Powieść obyczajowa
Moje miejsce na ziemi
KUP TERAZ

Moje miejsce na ziemi

brak opinii
Liczba stron: 432
ISBN: 9788327618375
Premiera: 2016-07-20

Ayesha ucieka od brutalnego męża razem z córką. Znajdują  bezpieczne schronienie w wielkim domu byłej gwiazdy popu, Haydena Danielsa, który od paru lat ukrywa się przed ludźmi. W domu Haydena mieszkają również inne osoby po przejściach: Crystal, tancerka w nocnym klubie, i Joy, emerytka w permanentnie złym humorze. Wszyscy samotni, pokiereszowani przez życie, tworzą niekonwencjonalną rodzinę. Jednak mąż Ayeshy nie daje za wygraną. Za wszelką cenę chce ją odnaleźć i ukarać.

 

Wzruszająca i optymistyczna powieść o tym, że zawsze można zacząć od nowa, znaleźć przyjaźń, miłość i własne miejsce na ziemi.     

Carole Matthews

Carole Matthews to popularna brytyjska pisarka, znana z pełnych humoru powieści dla kobiet. Na swoim koncie ma 27 powieści, z których wiele znalazło listach bestsellerów "Sunday Times" i "USA Today". Jej książki wydano w 31 krajach i sprzedano w liczbie 4,5 miliona egzemplarzy. W Polsce znana jest z powieści takich jak „Z tobą lub bez ciebie” i „Na dobre i na złe”. Największą popularność przyniosła jej seria o Klubie Miłośniczek Czekolady. 

Ruth poradziła mi, jak mam dojść do domu. Wydaje się, że szłam dokładnie według jej wskazówek. Teraz jednak, gdy stoję przed wielkim domostwem przy wysadzonej drzewami alei, ponownie sprawdzam adres. To chyba pomyłka?

– Ładnie tu, prawda? – mówię do Sabiny.

Moja córeczka wygląda na zmęczoną. Chciałabym ją wykąpać i położyć na godzinkę do łóżka. Powinna zjeść coś ciepłego. Ciastko z kawałkami czekolady trudno uznać za posiłek.

Jesteśmy na północy Londynu, w dzielnicy, która się nazywa Hampstead. Znów musiałyśmy jechać metrem, tym razem niedaleko. Kilka przystanków. Myślałam, że w Londynie wszędzie są tłumy i gwar, jednak ta uliczka jest zupełnie inna. To dzielnica bogatych ludzi. Naprzeciwko posiadłości, przed którą stoję, jest park miejski.

Dom jest ogromny i piękny, otynkowany na biało. Stoi w ogrodzie wśród starych drzew. Od ulicy dzieli go wysoki mur i kuta żelazna brama. Obserwuje nas oko kamery systemu alarmowego. Jeszcze raz sprawdzam numer. Nie, nie mylę się. To tutaj.

Nie mam pojęcia, jakim cudem stać nas na taki luksus, ale Ruth wypełniła mnóstwo papierków w moim imieniu i zapewniła, że wszystko zostanie opłacone. Obiecała mi także, że dostanę zasiłek od państwa na siebie i na Sabinę. Będziemy miały czas stanąć na nogi. Sugerowała rozwód z Sureshem, wtedy będzie musiał płacić alimenty. Odparłam, że to wykluczone. Dowiedziałby się, gdzie jesteśmy, a właśnie tego muszę uniknąć za wszelką cenę. Wolę klepać biedę, niż pozwolić, żeby nas znalazł.

Nie mogę tak stać i się gapić. Zbieram się na odwagę i przyciskam dzwonek.

– Popchnij mocno, gdy usłyszysz kliknięcie – trzeszczy głos w głośniku.

Słyszę jakiś odgłos, więc napieram na bramę. Otwiera się. Idziemy żwirową alejką. Nabieram powietrza, gdy stajemy pod drzwiami. A jeśli nie spodobamy się tej pani, tej Crystal? Czy nas odeśle? Co wtedy zrobimy?

Po chwili otwiera drzwi. Stoję jak wryta. Nie spodziewałam się, że tak wygląda. Jej długie blond włosy są upięte wysoko na głowie i spadają kaskadą loków na ramiona. Ma brązową opaleniznę i bardzo białe zęby. Używa szminki tak różowej, że bije po oczach. Jest prawie goła. Ma na sobie obcisłe białe szorty i różową koszulkę, spod której widać brzuch, a na nogach szpilki w kolorze szminki. Patrzę na Sabinę i widzę, że rozdziawiła buzię ze zdziwienia.

– Cześć, kochana – mówi. – To o tobie mówiła Ruth? Witajcie w nowym domu. Wyglądacie na zmęczone. Daj, pomogę. – Wyrywa mi z ręki torbę, zanim zdążam zaprotestować. – Gdzie reszta rzeczy?

– Nie mam nic więcej.

– Naprawdę? – Teraz ona wygląda na zaskoczoną. – O rety! Naprawdę wiesz, jak podróżować bez obciążeń.

Najwyraźniej niewiele o nas wie.

– Wejdźcie. Nie stójcie w progu.

Biorę córeczkę za rękę i podążamy za naszą gospodynią.

Wnętrza są przestronne, pełne światła i powietrza. Wielki hol pomalowano na biało. Dom bardzo się różni od tego, w którym spędziłam ostatnich kilka lat, z jego wyblakłymi, nijakimi kolorami i ponurą atmosferą. Czuję się podniesiona na duchu, ale Sabina się denerwuje i mocniej ściska moją rękę.

– Zaprowadzę was do pokoju – mówi Crystal. – Potem wstawię wodę. Przyda wam się filiżanka dobrej, mocnej herbaty.

Prowadzi nas schodami na górę, a ja się rumienię, bo widać jej całą pupę. Chętnie bym zakryła Sabinie oczy, ale nie chcę być niegrzeczna.

– Mam na imię Crystal – zwraca się do mnie – ale to pewnie wiesz od Ruth. Cieszę się, że zadzwoniła. Od wieków jej nie widziałam, a chętnie bym się z nią umówiła na ploty. – Znika za drzwiami pokoju. Idziemy za nią. Robi gest ręką, zachęcając, by się rozejrzeć. – Bardzo proszę. Witam w naszym królestwie.

Pokój jest wielki, króluje w nim ogromne łoże przykryte turkusową narzutą. Komoda i toaletka z ciemnego drewna wyglądają na drogie meble. Na ścianie jest duży telewizor.

– Podoba ci się?

Ostrożnie podchodzę do wielkiego wykuszowego okna. Mam stąd widok na rozciągający się po przeciwnej stronie ulicy park. Łzy kręcą mi się w oczach. Nigdy nie mieszkałam w tak pięknym miejscu – nawet w rodzinnym domu na Sri Lance.

– To nasz pokój? – upewniam się nieśmiało.

– Jasne. Podoba ci się?

– Bardzo. – Rozglądam się z zachwytem. – Ty też tu mieszkasz?

– Tak. Piętro wyżej. – Crystal odstawia moją torbę na łóżko i przysiada na brzegu. – Druga lokatorka to Joy. Źle dobrane imię, gdyby mnie kto pytał, nic w niej radosnego. Mówiąc szczerze, zgryźliwa jędza. Ma pokój na moim piętrze. Na samej górze mieszka Jego Wysokość. – Zadziera brodę. – Zajmuje całe piętro.

– Jego Wysokość?

– Hayden.

– Mieszka tu mężczyzna? – Ruth mnie nie uprzedziła.

– To jego dom. – Crystal wzrusza ramionami. – Musiałam się nieźle nagadać, żeby go przekonać, ale w końcu dał za wygraną.

– To nieprzyjemny człowiek?

– Hayden? – Crystal parska śmiechem. – Broń Boże. Skomplikowany. Z problemami. Jest muzykiem. Piosenkarzem. Kiedyś był gwiazdą muzyki pop. Wiesz, jakie są te artystyczne typy.

Prawdę mówiąc, nie mam pojęcia.

– Mamy wspólną kuchnię na dole i gigantyczny salon, w którym stoi pianino Haydena. Rzadko na nim grywa, a szkoda. Trzyma ludzi na dystans. Prawdę powiedziawszy, samotnik z niego. Nie wiem, czemu przyjął lokatorów. Wydaje się, że ma zbyt miękkie serce, żeby odmówić.

Crystal gada bez przerwy, a ja z trudem za nią nadążam.

– Przygarnął dwie przybłędy, mnie i Joy, a teraz nie może się nas pozbyć. Bierze od nas śmieszny czynsz, dlatego obydwie staramy się nim opiekować. Pozwala się przez chwilę rozpieszczać, ale wkrótce zaczynamy mu działać na nerwy, więc znika. Zaszywa się na górze i prawie go nie widujemy.

– Słodziak z niego – zapewnia na widok mojej zaniepokojonej miny. – Do rany przyłóż. Słowo daję. Po prostu nie plącz mu się pod nogami, a wszystko będzie dobrze. I nie pozwól małej na dzikie harce.

– Będzie cicho.

– Jak ci na imię, skarbie? – Crystal zwraca się teraz do mojej córki.

Ta milczy.

– Sabina – wtrącam. – Ona nie mówi.

– Ooo – dziwi się Crystal. – Nigdy?

– Nie.

– Taka się urodziła?

– Nie. Dopiero od niedawna. – Czerwienię się gwałtownie.

Ta wygadana pani uzna mnie za złą matkę.

– Biedactwo – użala się nad nią Crystal. – Za to ładna jak obrazek. Podobna do mamusi.

– Mam na imię Ayesha – mówię. – Ayesha Rasheed.

– Miło cię poznać, Ayesho. – Przytula mnie do swoich bujnych piersi. – Mam nadzieję, że zostaniemy dobrymi przyjaciółkami.

Nie miałam w Anglii żadnej przyjaciółki, choć bardzo bym chciała, ale ta żywiołowa kobieta trochę mnie przerażała.

 

 

ROZDZIAŁ ÓSMY

 

Przy naszym pokoju jest ogromna łazienka. Kiedy Crystal wyszła włączyć czajnik, puściłam ciepłą wodę do wanny dla Sabiny. Stała nieruchomo, gdy ją rozbierałam. Czasem mam ochotę nią potrząsnąć tylko po to, żeby zmusić do reakcji. Wtedy przypominam sobie, jak destrukcyjne jest okrucieństwo, i mocno przytulam do siebie to kruche ciałko.

– Mam nadzieję, że będziemy tu szczęśliwe – mówię. – Nikt cię nie skrzywdzi. Będę się tobą opiekowała, a może któregoś dnia poczujesz, że znowu możesz do mnie mówić.

Patrzy na mnie smutnymi oczami, a ja całuję ją w czoło. Pomagam wejść do ciepłej kąpieli, czekam na westchnienie ulgi, ale Sabina milczy jak zaklęta.

Jej ubranie ma brzydki zapach, powinnam je uprać. Jutro pójdziemy na zakupy i znajdę dla nas coś do przebrania. Poradzę się Crystal, gdzie tanio kupić odzież; sprawia wrażenie osoby, która o sklepach wie wszystko. Wydaje się też, że z niejednego pieca chleb jadła.

Patrzę na swoje odbicie w lustrze i uświadamiam sobie, że w porównaniu z naszą gospodynią wyglądam jak szara myszka. Mój salwar kamiz jest spłowiały i szczelnie przykrywa ręce i nogi. Ukrywa też moje kształty. Takie są zwyczaje w naszej kulturze. Mama pilnowała mnie i moją siostrę Hinni, żebyśmy się ubierały skromnie, jak przystoi przyzwoitym dziewczynom. Kiedy wyszłam za mąż, Suresh tego ode mnie oczekiwał. Nigdy się nie malowałam. To nawet ciekawe, jak bym się czuła z jaskrawą szminką na ustach. Dotykam warg. Są suche, spierzchnięte.

Kiedy Sabina wychodzi z kąpieli, wycieram ją miękkimi ręcznikami zdjętymi z ciepłego kaloryfera. Są śnieżnobiałe i puszyste. Nie spytałam, czy możemy ich używać, ale po cóż by tu leżały? To miejsce bardziej przypomina hotel niż dom, i nie jestem pewna, czy tu pasujemy. Zaczynam mieć wrażenie, że sytuacja mnie przerasta.

Sadzam Sabinę na wielkim łóżku. Prześcieradła są miękkie, dobrej jakości, kołdra ciepła i lekka.

– Śpij – radzę. – Ja sobie porozmawiam z tą miłą panią. – Kurczowo łapie mnie za rękę i nie chce puścić. – Będę blisko. Odpocznij. To był męczący dzień.

Upewniam się, że Sabinie jest wygodnie, potem schodzę na dół. Znajduję Crystal w kuchni. Siedzi przy stole, malując paznokcie, ale na mój widok uśmiecha się szeroko.

– Klapnij sobie – zachęca, ale sama się podrywa. – Herbata i ciasteczka. Brytyjskie lekarstwo na wszystkie problemy.

Powinnam wyjść i kupić przynajmniej kanapki na kolację. Prawie nic dzisiaj nie jadłyśmy, a do tego nie mam żadnych zapasów

Rozglądam się. Kuchnia jest przestronna. Pośrodku stoi duży stół. Kuchenka rozmiarami pasuje raczej do restauracji niż prywatnego domu. Mam nadzieję, że wolno mi będzie jej używać, bo uwielbiam gotować.

Drzwi wychodzą na ogromny ogród na tyłach domu. Zachwyca mnie świeża zieleń i pierwsze kwiaty, zapowiedź nadchodzącego lata. Sabina będzie miała zaciszne miejsce do zabawy.

– Piękny ogród.

– Zasługa Joy. Pewnie teraz gdzieś grzebie w ziemi. – Crystal otwiera lodówkę. Jest gigantyczna, jak na amerykańskich filmach. – Hayden zamówił codzienne dostawy mleka i raz na tydzień jajek, więc nabiału nam nigdy nie brakuje. Joy uprawia warzywa, mamy własne kabaczki, pomidory i co tam jeszcze z jej grządek. W szafkach są ryż, makarony i mąka. Można ich używać bez ograniczeń. W zasadzie płaci za nie Hayden. Joy uzupełnia zapasy, gdy czegoś brakuje. Każde z nas ma półkę w lodówce – wyjaśnia. – Moja jest ta z czekoladą. Na półce Joy są jogurty i owoce. Hayden trzyma tu tylko tuzin butelek piwa.

– Jest pijakiem?

– Nie. – Crystal energicznie potrząsa głową. – Po prostu nic nie je.

Crystal dolewa mleka do parujących kubków, stawia jeden przede mną i przysuwa talerz z herbatnikami.

– Ja nie mogę – mówi. – Odchudzam się.

Jestem strasznie głodna, ale staram się zachowywać kulturalnie i nie rzucić się na jedzenie.

– Mamy mnóstwo pokoi – opowiada dalej Crystal. – Hayden nie używa nawet połowy z nich. W niektórych przechowuje rzeczy, które kupił do urządzenia domu, ale nigdy z nich nie skorzystał. Większość pomieszczeń jest zamknięta na cztery spusty. Stoją tam meble przykryte pokrowcami, żeby się nie kurzyły. Naprawdę nie rozumiem, czemu nie sprzeda domu, ale jestem też szczęśliwa, że tego nie robi. Kupił go za kasę, którą zarobił na swoich przebojach.

Patrzę na nią bez zrozumienia.

– Hayden Daniels – powtarza z naciskiem. – Nasz gospodarz.

Nic mi to nie mówi.

– Nie znasz go?

– Nie.

– I nigdy o nim nie słyszałaś?

– Nie.

– Nie oglądałaś „Gry o sławę”?

– Nie.

– Gdzie ty, do diabła, mieszkałaś? W jaskini?

– W Milton Keynes – mówię.

– Och. Niewielka różnica. – Crystal bierze ciastko.

Powinnam jej przypomnieć, że się odchudza, ale milczę.

– To program telewizyjny. Szalenie popularny. Nadawany w sobotę wieczorem. Wszyscy go oglądają. – Wzrusza ramionami. – Hayden wygrał „Grę o sławę” kilka lat temu. Jego piosenka zdobyła pierwsze miejsce na liście przebojów, sukces odniosła pierwsza płyta. Potem pisał jeden hit za drugim, jeździł w trasy, zdobył światową sławę, a za tym przyszła gigantyczna kasa. Wtedy kupił tę posiadłość. A teraz nienawidzi własnej popularności i ukrywa się przed ludźmi jak pieprzony Howard Hughes.

Nie wiem, kim jest Howard Hughes, ale wstydzę się przyznać. Przy Crystal czuję się jak ignorantka.

– Polubisz go – zapewnia mnie. – Trochę dziwak, ale bardzo dobry człowiek.

Już zapomniałam, że mężczyźni mogą być dobrzy.

– A jaka jest twoja historia? – Crystal bierze kolejne ciastko. – Jak to się stało, że wparowałaś tutaj z dzieckiem i całym dobytkiem w niewielkiej torbie?

Nie chcę mówić o sobie, ale skoro mam zamieszkać pod jednym dachem z tą miłą panią, to ma prawo coś o mnie wiedzieć.

– Porzuciłam męża. – Spuszczam głowę ze wstydem. – Ale nie był dobrym człowiekiem.

– Bił cię?

Niechętnie kiwam głową.

– Skąd ja to znam. – Cmoka znacząco. – Spotkałam niejednego typka z ciężką łapą. Dobrze, że udało ci się uciec od drania. Twoje szczęście, kochana.

– Umieram ze strachu, że mnie znajdzie.

– Nie tutaj – zapewnia. – W tym domu będziesz bezpieczna. Zatroszczymy się o ciebie. Hayden nie znosi ludzi, więc zabarykadował się, jakby to był co najmniej Fort Knox. Poza wysokim ogrodzeniem i kamerą przy bramie teren wokół domu jest monitorowany przez ochronę.

Oddycham z ulgą. Łzy kręcą mi się w oczach. Crystal kładzie swoją rękę na mojej i serdecznie się uśmiecha.

– Stanęłaś na nogi, Ayesha. Dobrze trafiłaś.

– Jak długo tu mieszkasz?

– Parę lat. Spotkałam Haydena w klubie po… Jak by tu powiedzieć… To nie był najlepszy okres w jego życiu. Coś zaiskrzyło i zabrał mnie do domu. Spędziliśmy ze sobą jedną upojną noc, a potem, cóż, tak jakoś się tu rozgościłam. – Crystal bierze kolejne ciastko. – Nie jesteśmy, wiesz…

Znacząco pociera palcami. Daje mi w ten sposób poznać, że nie sypiają ze sobą.

– Zostaliśmy przyjaciółmi, nic więcej. – Jej wzrok pada na pusty talerz. – O rany, wszystkie zjedzone! Pewnie umierasz z głodu.

Przez grzeczność nie wyjaśniam jej, że zjadłam tylko dwa herbatniki, a ona resztę.

– Nie mam nic do jedzenia. Czy są jakieś sklepy w pobliżu?

– Jasne – zapewnia Crystal. – Nieco dalej, na High Street. Ale nie martw się o zakupy. Mamy mnóstwo jedzenia na kolację. Coś później odgrzeję. – Kładzie mi rękę na ramieniu. – Wyglądasz na piekielnie zmęczoną.

Jej serdeczność wzrusza mnie do łez.

– Odpocznij trochę. Rozejrzyj się po domu. Posiedź z nogami w górze. Znajdziesz sobie tu jakieś zajęcie. Jutro możemy powłóczyć się po sklepach i kupić wszystkie potrzebne rzeczy.

– Brakuje nam ubrań – wyznaję – ale mam niewiele pieniędzy.

– Masz tylko to, co na grzbiecie? Nie mylę się?

– Tak. – Ukradkiem ocieram łzy.

– Ciocia Crystal weźmie cię na zakupy. – Klaszcze w ręce. – Zmienimy cię w nową kobietę, skarbie. Jeśli ktoś zacznie cię szukać, to cię nie pozna.

Patrzę na swój spłowiały i sprany salwar kamiz. A potem przenoszę wzrok na Crystal, ciasną koszulkę opinającą obfity biust, i przychodzi mi refleksja, że nie do końca mogę ufać jej wyczuciu w sprawach mody.

 

 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

 

Sabina po krótkiej drzemce wygląda dużo lepiej. Przytulam się do niej na szerokim łożu, grzeję się jej ciepłem.

– Będziemy tu szczęśliwe, córeczko – obiecuję.

Drzemiemy jeszcze przez chwilę, po czym mała zaczyna się wiercić. Wyjmuję z torby książeczkę i czytam na głos. Jutro, poza jedzeniem i ubraniem, muszę się zatroszczyć o szkołę dla Sabiny. Nie chcę, żeby ucierpiała jej nauka. Jest mądrą dziewczynką. Muszę jej dać szansę na dobre życie. Nauczyciele w poprzedniej szkole rozumieli jej problemy, mam nadzieję, że tutaj również znajdą się ludzie, którzy będą chcieli nam pomóc

– Kiedyś to ty będziesz mi czytała książki – obiecuję. – Jesteś mądrą dziewczynką i jestem z ciebie dumna.

Dziecko wkłada kciuk do buzi i opiera główkę na moim ramieniu, ale nadal milczy.

– Musimy poszukać czegoś do jedzenia – mówię, gdy kończę czytać. – Na pewno jesteś głodna.

Już późno. Szósta po południu. Zazwyczaj o siódmej Sabina jest w łóżku, dzisiaj jednak był szczególny dzień, a jutro nie ma lekcji. W brzuszku jej burczy i to przesądza sprawę. Ubieram córkę i ruszamy na dół.

Crystal wciąż jest w kuchni. Z radia płynie muzyka. Zrzuciła z nóg buty na wysokim obcasie i tańczy na bosaka.

– Jak się macie, dziewczyny!

Łapie Sabinę za ręce i kręci się z nią w kółko. Chce mi się śmiać na widok oszołomienia na twarzy mojej córeczki.

– Jestem tancerką – oświadcza Crystal.

– Baletnicą? – pytam.

– Niezupełnie. Preferuję taniec egzotyczny – wyjaśnia.

– Ładnie się poruszasz.

– Wiele osób mi to mówi. – Śmieje się głośno.

Staje na palcach i ku zachwytowi Sabiny kręci piruety jak balerina. Mała próbuje ją naśladować.

– Moja córeczka zawsze chciała chodzić na lekcje baletu, ale mąż się nie zgadzał.

– Teraz nic wam nie przeszkodzi – mówi Crystal. – Możecie spełniać swoje marzenia.

„To prawda, myślę. Teraz już możemy”.

Na samą myśl mam łzy w oczach. Wreszcie różne rzeczy stają się realne. Mogę wyjść z domu, kiedy mam ochotę, i oglądać takie programy, które sama wybiorę. Mogę wysłać córkę na lekcje tańca.

– Muszę znaleźć pracę.

– Wszystko w swoim czasie – uspokaja mnie Crystal. – Już i tak dokonałaś niesamowicie dużo. – Patrzy na mnie ze współczuciem. – Wiem, jaki to był trudny krok. Uwierz mi. Nie staraj się zrobić wszystkiego naraz. Daj sobie trochę czasu. Wystąpiłaś o zasiłek?

– Ruth mi pomogła – potwierdzam.

– Wkrótce będziesz miała pieniądze. Nie będzie ich dużo, ale na podstawowe potrzeby wystarczy.

Crystal okręca Sabinę w tanecznym pas i moja córeczka wiruje po całej kuchni jak bąk. Tak bym chciała znowu usłyszeć jej radosny dziecięcy szczebiot, ale milczy jak zaklęta.

– Chcę ci umilić pierwszy wieczór w nowym domu, więc przygotuję kolację.

– Jesteś bardzo miła.

– W kuchni poczynam sobie jak karateka z czarnym pasem. Jednym ruchem stwarzam zagrożenie dla otoczenia. – Śmieje się Crystal. – A mówiąc poważnie, nie jestem najlepszą kucharką pod słońcem. Potrafię przypalić wodę na herbatę. Zaryzykujmy jednak. – Zagląda do lodówki. – Co powiesz na pizzę?

– Bardzo chętnie.

– Trudno zepsuć mrożoną pizzę. – Wyjmuje trzy placki z foliowej osłonki i wkłada je do piecyka. – Proste jak drut.

Czekamy, aż się upieką, a Crystal nie przestaje mówić. Jej słowa wpadają mi jednym uchem i wylatują drugim, choć próbuję się skoncentrować. Sabinie też opadają powieki. Moja córeczka była dziś bardzo dzielna.

– Chyba coś się przypala – przerywam nieśmiało, gdy nasza gospodyni opowiada o czymś, co widziała w telewizji.

– Do diabła. – Crystal otwiera drzwiczki piekarnika, a wtedy kuchnię wypełnia dym i włącza się alarm pożarowy.

Crystal energicznie wymachuje ścierką, jakby robiła to setki razy.

Kiedy dym się rozwiewa, wyjmuje z piecyka spalone placki.

– Może uda się to zeskrobać – proponuje, ale ma kwaśną minę.

Patrzymy na siebie i nagle parskamy śmiechem.

– Chyba nic im nie pomoże – mówię.

Crystal ze wstrętem rzuca nieszczęsne pizze na blat kuchenny.

– Mogę coś ugotować – proponuję. Głód daje mi się we znaki. Martwię się też o Sabinę, która przez cały dzień nie miała w ustach nic ciepłego. – Co jeszcze masz do jedzenia?

– Mnóstwo jajek i sporo różnych warzyw. – Otwiera szeroko lodówkę. – W szafkach znajdziesz ryż i makaron. Jakieś sugestie?

– Masz przyprawy?

– To i owo się znajdzie. Ale niewiele ich używamy. – Crystal otwiera szafkę. Znajduję mielony kumin, kolendrę i słoik suszonych papryczek chili. – Dobrze gotujesz?

– Tak mi się wydaje. – Nie chcę się chwalić, ale gotowanie to była jedyna rzecz, której mąż nie krytykował, więc chyba sobie nieźle radziłam.

– A może mnie nauczysz? Ze swoimi kuchennymi talentami nigdy nie znajdę drogi do serca mężczyzny.

– Mogę zrobić wegetariańskie nasi goreng, jeśli pozwolisz.

– Proszę bardzo. Pojęcia nie mam, co to, ale brzmi nieźle. Potrafię obierać warzywa. Otwierać puszki. Mów, co mam robić. – Crystal znowu zagląda do lodówki. – Mamy tu cukinię, czerwoną paprykę i cebulę.

– To nam wystarczy.

– Wyjąć wszystko?

Kiwam głową.

– Wspaniale. Szykuje się uczta. – Crystal układa jarzyny na blacie i wyjmuje ze stojaka dwa noże. Stoimy ramię w ramię i kroimy wszystko na małe kawałki. Po raz pierwszy od lat nie denerwuję się przy gotowaniu. Nie nasłuchuję, kiedy otworzą się drzwi wejściowe i nie zastanawiam się, w jakim nastroju wróci dziś mój mąż.

– Poczęstujemy wszystkich – cieszy się Crystal. – Chociaż ta potrawa może być zbyt pikantna dla Joy. Lubi tradycyjne smaki i boi się nowinek. Nie widziałam dzisiaj Haydena. Wątpię, żeby wyściubił nos ze swego pokoju i przyszedł na kolację. Czasem zakrada się do kuchni, gdy nikogo nie ma na horyzoncie, i robi sobie kilka kanapek. Potem siedzi w pokoju, aż skończy mu się taki zapas. Podejrzewam, że znowu jest w typowym dla siebie nastroju.

Po minie Crystal wnioskuję, że nie jest to nastrój radosny i przyjacielski. Ogarnia mnie niepokój. Nie chcę być skazana na łaskę i niełaskę kolejnego nieprzewidywalnego mężczyzny. Staram się o tym nie myśleć. Starannie odmierzam ryż, podgrzewam olej na patelni i czekam, aż Crystal skończy kroić warzywa.

– Dlaczego taki jest? – pytam, zbierając się na odwagę.

– Długa historia – wzdycha. – I smutna. A właściwie, tragedia. Mówiąc w skrócie, stał się ofiarą własnej sławy. Czasem go to przytłacza. Najwyższy czas, żeby zaczął na nowo żyć, ale nie potrafi. Opowiem ci kiedyś przy winie.

Nie mówię jej, że nie piję alkoholu.

Otwierają się tylne drzwi i do kuchni wchodzi starsza kobieta z krótkimi siwymi włosami. Jest przysadzista i ma na sobie praktyczny, ale źle dobrany strój. Nawet ja potrafię to dostrzec. Na kraciastą koszulę włożyła granatowy sweter, a brązowe spodnie ma pogniecione i wypchane na kolanach. Spogląda spode łba, krzywi się i bardzo dokładnie wyciera nogi w wycieraczkę, jakby podejrzewała, że poza nią nikt z domowników tego nie robi. Potem zdejmuje buty i ustawia je równiutko przy wejściu.

– Cześć, Joy – wita ją radośnie Crystal. – Poznaj naszą nową współlokatorkę.

– Nie wiedziałam, że oczekujemy kolejnej osoby. – Taksuje mnie wzrokiem i wcale nie jest zadowolona.

– Świeża sprawa. Przyjechała parę godzin temu.

– Co na to jego lordowska mość? – Joy wskazuje wzrokiem na sufit.

– Jest zadowolony, że może pomóc człowiekowi w potrzebie – zapewnia ją Crystal.

– Miło mi panią poznać. – Wycieram ręce i wyciągam dłoń do nowo przybyłej.

– Pobrudziłam się w ogrodzie – odpowiada niechętnie.

Kiedy wreszcie podaje mi rękę, nie widać na niej brudu.

– To jest Ayesha Rasheed – ciągnie Crystal – ze swoją uroczą córeczką Sabiną. Poznaj Joy Ashton.

– Mam nadzieję, że nie jest hałaśliwa. – Joy marszczy się i rzuca chmurne spojrzenie na Sabinę.

– Będzie cicho jak myszka – odpowiadam.

Moja córka z pewnością nie jest hałaśliwa.

– Dobrze. Jesteśmy wszyscy przyzwyczajeni do spokoju.

– Nie gderaj, Joy. – Śmieje się Crystal. – Miło dla odmiany mieć dziecko w domu. Wszystkim będzie weselej. Potrzebujemy w życiu trochę radości. Prawda, Ayesho?

Kiwam głową.

– Ile masz lat? – pyta Joy Sabinę i zaraz zwraca się do mnie. – Co jej się stało? Zapomniała języka w gębie?

– Ona nie mówi – wyjaśniam. – Nie chciała być nieuprzejma.

– Och. – Joy wydyma usta.

– Ma osiem lat.

– Jest mała jak na swój wiek.

– Tak – mówię.

„I stanowczo zbyt wiele widziała jak na swój wiek”, myślę.

– Zjesz z nami kolację, Joy? – pyta Crystal, wymachując nożem. – Ayesha robi nasi goreng.

– A co to, u licha, jest?

– Ryż z warzywami.

– Nie lubię egzotycznych potraw – odmawia Joy. – Nie smakują mi.

– Mogę zrobić dla pani omlet, jeśli woli pani coś zwykłego – proponuję.

– Sama sobie poradzę – odpowiada szorstko Joy. – Jestem stara, ale z pewnością nie niedołężna.

– Och, wyluzuj, kochana – wtrąca się Crystal. – Ayesha jest po prostu miła. Znasz ją od pięciu minut, a już ją wystraszyłaś. Nawet nie zdążyła się u nas zadomowić.

– Uhm. – Joy wychodzi z kuchni.

– Nie przejmuj się – mówi Crystal. – Zawsze się tak zachowuje. Jest bardzo samotna. – Poważnieje i dodaje ciszej: – Jak my wszyscy.

 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

 

Jemy kolację we trzy: Sabina, ja i Crystal. Pani Ashton już do nas nie wraca. Nie pojawia się też gospodarz, pan Hayden Daniels.

– Jesteś diabelnie dobrą kucharką – mówi Crystal. Szczypie się w fałdkę na brzuchu i marszczy brwi. – Właściwie masz fach w ręku.

– Lubię gotować – przyznaję. – To mnie uspokaja.

– Chętnie ci ustąpię miejsca przy kuchni. Odstawię naczynia do zmywarki. Przynajmniej tyle mogę zrobić.

– Dziękuję.

– Zaraz wychodzę do pracy. Jutro zastanowimy się, co powinnaś ze sobą zrobić. Potrzebujesz nowych ciuchów i pewnie jedzenia, do którego jesteś przyzwyczajona.

– Muszę znaleźć szkołę dla Sabiny.

– Wszystkim się zajmiemy. W pobliżu jest dobra podstawówka. Pracuję do późna, więc nie spodziewaj się rano mojego towarzystwa. Masz wszystko, co ci będzie potrzebne?

– Tak. Dziękuję, Crystal. Bardzo mi pomogłaś. – I nagle się rozklejam.

Nic na to nie poradzę, dopiero teraz dociera do mnie, jak wiele dziś przeżyłam: ucieczkę w środku nocy, niepewność i stres w ciągu dnia. Łzy płyną same. Moim ciałem wstrząsa spazmatyczny szloch.

– Nie płacz – mówi Crystal i głaszcze mnie po włosach. – Proszę, nie płacz. Zaczynasz nowe życie. Łzy są niepotrzebne. Pomyśl o dobrych rzeczach.

Kiwam głową, ale wciąż płaczę. Crystal podsuwa mi papierowy ręcznik, wycieram twarz. Sabina wdrapuje się na moje kolana i przytula się. Ściskam ją mocno.

– Opiekuj się mamą – mówi Crystal. – Ma za sobą trudny czas. Ale będzie dobrze.

Nie wolno mi płakać. Muszę być dzielna za nas obie.

– Już w porządku. – Pociągam nosem. – Naprawdę.

– Połóż się wcześniej – radzi Crystal. – Pewnie od wczoraj nie zmrużyłaś oka. Nic dziwnego, że jesteś zmęczona i roztrzęsiona. Rano wszystko będzie wyglądało dużo lepiej. Możesz mi wierzyć.

Sprzątamy ze stołu i zostawiamy Crystal, wkładającą brudne naczynia do zmywarki. Wchodzę z Sabiną po schodach i zastanawiam się, czy kiedykolwiek poczuję się tu jak w domu. Crystal przyjęła nas serdecznie, ale martwię się, co myślą pani Ashton i pan Daniels. Może nas nie polubią i będziemy musiały się wynieść? Ruth mnie uprzedzała, że to tymczasowe rozwiązanie. Lepiej się na to przygotować. Może Ruth znajdzie nam jakieś tańsze mieszkanie i będziemy musiały się przenieść. Mam jednak nadzieję, że uda nam się zostać, bo naprawdę mi się tu podoba.

W pokoju Sabina przebiera się w piżamę. Kładziemy się razem i włączam telewizor. Jest dopiero ósma, ale trudno mi znaleźć coś odpowiedniego dla dziecka. Nie wolno mi było oglądać oper mydlanych, o których się tyle mówi, ale jakoś mnie nie pociągają, bo w każdej widzę ludzi, którzy na siebie krzyczą, a tego miałam aż za dużo w prawdziwym życiu. W końcu znajduję program kulinarny, ale po paru minutach Sabina mocno zasypia.

Oglądam odcinek do końca, jednak nie wiem, co się dzieje na ekranie. Moje myśli krążą wokół wszystkich spraw, którymi muszę się zająć. Ze względu na córkę muszę być silna, a tymczasem boję się przyszłości. W ostatnich latach nie kochałam męża – nawet go nie lubiłam – ale tak długo kontrolował moje życie, że nie jestem pewna, czy sobie poradzę. A przecież chodzi nie tylko o moją przyszłość.

Zapada noc, włączam lampkę przy łóżku, w jej świetle pokój jest jeszcze bardziej przytulny. W łazience przebieram się w koszulę nocną, równiutko składam wysłużony salwar kamiz. W tym eleganckim otoczeniu wygląda jeszcze żałośniej. Zapewne i ja sprawiam takie wrażenie. Ta nocna koszula i inne, podobne do niej, też były przyczyną licznych kłótni. Zasłania ramiona i nogi do kostek. Mąż wolałby, żebym w łóżku miała na sobie coś bardziej seksownego, ale nie miałam ochoty dla niego się rozbierać. Zostałam wychowana na skromną dziewczynę i nie lubię odsłaniać ciała. Miał o to do mnie pretensje. Wiem, że nie spełniałam jego oczekiwań w małżeńskim łożu, trudno jednak być czułą kochanką dla mężczyzny, który nie całuje kobiety i nie okazuje jej miłości.

Wyglądam przez okno. Pod drzewami zaparkowanych jest kilka samochodów, ale poza tym jest pusto i cicho. Nikogo nie widać w pobliżu. Przed bramą staje taksówka, serce we mnie zamiera, ale wtedy słyszę kroki na korytarzu, a potem na schodach. Przypominam sobie, że Crystal mówiła o wyjściu do pracy. Widocznie ma nocną zmianę. Po chwili trzaskają drzwi wejściowe, widzę ją na alejce prowadzącej do bramy. Wskakuje do taksówki i odjeżdża. Zaciągam zasłony.

Leżąc obok Sabiny, rozkoszuję się ciepłem i miękkością kołdry. Jestem bardzo zmęczona, jednak sen nie przychodzi. Przyciszam telewizję, zostawiam tylko ledwo słyszalny dźwięk w tle. Może z zamętu w mojej głowie zaczną się wyłaniać jakieś sensowne myśli. Powinnam napisać do rodziców i zawiadomić ich, co zrobiłam. Przez te wszystkie lata ani razu się nie poskarżyłam, że jestem nieszczęśliwa w małżeństwie. Nie chciałam, żeby się o mnie martwili, a teraz czeka ich prawdziwy szok. Muszę ich zawiadomić, jak się sprawy mają. Jutro kupię papeterię i wyznam im, że razem z Sabiną zaczęłyśmy nowe życie. Zmartwią się, ale mam nadzieję, że zrozumieją.

Chyba się zdrzemnęłam, bo ze snu wyrwał mnie dziwny odgłos. Słyszę rytmiczne metalowe szczęknięcia. Nocna lampka wciąż się świeci. Zerkam na zegarek. Jest północ. Na szczęście Sabina słodko śpi. Nastawiam uszu, hałas dochodzi gdzieś z dołu. Serce mi wali jak szalone. Na nowym miejscu zawsze jest tyle niepokojących odgłosów. W rodzinnym domu na Sri Lance słyszałam szum morskich fal, szelest palm na wietrze i cichy pomruk wentylatorów na suficie. Po przeprowadzce do Milton Keynes musiałam się przyzwyczaić do syren policyjnych samochodów, bulgotania w rurach i pokrzykiwania pijaczków wracających do domu z okolicznych barów i pubów. Ten dom również ma swoje odgłosy. Jego skrzypnięcia i stukania są obce i niepokojące.

Nastawiam uszu i wciąż słyszę powtarzający się hałas. Czyżby Crystal nie zamknęła za sobą drzwi? Nie spytałam jej, kto sprawdza zamki przed nocą. A jeśli niebezpieczny intruz dostał się do środka? Ma złe zamiary? W ustach mi zaschło. To nie może być Suresh. Nie znalazłby mnie tak szybko. Mam serce w piętach na myśl o nim, ale nie pozwolę się zastraszyć. To raczej nie mój mąż, ale jakiś niebezpieczny człowiek mógł się tu zakraść, pomimo ogrodzenia i kamer ochrony. Pan Daniels mieszka na samej górze, nic dziwnego, że nie słyszał hałasu na dole. Boję się go obudzić. Pani Ashton jest już stara, może ma problemy ze słuchem i śpi, nieświadoma zagrożenia. Mogę liczyć tylko na siebie.

Walenie na dole nie ustaje. Nie będę się chować pod kołdrą. Jestem nową Ayeshą. Stara siedziałaby w swoim pokoju jak mysz pod miotłą. Nowa musi się wykazać odwagą. Muszę sprawdzić, co jest źródłem hałasu. Jeśli trzaskają drzwi, muszę je dobrze zamknąć. Mimo odważnych zamiarów siedzę nieruchomo przez kolejnych kilka minut, w nadziei że zapanuje cisza i nie będę musiała opuszczać pokoju.

Ale odgłosy wciąż słychać.

Wiem, że powinnam się ubrać, jednak po namyśle zarzucam płaszcz na nocną koszulę i cicho wychodzę na korytarz. Jest ciemno, nie mam pojęcia, gdzie znajdują się włączniki światła, macam stopą drogę przed sobą. Jestem w obcym otoczeniu.

Na schodach hałas staje się głośniejszy. Bang, bang, bang. Bez chwili przerwy. Odgłosy nie przypominają stukania do drzwi, nie mam pojęcia, co to może być. Przydałaby mi się jakaś broń, gdybym wpadła na włamywacza – przynajmniej parasol lub kij golfowy – rozglądam się, ale bez skutku. Na stoliku przy drzwiach stoi statuetka. Skoro nie znalazłam niczego lepszego, musi mi wystarczyć posążek kobiety z brązu. Przyjemnie chłodzi spocone ręce.

Jestem przy kuchni na parterze, gdy uświadamiam sobie, że dźwięk dochodzi spod podłogi, z piwnicy. Pod schodami są drzwi, przez szpary widać światło. Właśnie tam dzieje się coś niepokojącego.

Ostrożnie otwieram drzwi, hałas się nasila. Zbieram się na odwagę i wołam: „Halo!”. Głos mi drży, a strach ściska gardło.

Nie ma odpowiedzi. Pomału skradam się po schodach w dół. Pewnej nocy Suresh zmusił mnie do obejrzenia horroru, gdy jego rodzice położyli się już spać. Moje przerażenie sprawiało mu frajdę. Bohaterka filmu musiała zejść do piwnicy – ale była w samej bieliźnie i miała jedynie gasnącą co chwila latarkę w ręku. Moja sytuacja jest o tyle lepsza, że mam na sobie płaszcz, a piwnica jest jasno oświetlona. Gdyby jednak lampy zgasły, znalazłabym się w ciemności, bez latarki. Może kobieta z horroru, nawet w samych majtkach, miała nade mną przewagę.

W połowie schodów jeden ze stopni głośno trzeszczy pod moją stopą. Hałas nagle ustaje. Zastygam w miejscu i cała odwaga mnie opuszcza. Przez chwilę próbuję opanować nerwy, ale serce wali mi w piersi jak oszalałe. A potem podnoszę statuetkę z brązu i odważnie ruszam do przodu.

 

Matthews

 

Ruth poradziła mi, jak mam dojść do domu. Wydaje się, że szłam dokładnie według jej wskazówek. Teraz jednak, gdy stoję przed wielkim domostwem przy wysadzonej drzewami alei, ponownie sprawdzam adres. To chyba pomyłka?

– Ładnie tu, prawda? – mówię do Sabiny.

Moja córeczka wygląda na zmęczoną. Chciałabym ją wykąpać i położyć na godzinkę do łóżka. Powinna zjeść coś ciepłego. Ciastko z kawałkami czekolady trudno uznać za posiłek.

Jesteśmy na północy Londynu, w dzielnicy, która się nazywa Hampstead. Znów musiałyśmy jechać metrem, tym razem niedaleko. Kilka przystanków. Myślałam, że w Londynie wszędzie są tłumy i gwar, jednak ta uliczka jest zupełnie inna. To dzielnica bogatych ludzi. Naprzeciwko posiadłości, przed którą stoję, jest park miejski.

Dom jest ogromny i piękny, otynkowany na biało. Stoi w ogrodzie wśród starych drzew. Od ulicy dzieli go wysoki mur i kuta żelazna brama. Obserwuje nas oko kamery systemu alarmowego. Jeszcze raz sprawdzam numer. Nie, nie mylę się. To tutaj.

Nie mam pojęcia, jakim cudem stać nas na taki luksus, ale Ruth wypełniła mnóstwo papierków w moim imieniu i zapewniła, że wszystko zostanie opłacone. Obiecała mi także, że dostanę zasiłek od państwa na siebie i na Sabinę. Będziemy miały czas stanąć na nogi. Sugerowała rozwód z Sureshem, wtedy będzie musiał płacić alimenty. Odparłam, że to wykluczone. Dowiedziałby się, gdzie jesteśmy, a właśnie tego muszę uniknąć za wszelką cenę. Wolę klepać biedę, niż pozwolić, żeby nas znalazł.

Nie mogę tak stać i się gapić. Zbieram się na odwagę i przyciskam dzwonek.

– Popchnij mocno, gdy usłyszysz kliknięcie – trzeszczy głos w głośniku.

Słyszę jakiś odgłos, więc napieram na bramę. Otwiera się. Idziemy żwirową alejką. Nabieram powietrza, gdy stajemy pod drzwiami. A jeśli nie spodobamy się tej pani, tej Crystal? Czy nas odeśle? Co wtedy zrobimy?

Po chwili otwiera drzwi. Stoję jak wryta. Nie spodziewałam się, że tak wygląda. Jej długie blond włosy są upięte wysoko na głowie i spadają kaskadą loków na ramiona. Ma brązową opaleniznę i bardzo białe zęby. Używa szminki tak różowej, że bije po oczach. Jest prawie goła. Ma na sobie obcisłe białe szorty i różową koszulkę, spod której widać brzuch, a na nogach szpilki w kolorze szminki. Patrzę na Sabinę i widzę, że rozdziawiła buzię ze zdziwienia.

– Cześć, kochana – mówi. – To o tobie mówiła Ruth? Witajcie w nowym domu. Wyglądacie na zmęczone. Daj, pomogę. – Wyrywa mi z ręki torbę, zanim zdążam zaprotestować. – Gdzie reszta rzeczy?

– Nie mam nic więcej.

– Naprawdę? – Teraz ona wygląda na zaskoczoną. – O rety! Naprawdę wiesz, jak podróżować bez obciążeń.

Najwyraźniej niewiele o nas wie.

– Wejdźcie. Nie stójcie w progu.

Biorę córeczkę za rękę i podążamy za naszą gospodynią.

Wnętrza są przestronne, pełne światła i powietrza. Wielki hol pomalowano na biało. Dom bardzo się różni od tego, w którym spędziłam ostatnich kilka lat, z jego wyblakłymi, nijakimi kolorami i ponurą atmosferą. Czuję się podniesiona na duchu, ale Sabina się denerwuje i mocniej ściska moją rękę.

– Zaprowadzę was do pokoju – mówi Crystal. – Potem wstawię wodę. Przyda wam się filiżanka dobrej, mocnej herbaty.

Prowadzi nas schodami na górę, a ja się rumienię, bo widać jej całą pupę. Chętnie bym zakryła Sabinie oczy, ale nie chcę być niegrzeczna.

– Mam na imię Crystal – zwraca się do mnie – ale to pewnie wiesz od Ruth. Cieszę się, że zadzwoniła. Od wieków jej nie widziałam, a chętnie bym się z nią umówiła na ploty. – Znika za drzwiami pokoju. Idziemy za nią. Robi gest ręką, zachęcając, by się rozejrzeć. – Bardzo proszę. Witam w naszym królestwie.

Pokój jest wielki, króluje w nim ogromne łoże przykryte turkusową narzutą. Komoda i toaletka z ciemnego drewna wyglądają na drogie meble. Na ścianie jest duży telewizor.

– Podoba ci się?

Ostrożnie podchodzę do wielkiego wykuszowego okna. Mam stąd widok na rozciągający się po przeciwnej stronie ulicy park. Łzy kręcą mi się w oczach. Nigdy nie mieszkałam w tak pięknym miejscu – nawet w rodzinnym domu na Sri Lance.

– To nasz pokój? – upewniam się nieśmiało.

– Jasne. Podoba ci się?

– Bardzo. – Rozglądam się z zachwytem. – Ty też tu mieszkasz?

– Tak. Piętro wyżej. – Crystal odstawia moją torbę na łóżko i przysiada na brzegu. – Druga lokatorka to Joy. Źle dobrane imię, gdyby mnie kto pytał, nic w niej radosnego. Mówiąc szczerze, zgryźliwa jędza. Ma pokój na moim piętrze. Na samej górze mieszka Jego Wysokość. – Zadziera brodę. – Zajmuje całe piętro.

– Jego Wysokość?

– Hayden.

– Mieszka tu mężczyzna? – Ruth mnie nie uprzedziła.

– To jego dom. – Crystal wzrusza ramionami. – Musiałam się nieźle nagadać, żeby go przekonać, ale w końcu dał za wygraną.

– To nieprzyjemny człowiek?

– Hayden? – Crystal parska śmiechem. – Broń Boże. Skomplikowany. Z problemami. Jest muzykiem. Piosenkarzem. Kiedyś był gwiazdą muzyki pop. Wiesz, jakie są te artystyczne typy.

Prawdę mówiąc, nie mam pojęcia.

– Mamy wspólną kuchnię na dole i gigantyczny salon, w którym stoi pianino Haydena. Rzadko na nim grywa, a szkoda. Trzyma ludzi na dystans. Prawdę powiedziawszy, samotnik z niego. Nie wiem, czemu przyjął lokatorów. Wydaje się, że ma zbyt miękkie serce, żeby odmówić.

Crystal gada bez przerwy, a ja z trudem za nią nadążam.

– Przygarnął dwie przybłędy, mnie i Joy, a teraz nie może się nas pozbyć. Bierze od nas śmieszny czynsz, dlatego obydwie staramy się nim opiekować. Pozwala się przez chwilę rozpieszczać, ale wkrótce zaczynamy mu działać na nerwy, więc znika. Zaszywa się na górze i prawie go nie widujemy.

– Słodziak z niego – zapewnia na widok mojej zaniepokojonej miny. – Do rany przyłóż. Słowo daję. Po prostu nie plącz mu się pod nogami, a wszystko będzie dobrze. I nie pozwól małej na dzikie harce.

– Będzie cicho.

– Jak ci na imię, skarbie? – Crystal zwraca się teraz do mojej córki.

Ta milczy.

– Sabina – wtrącam. – Ona nie mówi.

– Ooo – dziwi się Crystal. – Nigdy?

– Nie.

– Taka się urodziła?

– Nie. Dopiero od niedawna. – Czerwienię się gwałtownie.

Ta wygadana pani uzna mnie za złą matkę.

– Biedactwo – użala się nad nią Crystal. – Za to ładna jak obrazek. Podobna do mamusi.

– Mam na imię Ayesha – mówię. – Ayesha Rasheed.

– Miło cię poznać, Ayesho. – Przytula mnie do swoich bujnych piersi. – Mam nadzieję, że zostaniemy dobrymi przyjaciółkami.

Nie miałam w Anglii żadnej przyjaciółki, choć bardzo bym chciała, ale ta żywiołowa kobieta trochę mnie przerażała.

 

 

ROZDZIAŁ ÓSMY

 

Przy naszym pokoju jest ogromna łazienka. Kiedy Crystal wyszła włączyć czajnik, puściłam ciepłą wodę do wanny dla Sabiny. Stała nieruchomo, gdy ją rozbierałam. Czasem mam ochotę nią potrząsnąć tylko po to, żeby zmusić do reakcji. Wtedy przypominam sobie, jak destrukcyjne jest okrucieństwo, i mocno przytulam do siebie to kruche ciałko.

– Mam nadzieję, że będziemy tu szczęśliwe – mówię. – Nikt cię nie skrzywdzi. Będę się tobą opiekowała, a może któregoś dnia poczujesz, że znowu możesz do mnie mówić.

Patrzy na mnie smutnymi oczami, a ja całuję ją w czoło. Pomagam wejść do ciepłej kąpieli, czekam na westchnienie ulgi, ale Sabina milczy jak zaklęta.

Jej ubranie ma brzydki zapach, powinnam je uprać. Jutro pójdziemy na zakupy i znajdę dla nas coś do przebrania. Poradzę się Crystal, gdzie tanio kupić odzież; sprawia wrażenie osoby, która o sklepach wie wszystko. Wydaje się też, że z niejednego pieca chleb jadła.

Patrzę na swoje odbicie w lustrze i uświadamiam sobie, że w porównaniu z naszą gospodynią wyglądam jak szara myszka. Mój salwar kamiz jest spłowiały i szczelnie przykrywa ręce i nogi. Ukrywa też moje kształty. Takie są zwyczaje w naszej kulturze. Mama pilnowała mnie i moją siostrę Hinni, żebyśmy się ubierały skromnie, jak przystoi przyzwoitym dziewczynom. Kiedy wyszłam za mąż, Suresh tego ode mnie oczekiwał. Nigdy się nie malowałam. To nawet ciekawe, jak bym się czuła z jaskrawą szminką na ustach. Dotykam warg. Są suche, spierzchnięte.

Kiedy Sabina wychodzi z kąpieli, wycieram ją miękkimi ręcznikami zdjętymi z ciepłego kaloryfera. Są śnieżnobiałe i puszyste. Nie spytałam, czy możemy ich używać, ale po cóż by tu leżały? To miejsce bardziej przypomina hotel niż dom, i nie jestem pewna, czy tu pasujemy. Zaczynam mieć wrażenie, że sytuacja mnie przerasta.

Sadzam Sabinę na wielkim łóżku. Prześcieradła są miękkie, dobrej jakości, kołdra ciepła i lekka.

– Śpij – radzę. – Ja sobie porozmawiam z tą miłą panią. – Kurczowo łapie mnie za rękę i nie chce puścić. – Będę blisko. Odpocznij. To był męczący dzień.

Upewniam się, że Sabinie jest wygodnie, potem schodzę na dół. Znajduję Crystal w kuchni. Siedzi przy stole, malując paznokcie, ale na mój widok uśmiecha się szeroko.

– Klapnij sobie – zachęca, ale sama się podrywa. – Herbata i ciasteczka. Brytyjskie lekarstwo na wszystkie problemy.

Powinnam wyjść i kupić przynajmniej kanapki na kolację. Prawie nic dzisiaj nie jadłyśmy, a do tego nie mam żadnych zapasów

Rozglądam się. Kuchnia jest przestronna. Pośrodku stoi duży stół. Kuchenka rozmiarami pasuje raczej do restauracji niż prywatnego domu. Mam nadzieję, że wolno mi będzie jej używać, bo uwielbiam gotować.

Drzwi wychodzą na ogromny ogród na tyłach domu. Zachwyca mnie świeża zieleń i pierwsze kwiaty, zapowiedź nadchodzącego lata. Sabina będzie miała zaciszne miejsce do zabawy.

– Piękny ogród.

– Zasługa Joy. Pewnie teraz gdzieś grzebie w ziemi. – Crystal otwiera lodówkę. Jest gigantyczna, jak na amerykańskich filmach. – Hayden zamówił codzienne dostawy mleka i raz na tydzień jajek, więc nabiału nam nigdy nie brakuje. Joy uprawia warzywa, mamy własne kabaczki, pomidory i co tam jeszcze z jej grządek. W szafkach są ryż, makarony i mąka. Można ich używać bez ograniczeń. W zasadzie płaci za nie Hayden. Joy uzupełnia zapasy, gdy czegoś brakuje. Każde z nas ma półkę w lodówce – wyjaśnia. – Moja jest ta z czekoladą. Na półce Joy są jogurty i owoce. Hayden trzyma tu tylko tuzin butelek piwa.

– Jest pijakiem?

– Nie. – Crystal energicznie potrząsa głową. – Po prostu nic nie je.

Crystal dolewa mleka do parujących kubków, stawia jeden przede mną i przysuwa talerz z herbatnikami.

– Ja nie mogę – mówi. – Odchudzam się.

Jestem strasznie głodna, ale staram się zachowywać kulturalnie i nie rzucić się na jedzenie.

– Mamy mnóstwo pokoi – opowiada dalej Crystal. – Hayden nie używa nawet połowy z nich. W niektórych przechowuje rzeczy, które kupił do urządzenia domu, ale nigdy z nich nie skorzystał. Większość pomieszczeń jest zamknięta na cztery spusty. Stoją tam meble przykryte pokrowcami, żeby się nie kurzyły. Naprawdę nie rozumiem, czemu nie sprzeda domu, ale jestem też szczęśliwa, że tego nie robi. Kupił go za kasę, którą zarobił na swoich przebojach.

Patrzę na nią bez zrozumienia.

– Hayden Daniels – powtarza z naciskiem. – Nasz gospodarz.

Nic mi to nie mówi.

– Nie znasz go?

– Nie.

– I nigdy o nim nie słyszałaś?

– Nie.

– Nie oglądałaś „Gry o sławę”?

– Nie.

– Gdzie ty, do diabła, mieszkałaś? W jaskini?

– W Milton Keynes – mówię.

– Och. Niewielka różnica. – Crystal bierze ciastko.

Powinnam jej przypomnieć, że się odchudza, ale milczę.

– To program telewizyjny. Szalenie popularny. Nadawany w sobotę wieczorem. Wszyscy go oglądają. – Wzrusza ramionami. – Hayden wygrał „Grę o sławę” kilka lat temu. Jego piosenka zdobyła pierwsze miejsce na liście przebojów, sukces odniosła pierwsza płyta. Potem pisał jeden hit za drugim, jeździł w trasy, zdobył światową sławę, a za tym przyszła gigantyczna kasa. Wtedy kupił tę posiadłość. A teraz nienawidzi własnej popularności i ukrywa się przed ludźmi jak pieprzony Howard Hughes.

Nie wiem, kim jest Howard Hughes, ale wstydzę się przyznać. Przy Crystal czuję się jak ignorantka.

– Polubisz go – zapewnia mnie. – Trochę dziwak, ale bardzo dobry człowiek.

Już zapomniałam, że mężczyźni mogą być dobrzy.

– A jaka jest twoja historia? – Crystal bierze kolejne ciastko. – Jak to się stało, że wparowałaś tutaj z dzieckiem i całym dobytkiem w niewielkiej torbie?

Nie chcę mówić o sobie, ale skoro mam zamieszkać pod jednym dachem z tą miłą panią, to ma prawo coś o mnie wiedzieć.

– Porzuciłam męża. – Spuszczam głowę ze wstydem. – Ale nie był dobrym człowiekiem.

– Bił cię?

Niechętnie kiwam głową.

– Skąd ja to znam. – Cmoka znacząco. – Spotkałam niejednego typka z ciężką łapą. Dobrze, że udało ci się uciec od drania. Twoje szczęście, kochana.

– Umieram ze strachu, że mnie znajdzie.

– Nie tutaj – zapewnia. – W tym domu będziesz bezpieczna. Zatroszczymy się o ciebie. Hayden nie znosi ludzi, więc zabarykadował się, jakby to był co najmniej Fort Knox. Poza wysokim ogrodzeniem i kamerą przy bramie teren wokół domu jest monitorowany przez ochronę.

Oddycham z ulgą. Łzy kręcą mi się w oczach. Crystal kładzie swoją rękę na mojej i serdecznie się uśmiecha.

– Stanęłaś na nogi, Ayesha. Dobrze trafiłaś.

– Jak długo tu mieszkasz?

– Parę lat. Spotkałam Haydena w klubie po… Jak by tu powiedzieć… To nie był najlepszy okres w jego życiu. Coś zaiskrzyło i zabrał mnie do domu. Spędziliśmy ze sobą jedną upojną noc, a potem, cóż, tak jakoś się tu rozgościłam. – Crystal bierze kolejne ciastko. – Nie jesteśmy, wiesz…

Znacząco pociera palcami. Daje mi w ten sposób poznać, że nie sypiają ze sobą.

– Zostaliśmy przyjaciółmi, nic więcej. – Jej wzrok pada na pusty talerz. – O rany, wszystkie zjedzone! Pewnie umierasz z głodu.

Przez grzeczność nie wyjaśniam jej, że zjadłam tylko dwa herbatniki, a ona resztę.

– Nie mam nic do jedzenia. Czy są jakieś sklepy w pobliżu?

– Jasne – zapewnia Crystal. – Nieco dalej, na High Street. Ale nie martw się o zakupy. Mamy mnóstwo jedzenia na kolację. Coś później odgrzeję. – Kładzie mi rękę na ramieniu. – Wyglądasz na piekielnie zmęczoną.

Jej serdeczność wzrusza mnie do łez.

– Odpocznij trochę. Rozejrzyj się po domu. Posiedź z nogami w górze. Znajdziesz sobie tu jakieś zajęcie. Jutro możemy powłóczyć się po sklepach i kupić wszystkie potrzebne rzeczy.

– Brakuje nam ubrań – wyznaję – ale mam niewiele pieniędzy.

– Masz tylko to, co na grzbiecie? Nie mylę się?

– Tak. – Ukradkiem ocieram łzy.

– Ciocia Crystal weźmie cię na zakupy. – Klaszcze w ręce. – Zmienimy cię w nową kobietę, skarbie. Jeśli ktoś zacznie cię szukać, to cię nie pozna.

Patrzę na swój spłowiały i sprany salwar kamiz. A potem przenoszę wzrok na Crystal, ciasną koszulkę opinającą obfity biust, i przychodzi mi refleksja, że nie do końca mogę ufać jej wyczuciu w sprawach mody.

 

 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

 

Sabina po krótkiej drzemce wygląda dużo lepiej. Przytulam się do niej na szerokim łożu, grzeję się jej ciepłem.

– Będziemy tu szczęśliwe, córeczko – obiecuję.

Drzemiemy jeszcze przez chwilę, po czym mała zaczyna się wiercić. Wyjmuję z torby książeczkę i czytam na głos. Jutro, poza jedzeniem i ubraniem, muszę się zatroszczyć o szkołę dla Sabiny. Nie chcę, żeby ucierpiała jej nauka. Jest mądrą dziewczynką. Muszę jej dać szansę na dobre życie. Nauczyciele w poprzedniej szkole rozumieli jej problemy, mam nadzieję, że tutaj również znajdą się ludzie, którzy będą chcieli nam pomóc

– Kiedyś to ty będziesz mi czytała książki – obiecuję. – Jesteś mądrą dziewczynką i jestem z ciebie dumna.

Dziecko wkłada kciuk do buzi i opiera główkę na moim ramieniu, ale nadal milczy.

– Musimy poszukać czegoś do jedzenia – mówię, gdy kończę czytać. – Na pewno jesteś głodna.

Już późno. Szósta po południu. Zazwyczaj o siódmej Sabina jest w łóżku, dzisiaj jednak był szczególny dzień, a jutro nie ma lekcji. W brzuszku jej burczy i to przesądza sprawę. Ubieram córkę i ruszamy na dół.

Crystal wciąż jest w kuchni. Z radia płynie muzyka. Zrzuciła z nóg buty na wysokim obcasie i tańczy na bosaka.

– Jak się macie, dziewczyny!

Łapie Sabinę za ręce i kręci się z nią w kółko. Chce mi się śmiać na widok oszołomienia na twarzy mojej córeczki.

– Jestem tancerką – oświadcza Crystal.

– Baletnicą? – pytam.

– Niezupełnie. Preferuję taniec egzotyczny – wyjaśnia.

– Ładnie się poruszasz.

– Wiele osób mi to mówi. – Śmieje się głośno.

Staje na palcach i ku zachwytowi Sabiny kręci piruety jak balerina. Mała próbuje ją naśladować.

– Moja córeczka zawsze chciała chodzić na lekcje baletu, ale mąż się nie zgadzał.

– Teraz nic wam nie przeszkodzi – mówi Crystal. – Możecie spełniać swoje marzenia.

„To prawda, myślę. Teraz już możemy”.

Na samą myśl mam łzy w oczach. Wreszcie różne rzeczy stają się realne. Mogę wyjść z domu, kiedy mam ochotę, i oglądać takie programy, które sama wybiorę. Mogę wysłać córkę na lekcje tańca.

– Muszę znaleźć pracę.

– Wszystko w swoim czasie – uspokaja mnie Crystal. – Już i tak dokonałaś niesamowicie dużo. – Patrzy na mnie ze współczuciem. – Wiem, jaki to był trudny krok. Uwierz mi. Nie staraj się zrobić wszystkiego naraz. Daj sobie trochę czasu. Wystąpiłaś o zasiłek?

– Ruth mi pomogła – potwierdzam.

– Wkrótce będziesz miała pieniądze. Nie będzie ich dużo, ale na podstawowe potrzeby wystarczy.

Crystal okręca Sabinę w tanecznym pas i moja córeczka wiruje po całej kuchni jak bąk. Tak bym chciała znowu usłyszeć jej radosny dziecięcy szczebiot, ale milczy jak zaklęta.

– Chcę ci umilić pierwszy wieczór w nowym domu, więc przygotuję kolację.

– Jesteś bardzo miła.

– W kuchni poczynam sobie jak karateka z czarnym pasem. Jednym ruchem stwarzam zagrożenie dla otoczenia. – Śmieje się Crystal. – A mówiąc poważnie, nie jestem najlepszą kucharką pod słońcem. Potrafię przypalić wodę na herbatę. Zaryzykujmy jednak. – Zagląda do lodówki. – Co powiesz na pizzę?

– Bardzo chętnie.

– Trudno zepsuć mrożoną pizzę

Cała historia, nawet z tym psychicznym mężem Ayeshy, którego imienia nie pamiętam i pamiętać nie chcę, to coś co powinien przeczytać każdy. Może nie ma tu niczego specjalnie wyzywającego czy jakichś nagłych ataków spawacza…nadal jednak to historia, którą powinniście przeczytać przez sam wzgląd na zaburzenia psychiczne, które zostały tu przedstawione. No i samo zakończenie. Miodzio. Dlatego nie przejmujcie się niczym i idźcie do ulubionej księgarni, wyposażyć się w tę książkę.

"Moje miejsce na ziemi" miejscami przypominało taką bajkę - niezbyt realną, niewymagającą, lekko infantylna, ale z pouczającą puentą na koniec. Jeśli ktoś chce czegoś bardzo optymistycznego, to nie musi już dłużej szukać, bo własnie idealnie trafił, w innym przypadku zastanowiłabym się chwilę, czy to aby na pewno dobry pomysł.

"Moje miejsce na ziemi" to powieść idealna na każdą porę roku i na każdy moment w życiu . Ja potrzebuję czasem sięgnąć po coś, co mnie odpręży i pozwoli naprawdę się zrelaksować. Książki Carole Matthews właśnie takie są i dlatego uważam, że więcej osób powinno usłyszeć o tej autorce. Te historie są urocze i dość przewidywalne, ale doskonale spełniają swoją funkcję i lekturę ich wspominam z uśmiechem na twarzy.
Z pewnością sięgnę po kolejne powieści tej pisarki i jestem przekonana, że się nie rozczaruję.

Zapewne gdybym wcześniej nie poznała twórczości Carole Matthews, nie zwróciłabym uwagi w księgarni na jej najnowszą książkę. „Moje miejsce na ziemi” ma ładną okładkę, ale niestety trochę sugerującą banalną, infantylną treść. Nic bardziej mylnego. To w rzeczywistości pozytywna i nieszablonowa powieść o tym, że zawsze i niezależnie od wieku da się zacząć od nowa. Polecam, szczególnie na wakacje. :-)

To książka którą się pochłania w zastraszającym tempie, gdyż chcemy wiedzieć co będzie dalej, jak potoczą się losy bohaterów. To także książka poruszająca temat przemocy domowej, samotności po utracie ukochanej osoby i strachu przed całkowitą zmianą swojego życia. Pokazuje, że trzeba mieć w sobie odwagę by zacząć wszystko od nowa. Bo przecież nowe życie możemy zacząć w każdej chwili. Polecam!!!

 Moje miejsce na ziemi to cudowna opowieść, jednocześnie wzrusza i wywołuje uśmiech na twarzy. Pokazuje, że życie nie zawsze musi być tak beznadziejne, jakby się nam wydawało. I że zawsze gdzieś tak czeka na nas własne i bezpieczne miejsce. Jeżeli wszystkie powieści Carole Matthews są tak samo naszpikowane dobrą energią, jak ta książka, to ja biorę je wszystkie w ciemno. Komu polecić Moje miejsce na ziemi? Bo oczywiście polecam lekturę gorąco. Miłośnikom powieści obyczajowych. Tym, którzy lubią powieści nastrajające pozytywnie, ale przy tym trzymające w napięciu oraz wielbicielom prozy Carole Matthews. Myślę, że się nie zawiedziecie.

„Moje miejsce na ziemi” to książka, która może umilić wakacyjne popołudnie. Mimo poważnej tematyki, napisana jest lekko i raczej podnosi na duchu aniżeli przygnębia. Podczas czytania nie sposób się nudzić, powieść budzi cały szereg emocji, momentami trzyma w napięciu, a nawet wzrusza. Wielkim plusem jest zaprezentowanie losów wszystkich bohaterów, a nie tylko Ayeshy i jej córki. (...) Książka czasami była zbyt bajkowa, mało realna, stereotypowa i oczywista, mimo to czytało się ją bardzo dobrze, podnosiła na duchu i dawała nadzieję na to, że każdy znajdzie swoje miejsce na ziemi, gdzie będzie czuł się szczęśliwy. Autorka pokazała, że nawet w najtrudniejszych chwilach naszego życia, na swojej drodze możemy spotkać kogoś kto wyciągnie do nas pomocną dłoń i pomoże nam podnieść się z upadku.

Komplet bohaterów jest dość nietuzinkowy. Wszystkie postaci są jednak napisane z rozmysłem, mają realną osobowość, a na karku noszą bagaż doświadczeń. To wszystko sprawia, że czytelnik łatwo angażuje się w wydarzenia i kibicuje bohaterom do samego końca. (...) To opowieść mądra i ciepła, która ukazuje, co jest w życiu najważniejsze.

Miałam chwilę gdy uśmiechałam się w trakcie czytania, ale również takie kiedy łzy napływały mi do oczu. Nie mam pojęcia, czy to ze szczęścia, czy ze strachu z powodu Ayeshy i jej bezpieczeństwa. Carole Matthews pokazuje nam jak silny może być strach w związku z tym co nieuniknione. (...) Książka ukazuje nam miłość, przyjaźń, ale również cierpienie i przemoc. Wszystko zostało świetnie odwzorowane, przez co kolejny raz autorka zasługuje na uznanie. Uważam, że ta powieść jest jedną z jej najlepszych, które dotychczas czytałam.

"Moje miejsce na ziemi" to książka, która podnosi czytelnika na duchu. Sprawia, że ten dostaje zastrzyk pozytywnej energii, bo inaczej się nie da patrząc na pokiereszowanych przez los bohaterów, którzy mimo wszystko stają pewnie na nogi i zaczynają wszystko od nowa. Carole Matthews udało się stworzyć ciepłą i mądrą powieść, którą polecam każdemu. Ja osobiście czekam na kolejną jej książkę i szczerze powiedziawszy, nie mogę się jej doczekać.

Zanim w ogóle przeczytałam tę powieść spodziewałam się czegoś smutnego, dołującego. Bardzo się pomyliłam. Mimo że tematyka książki pani Matthews nie należy do lekkich i latwych, to Moje miejsce na ziemi jest bardzo optymistyczną historią, której czytanie sprawiło mi ogromną radość. (...) Moje miejsce na ziemi jest to wzruszająca książka, pełna radości oraz skłaniająca do refleksji. Polecam tę powieść bardzo serdecznie.

„Moje miejsce na ziemi” Carole Matthews to moje drugie spotkanie z twórczością autorki i choć nie wypadło tak dobrze, jak się spodziewałam, to z pewnością nie żałuję, że sięgnęłam po tę pozycję. Carole Matthews po raz kolejny udało się mnie oczarować niepowtarzalną atmosferą historii, która sprawiła, że nie mogłam się oderwać od lektury i z niesłabnącą ciekawością śledziłam losy bohaterów. (...) To ciepła i budująca opowieść o poszukiwaniu szczęścia, przyjaźni, trudnych wyborach, skomplikowanych relacjach międzyludzkich, jak również o miłości, która przychodzi w najmniej spodziewanym momencie. Carole Matthews stworzyła niesamowicie pozytywną i zachęcającą do refleksji historię, która wzrusza i jednocześnie napawa optymizmem, ucząc nas, że nigdy nie jest za późno by zmienić coś w swoim życiu.  Polecam miłośnikom powieści obyczajowych i fanom twórczości autorki

Nie powiem książka mi się podobała. Jest taka cukierkowa, miła, otula ciepłą kołderką, ale nie tego oczekiwałam po tej powieści, dlatego jestem trochę zawiedziona. Historia bohaterki umiliła mi czas, sprawiła, że często uśmiechałam się widząc życzliwość innych bohaterów względem Ayeshi. Napawało mnie optymizmem, bo miała wokół ludzi na których może liczyć.

Opowieść jest pełna ciepła i nastraja pozytywnie. Bohaterowie są ciekawi. Żadna z postaci nie jest idealna, przez co możemy znaleźć w nich cząstkę siebie i szybciej przywiązujemy się do nich, do większości odczuwa się też sympatię i kibicuje, by los w końcu się do nich uśmiechnął. Po "Moje miejsce na ziemi" warto sięgnąć, kiedy dopada nas przygnębienie i zaczynamy wątpić w siebie i to, że może być dobrze. Opowieść znacznie poprawia nastrój i daje nadzieję. Jest to też dobra książka, kiedy potrzeba wytchnienia od ciężkich, smutnych opowieści lub mrocznych kryminałów. Czyta się ją szybko i przyjemnie.

Powieść czytało się szybko i przyjemnie. Z niecierpliwością czekałam na to, jak potoczą się dalsze losy bohaterów, których naprawdę zdążyłam polubić i się z nimi zżyć. Autorka w swojej książce stworzyła również przesympatyczny klimat, który opiewa przyjaźnią, miłością, pomocną dłonią, a przede wszystkim optymizmem, który czasami jest bardzo potrzebny i pokrzepiający. W dodatku książka wzrusza i pokazuje, że istnieją jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie, którzy służą pomocą oraz to, że zawsze można zacząć od nowa, znaleźć przyjaźń miłość, i własne miejsce na ziemi. (...) "Moje miejsce na ziemi" to mądra książka, skłaniająca do refleksji, optymistyczna i do maksimum naładowana pozytywną energią. Pokazuje, że zawsze można zacząć wszystko od początku i zacząć szukać dla siebie szczęścia. Polecam. 

"Moje miejsce na ziemi" to książka wzruszająca, skłaniająca do refleksji, dostarczająca pozytywnej energii i uświadamiająca, że w każdej chwili można zacząć wszystko od nowa. Warto słuchać własnej intuicji i głosu serca, podejmować ryzyko i dążyć do odnalezienia szczęścia oraz swojego miejsca na świecie. To powieść obyczajowa skierowana przede wszystkim do kobiet.

Na pierwszy rzut oka wydawało by się, że książka jest smutna i przerażająca, ale to omyłkowe spostrzeżenie, okazuje się że to bardzo ciekawa i wesoła historia, która na pewno da niektórym do myślenia i wcale nie jest nudna jak by to się niektórym z Was wydawało. Bohaterowie są bardzo barwni i ciekawi. (...) Więc zapraszam Was do lektury bo warto przenieść się do świata Ayeshy.

Jeśli spodziewacie się, że ta książka to jakieś smutne, smętne romansidło to grubo się mylicie. To cudowna opowieść o tym, że nie wolno się poddawać, że szczęście może czekać tuż za rogiem i, że czasami trzeba w życiu zaryzykować. Całość czyta się jednym tchem, historia przedstawiona przez autorkę jest niezwykle wciągająca i ciepła w odbiorze. Idealna na hamak, spokojnie na pewno przy niej nie uśniecie! (...) Kochani, jeśli dopiero wyjeżdżacie na urlop i nadal nie wiecie jaką książkę ze sobą zabrać, to z czystym sumieniem mogę polecić Wam "Moje miejsce na ziemi". To pozytywna, lekka książka, od której ciężko się oderwać.

Wzruszająca i ciepła opowieść. Momentami równie zabawna co tragiczna. Wciąga od pierwszych stron,a lekkie pióro Carole sprawia wiele przyjemności mimo ciężaru poruszanych tematów. Zachęcam do przeczytania każdą kobietę. Te które już znają Matthews pewnie nie trzeba będzie zachęcać, ale pozostałym polecam - warto!

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ