawsze wciskała mu do rąk pełne pojemniki.

– To nie lunch – odpowiedziała. – Tylko kolacja.

– Ale nie musisz – zaoponował. Nie przeszkadzało mu, że mieszka u matki, ale mieszkanie u matki miało co najmniej kilka stopni zaawansowania. I nie ulegało wątpliwości, że pozwalając na to, aby przygotowywała mu posiłki, posuwał się za daleko. Żywienie go zaczęło stanowić cel jej życia.

– Nic nie muszę – odparła, wręczając mu papierową torbę z pobrzękującym ciężkim szklanym naczyniem.

– Co to takiego? – zapytał. Pachniało cynamonem.

– Kurczak tandoori. To znaczy, nie mam tandoori ani tandoor, jednego z tych pieców, nie miałam nawet jogurtu, bo często go stosują, prawda? Użyłam kwaśnej śmietanki. I dodałam papryki. Może to paprykarz z kurczaka… Wiem, że nie muszę dla ciebie gotować. Ale chcę. Jestem spokojniejsza, wiedząc, że jesz… jesz coś zdrowego, nie z pudełka. Już i tak dość się o ciebie martwię: że nie śpisz, że nie wychodzisz na słońce…

– Śpię, mamo.

– W ciągu dnia. Powinieneś budzić się rano, wraz ze słońcem, przyswajać witaminę D, a spać nocą, kiedy jest ciemno. Gdy byłeś małym chłopcem, nie pozwalałam ci sypiać nawet przy zapalonej lampce nocnej, pamiętasz? To zakłóca produkcję melatoniny w organizmie.

– W porządku – rzekł. Nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek z nią wygrał.

– W porządku? Co to ma znaczyć?

– To znaczy „w porządku”. Słyszę, co mówisz.

– Och, w takim razie to nic nie znaczy. Weźmiesz tego kurczaka? I zjesz go?

– Dobrze. – Wziął torbę, przycisnął ją do piersi i uśmiechnął się do matki. Starał się wyglądać na kogoś, o kogo nie musi się tak bardzo martwić. – Zjem z przyjemnością – odpowiedział. – Dziękuję.

 

Kiedy Lincoln wszedł do działu informatycznego IT, Greg już na niego czekał. Ze względu na serwery zawsze panowała tu o kilka stopni niższa temperatura niż gdzie indziej; przyjemniej, można by pomyśleć. Rześko. Ale tak naprawdę było nie tyle chłodniej, ile wilgotniej.

– Hej, senatorze – przywitał go Greg. – Zastanawiałem się nad tym, co powiedziałeś kilka dni temu, no wiesz, o braku pracy. I znalazłem ci zajęcie.

– Super – odparł Lincoln całkiem poważnie.

– Zaczniesz archiwizować i kompresować pliki użytkowników z ostatnich sześciu miesięcy – wyjaśnił Greg, najwyraźniej przekonany, że to genialny pomysł.

Lincoln nie był tego taki pewny.

– Po co mam to robić? – zapytał. – To strata czasu.

– Myślałem, że o coś takiego ci chodzi.

– Chodzi mi o coś… Dobra, o nic mi nie chodzi. Po prostu źle się czuję ze świadomością, że płacą mi za nic.

– Więc już nie musisz tak się czuć – odrzekł Greg. – Właśnie dałem ci coś do roboty.

– Niby tak, ale archiwizowanie i kompresowanie… to może potrwać całe lata. A niczemu nie służy.

Greg włożył wiatrówkę i zebrał teczki. Wychodził wcześniej, żeby zawieźć synka do ortodonty.

– Trudno cię zadowolić, co, Lincoln? To dlatego nie znalazłeś sobie dziewczyny.

Skąd on wie, że nie mam dziewczyny? – pomyślał Lincoln.

Przez resztę wieczoru archiwizował i kompresował pliki, na złość Gregowi. (Mimo że Greg nawet by nie zauważył, że zostało to zrobione, nie mówiąc już o tym, że na złość.) Lincoln archiwizował, kompresował i poważnie myślał o tym, żeby rzucić tę robotę. Mógłby odejść już w tej chwili, gdyby w dziale IT znalazł się ktoś, kto przyjąłby jego wymówienie.

Dochodziła dziesiąta, kiedy przypomniał sobie o kurczaku tandoori od matki.

Pojemnik otworzył się w papierowej torbie i na dywanie pod biurkiem powstała jaskrawopomarańczowa plama od sosu. Wiedział, że dziewczyna, która siedziała tu za dnia, Kristi, będzie wściekła. Już kiedyś zostawiła mu samoprzylepną karteczkę z prośbą, żeby nie jadł w jej miejscu pracy. Twierdziła, że zostawił na klawiaturze okruchy.

Lincoln zabrał więc kurczaka do pokoju socjalnego na drugim piętrze. W nocy prawie nikt z niego nie korzystał – redaktorzy jedli przy biurkach – ale i tak było tam więcej życia niż w pustym biurze IT. Podobały mu się automaty z napojami i czasami spotykał tu dozorców, którzy także robili sobie przerwę. Ale tego wieczoru nikogo nie zastał. Pomieszczenie świeciło pustkami.

Po raz pierwszy jednak Lincoln był zadowolony, że jest sam. Wziął plastikowy widelec, usiadł przy stole w kącie i zabrał się do kurczaka. Nawet go nie podgrzał.

Wtedy weszły dwie osoby, mężczyzna i kobieta. Kłócili się o coś po przyjacielsku.

– Miej trochę zaufania do naszych czytelników – mówiła kobieta, machając zwiniętym dodatkiem sportowym i opierając się o automat do kawy.

– Nie mogę – odparł mężczyzna. – Zbyt wielu ich poznałem. – Miał na sobie sfatygowaną białą koszulę i gruby brązowy krawat. Wyglądał, jakby się nie przebierał i porządnie nie wyspał od czasu prezydentury Cartera. Kobieta była od niego młodsza. Miała żywe oczy, szerokie ramiona i długie włosy sięgające połowy pleców. Była zbyt ładna, żeby mógł się jej przyjrzeć.

Wszystkie one były na to zbyt ładne. Nie pamiętał, kiedy ostatnio spojrzał kobiecie w oczy. Nie licząc matki. Ani Eve, siostry.

Jeśli nie patrzył na nie, nie ryzykował przypadkowego kontaktu wzrokowego. Nie znosił tego uczucia – w banku, w windzie – kiedy niechcący pochwycił wzrok jakiejś kobiety, a ona czuła się w obowiązku pokazać, że nie jest nim zainteresowana. Robiły tak czasami, odwracały głowy, zanim nawet zdążył się zorientować, że na nie spogląda. Kiedyś przeprosił jedną z nich, na stacji benzynowej, kiedy ich wzrok się spotkał. Udała, że nie słyszy, i spojrzała w przestrzeń.

– Jeśli nie znajdziesz sobie dziewczyny – groziła mu Eve – zacznę cię umawiać z porządnymi młodymi luterankami. Prawdziwymi luterankami. Z Kościoła Luterańskiego Synodu Missouri.

– Nie waż się – odpowiedział. – Gdyby któraś z twoich koleżanek z Kościoła poznała mamę, miałabyś zrujnowaną opinię. Nikt nie chciałby siedzieć obok ciebie na zajęciach z Biblii dla dorosłych.

Kobieta w pokoju socjalnym zaśmiała się i pokręciła głową. 

To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Rainbow Rowell. Książkę, przeczytałam w kilka godzin. Była to lekka i przyjemna lektura, lecz nie zaliczyłabym jej do wybitnej literatury. Zabrakło w niej przełomowych zwrotów akcji i momentów przepełnionych napięciem. Autorka głównie skupiła się na kreowaniu bohaterów. Każdy z nich jest na swój sposób wyjątkowy, żeby nie powiedzieć pokręcony. Trudno jest mi stwierdzić o czym konkretnie była ta książka. Teoretycznie o prawdziwym życiu, lecz większość zdarzeń jest nierealistyczna, przerysowana. Uwielbiam pomysł uwzględnienia korespondecji historii. Humor głównych bohaterek nie raz mnie wywołał uśmiech na mojej twarzy. Uważam, że to historia idealna na podróż czy chwilę releksu.

Na to, na co czekają wszyscy, na romantyczny punkt kulminacyjny, Rainbow Rowell każe nam czekać niezwykle długo. Końcówka natomiast gna na łeb, na szyję, by nie przydłużać i jakoś sensownie zakończyć historię Beth i Lincolna. Podobała mi się ta zmienność, jeśli chodzi o formę: raz maile Beth i Jennifer, raz opis życia głównego bohatera. Na szczęście, akcja nie jest okraszona niezrozumiałymi pojęciami informatycznymi ani niczym w tym stylu. Pozwala jednak wejść w redakcję gazety ,,od kuchni" i zobaczyć, jak wygląda życie dziennikarza.

Załącznik to powieść czysto rozrywkowa. Bez większej refleksji, bez poruszania skomplikowanych tematów, przyjemna i niezobowiązująca. Nie brakuje w niej zabawnych wątków czy dowcipnych dialogów. Również sam pomysł jest naprawdę oryginalny i kreatywny. Jedyne, czego mi brakowało, to bardziej dynamicznej akcji. Właśnie dlatego, jeśli szukacie ciepłej opowieści o miłości, przyjaźni i poszukiwaniu „tego czegoś” w życiu, koniecznie sięgnijcie po Załącznik (...)

Nie znam tej autorki, nie miałam jeszcze nigdy do czynienia z żadną z jej książek, ale po przeczytaniu tej książki wiem, że z chęcią chwyciłabym po kolejną :) Podoba mi się jej poczucie humoru, które szczególnie dało się odczuć podczas czytania wiadomości, którymi wymieniały się Beth i Jennifer. Wiele razy uśmiechałam się podczas czytania, raz siedząc akurat z książką w parku na placu zabaw zaśmiałam się nawet na głos co nieźle zdziwiło siedzące nieopodal mnie mamy ;) Momentami było śmiesznie, momentami poważnie, czasem nawet zdarzyło mi się ponudzić odrobinę przy czytaniu jakiś opisów. Ale nie aż tak, aby nie mieć ochoty na dalsze czytanie. Wręcz przeciwnie. Byłam bardzo ciekawa zakończenia tej historii tym bardziej, że im dalej czytałam tym mniej prawdopodobne stawało się, że dwójka naszych bohaterów w ogóle będzie miała szanse spotkać się w realu nie mówiąc już o wyjaśnieniu tej całej zagmatwanej sytuacji. (...) Więc jeśli lubicie powieści obyczajowe z małą nutką romantyczności to z pewnością się Wam ona spodoba

Po dwóch powieściach młodzieżowych, Rainbow Rowell kupiła mnie współczesną love story. „Załącznik” to lekka, przyjemna i romantyczna historia, w której nie brakuje humoru. Pomimo tego, że oprawa graficzna nie powala, to sama powieść jest strzałem w dziesiątkę. Jestem przekonana, że fani pióra Rowell będą usatysfakcjonowani, a ci, którzy jeszcze nie znają jej twórczości, powinni przeczytać właśnie tę książkę. Polecam!

Książkę czyta się bardzo miło i szybko. Rozdziały są krótkie, a dodatkowo większość treści stanowią dialogi lub e-maile. Bohaterowie też są sympatyczni. Lincoln jest typem wiecznego chłopca i maminsynka, ale jest dobry i uczynny, więc da się lubić. Podobnie Beth, która tkwi w statycznym i niewiele rokującym związku, czy Jennifer, która „chce chcieć” mieć dziecko.

„Załącznik” rozjaśnił mi te okropne, jesienne dni. Mimo, że nie zgadzałam się z wyborami bohaterów i że nie była to dla mnie wybitna lektura, to spędziłam miłe kilka godzin „w innym świecie”. Uroczym, nieskomplikowanym, słonecznym. I tego chyba właśnie potrzeba na takie brzydkie, szare dni. Prawda? 

Ta książka to coś wspaniałego! Jest piękna, delikatna i niesamowicie ciepła. Nie jest typowa w żadnym stopniu. Pomysł autorki nie ma poprzedników, tym samym, mimo że to historia miłosna, to skrajnie nietypowa. Owszem, idea jest trochę „specyficzna”, ale myślę, że przypadnie do gustu osobom, które czują znużenie, gdy słyszą, że znów będą czytać o miłości.

Uwielbiam pióro jakim pisze Rainbow, każda jej opowieść zawiera to "coś". Mimo iż powieść jest dość gruba czyta się błyskawicznie i niezwykle przyjemnie. Wprost idealnie nadaje się na długie jesienne wieczory. Możemy ją czytać z kawą, herbatą, lub gorącą czekoladą. Jeżeli poszukujecie idealnej powieści to trafiliście perfekcyjnie! Polecam bardzo serdecznie "Załącznik", który sprawi, że będziecie świetnie się bawić! Jeżeli lubicie historie, w których główną rolę odgrywają e-maile to znak, że koniecznie musicie przeczytać tą powieść. 

Przyjemna, jesienna, tak łatwo jest wpaść w jej klimat. Gorąco polecam!

Do twórczości Rowell żywię ciepłe uczucia, lubię rowellowskie spojrzenie na emocje łączące ludzi - to właśnie one są korpusem tworzonych przez nią historii. Autorka doskonale zna się na ludzkich zachowaniach, umie jasno przedstawić, co komu w duszy gra, nawet jeśli wewnątrzpostaciowa sytuacja nie jest do końca klarowna. Pióro też ma lekkie, co w powieściach gatunku young adult jest szczególnie ważne. (...) Załącznik to powieść przeciętna, której mocnym aspektem jest jej główny bohater oraz sytuacja, w której się znalazł. Opowieść lekka i swobodna, nieco za bardzo przewidywalna. Następnym razem poproszę o nieco więcej Rowell w jej własnej powieści.

Jeśli tak jak ja lubicie powieści tej autorki, to myślę, że może Wam się spodobać. (...) Choć oprawa graficzna nie powala i nie krzyczy żeby chwycić ją w ręce i lecieć do kasy, to i tak bym ją kupiła. Na myśl o książkach Rainbow Rowell robi mi się ciepło na sercu i bardzo chciałam zapoznać się z jej kolejną powieścią. Nie żałuję i owszem, te książki nie są żadnym arcydziełem, ale są jak ciepła herbata w zimniejszy wieczór.

Zdecydowanie należy ona do powieść, które są idealnym rozwiązaniem na jesienną chandrę czy ponure zimowe wieczory. Nie wnosi nic głębokiego do życia, nie zawiera mądrości, ale jest przyjemną lekturą, z którą czas się zatrzymuje, a serce się rozpływa. Polecam, ponieważ mam wrażenie, że fani autorki się nie zawiodą, a dla tych, którzy sięgają po powieść Rowell po raz pierwszy, przekonają się, czy warto.

Szczerze mówiąc ta powieść jest dla osób, które mają ochotę na trochę inny romans. To dobra historia na właśnie taką pogodę. Coś dla ogrzania serducha, bo tak naprawdę taka historia mogłaby się wydarzyć, może nie dokładnie tak samo, ale w podobny sposób. Dlatego podsumowując, jeżeli macie ochotę na taki inny romans, ze starszymi bohaterami, trochę schematyczny, to Załącznik zdecydowanie Wam polecam. Jednak jak dla mnie nie jest to najlepsza powieść autorki i wiem, że stać ją na więcej. Także teraz czekam już na kolejną jej powieść.

"Załącznik" to kolejna ciepła, urocza historia napisana przez Rainbow Rowell - trochę o miłości a trochę o pokonywaniu własnych lęków. Widzę co w twórczości autorki może przeszkadzać, ale ja uwielbiam sposób w jaki zamyka na kartach powieści urywki zwykłego życia i jej wyczucie przy kreacji postaci.  A jeśli i Wy macie do niej podobną słabość, albo nie zetknęliście się z jej twórczością a potrzebujecie takiej gorącej czekolady w formie książki - koniecznie dajcie "Załącznikowi" szansę.  

Przy tej powieści gwarantuje Wam, że spędzicie bardzo miło kilka wieczorów. Nie jest ona jakaś wybitna, nie jest odkryciem roku, ale jest naprawdę bardzo ciepła i pełna miłości. Jak wspominałam na początku jest to historia, która może się zdarzyć każdemu. Bohaterowie nie są wyidealizowani. (...) Książka jest wręcz idealna na jesienny wieczór, aby przy kubku gorącej herbaty, owinięci kocem zanurzyć się w lekkiej i czasami naprawdę zabawnej historii.

Książka będzie idealna dla fanów romansu, obyczajówek, kryminałów, horrorów, sensacji, dramatów i literatury faktu. Dlaczego? Ponieważ jest bardzo dobrze napisana, wciągająca i ciekawa. To jest po prostu dobra książka. I czyż nie ma wspaniałej okładki? Oczywiście, że ma! PS. Chciałabym napisać wam, że "Załącznik" jest świetny do czytania w długie jesienne wieczory, ale niestety nie mogę. Książka jest tak wciągająca, że jeśli zaczniecie czytać wieczorem to zapewne skończycie ją tej samej nocy po przeczytaniu ostatniej strony. Nie da się oderwać.

"Załącznik" to opowieść o wewnętrznej przemianie, niezdecydowaniu, podejmowaniu pewnych niełatwych decyzji, radzeniu sobie z bolesnymi wspomnieniami oraz o pięknej miłości, rodzącej się w nietypowych okolicznościach. To lekka, czasami zabawna i momentami wzruszająca powieść idealna na jesienne wieczory.

W ogólnym rozrachunku książka jest całkiem przyjemna, ciepła i miła w odbiorze. Akcja toczy się wolno i niestety momentami wieje nudą. Nie wiem czy moja ocena wynika z tego, że mam z czym porównać powyższą książkę, czy po prostu coś z tym czasem akcji nie "zagrało". Było dobrze, ale mogło być lepiej. Postacie były miłe i realne, ale mogły być bardziej wyraziste. Wiem, że to nie jest koniec mojej przygody z Rainbow Rowell, tym bardziej, że niedługo dostępna będzie jej kolejna książka pod tytułem "Nie poddawaj się". (...) O tym, czy chcecie przeczytać "Załącznik" musicie zdecydować sami. 

Rowell udało się stworzyć najbardziej nietypową, zadziwiającą i osobliwą historię miłosną, z jaką miałam okazję się spotkać. Kolejnym plusem są niewątpliwie oryginalne i przezabawne e-maile między Jennifer i Beth, które zajmują dosyć sporą część treści, a mimo to nigdy nie nudzą. Tak naprawdę te dwie bohaterki poznajemy z ich korespondencji i muszę przyznać, że autorka naprawdę świetnie się w tym sprawdziła. Czy polecam lekturę „Załącznika”? Oczywiście! Nie jest to historia pozbawiona wad, ale jeśli macie ochotę na niebanalną i zaskakującą opowieść o przyjaźni, życiowych dylematach i skomplikowanych relacjach międzyludzkich, to zdecydowanie warto sięgnąć po tę pozycję.

"Załącznik" to słodka i urocza historia miłosna, pozwalająca na kilka godzin relaksu. Przepełniona ciepłem, momentami zabawna, idealna na jesienny wieczór. (...) "Załącznik" czytało się bardzo przyjemnie i z pewnością sięgnę po inne książki Rainbow Rowell. Nie jest to żadne arcydzieło, ale zapewniło mi kilka naprawdę przyjemnych godzin i za to ocena na plus.

"Załącznik" to świetna powieść jednotomowa, która niejednokrotnie wywoływała uśmiech na mojej twarzy. Rainbow Rowell nareszcie w pełni rozwinęła skrzydła i nie mam tej pozycji nic do narzucenia. Polecam ją dosłownie wszystkim, myślę, że zarówno wielbiciele romansów, obyczajówek, a także fantastyki znajdą tu coś dla siebie i tak jak ja spędzą z nią fantastyczne chwile.

Nie jestem całkowicie zadowolona z zakończenia. I nie chodzi mi o same (dość cukierkowe) wydarzenia, bo te jestem w stanie przełknąć. Nie mogę się jednak wyzbyć przedziwnego wrażenia, że doszło do nich zbyt szybko. Zbyt nagle. Jak gdyby Rowell umknęło dobre kilka rozdziałów. Trochę szkoda, bo nieco popsuło to moje ogólne wrażenia z lektury; nie na tyle jednak, bym zapomniała, że mimo wszystko "Załącznik" to całkiem ciekawa książka. Ciekawa, zabawna i ciepła. Może nie ambitna i nie wybitna, ale za to idealna na nadchodzące jesienne wieczory. Bo z czym jak z czym, ale z ciepłym kocem i kubkiem herbaty w dłoni komponuje się idealnie

Zakończenie typowo dla tego typu pozycji zostało oblane lukrem i posypane sporą ilością posypki. Nie jest to zaskoczenie, ponieważ niemal od początku wiadomo jak książka się skończy. Jest to raczej pozycja dla młodzieży oraz niepoprawnych romantyczek. Opiewa w lekką aurę, nie wymaga zbytniego skupienia, czyta się ją szybko.  Warto czasem oderwać się od rzeczywistości i poświęcić czas tego typu uroczym historiom. „Załącznik”, to ciepła opowieść o codziennym życiu, skrywanych uczuciach, sile przyjaźni oraz pracy w korporacji. Polecam choć osobiście traktuję ją jako pozycję „na jeden raz”. 

Jeśli w skrócie mam jakoś podsumować tę książkę to przede wszystkim muszę napisać o jej prawdziwości, świetnym talencie autora do dotarcia do odbiorcy oraz o genialnych postaciach - tych pierwszo- jak i drugoplanowym... Dla mnie "Wszystko to, co wyjątkowe" to udana pozycja z mądrym przesłaniem. Proszę o więcej takich książek i polecam wszystkim.

Załącznik to idealna powieść na zabicie nudy i miłe spędzenie jesiennego wieczoru, ale nic poza tym. Książkę czyta się szybko, treść jest lekka i łatwa w odbiorze, ale jednak nie udało mi się przywiązać do bohaterów, przez co miałam wrażenie, że tylko dryfuję po powierzchni tej powieści i nie mogę się w nią zagłębić. Polecam ją szczególnie fanom autorki, którzy nie powinni być zawiedzeni, a także osobom lubującym się w uroczych i romantycznych historiach.

Muszę przyznać, że Rainbow Rowell stworzyła bardzo ciekawą historię, która wciąga. Oczywiście na początku trochę się nudziłam czytając książkę, nie mogłam wpaść w pewien „rytm”, ale ze strony na stronę było lepiej. W końcu zdałam sobie sprawę, że opowieści Beth i Jennifer mnie wciągnęły i z całego serca kibicowałam Lincolnowi, aby wreszcie coś zrobił ze swoimi uczuciami. Oprócz tego, książka jest napisana lekkim i przyjemnym w odbiorze językiem, dzięki czemu czytanie powieści było jeszcze większą przyjemnością. (...) „Załącznik” to książka, która spodoba się przede wszystkim fankom powieści romantycznych. Przy tej książce możemy się pośmiać i wzruszyć. To pozycja o szukaniu szczęścia i własnego miejsca na ziemi. Polecam.

Rainbow Rowell była dla mnie wielką niewiadomą. No bo tak naprawdę nie wiedziałam czy wierzyć, że autorka znana z powieści dla młodzieży będzie w stanie napisać coś dla bardziej dojrzałego czytelnika. Jednak moje obawy okazały się niesłuszne, bo od momentu w którym rozpoczęłam powieść wiedziałam, że będzie to coś świetnego. Historia jest spójna, kreatywna i niepowtarzalna a bohaterowie odurzają sympatią. Naprawdę wyróżniająca się w tłumie, nie tylko piękną okładką, a też wnętrzem, powieść dla wymagającego czytelnika.

„Załącznik” to książka, którą mogłabym porównać do ciepłego koca, gorącej herbaty, ciasta dyniowego czyli wszystkiego czego człowiek pragnie w jesienny i chłodny wieczór. Ta powieść otula czytelnika swoim ciepłem, miłością, łagodnością i delikatnością. Nic tu nie jest zbyt mocne. To bajkowa historia o zwyczajnych ludziach nie żyjących jak w bajce.  Mam nadzieję, że pokochacie „Załącznik” tak bardzo jak ja i pozwolicie oderwać się od ziemi razem z tą historią.

Zmysłowa i pełna emocji, bezpretensjonalna i świetnie napisana – ,,Załącznik” to pozycja obowiązkowa nie tylko dla zwolenników pióra tej autorki. Warto po nią sięgnąć!

Od samego początku wiedziałam,że ta książka jest strzałem w dziesiątkę ciekawy pomysł na fabułę i dobrze skonstruowani bohaterzy. Załącznik to książka w,której będziemy płakać jak bóbr i uśmiejemy się do łez. Polecam serdecznie.

Pomysł na fabułę jest dość intrygujący, nie spodziewałam się czegoś takiego w tej książce, od bardzo dawna czekałam na coś, czego nie kojarzyłabym sobie z innymi książkami, po prostu coś oryginalnego, jeśli chodzi o otoczenie i zamysł i jest! Historia dorosłych ludzi, których losy przecinają się w dość nietypowy sposób, niby wiedzą o sobie, jednak się nie znają, dodatkowo dochodzi to czytanie maili, świetny i kreatywny pomysł, trzeba to przyznać. Ta książka może i jest prosta, ale mięknie przy niej serce i warto po nią sięgnąć, by się rozpłynąć, polecam ją wam i liczę na to, że będziecie ją czytać z uśmiechem na ustach.

Książkę czytało mi się bardzo szybko i przyjemnie, zapewne z tego względu, że zwyczajowa narracja Lincolna jest przeplatana z e-mailami Beth i Jennifer. "Załącznik" to idealna lektura, dla tych którzy mają ochotę cofnąć się do końcówki 1999 roku i wkroczyć razem z nietuzinkowymi bohaterami w nowy wiek. Polecam!

Załącznik, to prosta i przyjemna książka, nie wymagająca myślenia, nie należy do ambitnych powieści. Jest to lekka historia do czytania, kiedy brakuje nam czasu na cięższe lektury.
Rowell próbowała napisać coś dla starszych czytelników i w sumie w 70-80% osiągnęła swój cel. Lekki romans, pomieszany z motywem przyjaźni i samotności.

Rainbow Rowell to znana i bardzo lubiana autorka, lecz ja niestety nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z jej twórczością. Parokrotnie zabierałam się za jej powieści, jednak po drodze w ręce wpadały mi zawsze inne pozycje. Tym razem postawiłam sprawę jasno i wiedziałam, że muszę w końcu sięgnąć po jej twórczość. Jak się okazało, książka bardzo mi się spodobała i myślę, że w najbliższym czasie sięgnę także po jej inne opowieści. 

„Załącznik” to nie tylko przepiękna historia miłosna. To również opowieść o wielkiej przyjaźni między dwiema kobietami. O wsparciu, zrozumieniu i sile, jaką sobie nawzajem dają w trudnych życiowych chwilach. Obie niezwykle błyskotliwe, piszą do siebie językiem pełnym celnych ripost i przekomicznych spostrzeżeń. Czytając razem z Lincolnem ich maile, można nieraz uśmiać się do łez. Chociaż, jak to w życiu, dramatyczne wydarzenia również ich nie omijają. Polecam Wam bardzo „Załącznik” na długie jesienne wieczory. Duża dawka humoru i ciepła gwarantowana!!!

Lubię nietypowe powieści o miłości i niewątpliwie uważam, że "Załącznik" taką powieścią jest. Urocza, ale nie przesłodzona. Ciepła, ale i odrobinę gorzka. Zabawna, ale przeplatana smutkiem - jeśli ktoś uważnie czyta i ma choć odrobinę współczucia, to wie, o czym mówię. Ogólnie najnowsza książka Rowell trafiła w punkt, jeśli chodzi o to, czego na dany moment potrzebowałam. 

Jeżeli "Fangirl" oraz "Eleonora i Park" są choć trochę humorystycznie podobne do "Załącznika", to ja już żałuję, że jeszcze ich nie przeczytałam. Chociaż może to i lepiej, bo tę przyjemność mam nadal przed sobą. Jeżeli lubicie lekkie, zabawne, ale również niezwykle romantyczne historie to "Załącznik" zdecydowanie pokochacie! A jeżeli jeszcze nie jesteście przekonani do takich opowieści, to zachęcam do spróbowania - warto zrelaksować się, pośmiać, pomarzyć i oderwać się od rzeczywistości z Rainbow Rowell.

Nie czytałam ,,Fangirl" ani nawet ,,Eleonory i Parka", więc nie mam porównania, czy ta książka była lepsza od pozostałych tej autorki. Ale śmiało mogę powiedzieć, że wam ją polecam. Jest to pozycja dla dorosłych ale i jak najbardziej dla młodzieży, szczególnie dla fanów pisarki. Jest to naprawdę ciepła, urocza i nawet zabawna historia, która zdecydowanie różni się od typowych romansów - możecie liczyć na naprawdę coś świeżego. Pióro Rainbow Rowell jest bardzo lekkie i lektura tej książki, to czysta przyjemność. Nie było jakichś większych fajerwerków, ale mimo to podobała mi się.

Bardzo cieszę się, że udało mi się przeczytać tę książkę. Może i jest to romans. Może i jest trochę schematyczna, ale świetnie się sprawdziła w te wieczory, w które nie chciało mi się nic, a musiałem jedynie dmuchać w chusteczki do nosa i leżeć pod kocem. Całkowity must have dla fanów, a także dla tych, którzy nie chcą się nudzić w jesienny wieczór lub podczas codziennej jazdy autobusem.

„Załącznik” to lekka, nieskomplikowana lektura z łatwym do przewidzenia zakończeniem. Akcja toczy się w statycznym tempie, czasem jest nawet trochę nudno, ale autorce udaje się opisywać wszystko w ciekawy sposób. Jeśli lubicie Rainbow Rowell, chyba nie muszę was namawiać do tego, żebyście sięgnęli po jej najnowszą książkę. Jeśli jak ja sparzyliście się na „Linii serc” – dajcie autorce kolejną szansę, „Załącznik” jest o wiele lepszy. Jeśli w końcu szukacie lekkiej i przyjemnej lektury, nie wahajcie się sięgnąć po tą. Nie będziecie zawiedzeni.

Osią całości jest miłość (jak zawsze w takich przypadkach) rodząca się w niegościnnej scenerii i mało sprzyjających do tego okolicznościach. Natomiast wątek komiczny opiera się w dużej mierze na prywatnych, czasem szalonych, czasem infantylnych, bardzo kobiecych rozmowach mailowych. To, plus zderzenie różnych punktów widzenia (w tym pokoleniowych), daje ciekawą propozycję na poprawę nastroju. Sympatyczną ciepłą, łagodną i przede wszystkim romantyczną, z nutą niezdarności. Lubicie klimaty, jak te wspomniane powyżej? Będziecie dobrze się bawić i miło spędzicie czas. A zatem sięgnijcie, polecam.

Załącznik okazał się milutką, niewymagającą lekturą. Każdy może po niego sięgnąć nie obawiając się zarwanych nocek i zaczerwienionych od płaczu oczu. Powieść Rowell jest gwarancja mile spędzonego czasu, kilku godzin uśmiechania się do samego siebie i chwili oderwania od problemów realnego świata. Jak najbardziej polecam tę książkę każdemu, kto chce odpocząć od ciężkich lektur, dać odsapnąć mózgowi i sercu, złapać oddech.

Rainbow Rowell, oprócz opisywania głównego wątku miłosnego, przedstawia szereg różnobarwnych, pobocznych bohaterów, tym samym do powieści wkradają się historie, które jedynie stanowią miły dodatek. Rozbudowują powieść na tyle, że czytelnik otrzymuje pełen obraz ludzi, którzy w jakimś stopniu są ważni dla głównej pary. Załącznik nie należy do literatury ambitnej, jego zadaniem jest ocieplić jesienne, deszczowe dni - jako umilacz sprawdzi się wyśmienicie. Książka udawania też, że zwykła opowieść może stać się magiczna, a to wszystko za sprawą Rainbow Rowell.

Ta książka pokazuje, że miłość może nas dopaść w nieoczekiwanym momencie. I niekoniecznie musi to być miłość od pierwszego wejrzenia. Prędzej miłość od pierwszego przeczytanego ukradkiem e-maila. Polecam historię Lincolna i Beth wszystkim którzy chcą uwierzyć, że prawdziwa miłość istnieje. I wierzyć, że nas też takie uczucie spotka. Nie znamy dnia ani godziny.

Książkę czyta się niesamowicie szybko. Wszystko to zawdzięczamy krótkim rozdziałom, które raz przedstawiają nam Lincolna, a w kolejnym czytamy wymianę maili między Beth i Jennifer. Bardzo fajny pomysł, dzięki, któremu poznajemy dziewczyny na wskroś. Polecam Wam tę powieść z czystym sumieniem, uważam, że przypadnie ona do gustu fanom Rainbow Roweel, ale nie tylko, ja jestem tego najlepszym dowodem. „Załącznik” to bardzo pozytywna historia, pełna ciepła oraz humoru. Autorka uzmysławia nam, jak ważny naszym życiu jest drugi człowiek. Dzięki niemu życie staje się pełne i wartościowe.

„Załącznik” to według mnie idealna książka na lekko depresyjne jesienne wieczory. Jest takim promyczkiem światła w ciemnym tunelu. Rozgrzeje was, sprawi, że się trochę dużo pośmiejecie oraz zapomnicie o wszystkich problemach. Jest naprawdę rozbrajająca i urocza. Nie zawiedziecie się, macie moje słowo!

Styl Rowell charakteryzuje się stosunkowo krótkimi opisami, co pomaga skupić się na samych wydarzeniach rozgrywanych w książce. Jest w „Załączniku” dużo słodkich momentów, to pozycja dobra na oderwanie od smutków. Romantyzm, serduszka i dwójka zagubionych bohaterów. Chyba się utarło, że autorka tworzy przede wszystkim dla młodzieży, ale tę pozycję chyba skierowałabym też do starszych czytelników. Muszę też wspomnieć, że ciekawą postacią drugoplanową jest wspomniana wcześniej Jennifer. Cieszę się, iż Rainbow (piękne imię, swoją drogą) postanowiła poświęcić trochę miejsca jej problemom. I chyba chętnie sięgnęłabym po coś opowiadającego wyłącznie o niej. Nie umiem jeszcze wyrobić sobie opinii o Rowell, dlatego w końcu poszukam reszty powieści! „Załącznik” na pewno przypadnie do gustu osobom lubiącym niezobowiązujące, acz urocze historie, które mogą poprawić humor w brzydki dzień. Myślę, że mimo paru niedociągnięć warto podarować egzemplarz przyjaciółce, a nawet razem poczytać przy tabliczce czekolady.

Jest to przezabawna historia, pisana lekkim piórem, które nadaje powieści dynamiczny przebieg. (...) Autorka zastosowała również świetną metodę narracji, rozdziały pisane są w postaci dwóch typów: mamy pierwszoosobową narrację bohatera, naszego skrytego mężczyzny oraz maile pisane między dwójką naszych otwartych kobiet. Przeplatają się one, dając nam wgląd w swoje życie. (...) Rowell zafundowała nam tutaj sporą dawkę dowcipu oraz nieszablonową fabułę, choć na koniec przypominamy sobie, że jest to romans przeznaczony dla niewymagających adresatów. Polecam na luźne wieczory, najlepiej te jesienne, bo ta pozycja na pewno przegoni ten deszczowy schyłek roku.

Może nie jest to książka niesamowicie wysokich lotów, ale muszę przyznać, że całość czytało mi się z ogromną przyjemnością. Historia naszych bohaterów jest miła dla czytelnika, mimo że nie spotkamy w niej jakiś zwrotów akcji. Jest to prosta opowieść o dość specyficznej miłości i naprawdę mogę śmiało wam ją polecić na jesienne weekendy, by wyluzować się po męczącym tygodniu w pracy czy szkole.

Oj początek był ciężki, miałam wrażenie, że chodzę po sinusoidzie, czasami było super i czytałam z zaangażowaniem, a momentami się nudziłam. Na szczęście, nie porzuciłam lektury, a czytałam dalej i nim się zorientowałam, po prostu się wciągnęłam, skończyłam przygotowywać lekcje i z  radością wróciłam do lektury. Koniec… jest super. Chyba naprawdę chciałabym to zobaczyć na ekranie. Owszem, z pozoru to nie jest jakaś bardzo głęboka opowieść, ale pomiędzy wierszami można wyczytać fajne, mądre treści. Porusza trudne tematy, problemy, które gryzą człowieka od środka. W zestawieniu z interesującym romansowym wątkiem, to jest naprawdę warta uwagi książki. Podkreślam, to jest świetna książka, na jesienną chandrę, na zimne, ponure wieczory. Super!

Tę książkę mogę spokojnie polecić każdej kobiecie. Uczennicy, żonie, dziewczynie... Będzie idealna na długie zbliżające się jesienne wieczory, a potem zimowe. Ja po prostu zatapiałam się w tym świecie, mimo kilku niedoskonałości. Na pewno sięgnę po kolejne książki Rainbow Rowell.

Porównując „Załącznik” do innych książek, zdecydowanie ta jest moim ulubieńcem. O ile „Fangirl” było przesłodkie, a „Linia serc” poprawna, tak ta powieść ma elementy tych dwóch powieści. Jest poprawna z dużą dawką humoru oraz słodka, przez co chciało się czytać. Jeśli szukacie powieści lekkiej i zabawnej z nutą romantyczności, myślę, że „Załącznik” może się wielu osobom spodobać. Ciekawa i bardzo fajna powieść, która opowiada o miłości, której początek zaczął się w bardzo banalny, ale i inny sposób.

Załącznik to wyjątkowo ciepła opowieść o życiu i miłości trochę nieporadnych dorosłych. Rainbow Rowell zaserwowała mi książkę, która idealnie wpasowała się w to, na co miałam aktualnie ochotę, a jej lektura była czystą przyjemnością. Nie znajdziecie tu wprawdzie wielkich wzlotów i upadków, ale mimo to Załącznik to bardzo dobra powieść obyczajowa, którą mogę Wam polecić, jeśli macie ochotę na dobrą książkę.

Załącznik to urocza i przezabawna historia miłosna. Autorka po raz kolejny mnie nie zawiodła i stworzyła świetną opowieść, która wciągnęła mnie na długie godziny. Nie brak tu starannie wykreowanych bohaterów i fascynującego pomysłu, który sprawił, że całość nabrała specyficznego klimatu. Myślę, że powinna się spodobać fanom lekkich historii miłosnych. To dobra książka i muszę przyznać, że bardzo mi się spodobała. Polecam. Naprawdę warto! 

Ciepła, zabawna opowieść o tym, że w życiu tak naprawdę każdy potrzebuje drugiego człowieka. O przyjaźni, szczerości, szukaniu własnej drogi i dojrzewaniu do zmian. Lekka historia, która zostawi czytelnika z uśmiechem na ustach i ciepłem w środku. Ach, no i o tym żeby uważać, co się piszę do przyjaciółki w pracy

„Załącznik” jest świetną lekturą na chłodne jesienne wieczory, doda im ciepła i sielskości. Mimo że nie jest to lektura wymagająca, jest przyjemna i jeżeli macie ochotę na coś lekkiego co poprawi Wam humor, to szczerze polecam powieść Rainbow Rowell !

„Załącznik” to doskonała lektura na smutek, złe dni lub chandrę w jesienne ponure i deszczowe dni. To historia miłosna, skierowana głównie do kobiet. Przy tej książce można przyjemnie spędzić czas i odrywać się od szarej codzienności. Ja natomiast będę bacznie przyglądać się twórczości tej autorki i być może sięgnę po pozostałe tytuły z jej twórczości.

Mam wrażenie, że ta powieść przypadnie do gustu osobom, które lubią czytać twórczość fanowską, sama czułam się jakbym czytała opowiadanie publikowane w częściach gdzieś na tumblrze; no i oczywiście wszystkim wielbicielom prozy Rowell i uroczych i romantycznych obyczajówek. Nie jest idealna, ale i tak zdecydowanie warto ją przeczytać. Polecam!

W książce oczywiście znajdziemy doskonały styl Rowell, ciepłą atmosferę historii którą opowiada. Każdy fan jej pisarstwa nie zawiedzie się na pewno. Chociaż "Załącznik" jest może mniej dynamiczny niż pozostałe jej powieści, ja uważam go za dobrą książkę. Nie pobił on dwóch wcześniej przeze mnie czytanych, ale za to był o niebo lepszy od setek innych książek, które przewinęły się przez moje ręce.

Bardzo podobała mi się forma tej powieści, czyli zastosowanie elementu epistolarnego pod postacią e-maili wymienianych przez przyjaciółki. Lubię ten rodzaj literatury, który częściowo opiera się na cudzej korespondencji (nie ważne czy prawdziwej, czy zmyślonej), to nadaje lekturze swojego rodzaju intymności i jeszcze bardziej zbliża do bohaterów, którzy są jednocześnie nadawcami lub odbiorcami listów (nie ważne czy w formie elektronicznej, czy papierowej). „Załącznik” to książka, którą można pochłonąć przez jeden wieczór bo czyta się ją w tempie błyskawicznym. Jest lekka, zabawna i bardzo przyjemna w odbiorze. Po przeczytaniu tej powieści na pewno sięgnę po pozostałe tytuły, które wyszły spod pióra Rainbow Rowell.

Akcja powieści toczy się w umiarkowanym tempie. Nie było takiego momentu kiedy czułam się znużona i miałam ochotę z nudów odłożyć książkę, a wręcz przeciwnie - nie mogłam doczekać się kulminacyjnego zakończenia, które uwielbiam z całego serca. "Załącznik" to świetna, wciągająca i lekka pozycja, którą można pochłonąć w jeden dzień - tak jak ja to zrobiłam. Wystarczyło kilka długich godzin, a nawet nie zauważyłam, że to już koniec. Ta pozycja daje ogromną nadzieję samotnym ludziom, którzy pragną w życiu bliskości i miłości.

W przypadku Załącznika, historia jest urocza, trochę zakręcona, ale podejrzewam, że spodoba się ona każdemu kto lubi nietypowe związki, dobrze wychowanych mężczyzn i zakręcone kobiety, którzy zakochują się w sobie w nietypowy sposób. To ciepła i naprawdę przeurocza książka, którą bardzo gorąco polecam. Rainbow Rowell prowadzi dobrze dopracowaną narrację i świetnie kreuje świat, w którym żyją jej postacie. Bardzo gorąco polecam i czekam z niecierpliwością na polskie wydanie Carry On, które swoją premierę wg. empiku będzie miało 12 października.

Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że Rainbow Rowell i tym razem nie zawiodła, ponownie wydając dzieło będące jedną z najlepszych powieści young adult ostatnich miesięcy, którą mogę polecić każdemu, kto odnajduje się w tym gatunku, a w szczególności osobom, którym spodobały się „Fangirl” oraz „Eleonora i Park”, a także tym, którzy lubią Guns n Roses i zagrywali się w pierwszego Dooma.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ