Powieść obyczajowa
Ukryte uczucia
KUP TERAZ

Ukryte uczucia

brak opinii
Liczba stron: 336
ISBN: 9788327620644
Premiera: 2016-05-04
Tłumaczenie: Małgorzata Zipper

Jason przez całe lata opiekował się swoją przybraną siostrą. Z czasem uświadamia sobie, że widzi w Gracie ukochaną kobietę. Zamkniętą w sobie, skrytą i trzymającą mężczyzn na dystans.

Gracie czuje, że Jason jest dla niej kimś wyjątkowym. Jedynym mężczyzną, którego pragnie, lecz nie potrafi się do tego przyznać nawet przed sobą.   

Nagle w ten pełen sekretów i ukrytych uczuć świat wdziera się brutalna rzeczywistość: przestępcy porywają Gracie i szantażują Jasona. Niedoszli kochankowie muszą zdać najtrudniejszy egzamin, by w końcu zrozumieć, ile nawzajem dla siebie znaczą.  

Diana Palmer
Diana Palmer, a właściwie Susan Spaeth Kyle napisała pierwszą powieść w 1979 roku. Wcześniej przez szesnaście lat pracowała jako dziennikarka w dziennikach i tygodnikach. Wydała ponad dziewięćdziesiąt książek, które przetłumaczono na wiele języków. Zdobyła siedmiokrotnie nagrodę Waldenbooks National Sales, czterokrotnie B. Dalton National Sales Award, dwukrotnie BookRack National Sales Award i wiele innych (Lifetime Achievement Award, Affaire de Coeur, RWA). Jest członkinią wielu towarzystw i zrzeszeń – Native American Rights Fund, American Museum of Natural History, National Cattlemen’s Association, Archeological Institute of America, Planetary Society, Georgia Conservancy, Georgia Sheriff’s Association i wielu organizacji dobroczynnych. Od 1972 roku jest żoną Jamesa Kyle’a, z którym ma jednego syna. W wieku czterdziestu pięciu lat wróciła na uczelnię, by uzupełnić wykształcenie. Ukończyła historię, archeologię i filologię hiszpańską. Namówił ją do tego mąż, który porzucił karierę urzędnika, ukończył studia informatyczne i założył firmę komputerową. W 1998 roku porzucił ten zawód i poświecił się karierze sportowej. Zdobył liczne nagrody i medale na lokalnych, krajowych i międzynarodowych zawodach w strzelaniu do rzutków. W wolnym czasie Susan uprawia ogródek, czyta książki z dziedziny archeologii i antropologii, słucha muzyki. Uwielbia iguany.

 

Z niecierpliwością wyczekiwała, kiedy Jason opuści ukochane ranczo i zawita w interesach do San Antonio. Tutaj prowadził tryb życia godny kogoś, kto zajmuje wysokie miejsce na liście najbogatszych Amerykanów. W przeciwieństwie do rancza, tutaj mógł organizować ogromne przyjęcia z udziałem wybitnych sportowców i gwiazd Hollywood, podczas których Gracie pełniła funkcję pani domu. Cały artystyczny światek czuł się zaszczycony znajomością z Jasonem. Był dynamiczny, nieprzyzwoicie bogaty, a przy tym nie należał do skąpych. Nic dziwnego, że nie mógł opędzić się od kobiet. Może właśnie dlatego z żadną nie związał się na poważnie, nawet nie pokazywał się publicznie w damskim towarzystwie. Skoro talerz zawsze pełny, nie czuje się prawdziwego głodu, wystarczy skubnąć od czasu do czasu.

Gdy nie przebywał z podobnymi sobie z listy najbogatszych, pracował na równi ze swoimi kowbojami, ubrany w dżinsy, robocze buty i charakterystyczny kapelusz z szerokim rondem. Zawsze życzliwy, szczodry, otwarty na potrzeby podwładnych.

Ponieważ jednak był skryty, nie cieszył się powszechną opinią człowieka o wielkim sercu, a nawet nie uchodził za zbyt sympatycznego. W jego przypadku niezwykle trafne było stwierdzenie, że pozory mylą. Nie chwalił się harwardzkim dyplomem ani dochodami przewyższającymi roczny budżet kilku państewek Trzeciego Świata. Obcy był mu styl życia multimilionera. Organizację wydarzeń towarzyskich zostawiał Gracie. Zajmowała się więc tym, by mu pomóc, wychodziło jej to dobrze, lecz również się tym nie ekscytowała. Natomiast całym sercem angażowała się w działalność charytatywną i finansowanie projektów na rzecz potrzebujących.

Jason popierał te działania, chociaż nie pojmował, dlaczego Gracie aż tak dużą wagę przykłada do wspomagania schronisk dla kobiet i jadłodajni dla ubogich, skoro miała tak wiele innych społecznych programów do wyboru. Wiedział, że musi mieć to jakieś głębsze przyczyny, ale jakie?

Gracie domyślała się, że ludzie zastanawiają się, czemu siostra i brat spędzają razem tak wiele czasu. Oboje byli stanu wolnego i wydawało się, że tak pozostanie na zawsze. Trwała w postanowieniu, że nigdy nie wyjdzie za mąż. Jason miewał przelotne kontakty z kobietami, lecz były to ot, takie sobie igraszki kawalera, z całą pewnością nic poważnego. Żadnej ze swoich dam nawet nie zaprosił do domu. Pewnie krępował się Gracie i jej średniowiecznego, jak mawiał, podejścia do spraw damsko-męskich. Była jednak przekonana, że gdzie indziej robił, co chciał. Jak każdy mężczyzna, dodała w duchu.

Skrzywiła się z niesmakiem, widząc kawałki błota na sfatygowanym, choć nieskazitelnie czystym, białym haftowanym podkoszulku. Włożyła do niego podniszczone dżinsy, które przeżyły na ranczu pamiętny weekend, kiedy Jason uczył jazdy konnej wysoko postawionego zagranicznego gościa. Jej przypadły w udziale lekcje z jego małżonką. Jason podziwiał cierpliwość Gracie i to, jak doskonale radziła sobie w siodle. Wiedziała też, że cenił jej naturalny styl bycia i brak próżności. Długie jasnoblond włosy czesała w bezpretensjonalny kok lub zaplatała warkocze. W owalnej twarzy dominowały szare, lśniące oczy. Miała nieskazitelną cerę, więc obywała się bez makijażu. Pełne wargi, lekko wygięte w łuk i w sposób naturalny zaróżowione, nie wymagały szminki. Używała jej jedynie na wielkie wyjścia z Jasonem do opery, na koncert, do teatru. Mieli podobne zamiłowania. Lubili słuchać takiej samej muzyki. Zgadzali się nawet w kwestiach politycznych i religijnych. Tak wiele mieli z sobą wspólnego, że mogliby stanowić wspaniale dobraną parę. Chociaż nie łączą nas żadne więzy krwi, jesteśmy jak brat i siostra, upomniała siebie ostro.

Niby wiedziała, dlaczego tak się stało, lecz w głębi ducha nie akceptowała faktu, że matka z taką determinacją strzegła prawdy przed mężem i jego synem. Skoro już zdecydowała się wyjść za mąż... Jednak Cynthia śmiertelnie się bała reakcji Myrona Pendletona na prawdziwą historię życia pięknej kobiety, która stała za ladą sklepu z męskimi garniturami. Żeby więc wyrwać córkę ze skrajnej nędzy, wymyśliła historyjkę z poległym na polu chwały obrońcą ojczyzny. Ale w sypialni nie potrafiła udawać. W dniu swojej śmierci ze szlochem wyznała Gracie, że od dnia ślubu nie pozwoliła Myronowi nawet się dotknąć. Był oczywiście wściekły i urażony, a Cynthia nie potrafiła już dłużej żyć w kłamstwie. Nie mogła się jednak przezwyciężyć. Błagała córkę o radę... Cóż mogła jej poradzić? Przytuliła, pocieszała.

To było rano. A wieczorem Cynthia zginęła w katastrofie samochodowej. Gracie była pewna, że to nie był wypadek, ale nie mogła nic powiedzieć, nie zdradzając szczegółów, które matka pragnęła zabrać do grobu.

Odgarnęła niesforne pasmo włosów, zauważając, że rękę miała usmarowaną ziemią. Uśmiechnęła się do siebie na samą myśl, jak musiała wyglądać jej twarz.

- Nie mów, że zamierzasz posadzić tu więcej kwiatów - usłyszała głęboki, rozbawiony głos. - Mówiłaś, że to koniec, kiedy wybieraliśmy się na aukcję.

Spojrzała na niego. Niby poważny, surowy, lecz oczy śmiały się do niej.

- Jesienią będę sadzić cebulki - odparła. - Zostało sporo z ubiegłego roku.

- Gracie, goście zjawią się za dwie godziny - powiedział bez emocji.

- Myślisz, że zapomniałam? - skłamała, zachowując pozory spokoju.

Przysiadł na kamiennej balustradzie u stóp frontowych schodów. Miał na sobie ciemne spodnie zaprasowane w kant, eleganckie buty, biały golf i granatową marynarkę. Wyglądał szykownie. Zupełnie nie przypominał kowboja, który dwa dni temu pojechał na licytację bydła.

- Nienawidzę tego domu. - Ogarnął wzrokiem wystudiowany w swej formie ogród, zupełnie jakby przeniesiony z podręcznika architektury zieleni.

- Kochasz tylko ranczo.

- Nic nie poradzę, nie cierpię obracać się wśród socjety.

- Szkoda, że przypadło ci to w udziale wraz z urodzeniem - skomentowała ze śmiechem.

Obserwował ją spod oka. Była ładna i trochę nieśmiała. Niezbyt towarzyska, podobnie jak on, a mimo to przyjęcie potrafiła zorganizować jak nikt. Niezmordowana w działalności charytatywnej. W trudnych sytuacjach potrafiła zachować wyjątkową trzeźwość umysłu. Nie tylko te cechy wzbudzały jego podziw. Zatrzymał wzrok na zarysie jej jędrnych piersi.

- Mój kuzyn, Simon Hart, sądzi, że spędzamy z sobą zbyt dużo czasu - zauważył lekkim tonem. - Uważa, że któreś z nas powinno założyć rodzinę.

- Nie zamierzam wyjść za mąż - odparła cicho.

- Dlaczego?

- Bo nie chcę. - Odwróciła wzrok.

- Simon i Tira są bardzo szczęśliwi. Mają dwóch synów.

- Życzę im powodzenia.

- Masz dwadzieścia sześć lat - zauważył cicho. - Z nikim się nie spotykasz. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałaś chłopaka. Chyba jeden jedyny raz w Jacobsville, gdy studiowałaś historię. A i ten okazał się gejem.

Gracie przypomniała sobie, że Jason był do niego wrogo nastawiony. Zaskakujące, biorąc pod uwagę jego tolerancyjne poglądy na wiele społecznie kontrowersyjnych tematów. Oboje regularnie uczęszczali do kościoła, jednak daleko im było do fanatyzmu czy ortodoksji. Na przykład Jason utrzymywał, że Stwórca troszczy się o wszystkich ludzi jednakowo, nieważne, jaki mają kolor skóry czy orientację seksualną, jaką wiarę wyznają czy też są niewierzący.

Może był zazdrosny, przemknęło jej przez głowę.

- Dobrze czułam się w jego towarzystwie - odparła po chwili.

- Zauważyłem - odpowiedział z nieskrywanym sarkazmem. - Simon też.

- To nie jego sprawa - obruszyła się Gracie.

- Oczywiście, ale słusznie stwierdził, że żadne z nas nie staje się młodsze.

- Mów o sobie, staruszku. W tym roku skończysz trzydzieści pięć lat.

- Nie musisz mi przypominać.

- Z wiekiem robisz się coraz przystojniejszy - powiedziała ciepło. - Dla mnie nigdy nie będziesz stary.

Spojrzał jej prosto w oczy, a po chwili mruknął:

- Dziękuję, Gracie.

Przekrzywiła zadziornie głowę.

- Ty powinieneś się ożenić, bo komu zostawisz po śmierci cały majątek? - Gdy to mówiła, dotarło do niej, jak smutno brzmią jej słowa.

- Sam o tym myślałem. - Odetchnął głęboko.

- Masz kogoś konkretnego na myśli? - Poczuła suchość w gardle, a gdy zaprzeczył ruchem głowy, dodała: - Spotykałeś się koleżanką Glory, prawniczką.

- Robiła doktorat, a ja mogłem jej załatwić stypendium - odparł z nieukrywaną pogardą.

- Simon przedstawił cię komuś.

- Ubiegała się o miejsce w Senacie, a ja dysponuję pieniędzmi na kampanię.

- Jason, nie wszystkie lecą tylko na twój majątek. Jesteś przystojny, masz dobry charakter... - Zadumała się na moment. - Choć wzbudzasz w ludziach lęk.

- W tobie nie.

- Na początku byłam przerażona.

- Pamiętam - powiedział z czułością. - Wychodziłaś ze swego pokoju, kiedy przynosiłem ci czekoladki, brałaś jedną i z powrotem znikałaś. Miesiącami nie mogłaś się do mnie przekonać, traktowałaś mnie jak wcielonego diabła.

- Aż w końcu polubiłam te twoje diabelskie różki.

Roześmiał się, lecz oczy miał poważne.

- Nie chciałaś nawet iść na bal na zakończenie roku szkolnego.

- Nalegałeś, więc poszłam z pierwszym, który mnie poprosił - rzuciła złośliwie.

- Niestety żebra już mu się zrosły i wstawił sobie przednie zęby - powiedział ze złowrogim błyskiem w oczach.

Gracie wzdrygnęła się na wspomnienie tamtego wieczoru. Chłopak za dużo wypił i nachalnie usiłował ją rozebrać, tak nachalnie, że po tej przygodzie pozostały jej siniaki na całym ciele. Wreszcie zdołała się wyrwać i zamknąć w samochodzie nieszczęsnego amanta, by zadzwonić do Jasona.

Zanim napalony kretyn zdołał się włamać, Jason już się zjawił. Minęło wiele lat, a ona nadal pamiętała przerażenie w oczach chłopaka. Jason był zazwyczaj zrównoważony i spokojny, ale w takich chwilach nie panował nad sobą. Amant też nie był ułomkiem, świetnie sobie radził w drużynie futbolowej, ale w rękach Jasona stał się szmacianą kukłą. Wybite zęby, wyrwana ze stawu ręka, połamane żebra. Po prostu masakra.

Gracie z przerażeniem obserwowała bójkę. Nienawidziła przemocy, ale Jason uratował ją. I nie był to jedyny raz. Wszyscy na ranczu Rocking Spur wiedzieli, że każdy, kto zrobi jakąś dwuznaczną uwagę na temat Gracie w obecności Jasona, może wylądować w szpitalu.

Pamiętnego wieczoru jechali do domu samochodem w absolutnej ciszy. Jason zrozumiał, jak bardzo była wystraszona. Miał wrażenie, że bała się nawet jego. Wtedy postanowił, że będzie zachowywał się wobec niej jak troskliwy przyrodni brat.

Obecnie czuła, że znają się na wskroś, ale trochę oddalili się od siebie. Jason spędzał coraz mniej czasu w posiadłości w San Antonio. Zdarzało się też, że patrzył na Gracie w dziwny, niepokojący sposób, albo zapadał w melancholijną zadumę, jakby był rozczarowany życiem.

Gracie z zachwytem przyglądała się chryzantemom. Z nadejściem chłodów rozkwitną jak małe złote słoneczka. Ubiegłej jesieni zasadziła trochę cebulek na ranczu, ale wielki owczarek niemiecki wszystkie wygrzebał i zjadł. Nie posiadała się z oburzenia, pomstowała na bezczelnego psa, co wzbudziło niepohamowaną radość Jasona. Jednak kupił nowe cebulki, a nawet przysłał do pomocy jednego z kowbojów, oczywiście najstarszego i najbrzydszego. Za to dbał skrupulatnie, by przystojny brygadzista, Grange, trzymał się z daleka od Gracie.

- O czym myślisz? - spytał.

- Przypomniałam sobie, jak Baker w zeszłym roku pożarł moje cebulki.

- Rozsmakował się w nich, musiałem ogrodzić grządki - wyjaśnił z szerokim uśmiechem.

- Płotem? - spytała z niesmakiem.

- Białymi palikami. Wyglądają bardzo estetycznie.

- Jesteś miły.

- Naprawdę?

Odstawiła łopatę, strzepnęła ziemię z podkoszulka, spojrzała na umazane błotem tenisówki i szybko je zdjęła. Skarpety miała oblepione grudkami ziemi.

- Pobrudzę podłogę - stwierdziła.

Nagle znalazł się przy niej Jason i uniósł jak piórko.

Gwałtownie odetchnęła, zaskoczona siłą jego uścisku, i przylgnęła mocniej do Jasona, obawiając się, żeby jej nie upuścił. Nie lubiła takich bliskich kontaktów, ale w jego wykonaniu okazało się to zupełnie nowym, ekscytującym doświadczeniem. Była tak blisko Jasona, zbyt blisko. Na twarzy czuła jego oddech o delikatnym aromacie kawy. W powietrzu unosił się ledwie wyczuwalny zapach drogich perfum. W głowie kłębiły się jej dziwne, niebezpieczne myśli. Powinnam się odsunąć, upomniała siebie, a tymczasem przylgnęła do niego jeszcze mocniej i położyła mu głowę na piersi. Poczuła, jak jego ciałem wstrząsnął dreszcz.

To tylko złudzenie, pomyślała.

Niósł ją na rękach do domu. Zatrzymał się dopiero przed drzwiami do jej sypialni. Utkwił w Gracie przenikliwe spojrzenie ciemnych oczu. Jego fizyczna bliskość zapierała jej dech w piersiach. Wbrew rozsądkowi, wbrew samej sobie, pragnęła pozostać w tych mocnych objęciach w nieskończoność.

- To tak jak na starych filmach - powiedział, patrząc jej znacząco w oczy, sugerując coś, o czym Gracie nie miała najmniejszego pojęcia.

- Jakie filmy masz na myśli?

- Mniejsza z tym. - Postawił ją na ziemi. Wydawał się poirytowany. - Pośpiesz się.

- W co mam się ubrać? - spytała po chwili wahania. Wiedziała, że lubił, kiedy radziła się go w tej kwestii, a teraz, nie wiedzieć czemu, był zły, więc chciała go udobruchać.

Zmierzył ją powoli wzrokiem od stóp do głów.

- Włóż złotą suknię, którą ci przywiozłem z Paryża.

- Nie jest zbyt wieczorowa?

- Nie. - Dotknął lekko zmierzwionych warkoczy. - I rozpuść włosy. Zrób to dla mnie. - Uniósł jej podbródek i delikatnie kreślił palcem zarys warg. Jeszcze raz spojrzał Gracie głęboko w oczy, po czym nagle odwrócił się i ruszył w kierunku schodów.

Jego zachowanie sprawiało, że czuła się w dziwny sposób stremowana. Jason dotykał jej w zupełnie nowy sposób, jakiego do tej pory nie znała. Serce waliło jej mocno w piersi, nie mogła złapać tchu. Zafascynowana, oglądała zarys jego oddalającej się sylwetki. Bała się o tym wszystkim nawet myśleć. Przynajmniej nie teraz, powiedziała w duchu, otwierając drzwi do swego pokoju.

 

Na przyjęciu zjawił się tłum elegancko ubranych gości. Łatwo było wśród nich dostrzec młodych właścicieli obiecującej firmy komputerowej. Mieli na sobie źle skrojone garnitury, znacząco odstawali stylem zachowania od całej reszty. Wyglądało to tak, jakby znaleźli się tu przez przypadek.

Gracie doskonale ich rozumiała. Sama potrzebowała dużo czasu, żeby przyzwyczaić się do ekskluzywnego towarzystwa, luksusowych samochodów i strojów od najmodniejszych projektantów. Owszem, starannie odrobiła tę lekcję, lecz i tak nadal lepiej się czuła w towarzystwie kowbojów, którzy pracowali na ranczu Jasona, niż w tak eleganckim towarzystwie.

Pewności siebie dodawało jej przekonanie, że prezentowała się całkiem nieźle. Złota, opadająca do samych stóp suknia z lejącego się materiału, o asymetrycznym kroju, odkrywała jedno ramię i plecy, ukazując idealnie gładką skórę. Uzupełnienie stroju stanowiły złoty naszyjnik o gęsto splecionych ogniwach i kolczyki powtarzające ten sam motyw. Jasnoblond loki okalały twarz. Wyglądała prześlicznie i znacznie młodziej, niż wskazywałaby jej metryka.

Podeszła z uśmiechem do szczupłego, piegowatego rudzielca, który wydawał się bardziej śmiały.

- Witam serdecznie. Czy mogę zaproponować coś do picia?

Zaczerwienił się.

- Tak... nie - wyjąkał.

- Nie pasujemy do tego towarzystwa - dodał jego towarzysz o pucołowatej twarzy i śniadej cerze.

Gracie wzięła ich delikatnie pod ręce i pociągnęła w kierunku sali balowej, skąd dochodziły dźwięki orkiestry.

- Nie różnimy się niczym od zwyczajnych ludzi - oznajmiła z przyjaznym uśmiechem, podchodząc do baru.

- Podróżujecie prywatnymi odrzutowcami i przyjaźnicie się z gwiazdami futbolu - mruknął rudzielec, rozglądając się po sali.

- Taki styl życia wkrótce stanie się i waszym udziałem. Wszystkiego można się nauczyć, do wszystkiego przywyknąć. Wierzcie mi, sama przez to przechodziłam. Jason twierdzi, że jesteście genialni. Opracowaliście program, który zrewolucjonizuje rynek gier komputerowych.

- Jesteś jego siostrą, prawda? - spytał niższy z nich.

- Przyrodnią. Nazywam się Gracie Marsh.

- Fred Turnbill - przedstawił się pucołowaty. - A to mój kolega, Jeremy Carswell. Wspólnie założyliśmy firmę Shadow Software.

- Miło mi was poznać.

- Twój przyrodni brat - zaczął Fred, wskazując ruchem głowy Jasona, który przy szampanie dyskutował o czymś żywo ze znanym aktorem filmowym - był bardzo przekonujący. Początkowo nawet nie chcieliśmy słyszeć o żadnej współpracy, ale nie przyjmował tego do wiadomości. Obiecywał, że zachowamy kontrolę nad stroną kreatywną. Zaoferował nam kluczowe stanowiska w zarządzie i zachowanie znaczących udziałów w firmie. - Roześmiał się nerwowo. - Trudno odrzucić taką propozycję.

- Doskonale cię rozumiem - wtrąciła Gracie.

- On wszędzie czuje się jak ryba w wodzie - z nutą zazdrości skomentował Fred.

- Nic dziwnego, biorąc pod uwagę jego pozycję finansową - dodał Jeremy.

Gracie wręczyła im lampki szampana.

- Coś wam powiem - rzuciła konfidencjonalnym szeptem. - Zachowuje się zgodnie z tym, czego oczekuje od niego świat biznesu, ale inaczej byście go ocenili, gdybyście zobaczyli, jak troskliwie zajmuje się nowo narodzonymi cielakami. Albo jak jeździ konno. - Jej oczy przybrały rozmarzony wyraz. - Jason na rozpędzonym koniu to najpiękniejszy obraz, jaki widziałam w życiu.

Przyglądali się jej wyraźnie zdumieni.

- Na koniu? - mruknął z niedowierzaniem Fred.

- Z cielakami? - zawtórował mu Jeremy.

- Jest właścicielem rancza w Comanche Wells, gdzie hoduje najlepsze w Stanach okazy rasy santa gertrudis. Kiedy nie zarządza konsorcjum, zajmuje się bydłem razem ze swoimi kowbojami.

- Więc nie jest pozbawionym skrupułów biznesmenem? Nie wyobraża sobie, że może opanować cały świat?

- Oczywiście, że nie - żywo odparła Gracie. - Troszczy się o środowisko, nie używa żadnych pestycydów.

W tym momencie Jason musiał wyczuć, że o nim mowa. Odwzajemnił się Gracie spojrzeniem swoich ciemnych oczu. Mimo że dzieliła ich cała sala balowa, ugięły się pod nią kolana. Po raz pierwszy patrzył na nią w ten szczególny sposób, jakby chciał pożreć ją wzrokiem.

Z trudem odwróciła głowę.

Autorka posiada lekkie pióro i stosuje plastyczne opisy, dzięki czemu z łatwością można wyobrazić sobie daną osobę i sytuację w jakiej się znajduje. Plusem jest również wartka akcja, która obfituje w wiele niecodziennych wydarzeń. Generalnie to dobry umilacz czasu i w takiej kategorii należy rozpatrywać tę pozycję. Dlatego polecam ją głównie fanom autorki, miłośnikom romansów oraz wszystkim szukającym błogiej odskoczni od bardziej ambitnych tytułów.

Sam styl autorki jest taki, jaki być powinien. Prosty, nieutrudniający czytania, bo przecież przy tego typu powieściach fakt ten jest najważniejszy. Z każdym kolejnym rozdziałem miałam ochotę na więcej i więcej, bowiem powieść ta nie jest schematyczna. Wyraźnie widać, że autorka ma swój indywidualny styl budowania postaci i przedstawiania ich czytelnikowi, za co należą się jej wielkie słowa uznania. (...) Komu zatem mogę polecić tę książkę? A no zdecydowanie wszystkim fanom powieści obyczajowych. Myślę, że nie będziecie czuć się zawiedzeni ani przez moment. Powieść ta jest idealna również dla tych, którzy szukają czegoś lżejszego pomiędzy lekturą nieco bardziej wymagających książek.

„Ukryte uczucia” to książka lekka oraz bardzo przyjemna w odbiorze. Oczywiście jest to romans z wplątanym wątkiem sensacyjnym. I tak myślę, że gdyby nie ten wątek, to książka byłaby zdecydowanie lepsza. (...) Ogólnie jestem usatysfakcjonowana tą powieścią, mimo tego małego minusika dotyczącego porwania, a Diana Palmer nadal pozostanie jedną z moich ulubionych autorek. Jeżeli lubicie książki lekkie oraz nieskomplikowane, to ta pozycja jest po prostu dla Was idealna.

W "Ukrytych Uczuciach" są ciekawe wątki kryminalne, i oczywiście miłosne. Książkę bardzo szybko się czyta. Przeczytałam ją w dwa dni i nawet się nie spodziewałam, że tak mnie wciągnie i cieszę się, że Diana mnie nie zawiodła i szczerze powiedziawszy mam ochotę na kolejną powieść tej autorki, a tą książkę zdecydowanie polecam romantyczkom :)

Ukryte uczucia” to idealna książka dla osób, które szukają lekkiej lektury z romantyczną historią miłosną w tle. Od czas do czasu lubię sięgać po tego typy książki, chociaż nie ukrywam, że nie byłabym w stanie czytać tylko książek tego typu ze względu na to, że są niezwykle przewidywalne. Książkę polecam osobom, które choć na chwilę pragną zrelaksować się przy niezobowiązującej lekturze.

"Ukryte Uczucia" Diany Palmer to książka, która daje wytchnienie i pozwala odpocząć od codziennych słabości. To pewnego rodzaju terapia ratująca przed monotonią i słabościami. Warto znaleźć się czasami w bajkowym świecie, bo taki idealny świat widziałam przewracając kolejne strony. (...) Scenariusz fabuły wydaje się prosty, ale czasami tego po prostu potrzeba. To ciepła opowieść o podstawowych wartościach ważnych w życiu.

"Ukryte uczucia" to książka obyczajowa łącząca romans z wątkiem sensacyjnym. Czyta się ją szybko, głównie ze względu na dużą czcionkę, co bynajmniej dla mnie stanowi plus, a poza tym z ogromną ciekawością tego, co wydarzy się w życiu bohaterów i jak zakończy się ta historia. (...) to bardzo przyjemna i ciekawa powieść. Może nie wywołuje zbyt wielkich emocji, ale jest bardzo dobrze napisana i ukazuje piękną historię, a także zawiera w sobie wartościowe przesłanie.

Powieść „Ukryte uczucia” to średnia obyczajówka, w której mamy dużo miłości, odrobinę namiętności, szczyptę kryminału i mnóstwo sekretów. Te wszystkie składniki dają nam dobrą historię, którą warto przeczytać, a która nie wymaga od nas wielkiego wysiłku. 

"Ukryte uczucia" to bardzo dobra powieść. Jest dobrze napisana, prostym i lekkim językiem. Czytałam ją z przyjemnością, bez jakichkolwiek problemów.

Diana Palmer jest autorką chętnie czytanych pozycji dla nastolatek, choć te chyba już wyszły z mody i obecnie autorzy starają się dotrzeć do dorosłego czytelnika, który na chwilę chce oderwać się od codziennych trudności, zmagań i przenieść w świat nieco wyidealizowany, bez większych wad i niedomówień. Podsumowując, jestem zadowolona z lektury tej pozycji.

Dlaczego tak często to co mamy doceniamy dopiero po stracie? I czy odzyskanie tego coś zmieni? Na te i wiele innych pytań odpowie Wam właśnie ta pozycja w sposób czasami dramatyczny, czasami przezabawny. Wyjątkowo choć pozycja naprawdę lekka to sprawiła mi wiele radości i stwierdziłam, że za szybko się skończyła - co jak na mnie i romanse jest aż dziwne! Polecam miłośniczkom gatunku, autorki oraz tym które chcą czegoś innego niż zwykła nudna codzienność!

Tak jak wynika z opisu książka opowiada o burzliwych relacjach przybranego rodzeństwa: Gracie i Jasona. Oboje w głębi serca wiedzą co do siebie czują, oboje również wzbraniają się przed tym uczuciem. Ponadto i jedno i drugie ma swoje mroczne tajemnice, których strzeże jak tylko to możliwe. (...) "Ukryte uczucia" to idealna pozycja na zbliżający się długi weekend. Hamak, zimny drink i "Ukryte uczucia" to będzie trio doskonałe! Naprawdę spędziłam miło czas z tą pozycją! Polecam w ramach odpoczynku umysłu.

Ukryte uczucia to powieść,która pokazuję grę dwóch kochanków i strach,który nie pozwala im rozwiać miłości.Poczucie wstydu i niezrozumienie najbliższych. Tajemnice z przeszłości,które komplikują życie.Powieść ukazuję,że czasami warto zaryzykować, zrobić ten pierwszy krok .Krok, który popycha nas do szczęśliwego życia. Polecam serdecznie Angelika.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ