Powieść obyczajowa
Świąteczne dzwonki
KUP TERAZ

Świąteczne dzwonki

brak opinii
Liczba stron: 432
ISBN: 9788327617408
Premiera: 2015-11-04

Pracoholiczka Kayla Green, specjalistka od marketingu, chce mieć święta jak najszybciej za sobą. Chętnie jedzie do tonącego w śniegu ośrodka Snow Crystal, by zacząć pracę z nowym klientem. Właściciel, Jackson O’Neil,  zamierza rozsławić Snow Crystal na cały kraj. Kayla jest ekspertem w swojej dziedzinie, ale w towarzystwie Jacksona trudno jej zachować profesjonalizm.   Przebiegające między nimi iskry mogą zasilić prądem lampki na wszystkich bożonarodzeniowych choinkach w stanie Vermont.

Sarah Morgan

Sarah Morgan uważa, że romanse to najbardziej satysfakcjonująca z rozrywek. Od dziecka chciała być pisarką i chociaż jej życie nie zawsze podążało w tym kierunku, wreszcie się udało. Jej powieści są optymistyczne, za co często dostaje podziękowania od swoich czytelniczek.

W swojej pracy łączy biznes z przyjemnością. Krytycy określają jej powieści mianem „seksownych i pełnych akcji”. Czy może być lepsza zachęta do czytania?

Kayla Green nastawiła swoją ulubioną listę piosenek tak głośno, żeby zagłuszyć dochodzące zza zamkniętych drzwi odgłosy kolęd.

Czy tylko ona nienawidzi tej pory roku?

Czy w całej firmie nie ma nikogo, kto podzielałby jej uczucia?

Nikogo, komu święta Bożego Narodzenia nie niosą obietnicy szczęścia i radości?

Czy nikt prócz niej nie zdaje sobie sprawy, że jemioła to roślina trująca?

Niechętnym wzrokiem śledziła białe płatki śniegu padające leniwie za przeszklonymi ścianami obszernego, narożnego gabinetu. Najwyraźniej czekało ją Boże Narodzenie w śniegu.

W dole, ulicami Manhattanu, przewalały się tłumy turystów podziwiających świąteczne atrakcje nowojorskiej metropolii. Przed Centrum Rockefellera migotała gigantyczna choinka, a w oddali pobłyskiwała lśniąca w zimowym świetle szarosrebrzysta wstęga rzeki Hudson.

Kayla odwróciła się plecami do padającego śniegu, bożonarodzeniowej choinki i drapaczy chmur i skoncentrowała uwagę na monitorze komputera.

Chwilę później otworzyły się drzwi i do gabinetu wkroczył Tony z działu Rozrywki i Sportu, trzymający w rękach dwa kieliszki szampana.

Kayla wyjęła słuchawki z uszu.

− Kto włączył te cholerne kolędy?

− Nie lubisz kolęd? − Tony miał koszulę rozpiętą pod szyją, a jego błyszczące oczy wskazywały, że nie był to jego pierwszy kieliszek szampana. − Dlatego zamknęłaś się w swoim gabinecie?

− Potrzebuję spokoju, więc byłabym wdzięczna, gdybyś, wychodząc, zamknął za sobą drzwi.

− Daj spokój, Kayla. Całe biuro świętuje nadzwyczaj udany rok. Picie na umór, wyśpiewywanie na cały głos i flirtowanie z kolegami to przecież angielski zwyczaj.

− Kto ci tak powiedział?

− Oglądałem „Dziennik Bridget Jones”.

− Aha. − Dochodząca z korytarza muzyka przyprawiała Kaylę o pulsowanie w skroniach. Zawsze tak się czuła o tej porze roku. Płynący z głębi trzewi paniczny strach i dławiące oddech skurcze serca miały ją dręczyć do 26 grudnia. − Masz jakąś konkretną sprawę? Bo jeżeli nie, to pozwól mi wrócić do pracy.

− Trwa biurowe przyjęcie. Nie możesz dzisiaj pracować do późnej nocy.

Kayla była wręcz odwrotnego zdania.

− Widziałeś „Opowieść wigilijną”? Albo czytałeś książkę?

Jeden z kieliszków szampana wylądował przed jej nosem na biurku.

− Domyślam się, że nie pretendujesz do roli Małego Tima z opowieści Dickensa, więc chyba musisz być Scrooge’em albo jedną ze zjaw.

− Owszem, jestem Scrooge’em, chociaż nie noszę jego koszmarnego szlafroka. − Ignorując obecność kieliszka, Kayla wyjrzała na korytarz. − Melinda jest z wami?

− Kiedy ostatni raz ją widziałem, uwodziła szefa działu Egzotycznych Podróży, który rozgląda się za tobą przez cały wieczór, żeby ci osobiście podziękować za to, jak bardzo się przyczyniłaś do powodzenia firmy w tym roku. Odkąd objęłaś stanowisko, podwoiła się liczba zamówień. Nie mówiąc już o tym, że dzięki tobie jego podobizna ukazała się na okładce magazynu „Time”. − Tony z uśmiechem podniósł kieliszek. − Zanim pojawiłaś się w Nowym Jorku, to ja byłem nadzieją firmy. Brett wprowadzał mnie w tajniki jej prowadzenia. Miałem zostać najmłodszym wiceprezesem w jej historii.

W głowie Kayli rozdzwoniły się alarmowe dzwonki.

− Tony...

− Teraz pewnie tobie przypadnie ten zaszczyt.

− Nadal jesteś wielką nadzieją firmy. Pracujemy w osobnych działach. Czy moglibyśmy odłożyć tę rozmowę do jutra? − Kayla sięgnęła po kolejny raport do teczki, w której sama najchętniej by się ukryła w ostatnie dni grudnia. − Jestem naprawdę bardzo zajęta.

− Zbyt zajęta na to, by podbudować moje ego?

Kayla popatrzyła na kieliszek szampana.

− Jestem zdania, że każdy powinien się sam troszczyć o własne ego.

Tony lekko się zaśmiał.

− W innych ustach mógłbym to potraktować jak osobisty przytyk. Ale ty nie masz czasu ani głowy na krytykowanie kolegów. Tak samo jak nie masz czasu na przyjęcia, wspólne kolacje albo drinki po pracy przed powrotem do domu. Na nic z wyjątkiem pracy. Dla Kayli Green, zastępczyni wiceprezesa działu Turystyki i Hoteli, liczy się tylko następne zadanie. Pewnie o tym nie wiesz, ale ludzie w biurze zakładają się, czy sypiasz ze swoim telefonem.

− Oczywiście, że tak. A ty nie?

− Nie. Wyobraź sobie, że czasami sypiam z ludzką istotą. Z żywą, gorącą kobietą. Zapominam o pracy i oddaję się przez całą noc rozkoszom seksu. − Czując na sobie jego jednoznaczne spojrzenie, Kayla pożałowała, że nie zamknęła się w gabinecie na klucz.

− Tony...

− Pewnie zrobię z siebie piramidalnego idiotę, ale...

− Przestań, Tony. − Bojąc się, że może potrzebować obu rąk, odłożyła wyjęte z teczki papiery. − Wracaj na przyjęcie.

− Jesteś najseksowniejszą kobietą, jaką znam.

Niech to szlag!

− Tony...

− Przyznaję, że na początku, kiedy po przyjeździe z Londynu wylądowałaś od razu na obecnym stanowisku, nie darzyłem cię sympatią, ale kolegów oczarowały twoje angielskie maniery, a Bretta uwiodłaś niezawodnym wyczuciem biznesu. − Tony pochylił się nad nią. − Ja też uległem twemu czarowi.

− Ile zdążyłeś wypić? − spytała Kayla, spoglądając na jego kieliszek.

− Obserwowałem cię parę dni temu podczas prezentacji w sali konferencyjnej. Byłaś nieustannie w ruchu.

− Lepiej mi się myśli, kiedy chodzę.

− No właśnie, kiedy się przechadzałaś w tej swojej podkreślającej tyłeczek, obcisłej spódnicy i pantoflach na niebotycznych obcasach ukazujących kilometry nóg, przez cały czas tylko jedna myśl przychodziła mi do głowy: Kayla Green to najbystrzejsza kobieta w firmie, a do tego ma wspaniałe nogi...

− Tony...

− ...i zdumiewająco zielone oczy, których spojrzenie powala mężczyznę z odległości tysiąca kroków.

Kayla mierzyła go przez chwilę mocnym spojrzeniem, po czym rozłożyła ręce.

− Nic z tego. Nie działa. Nadal stoisz i żyjesz. Coś ci się pokręciło. A teraz wracaj na przyjęcie.

− Chodźmy stąd, Kayla. Do mnie. Mam wielkie, wspaniałe łóżko.

− Tony... − Starała się przybrać najwłaściwszy ton głosu. Stanowczy, całkowicie obojętny, czysto profesjonalny. − Doceniam odwagę, aby tak szczerze wyrazić, co do mnie czujesz, i chcę być wobec ciebie równie uczciwa. − No, może nie całkiem, ale prawie. − Otóż niezależnie od tego, że nigdy, przenigdy, nie wdałabym się w całkiem nieprofesjonalną, czysto osobistą relację z kolegą z pracy, w dziedzinie stosunków międzyludzkich jestem po prostu do niczego.

− Niemożliwe, ty wszystko potrafisz. Słyszałem niedawno, jak Brett zapewniał klienta, że jesteś najlepsza z najlepszych. − W głosie Tony’ego brzmiała nuta goryczy.

− Ach, więc o to chodzi? O to, kto jest lepszy? Bo jeśli mam być szczera, nie sądzę, aby Brett, udzielając ci wskazówek, na czym polega kierowanie ludźmi, nie przypuszczał, że weźmiesz je do siebie.

− Proszę tylko o jedną noc szalonego seksu, Kayla. Jutro nie istnieje.

Kayla marzyła, aby jutro nastąpiło możliwie jak najszybciej.

− Dobranoc, Tony.

− Mógłbym sprawić, żebyś zapomniała o swoich e-mailach.

− Jeszcze nigdy żaden mężczyzna nie sprawił, bym zapomniała o swoich e-mailach. − Uświadomienie sobie tej przygnębiającej prawdy bynajmniej nie poprawiło jej humoru. − Upiłeś się, Tony, a jak rano wytrzeźwiejesz, będziesz się wstydził tego, co nagadałeś.

Tony usiadł na stosie leżących na jej biurku rachunków.

− Kiedyś uważałem się za świetnego pracownika. Dopóki nie poznałem Kayli Green, genialnej specjalistki od reklamy, która nigdy się nie myli.

Kayla wyszarpnęła przygniecione rachunki.

− Kopnę cię w tyłek, jeżeli natychmiast nie zabierzesz go z mego biurka.

− W tyłek. Myślałem, że Anglicy wolą używać słowa dupa.

− Wszystko jedno, zabieraj swój tyłek albo dupę z moich rachunków. I wynoś się do domu, zanim palniesz jakąś głupotę wobec kogoś naprawdę ważnego. − Była już gotowa uciec się do rękoczynów, ale na szczęście do gabinetu weszła jej asystentka Stacy.

− A, tu jesteś, Tony − powiedziała, spoglądając znacząco na jego pusty kieliszek. − Brett cię szuka. Ma nowy biznes na tapecie. Mówi, że to coś w sam raz dla ciebie.

− Doprawdy? W takim razie... − Tony zabrał z biurka Kayli jej nietknięty kieliszek i ruszył do drzwi. − W takim razie, nic nie może stanąć biznesowi na drodze. Zwłaszcza rozkosze życia.

Stacy odprowadziła go zdumionym wzrokiem.

− Co w niego wstąpiło?

− Dwie butelki szampana, oto co. − Kayla wpatrzyła się tępym wzrokiem w monitor komputera. − Czy Brett rzeczywiście go szuka?

− Nie, ale wyglądałaś, jakbyś zamierzała strzelić go w mordę, a nie chciałam, żebyś wylądowała na święta w areszcie za użycie fizycznej przemocy. Podobno jedzenie w pudle jest koszmarne.

− Jesteś nieoceniona, Stacy.  Zasłużyłaś na sowitą premię.

− Już mi jedną przyznałaś. Popatrz, jaką bluzkę sobie za nią sprawiłam. - Stacy okręciła się jak baletnica i na nowej bluzce roziskrzyły się cekiny. − Jak ci się podoba?

− Fantastyczna. Tylko nie zbliżaj się w niej do Tony’ego.

− Mnie on się podoba. − Stacy zarumieniła się. − Przepraszam, za dużo gadam.

− Uważasz, że jest sexy? − Kayla popatrzyła na drzwi, za którymi przed chwilą zniknął Tony, zastanawiając się, co jest z nią nie tak. − Poważnie?

− Wszystkie dziewczyny tak uważają. Oczywiście z wyjątkiem ciebie, bo za dużo pracujesz i na nic innego nie zwracasz uwagi. Dlaczego nie chcesz się przyłączyć do zabawy?

− Bo wszyscy mówią wyłącznie o świętach. A ja świetnie się nadaję do rozmów o pracy, ale na temat dzieci, babć, psów i kotów nie mam absolutnie nic do powiedzenia.

− A właśnie, à propos pracy, to szykuje się nowy poważny biznes. Facet ma się zjawić jutro i przedstawić szczegóły. Brett chce, żebyś wzięła udział w spotkaniu.

Kayla wyprostowała się, zadowolona ze zmiany tematu.

− Jak on się nazywa?

− Jackson O’Neil.

− Jackson O’Neil. − Kayla przez chwilę szukała w pamięci. − Dyrektor generalny Snowdrift Leisure. Prowadzą kilka luksusowych hoteli dla miłośników sportów zimowych. Głównie w Europie. W Zermatt, Klosters, Chamonix. Mają imponujące wyniki. Cieszą się wielkim powodzeniem. Czego od nas oczekują?     

Stacy patrzyła na nią z podziwem.

− Skąd ty to wszystko wiesz?

− To są sprawy, którymi się zajmuję, kiedy inni oddają się towarzyskim rozrywkom. − Wpisała „Jackson O’Neil” do komputera. − Chcą skorzystać z naszych usług? Mogłabym ich skontaktować z naszym londyńskim biurem.

− To nie europejski biznes. I nie chodzi o Snowdrift Leisure. Półtora roku temu O’Neil wycofał się z kierowania firmą i wrócił do Stanów, żeby się zająć rodzinnym przedsiębiorstwem.

− Co ty powiesz? Jak mi to mogło umknąć? − Kayla przyjrzała się zdjęciom na monitorze. Jackson O’Neil musiał być ze dwadzieścia lat młodszy, niż sobie wyobrażała. I zamiast typowego dla korporacyjnych bossów ujęcia głowy i ramion, zdjęcie ukazywało mężczyznę szusującego w dół niemal pionowego stoku. − To z Photoshopu?

Zaglądająca jej przez ramię Stacy cmoknęła z uznaniem.

− Ale ciacho! Dam głowę, że pije martini z wódką, wstrząśnięte, nie zmieszane. Nie, to autentyczne zdjęcie. Wszyscy trzej bracia O’Neil są zawołanymi narciarzami. Tyler O’Neil należał do reprezentacyjnej ekipy narciarskiej Stanów Zjednoczonych, dopóki nie nabawił się kontuzji nogi. Ale i tak każdy z nich gotów jest w każdej chwili rzucić się w dół najbardziej stromego zbocza.

− W takim razie chyba nie powinnam wspominać, że na szczycie Empire State Building dostaję zawrotu głowy. − Kayla wyłączyła komputer. − Ale Snowdrift Leisure to znakomicie prowadzona firma, która szybko się rozwija. Dlaczego przestała go interesować?

− Ze względu na rodzinę. Jego rodzina prowadzi w Vermoncie ośrodek turystyczny o  nazwie Snow Crystal.

Rodzina. Siła, która niszczy wszystko na swojej drodze.

− Nigdy o niej nie słyszałam.

− Pewnie dlatego chce się zwrócić do nas o pomoc.

− Skoro zdecydował się na prowadzenie rodzinnego przedsiębiorstwa, to dlaczego od razu go nie przejął, tylko założył własne? − Znowu włączyła wyszukiwarkę i otworzyła obrazy dla Snow Crystal. Duży hotel w alpejskim stylu plus rozrzucone po lesie chaty z bali. Zdjęcie uśmiechniętej pary na tylnym siedzeniu konnych sani. Ślizgające się na łyżwach po jeziorze rozradowane rodziny. Powróciła szybko do fotografii drewnianych chat. − Pewnie lubi wyzwania.

− Na pewno sam ci wszystko wyjaśni podczas spotkania. Prosił specjalnie o ciebie. Wie, że postawiłaś na nogi Adventure Travel.

Wpatrującą się w drewniane chaty Kaylę zadziwiła emanująca z nich atmosfera ciszy i spokoju.

− Myślisz, że chce zamówić pełną kampanię reklamową?

− Brett uważa, że jeśli podczas jutrzejszego spotkania odpowiednio O’Neilowi zaimponujesz, to mamy kampanię w kieszeni.

− W takim razie zabieramy się do roboty.

− Na pewno potrafisz mu zaimponować. − Stacy zawahała się. − Czy jeździłaś kiedyś na nartach?

Amerykańska autorka oczarowała mnie niezwykle klimatyczną opowieścią i barwnymi postaciami, nie pozwalając się oderwać od lektury choćby na chwilę. Kayla i Jackson to bohaterowie, których trudno nie lubić, dlatego z zainteresowaniem śledziłam wątek miłosny z ich udziałem, który bez wątpienia dodał pikanterii tej historii. Właśnie na taką książkę miałam apetyt i się nie zawiodłam. „Świąteczne dzwonki” to przepełniona ciepłem, miłością i nadzieją powieść w duchu Świąt Bożego Narodzenia, która świetnie oddaje atmosferę i klimat tego okresu, sprawiając, że będziesz z niecierpliwością wyczekiwać tych przepełnionych magią dni. Fani gorących, pełnych przyciągania i iskier romansów również nie powinni się zawieść. To pozycja, do której z przyjemnością będę powracać. Serdecznie polecam! ;)

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ